Pod koniec sierpnia Teofimo Lopez opuścił ring z pasem World Boxing Association w wadze półśredniej – pokonał wtedy Rolando Romero niejednogłośną decyzją sędziowską dwa do remisu. Kilka tygodni później wyszło na jaw, że tytuł nie daje mu takiej swobody, na jaką liczył.
Lopez poprosił WBA o zgodę na samodzielny wybór kolejnego rywala. Na horyzoncie majaczyła walka unifikacyjna z Ryanem Garcią, planowana na pierwszy kwartał przyszłego roku. Kłopot w tym, że federacja ma już swojego obowiązkowego pretendenta. Nazywa się Jack Catterall.
Ten Brytyjczyk, legitymujący się bilansem 33 wygranych i 2 porażek, w tym 14 nokautów, nie zamierza oddawać swojego miejsca w kolejce. Lopez, mający na koncie 23 zwycięstwa, 2 porażki i 13 nokautów, stoi więc przed wyborem: zmierzyć się z obowiązkowym challengerem albo szukać okrężnej drogi do unifikacji.
„Koniec dyskusji na ten temat”
Catterall nie zostawił sobie – ani nikomu innemu – przestrzeni do negocjacji. W rozmowie przytoczonej przez serwis bokser.org powiedział bez ogródek, że żadna kwota nie zmieni jego stanowiska.
„Nie ma takiej kwoty ani pieniędzy, za które byłbym gotów ustąpić. Nie, po prostu nie, koniec dyskusji na ten temat. Chcę tego, na co sobie zasłużyłem i na co się umówiliśmy. Chcę zostać mistrzem świata i nie przyjmę żadnej pieprzonej oferty, żeby zejść komuś z drogi.”
Te słowa stawiają WBA i obóz Lopeza w niewygodnym miejscu. Jeśli federacja trzyma się własnych zasad w sprawie obowiązkowej obrony tytułu, plany unifikacyjnego pojedynku z Ryanem Garcią w pierwszym kwartale przyszłego roku mogą się rozsypać, zanim ktokolwiek zdąży je formalnie ogłosić.