„Chciałbym przywieźć 3-4 medale, w tym może udałoby się jeden męski, gdzie wiadomo, że konkurencja i rywalizacja jest cięższa plus to, że my dopiero tę kadrę budujemy” – mówił w Sofii Tomasz Dylak w rozmowie z red. Arturem Gacem z Interii. Kilka godzin później na ringu w bułgarskiej stolicy o realizację tych planów zaczął walczyć Nikolas Pawlik, pierwszy z Polaków w akcji na Mistrzostwach Europy.
21-letni zawodnik z Zawiercia trafił w 1/16 finału kategorii do 55 kg na Gabora Virbana, mistrza Węgier. Nerwów nie brakowało – po pierwszej rundzie sędzia z Francji dał przewagę rywalowi, ale pozostała czwórka arbitrów, z Łotwy, Uzbekistanu, Brazylii i Kolumbii, postawiła na Polaka.
Bez ostrzeżeń się nie obeszło. Po drugiej rundzie ukarano Virbana, a w końcówce starcia upomnienie dostał też Pawlik. Mimo to Polak wygrał jednogłośnie 5:0 i wszedł do 1/8 finału. Karty sędziowskie nie pozostawiały złudzeń: 29:26, 29:26, 28:27, 29:26 i 29:26, przy bilansie wygranych rund 4:1, 5:0 i 5:0.
Dla Pawlika to zwycięstwo znaczy więcej niż zwykły awans. Wcześniej na dużych imprezach – mistrzostwach Europy U-21, mistrzostwach świata w Liverpoolu czy zawodach Pucharu Świata – odpadał regularnie już po pierwszym starciu. W Sofii ta passa wreszcie się urwała. O miejsce w ćwierćfinale powalczy w sobotę z Ukraińcem Maksymem Zymenko.
Nowy system, nowe nadzieje
Start Pawlika to pierwszy sprawdzian nowego rozdania w polskim boksie. Na początku 2026 roku Polski Związek Bokserski przebudował system szkolenia kadr, a stanowisko głównego trenera – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – objął Tomasz Dylak, wcześniej pracujący wyłącznie z reprezentantkami. Jego zadanie brzmi jasno: doprowadzić polskich pięściarzy na igrzyska olimpijskie.
Że kadra idzie w dobrą stronę, było widać już wcześniej – podczas turnieju Pucharu Świata w Brazylii dobrze pokazał się Damian Durkacz. W czwartek, pierwszego dnia mistrzostw w Sofii, rozegrano łącznie trzy walki z udziałem Polaków. Kobiety wchodzą do rywalizacji dopiero w sobotę, a wśród nich będzie Julia Szeremeta – ona swój start zaplanowała jednak na poniedziałek.