Ile rund potrzebował Sebastian Wiktorzak, by poradzić sobie z doświadczonym Kolumbijczykiem Leonardo Carrillo? Trzy. Carrillo nie wstał ze stołka, gdy zabrzmiał gong na czwarte starcie, co oznaczało koniec walki i zwycięstwo szczecinianina.
Przed pojedynkiem Wiktorzak zjawił się na ringu z czystym rekordem 8-0, 4 KO. Carrillo nie był jednak przeciwnikiem bez historii – na koncie miał 17 wygranych i 7 porażek, w tym 16 przez nokaut, a wcześniej pokonał przez nokaut w drugiej rundzie Mateusza Tryca. Właśnie ta wygrana budowała mu renomę groźnego pięściarza, który wchodził do ringu w Polsce.
Szczecinianin od pierwszych sekund narzucił własny rytm. Już w pierwszej rundzie trafił Carrillo lewym sierpowym na szczękę, raniąc Kolumbijczyka. Rywal nie odpuszczał bez walki – w trzeciej rundzie ruszył ostro do ataku, szukając mocnego sierpowego, który mógłby odwrócić losy pojedynku. Nie znalazł go. Po trzeciej rundzie Carrillo usiadł ciężko na stołek i już z niego nie wstał, a sędzia uznał walkę Wiktorzaka za zakończoną wygraną.
Gorzelak bez straty punktu
Na tej samej gali inny polski pięściarz, Radosław Gorzelak, rozprawił się z Włochem Nicolą Ciriani na punkty po ośmiu rundach. Wszyscy trzej sędziowie byli jednomyślni – 80:70 dla Polaka. W praktyce oznacza to walkę bez straty rundy.
Gorzelak, broniący rekordu 8-0-2 z jednym nokautem na koncie, dwukrotnie posłał Ciriani na deski. Włoch, legitymujący się bilansem 19-4-1 i 12 nokautami, mimo dwóch liczeń przetrwał pełne osiem rund. Jego odporność nie wystarczyła jednak, by zachwiać werdyktem – przewaga Gorzelaka na punktach była zbyt wyraźna.
Dla obu Polaków to kolejne wpisy do niepokonanych jak dotąd rekordów zawodowych, choć zdobyte w zupełnie różny sposób: Wiktorzak nokautem technicznym po trzeciej rundzie, Gorzelak jednogłośną decyzją sędziów po pełnym dystansie.