Trzy dni po zwycięstwie nad Moses Itaumą Filip Hrgović stał już na sali treningowej, bez żadnych większych obrażeń. Ten kontrast nie umknął nikomu — forma i szybka regeneracja po jednej walce, a cierpienie po drugiej. I właśnie to stało się punktem wyjścia do jego najnowszej tyrady wymierzonej w Daniela Duboisa.
Chorwacki pięściarz, aktualny mistrz IBF wagi ciężkiej, ma na koncie 21 wygranych i tylko jedną porażkę, przy 16 zwycięstwach przed czasem. Tę jedyną skazę na jego rekordzie zapisał Daniel Dubois — Brytyjczyk z bilansem 24-3, 23 KO.
Tamtej porażki Hrgović wciąż nie może przełknąć. Twierdzi, że w dniu walki z Dubois był chory, krótko po wcześniejszej kontuzji. Już w pierwszej rundzie doszło, jak mówi, do głębokiego rozcięcia — najpierw jednego oka, potem drugiego. „A i tak, pomimo tych wszystkich problemów, wygrywałem tamtą walkę” — przekonuje Chorwat.
„Najbardziej chcę rewanżu z Dubois”.
Nową falę żądań wywołał najnowszy występ Duboisa — zwycięstwo w rewanżu z Fabio Wardleyem. Hrgović ocenił go bez większego entuzjazmu: Wardley nie wyglądał dobrze od samego początku, a dla Duboisa była to łatwa robota. Dodał, że Wardley poniósł duże straty w pierwszej walce, więc rewanż przyszedł dla niego zbyt wcześnie.
Mimo chłodnej oceny rywala jedną rzecz Hrgović mu przyznaje — jakość lewego prostego, który nazywa jednym z najlepszych w branży. I właśnie ten cios zdecydował o wyniku pierwszego starcia.
Wezwanie na marzec
Hrgović chce rewanżu już w marcu. Nie owija w bawełnę, nazywając Duboisa wolnym zawodnikiem, którego „zmiażdży w rewanżu”. W jego narracji prawdziwym mistrzem jest on sam, a Dubois — jak to ujął — to „nadmuchany mistrz”.
Chorwat idzie jeszcze dalej w swoich deklaracjach. Uważa, że to on, nie Dubois, jest obecnie najlepszy spośród panujących mistrzów wagi ciężkiej. Plan na przyszłość ma już gotowy: po pokonaniu Duboisa chce ruszyć po dwa pozostałe pasy mistrzowskie.