⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Jeszcze w drugiej tercji Unia Oświęcim traciła do GKS-u Katowice 2:4. Wyglądało to fatalnie, ale w trzeciej odsłonie meczu biało-niebiescy odrobili straty, a w dogrywce Jere Jokinen dołożył gola, który dał im trzecie zwycięstwo z rzędu. Fiński napastnik decydujące trafienie uzyskał uderzeniem bez przyjęcia, z lewego bulika.

Bohaterem wieczoru został jednak ktoś inny. Matt Wilkins zdobył bramkę i do tego zanotował cztery asysty – Kanadyjczyk maczał palce dosłownie przy każdym golu swojej drużyny. To on trafił na 2:2 w momencie, gdy zespół gonił wynik po słabszym fragmencie meczu.

Początek spotkania należał do Unii, która już w 7. minucie objęła prowadzenie, grając w przewadze liczebnej. Potem jednak inicjatywę przejął GKS Katowice – najpierw wyrównał jeszcze przed przerwą, a po 40 minutach prowadził już 4:2. Trzecia tercja to jednak zupełnie inny mecz: drużyna Markusa Juurikkali odwróciła losy spotkania, a do remisu 4:4, również w przewadze liczebnej, doprowadził Otto Nieminen.

O zwycięstwie zdecydowały formacje specjalne. Oświęcimianie strzelili aż trzy gole w przewadze liczebnej, notując przy tym 75-procentową skuteczność w tym elemencie gry. Obok Wilkinsa formą błysnęli też Jimi Rönkkönen, Otto Nieminen oraz wspomniany już Jere Jokinen – każdy z nich zebrał po trzy punkty za bramki i asysty.

„Formacje specjalne są zawsze w centrum uwagi i stanowią ważną część meczów, a także główny powód, dla którego wygraliśmy ten mecz. Po prostu chęć blokowania strzałów i poświęcenie się przyczyniły się do zwycięstwa” – ocenił po meczu Wilkins.

35-letni napastnik przyznał, że nawet przy stanie 2:4 w szatni nikt nie tracił wiary. „Po prostu wierzyliśmy, że możemy grać lepiej. Mamy w zespole spore umiejętności, więc wierzyliśmy, że zdobycie dwóch bramek nie będzie dla nas problemem. Musieliśmy tylko bardziej skupić się na grze defensywnej” – wyjaśnił.

Wilkins liderem zespołu

Kanadyjczyk trafił do Oświęcimia przed obecnym sezonem i od razu stał się najbardziej produktywnym graczem zespołu – ma już na koncie osiem goli i siedem asyst. Zanim tu przyjechał, grał w ekstraligach słowackiej i francuskiej, a ostatni sezon spędził w międzynarodowej ICE Hockey League. Na europejskich lodowiskach występuje od dziewięciu lat.

„Szybko się zaaklimatyzowałem. Mamy świetną grupę chłopaków, dzięki którym bardzo łatwo było mi wtopić się w nowy zespół. »Chemia« między nami się rozwija, ale uważam, że jak dotąd jest naprawdę świetna i będzie się nadal umacniać” – powiedział Wilkins.

Trzy zwycięstwa z rzędu – tyle ma teraz na koncie Unia Oświęcim po wygranej w dogrywce. W piątek biało-niebiescy pojadą na mecz z ECZD Zagłębiem Sosnowiec, drużyną, którą jeszcze przed sezonem typowano do walki o mistrzostwo Polski.

„Wiemy, że to dobra drużyna, która ma skuteczną grę w przewadze. Musimy zachować dyscyplinę i być gotowi od samego początku meczu. Jeśli zagramy zgodnie z naszym stylem, wierzę, że wrócimy do domu z punktami” – zapowiedział przed tym starciem Wilkins.

UEFA nałożyła karę na GKS Katowice po rewanżowym meczu z Hapoelem Tel Awiw, rozegranym w ramach III rundy eliminacji Ligi Konferencji. Decyzję wydała Komisja Kontroli, Etyki i Dyscypliny UEFA (CEDB) — powodem było odpalenie przez kibiców katowickiego klubu pirotechniki podczas tego spotkania.

Klub zapłaci 2,5 tys. euro, czyli niespełna 11 tys. złotych.

Sprawa dotyczy oprawy, jaka pojawiła się na trybunach podczas starcia z Hapoelem. Kibice GKS-u rozwinęli transparent z napisem „Red is bad” („czerwony jest zły”). To nie był przypadkowy tekst — Hapoel Tel Awiw uchodzi w Izraelu za klub o najbardziej lewicowej tożsamości, więc przekaz od razu odczytano w kategoriach politycznych.

Droga GKS-u w eliminacjach

Zespół prowadzony przez trenera Rafała Góraka w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji wyeliminował słowacki MŠK Žilina. Pierwszy mecz katowiczanie przegrali 1:2, ale w rewanżu odrobili straty z nawiązką, wygrywając 3:1.

Dalej czekał Hapoel Tel Awiw. Po wyjazdowej porażce 0:2 GKS musiał gonić wynik u siebie — i gonił skutecznie, bo wygrał 2:1. Awansu to jednak nie dało. Drużyna Rafała Góraka pożegnała się z europejskimi pucharami.

Sportowy rozdział tej rywalizacji już się zamknął. Teraz doszedł do niego dyscyplinarny epilog — finansowa kara od UEFA za zachowanie kibiców podczas meczu z izraelskim klubem.

Czeski miliarder Karel Komarek, twórca programu „More Than Equal”, wybrał do swojego projektu dwie 14-letnie Polki – Julię Angelard i Amelię Wyszomirską. Cel jest jasny: w ciągu dziesięciu lat wyszkolić kobietę zdolną do startów w Formule 1.

Komarek ma 57 lat. „Forbes” szacuje jego majątek na 14 mld euro. Przez grupę inwestycyjną KKCG działa w 40 krajach, a najważniejszym elementem jego portfolio jest dziś firma loteryjna Allwyn – wyrosła z czeskiej spółki bukmacherskiej Sazka i wyceniana obecnie na 16 mld euro. To z tej fortuny płynie finansowanie projektu, który ma poruszyć coś, co w Formule 1 stoi w miejscu od dekad.

A statystyki są bezlitosne. Ostatnią kobietą próbującą zakwalifikować się do wyścigu F1 była Giovanna Amati w sezonie 1992. Wcześniej kobietę na polu startowym widziano jeszcze dawniej – w 1976 roku, za sprawą Lelli Lombardi. Komarek w rozmowie z „Autosportem” tłumaczył, skąd wziął się pomysł programu, wracając do własnych doświadczeń z czasów, gdy Czechosłowacja była odcięta od świata: „Kraj był zamknięty. Nie mogliśmy podróżować ani rywalizować. Przez ostatnie 25 lat wiele się nauczyłem. Podobnie jest z młodymi zawodniczkami. Jeśli nie dostaną szansy w wieku 10-12 lat, gdy można dostrzec pierwsze talenty i sprawdzić czy mogą rywalizować z chłopcami, to można mówić o podobnej historii”.

W „More Than Equal” jest tylko osiem dziewczyn z całego świata. Dwie z nich to Polki. Do projektu zgłosiło się około 1500 zawodniczek – liczba, która sama pokazuje, jak wąskie było sito selekcji. Angelard i Wyszomirska trafiły do programu dzięki wynikom w kartingu i badaniom wydolnościowym, a zaproszenie dostały na początku 2026 roku. Trenują głównie w Wielkiej Brytanii.

Amelia Wyszomirska pochodzi z Warszawy i niedawno zaczęła liceum. Naukę godzi z jazdą w dość napiętym rytmie – lekcje od poniedziałku do środy, potem wyjazd na zawody i nadrabianie zaległości po powrocie. O samym programie mówi z wyraźnym entuzjazmem: „Od początku wiedziałam, jak to będzie mniej więcej wyglądało. Jest bardzo fajnie. Podczas takich obozów możemy trenować na torze, mamy warsztaty medialne, również treningi fizyczne i mentalne. To bardzo pomaga w rozwoju”. Żeby oswoić się z autami wyścigowymi, jeździ na treningi na torze w Austrii. Jest też członkinią Akademii Motorsportu Orlen.

Cel: Formuła 4 i dalej

Formuła 1 od kilku lat prowadzi własne działania w tym kierunku – powołała serię F1 Academy, przeznaczoną wyłącznie dla kobiet. Wyszomirską dodatkowo umieszczono w programie „Discover Your Drive”, który skupia największe talenty. More Than Equal organizuje swoim podopiecznym testy samochodami wyścigowymi marki Ginetta.

Najbliższy cel Wyszomirskiej to awans do Formuły 4. „Tak naprawdę już szykujemy się na F4. Pod koniec tego miesiąca albo w kolejnym czekają na mnie testy bolidu” – zapowiedziała. Sama przyznaje, że to skok w nieznane: „Jestem podekscytowana perspektywą awansu do Formuły 4. Jestem gotowa na to wyzwanie, ale mam świadomość, że przeskok jest duży i dopiero sezon 2027 pokaże mi, jak to wszystko będzie wyglądać”.

Skala wyzwania, jakie stoi przed nią i przed programem Komarka, jest ogromna. Wyszomirska sama zwraca uwagę na dysproporcje w kartingu na najwyższym poziomie: w gronie 200 zawodników dziewczyny to czasem zaledwie trzy, cztery osoby. A na szczycie, w samej Formule 1, miejsca jest jeszcze mniej – w stawce startuje tylko 22 kierowców z całego świata.

Hubert Hurkacz jest w finale ATP 250 w Chengdu. W półfinale Polak musiał się solidnie napracować, by pokonać Kanadyjczyka Denisa Shapovalova 6:7(8), 6:3, 6:3 – po przegranym tie-breaku w pierwszym secie odrobił straty i domknął mecz w dwóch kolejnych partiach.

To już 13. finał w karierze Hurkacza w cyklu ATP. We wtorek Polak zagra o dziewiąte trofeum.

Naprzeciw niego stanie Alejandro Davidovich Fokina z Hiszpanii, rozstawiony w turnieju z numerem drugim. On też miał pod górkę w półfinale. Hiszpan ograł Gruzina Nikołoza Basilaszwilego 4:6, 6:4, 6:3, a cały mecz trwał dwie godziny.

Jak Davidovich Fokina odwrócił losy meczu

Pierwszy set nie szedł po myśli Hiszpana. Stracił własny serwis już w otwierającym gemie, a Basilaszwili chwycił się tej okazji i wygrał tę partię. W drugim secie sytuacja odwróciła się w mgnieniu oka – Davidovich Fokina szybko przełamał rywala i prowadził 3:0. Gruzin zdołał jeszcze wyrównać na 4:4, ale w dziesiątym gemie znów stracił podanie i oddał seta.

W trzeciej, decydującej partii Hiszpan przełamał przeciwnika już w drugim gemie i tej przewagi nie oddał już do samego końca. Basilaszwili miał aż sześć szans na przełamanie w tym secie – nie wykorzystał żadnej. We wtorek Davidovich Fokina zagra o drugi tytuł w sezonie, zarazem drugi w karierze.

Statystyki bezpośrednich pojedynków przemawiają na korzyść Polaka – bilans to 4-2 dla Hurkacza. Ostatni raz obaj grali przeciwko sobie w ramach United Cup 2024, i wtedy górą był Davidovich Fokina.

Stawka wtorkowego finału jest niemała. Zwycięzca Chengdu Open 2026 zgarnie 250 punktów do rankingu ATP i czek na 184 tysiące dolarów, finalista zaś zainkasuje 165 punktów rankingowych oraz 107,3 tysiąca dolarów premii. Sam turniej to impreza kategorii ATP 250 rozgrywana na kortach twardych w Chinach, z pulą nagród sięgającą 1,210 mln dolarów.

Paweł Zygmunt zapisał się na liście asystentów przy pierwszym golu HC Vervy Litvínov w wyjazdowym meczu z Banes Motorem Czeskie Budziejowice. To jego pierwszy punkt w obecnym sezonie czeskiej Tipsport Extraligi. I choć Polak miał swój udział w akcji bramkowej, Litvínovowi to nie pomogło – drużyna trzykrotnie obejmowała prowadzenie, a mimo to ostatecznie przegrała 4:5. Mecz rozegrano w ramach 5. kolejki rozgrywek.

Do sytuacji, która dała Litvínovowi prowadzenie, doszło już w 7. minucie. Gospodarze pogubili się przy próbie wyprowadzenia krążka spod własnej bramki. Zygmunt razem z Michalem Gutem nie zastanawiali się długo i od razu ruszyli do ataku, a krążek trafił ostatecznie do Viktora Šámala. 19-letni napastnik otworzył wynik meczu. To był jego pierwszy gol w czeskiej ekstralidze.

Prowadzenie nie utrzymało się długo. Motor szybko odpowiedział, ale Litvínov jeszcze w drugiej tercji znów wysunął się na czoło. Trafienia Davida Kämpfa i Janisa Jaksa dały gościom prowadzenie 3:2 przed ostatnią odsłoną meczu. Wszystko wskazywało na to, że drużyna z Litvínova panuje nad przebiegiem spotkania.

Budziejowice miały jednak inny pomysł na ten wieczór. W 45. minucie doprowadziły do wyrównania, a Litvínov odpowiedział niemal natychmiast – Petr Koblasa oddał drużynie prowadzenie z powrotem. O losach meczu zdecydowała jednak końcówka. Nick Olesen wyrównał na 4:4 w 53. minucie, a tuż przed syreną, zaledwie 29 sekund przed końcem, ten sam zawodnik dołożył zwycięskiego gola przy przewadze liczebnej swojej drużyny. Ostatecznie Motor Czeskie Budziejowice wygrał 5:4.

Dobry mecz Polaka mimo porażki drużyny

Dla Zygmunta spotkanie w Czeskich Budziejowicach było piątym w tym sezonie czeskiej ekstraligi. Wcześniej próżno było szukać go w protokole punktowym, więc asysta przy golu Šámala to jego przełamanie. 26-letni zawodnik grał w pierwszej formacji Litvínova i spędził na lodzie 6 minut i 12 sekund. Zanotował asystę i zakończył mecz z bilansem plus jeden – solidny wieczór jak na przegraną drużyny.

Dla samego Litvínova wynik oznacza trzecią porażkę z rzędu. Zespół ma na koncie sześć punktów i zajmuje 10. miejsce w tabeli. Na czele stawki, bez straty punktu, prowadzi HC Oceláři Trzyniec z kompletem 15 punktów.

Andrei „arT” Piovezan opuści 24. sezon ESL Pro League w Katowicach. Turniej, określany mianem CS-owej Ligi Mistrzów, wystartuje 3 października.

Powód jest poważny: u brazylijskiego lidera Legacy zdiagnozowano zapalenie opon mózgowych. Zawodnik będzie potrzebował minimum dziesięciu dni rekonwalescencji. Organizacja przekazała tę informację na Twitterze 27 września 2026 roku – napisano tam, że ich IGL i kapitan zmaga się z meningitis i nie poleci z drużyną do Katowic. Legacy zaznaczyło przy tym jedno: zdrowie zawodnika jest ważniejsze niż jakikolwiek wynik.

Za sterami drużyny w Katowicach usiądzie więc Pedro „bobz” Rocha, wchodzący do składu jako stand-in. Dla niego to powrót po długiej przerwie od gry – ostatni oficjalny mecz jako zawodnik rozegrał 6 października 2024 roku, jeszcze w akademii MIBR. Później zajmował się trenerką, pomagając jako asystent we Fluxo i Yawarze. Dziś pracuje dla Legacy jako wypożyczony analityk – i to właśnie z tej roli wskoczy teraz na serwer.

Skład i forma Legacy przed Katowicami

Do Polski ekipa prowadzona przez trenera Alana „adrrr” Riverosa jedzie w niezłych nastrojach. Legacy triumfowało niedawno na FISSURE Playground 3 i sięgnęło po 3. miejsce na Esports World Cup. Był też słabszy moment – 9-12. lokata na BLAST Open Porto – ale bilans ostatnich tygodni wygląda solidnie.

Skład na ESL Pro League Season 24 w Katowicach przedstawia się tak: Pedro „bobz” Rocha (stand-in), Eduardo „dumau” Wolkmer, Santino „try” Rigal, Bruno „latto” Rebelatto, Vinicius „n1ssim” Pereira oraz trener Alan „adrrr” Riveros.

O awans do fazy play-off, rozgrywanej w katowickim Spodku, drużyny będą walczyć do trzech wygranych. Legacy stanie do tej rywalizacji bez kapitana – pozostaje liczyć, że doświadczenie bobza choć częściowo załata tę lukę.

Portugalia prowadziła z Norwegią 2:1 w Oslo. Doliczony czas gry, kilka sekund do końca – i nagle scena, o której po meczu mówiono więcej niż o samym wyniku. Bernardo Silva, dopiero co wprowadzony na boisko, spóźnił się z interwencją i mocno trafił Martina Odegaarda w okolice kostki. Norweski kapitan zareagował od razu – ruszył w stronę Portugalczyka, rzucając w jego stronę ostre słowa, które bez trudu wyłapały kamery telewizyjne.

Po spotkaniu Odegaard opowiedział o zajściu stacji TV2. „Dostałem w kostkę. Prawdopodobnie dzisiaj nie będzie z nią najlepiej, ale mam nadzieję, że w ciągu kilku dni sytuacja się poprawi. To było z jego strony bezmyślne. Po prostu mnie skosił, długo po tym, jak oddałem piłkę. Nie rozumiem, co on robi” – powiedział. Gdy dziennikarz dopytał, co dokładnie padło w wymianie zdań z Bernardo Silvą, Norweg wolał nie wchodzić w szczegóły. „Co mu powiedziałem? Myślę, że nie powinniśmy o tym rozmawiać w telewizji” – odpowiedział.

Samego wejścia jednak nie oszczędzał. „Musicie zapytać jego. Nie wiem, co on wyprawia. Dla czegoś takiego nie ma miejsca na boisku. Szkoda, że ludzie zachowują się w ten sposób, ale takie jest życie” – stwierdził. Dodał przy tym, że piłkarz Realu Madryt nawet nie przeprosił.

Głos zabrał też Patrick Berg, który nie miał wątpliwości, że faul był zamierzony. „To było brzydkie. To celowe wejście, w którym po prostu go kopie. Zupełnie niepotrzebne. To bardzo irytujące, wyglądało na to, że Martin naprawdę mocno ucierpiał” – ocenił. Nieco łagodniej spojrzał na sprawę zawodnik Benfiki Andreas Schjelderup: „To część gry. Brzydkie, spóźnione wejście. Trochę przesadzone, ale niestety sędziowie nie są w stanie zobaczyć wszystkiego” – powiedział.

Portugalczycy bagatelizują sprawę

Po drugiej stronie tonacja była zgoła inna. Goncalo Ramos wzruszył ramionami – jego zdaniem takie sytuacje po prostu zdarzają się w piłce. „Takie rzeczy zdarzają się w każdym meczu. To część gry” – powiedział. Sam Bernardo Silva, zaczepiony przez norweskiego dziennikarza w strefie mieszanej, nie zamierzał się rozwodzić. Rzucił krótkie „To futbol, przyjacielu” i poszedł dalej, nie czekając na kolejne pytania.

Skutki faulu widać było gołym okiem – Odegaard schodził z Ullevaal Stadion wyraźnie kulejąc. Kapitan Norwegii przyznał, że kostka boli, ale liczy, że to nic poważnego i zdąży dojść do siebie przed czwartkowym meczem Ligi Narodów z Walią.

Nawet w wieku 41 lat LeBron James pozostaje jednym z najbardziej medialnych koszykarzy świata, a każdy jego ruch trafia pod lupę kibiców i ekspertów. Nadchodzący sezon, dwudziesty czwarty w jego karierze, nie będzie pod tym względem wyjątkiem, bo Król rozpoczyna zupełnie nowy rozdział w Filadelfii. W kalendarzu koszykówka NBA znajdziemy kilka dat, które fani powinni od razu zakreślić w terminarzu. Zebraliśmy pięć spotkań, w których najwięcej będzie intryg i osobistych wątków.

Nowy rozdział z Sixers

Po czterech tytułach zdobytych z Miami, Cleveland i Lakers James zaczyna przygodę, jakiej w jego karierze jeszcze nie było. Osiem sezonów w Los Angeles było najdłuższym okresem w jednej drużynie, a przez cały ten czas każde jego koszykowka wyniki budziły ogromne zainteresowanie. Latem gwiazdor postanowił jednak przenieść swoje talenty do Pensylwanii. Co ciekawe, jeszcze niedawno poważnie rozważał zakończenie kariery, o czym mówił wprost:

LeBron James in a Black Warm Up Shirt Before an NBA Game

«Byłem niemal pewien, że rozegrałem już swój ostatni mecz. To moja ostatnia decyzja i nie chodzi w niej o pieniądze, bo wciąż kocham tę grę i mam jeszcze coś do dania.»

Ostatecznie wybrał jednak dalszą grę, a wraz z nią postawił sobie jasny cel:

«Wierzę, że mogę pomóc Philadelphii 76ers stać się mistrzowską drużyną, i jestem podekscytowany, że rozpocznę tę niesamowitą podróż ostatni raz.»

Takie deklaracje sprawiają, że nowy sezon Króla będzie śledzony znacznie uważniej niż zwykle.

Pięć dat, które warto zakreślić

Sezon obfituje w spotkania, przy których emocje sięgną zenitu. Aktualna tabela koszykówka szybko pokaże, czy nowa ekipa Króla jest gotowa na walkę o tytuł. Oto pięć najważniejszych pozycji z kalendarza:

Za każdą z tych dat kryje się osobna, mocna historia, a same koszykówka mecze staną się wydarzeniami wykraczającymi daleko poza sport. To właśnie te wątki, a nie sam rezultat, przyciągną przed ekrany miliony widzów.

Sentymentalne powroty

Inauguracja sezonu od razu dostarczy wstrząsu, bo Sixers zagrają w Madison Square Garden z broniącymi tytułu New York Knicks. Tuż przed pierwszym podrzuceniem gospodarze odbiorą mistrzowskie pierścienie na oczach Jamesa, co z pewnością doda mu motywacji. To także pierwszy raz, gdy zobaczymy Króla w barwach Filadelfii, i to na jednej z najbardziej kultowych aren ligi. W trzydziestu czterech występach w tej hali LeBron ma bilans 24 zwycięstw i 10 porażek oraz średnie 28,1 punktu, 6,9 zbiórki i 7,4 asysty.

A LeBron James Number 23 Philadelphia 76ers Jersey on Display

Jeszcze więcej emocji przyniesie świąteczny powrót do Los Angeles, gdzie Król po raz pierwszy zagra przeciwko Lakers od czasu odejścia. Z tym klubem sięgnął po mistrzostwo w 2020 roku, a w bożonarodzeniowych meczach nikt nie rozegrał ich więcej ani nie zdobył więcej punktów niż on. Transmisje koszykowka na zywo obejrzą wtedy miliony, tym bardziej że LeBron i Bronny mogą jako pierwsi w historii zagrać ojciec przeciwko synowi w jednym meczu ligi. Dwa lata wcześniej obaj zapisali się w annałach jako pierwsza para ojca i syna występująca wspólnie na parkiecie.

Rekordy wieku i pojedynek z Currym

Sylwestrowy wyjazd do Phoenix zbiegnie się z czterdziestymi drugimi urodzinami Jamesa, który zostanie dopiero siódmym zawodnikiem w historii występującym w wieku 42 lat i więcej. Wcześniej dokonali tego weterani pokroju Dikembego Mutombo, Kareema Abdula-Jabbara, Kevina Willisa, Roberta Parisha, Udonisa Haslema i Vince’a Cartera. Co ciekawe, urodzinowe mecze zawsze mu służyły, bo w jedenastu takich spotkaniach notował średnio ponad 31 punktów. Tym razem jednak najważniejszy będzie sam fakt gry w tak zaawansowanym wieku.

LeBron James and Stephen Curry Greet Each Other on the Court

Prawdziwym rarytasem okaże się marcowe, już pięćdziesiąte siódme w karierze starcie ze Stephenem Currym. W sezonie zasadniczym przewagę w tych pojedynkach ma James, lecz w play-offach historycznie lepszy był rywal, którego wyniki koszykówka z czterech kolejnych finałów w latach 2015-2018 przeszły do historii ligi. Wielu ekspertów wciąż nazywa obu twarzami całej epoki, więc ich pierwsze spotkanie po transferze Króla wzbudzi ogromne zainteresowanie. Pikanterii dodaje fakt, że latem plotki wysyłały Jamesa właśnie do Golden State, gdzie chętnie widzieli go Draymond Green, Steve Kerr i sam Curry.

Emocji tej jesieni dostarcza zresztą nie tylko parkiet. Fani sportów walki znajdą osobne relacje w naszym dziale z newsami z UFC.

Okiem eksperta

Kluczowe pytanie brzmi: czy to pożegnalna trasa Króla, czy ostatni, szaleńczy skok po tytuł? Sam James zostawił sobie tylną furtkę, bo drugi rok jego kontraktu jest opcją zawodnika, a domykająca sezon potyczka z Charlotte może okazać się jego ostatnim występem w rozgrywkach regularnych. Z chłodnej perspektywy trudno jednak uwierzyć, by Sixers nie powalczyli w fazie play-off, więc koszykówka mężczyzn tabela niemal na pewno zobaczy ich w czołówce Wschodu. Naszym zdaniem to właśnie napięcie między sentymentem a sportową ambicją uczyni ten sezon jednym z najciekawszych do oglądania, niezależnie od tego, czy okaże się ostatnim.

George Russell wygrał dramatyczne Grand Prix Azerbejdżanu w Baku, pokonując Maxa Verstappena o niespełna dwie dziesiąte sekundy. Kierowca Mercedesa poprowadził od pole position do mety w wyścigu, którego aż sześciu zawodników nie dokończyło. To jego trzecie zwycięstwo w sezonie i pierwsze od czerwcowej rundy w Austrii. Dzięki niemu Brytyjczyk odrobił część strat do prowadzącego w mistrzostwach kolegi z zespołu, Kimiego Antonellego.

Szalony wyścig w Baku

Sobotni wyścig formuła 1 w Baku, rozegrany nietypowo już w sobotę, obfitował w zwroty akcji od pierwszego zakrętu. Russell ruszył z pole position wywalczonego z rekordową w tym sezonie przewagą nad Charlesem Leclerkiem, a było to już jego piąte pole w tej kampanii. Znacznie gorzej weekend ułożył się liderowi mistrzostw Antonellemu, który po problemach technicznych i kraksie w kwalifikacjach musiał przebijać się z dalekich rejonów stawki. Od startu kontrolę nad wyścigiem pewnie przejął więc Brytyjczyk.

The Alpine Car Number 43 on the Baku Street Circuit in Formula 1

Tuż za nim rozgorzała zażarta walka, którą kibice śledzący formuła 1 na żywo obserwowali z zapartym tchem, bo Oscar Piastri bronił się przed kierowcami Red Bulla. Sytuację skomplikowały dwie neutralizacje: najpierw błąd Alexa Albona wymusił wyjazd samochodu bezpieczeństwa, a chwilę później Franco Colapinto zablokował koła i wyeliminował Pierre’a Gasly’ego oraz Lando Norrisa. Seria kolizji mocno przerzedziła czołówkę i wywróciła układ sił na torze. Na domiar złego w końcówce Russell zmagał się z usterką jednostki napędowej i omal nie oddał prowadzenia.

Podium i bohaterowie dnia

Ostatecznie Russell dowiózł minimalną przewagę do mety i zgarnął cenne punkty dla zespołu, jakim jest Mercedes formuła 1. Dla samego kierowcy było to pierwsze zwycięstwo od czerwcowej rundy w Austrii i dowód wyjścia z trudnego okresu. Drugie miejsce wywalczył Max Verstappen, który efektownie awansował z ósmego pola startowego i do ostatnich metrów szukał okazji do wyprzedzenia. Holender przyznał później, że w tym pościgu kilka razy otarł się o bariery.

A Young Driver in Audi Kit in the Formula 1 Paddock

Podium uzupełnił wracający po kontuzji nadgarstka Isack Hadjar, który zaimponował dojrzałą jazdą. Dzięki temu Red Bull formuła 1 wprowadził aż dwóch kierowców do najlepszej trójki. Zupełnie inaczej weekend wspominać będzie Antonelli, którego już od czwartkowych treningów prześladowały kłopoty techniczne. Włoch zdołał mimo to przebić się do czołowej piątki, ratując ważne punkty w klasyfikacji.

Co to znaczy dla walki o tytuł

Zwycięstwo w Baku wyraźnie ożywiło rywalizację o mistrzowski tytuł. Aktualne formuła 1 wyniki pokazują, że Russell zmniejszył stratę do Antonellego z 81 do 66 punktów, choć wciąż pozostaje w roli goniącego. Włoch prowadzi dzięki ośmiu wygranym i przez większość sezonu miał wyraźną przewagę nad partnerem z zespołu. W Baku po raz pierwszy role się jednak odwróciły, a do końca sezonu zostało jeszcze osiem rund.

Oscar Piastri of McLaren in the Formula 1 Paddock

Warto pamiętać, że sezon 2026 długo układał się dla Russella wyjątkowo ciężko. Do mistrzostw przystępował w roli faworyta, lecz szybko okazało się, że młodszy partner z zespołu ma nad nim przewagę w czystym tempie. Brytyjczyk przez wiele rund zmagał się z adaptacją do nowego bolidu i dopiero po letniej przerwie zaczął regularnie meldować się w czołówce.

Sam Brytyjczyk nie krył ulgi po przełamaniu trudnego okresu:

«Nigdy nie straciłem wiary w siebie. Nawet w trudnych momentach wiedziałem, że jest powód, dla którego brakuje mi tempa. Nie zapomniałem nagle, jak się jeździ, musiałem po prostu być cierpliwy.»

Najważniejsze liczby weekendu w Baku prezentują się tak:

W szerszym rozrachunku formuła 1 klasyfikacja generalna wciąż faworyzuje Antonellego, lecz Baku dowiodło, że jego przewaga nie jest już nienaruszalna. Kolejne rundy pokażą, czy Russell zdoła podtrzymać złapany rytm.

Emocji tej jesieni dostarcza zresztą nie tylko tor wyścigowy. Fani kortów najświeższe relacje znajdą w naszym dziale z newsami z tenisa.

Okiem eksperta

Dane z całego sezonu każą jednak studzić emocje wokół pościgu Russella. Choć Baku pokazało, że formuła 1 zawodnicy Mercedesa potrafią wygrywać w najtrudniejszych warunkach, dorobek ośmiu zwycięstw Antonellego pozostaje solidnym fundamentem prowadzenia. Przy stracie 66 punktów i zaledwie ośmiu rundach do rozegrania Brytyjczyk potrzebowałby serii wpadek lidera, a nie pojedynczego potknięcia rywala. Z drugiej strony powrót Verstappena z ósmego pola aż na drugą lokatę dowodzi, że Red Bull wciąż potrafi namieszać i skomplikować wewnętrzny pojedynek obu Mercedesów.

Dla neutralnego kibica najlepszą wiadomością jest to, że wewnętrzna rywalizacja w Mercedesie może potrwać do ostatnich rund sezonu. To właśnie takie napięcie, a nie jednostronna dominacja, najmocniej podkręca zainteresowanie mistrzostwami.

Kawhi Leonard i Toronto Raptors dopięli sprawę, o której mówiło się przez całe lato. Trzydziestopięcioletni skrzydłowy, który wrócił do Kanady w wyniku wymiany z Los Angeles Clippers, przedłużył umowę i liczy, że właśnie tu zakończy karierę. Dla klubu to spory finansowy hazard, a w praktyce zakład o zdrowie dwukrotnego MVP finałów NBA. Cała koszykówka NBA znów zastanawia się, ile jeszcze zdziała gwiazdor za oceanem.

Najważniejsze elementy nowej umowy prezentują się tak:

Jak zaczęła się cała historia

Kawhi Leonard of the Clippers Dribbles the Ball in an NBA Game

Choć dziś koszykówka mężczyzn tabela i plany Toronto wyglądają zupełnie inaczej, związek Leonarda z Kanadą sięga wydarzeń z maja 2017 roku. To wtedy w meczu z Golden State Warriors doznał kontuzji w feralnym epizodzie z Zazą Pachulią. Od tamtej chwili ruszyła lawina zdarzeń, która doprowadziła do głośnego konfliktu z San Antonio Spurs, a w efekcie do rozstania z klubem.

Feralny mecz z Golden State

Był 14 maja 2017 roku, a Spurs pewnie kontrolowali pierwsze spotkanie finału Konferencji Zachodniej, prowadząc na wyjeździe różnicą ponad 20 punktów. Leonard grał znakomicie, notując 26 punktów i 8 zbiórek w 24 minuty, dopóki w trzeciej kwarcie nie nadszedł przełom. Po rzucie z rogu boiska w jego stronę przemieścił się Pachulia, przez co skrzydłowy podwinął lewą kostkę, nadwyrężoną kilka dni wcześniej w serii z Houston Rockets. Kawhi opuścił parkiet i już nie wrócił do tamtej rywalizacji, a Spurs przegrali mecz oraz całą serię 0-4.

Konflikt, który zakończył erę w San Antonio

Prawdziwym problemem okazał się jednak nie sam upadek, lecz jego następstwa. W sezonie 2017/2018 Leonard rozegrał zaledwie dziewięć spotkań, zmagając się z tendinopatią prawego czworogłowego, a spór o jego gotowość do gry przerodził się w publiczne starcie. Sztab Spurs liczył na powrót zawodnika, podczas gdy jego otoczenie zalecało dalszą rekonwalescencję. Atmosferę podsycały komentarze z wnętrza klubu, a jednym z najgłośniejszych była wypowiedź Tony’ego Parkera:

Kawhi Leonard Shoots a Free Throw in the Toronto Raptors Jersey

«Przeszedłem przez to. Moja rehabilitacja trwała osiem miesięcy. To ten sam rodzaj kontuzji, ale moja była sto razy gorsza. Trzeba po prostu zachować pozytywne nastawienie.»

Leonard coraz bardziej odsuwał się od zespołu, rehabilitując się w Nowym Jorku i nie dołączając do drużyny w play-offach, w których Spurs odpadli w pierwszej rundzie po wyniku 1-4. Latem 2018 roku zażądał transferu, a 18 lipca oficjalnie przeniósł się do Toronto. Kibice, którzy śledzą wyniki koszykówka i wielkie transfery, do dziś pamiętają, jak szybko rozkręciła się potem jego kariera.

Reset w Kanadzie i nowy rozdział

W pierwszym sezonie za granicą Leonard zrobił to, o czym w Toronto marzono od lat. Poprowadził klub do historycznego mistrzostwa 2019 roku i odebrał nagrodę MVP finałów, na trwałe wpisując się w dzieje franczyzy. Później przyszedł etap w Los Angeles Clippers, lecz teraz skrzydłowy wraca tam, gdzie kiedyś odbudował formę po najtrudniejszym okresie kariery. Dla wielu odbiorców, którzy oglądają koszykowka live, jego druga przygoda z Raptors to jeden z hitów nadchodzącego sezonu.

Teammates Help an Injured Kawhi Leonard in the San Antonio Spurs Kit

Nie brakuje głosów, że przy zdrowym Leonardzie Toronto ponownie może celować wysoko, choć wiek i historia urazów każą zachować ostrożność. Jego nazwisko z miejsca podnosi jednak oczekiwania wobec całej drużyny i przywraca jej status realnego kandydata do czołowych lokat.

Emocji w tym sezonie dostarcza jednak nie tylko parkiet. Fani lodowych zmagań znajdą osobne relacje w naszym dziale z newsami z hokeja.

Okiem eksperta

Powrót Leonarda to typowy zakład wysokiego ryzyka, w którym nagrodą może być kolejny tytuł, a ceną nawracające kontuzje gwiazdora. Toronto świadomie stawia na nazwisko, które raz już dało klubowi mistrzostwo, licząc, że historia się powtórzy. Dla samego zawodnika to sentymentalny powrót do miejsca, gdzie odzyskał najlepszą wersję siebie. Najbliższe miesiące pokażą, czy ten ruch okaże się genialny, czy zbyt kosztowny, a koszykowka wyniki na zywo szybko zweryfikują ambicje klubu.

Instalacja aplikacji
Pobierz