Andrzej Świstak, dotąd trener pierwszej drużyny Podhala Nowy Targ, dostaje dodatkowe zadanie – zostaje dyrektorem pionu szkoleniowego w MMKS Podhale Nowy Targ.
Nowe obowiązki oznaczają dla niego nadzór nad zespołem grającym w TAURON Hokej Lidze, ale też nad wszystkimi grupami młodzieżowymi klubu. Ma za zadanie zbudować spójny system szkolenia i połączyć w jedną całość pracę poszczególnych zespołów.
Chodzi przede wszystkim o wypracowanie jednej, przejrzystej ścieżki rozwoju zawodnika – od najmłodszych roczników aż po seniorów. Innymi słowy: szkolenie młodzieży i pierwsza drużyna mają wreszcie zacząć działać ręka w rękę, a nie osobno.
Płynna droga do seniorskiej kadry
W klubie zależy na tym, by wychowankowie mogli bez zgrzytów przechodzić przez kolejne etapy szkolenia i z czasem trafiać do seniorskiej ekipy. Powierzenie Świstakowi całego pionu szkoleniowego to kolejny krok w realizacji długofalowego planu rozwoju nowotarskiego hokeja – planu opartego na współpracy i stawianiu na własnych wychowanków.
Kamil Majchrzak poradził sobie z Lorenzo Sonego 7:5, 6:2 w pierwszej rundzie eliminacji turnieju ATP 500 w Tokio. Mecz zajął godzinę i 22 minuty. Polak, sklasyfikowany na 71. miejscu w rankingu ATP, był lepszy od zajmującego 83. pozycję Włocha. To był ich pierwszy pojedynek na zawodowych kortach. Padał deszcz, więc – jak większość eliminacyjnych spotkań tego dnia – grali pod dachem.
To już kolejny turniej Majchrzaka w Azji z rzędu. Tydzień wcześniej występował w Hangzhou, na ATP 250, gdzie wygrał jeden mecz. Gdyby dotarł tam przynajmniej do półfinału, czekałaby go specjalna przepustka – tzw. special exempt – prosto do głównej drabinki w Tokio. Nie udało się, więc do eliminacji musiał podchodzić na tych samych zasadach co większość rywali.
Wygrana z Sonego daje mu awans do decydującej rundy kwalifikacji. Tam czeka Francuz Arthur Fils – zawodnik z zupełnie innej półki rankingowej, bo zajmujący 9. miejsce na liście ATP. Do Top 10 wszedł zresztą dopiero co, w poniedziałek 28 września.
Fils w kwalifikacjach przez własne przeoczenie
Sam fakt, że świeżo upieczony członek światowej czołowej dziesiątki gra w eliminacjach, jest ciekawostką. Fils trafił tam, bo po prostu zapomniał zgłosić się do turnieju przed zamknięciem listy startowej. Organizatorzy nie skusili się na przyznanie mu dzikiej karty, więc Francuz musiał przejść tę samą drogę, co pozostali kwalifikanci. W poniedziałek, w pierwszej rundzie, poradził sobie bez większego trudu z Amerykaninem Martinem Dammem, wygrywając 2:6, 6:1, 6:1.
Ci dwaj grali już wcześniej. W lutym w Dosze, w Katarze, lepszy był Fils – bilans bezpośrednich starć to 1-0 dla Francuza. Teraz kolejna odsłona, tym razem stawką będzie miejsce w głównej drabince Kinoshita Group Japan Open Tennis Championships. To turniej ATP 500 na kortach twardych, z pulą nagród sięgającą 2,342 mln dolarów.
W poniedziałkowy wieczór na boiskach w Azji rozegrano dwa mecze towarzyskie, a ich przebieg nie mógł być bardziej różny. Japonia pokonała Wenezuelę 2:1, podczas gdy Korea Południowa oberwała od Urugwaju aż 1:4.
Dla Urugwajczyków był to swego rodzaju rewanż – wcześniej przegrali z Japonią 1:3. Tym razem to oni nie zostawili rywalom złudzeń, i to już w pierwszej połowie. Darwin Nunez otworzył wynik w 13. minucie po podaniu Giorgiana De Arrascaety. Sam De Arrascaeta podwyższył na 0:2 w 27. minucie efektownym strzałem z dystansu. Chwilę przed przerwą było jeszcze gorzej dla gospodarzy – Kim Min-jae trafił do własnej bramki w 43. minucie i Urugwaj schodził na przerwę przy 0:3.
Po zmianie stron South Amerykanie nie odpuścili. Darwin Nunez skompletował dublet, głową wykończając dośrodkowanie z prawej strony w 62. minucie – 0:4. Honor gospodarzy ratował dopiero Son Heung-min, który w 80. minucie strzelił kontaktowego gola po precyzyjnym centrze Lee Kang-ina.
Historyczny gol Son Heung-mina
Wynik bolał, ale trafienie kapitana miało wymiar wyjątkowy. To był już 58. gol Son Heung-mina w koszulce reprezentacji. Napastnik zrównał się tym samym z legendarnym Cha Bum-kunem na szczycie listy najlepszych strzelców w historii kadry Korei Południowej.
Zupełnie inaczej wyglądał mecz Japonii z Wenezuelą. Selekcjoner Hajime Moriyasu postawił na liczne zmiany w wyjściowym składzie i na początku drugiej połowy mogło się to zemścić – Kevin Kelsy dał prowadzenie Wenezueli już w 46. minucie. Japończycy odpowiedzieli błyskawicznie: Ayase Ueda wyrównał na 1:1 w 49. minucie po dośrodkowaniu Junyi Ito z lewej strony.
O wszystkim zadecydowały ostatnie sekundy doliczonego czasu. Takefusa Kubo został sfaulowany w polu karnym, sędzia wskazał na wapno w 90+6. minucie. Do piłki podszedł ponownie Ueda. Nie pomylił się, ustalając wynik na 2:1 – to była już jego druga bramka tego wieczoru.
Zwycięstwo smakowało tym bardziej, że to już druga wygrana Japonii podczas wrześniowej przerwy reprezentacyjnej – wcześniej Japończycy ograli właśnie Urugwaj. Co ciekawe, duet Ito-Ueda trafiał na listę strzelców również w tamtym spotkaniu, wygranym 3:1.
Bartosz Leśko nosi pas mistrzowski KSW w wadze półciężkiej, ale odkąd go zdobył, ani razu nie wszedł do klatki w jego obronie. Tytuł wywalczył na gali KSW 120 w Gdyni, pokonując Rafała Haratyka po pięciu rundach na punkty. To był rewanż – w pierwszym starciu o pas Leśko z Haratykiem przegrał i musiał czekać na kolejną szansę.
Od tamtej walki minęło już sporo czasu. Kibice wciąż nie wiedzą, kiedy mistrz stanie do pierwszej obrony tytułu – KSW milczy zarówno w sprawie terminu, jak i nazwiska rywala. W międzyczasie Leśko zdążył pokazać się w zupełnie innej roli: jako sekundant w narożniku Kacpra Formeli podczas gali KSW w czeskim Libercu. Nieoficjalnie mówi się, że na kolejny występ zawodnika trzeba będzie poczekać aż do początku przyszłego roku.
Wśród potencjalnych przeciwników przewija się nazwisko Marcina Wójcika. Ten po przejściu do wagi ciężkiej ma za sobą mieszany bilans – jedno zwycięstwo, a potem dwie porażki z rzędu. Żadna ze stron nie potwierdziła jednak, że to właśnie on ma się zmierzyć z Leśką.
Milion złotych od FAME? Leśko nie odpowiedział wprost
Więcej emocji wywołała jednak inna sprawa – wypowiedź mistrza KSW w „Kornecie Podcast”, gdzie gościł. Prowadzący zapytał go wprost, jak zareagowałby, gdyby FAME zaproponowało mu milion złotych za udział we freak fightach. Leśko nie powiedział, że przyjąłby taką ofertę. Ale nie powiedział też „nie”.
Milion złotych to ogromna kwota i trudno mu przewidzieć, jak zareagowałby na taką propozycję – przyznał zawodnik.
Ta odpowiedź natychmiast rozpaliła dyskusję wśród kibiców MMA i freak fightów. Na razie to jednak czysta hipoteza – żadna oficjalna oferta ze strony FAME nie padła. Sam Leśko deklaruje, że skupia się teraz na obronie pasa KSW, choć termin tej walki wciąż pozostaje niewiadomą.
Filip Peliwo odpadł w półfinale kwalifikacji do turnieju ATP Challenger w Jingshan, przegrywając z Mattią Belluccim. Włoch nie dał mu wielkich szans – 6:2, 6:4.
Peliwo figuruje obecnie na 674. miejscu w rankingu ATP. Jego rywal jeszcze latem tego roku mieścił się w pierwszej setce światowej klasyfikacji. Przed meczem w Jingshan Bellucci zajmował 91. pozycję, a półtora roku wcześniej był nawet 63. rakietą świata.
Przebieg spotkania szybko rozwiał wszelkie wątpliwości co do tego, kto jest faworytem. W pierwszym secie Włoch dwa razy przełamał serwis Polaka i zamknął partię 6:2. W drugiej odsłonie powtórzył się ten sam schemat – jedno przełamanie wystarczyło, by dopiąć mecz 6:4. Liczby mówią same za siebie: Bellucci zdobył w całym spotkaniu 68 punktów, Peliwo 48, a po pierwszym serwisie skuteczność Włocha sięgnęła aż 92 procent.
Kim jest Mattia Bellucci
To nazwisko nie jest w tenisowym świecie żadną nowością. W lutym 2025 roku, wychodząc z kwalifikacji, Bellucci dotarł do półfinału w Rotterdamie. Po drodze pokonał Daniła Miedwiediewa – było to jego pierwsze w karierze zwycięstwo nad zawodnikiem z czołowej dziesiątki ATP. W sierpniu 2025 roku sięgnął z kolei po czwarty tytuł challengerowy, triumfując w amerykańskim Sumter.
Dzięki wygranej nad Peliwo Włoch awansował do finału kwalifikacji w Jingshan. Zmierzy się tam z Keisuke Saitohem, który w pierwszej rundzie eliminacji poradził sobie z Kokim Matsudą.
Dla Peliwo przygoda z turniejem w Jingshan zakończyła się właśnie na półfinale kwalifikacji.
Sektor gości na stadionie Legii Warszawa zniknął z użytku aż do końca 2026 roku. Informację o tym stołeczny klub podał w oficjalnym komunikacie w poniedziałek.
Decyzja uderza wprost w organizację najbliższego spotkania. Legia zagra z Wisłą Kraków 11 października o godzinie 20:15. Jeszcze niedawno zakładano, że krakowscy kibice zajmą sektor gości przy Łazienkowskiej 12 października — ten plan trafił już do kosza. Fani Wisły w tym sezonie zdążyli pojawić się w sektorach gości w Gliwicach, Zabrzu, Szczecinie i Kielcach, więc wyjazd do Warszawy miał być kolejnym przystankiem na ich trasie.
To nie jest jednorazowy kaprys klubu. Legia Warszawa dostała dwa pisma — z 23 i 25 września 2026 roku — odpowiednio od Zarządu Zieleni m.st. Warszawy oraz Komendy Rejonowej Policji Warszawa I. Oba dokumenty wzywały klub do niezwłocznego uregulowania statusu prawnego nieruchomości miejskiej przylegającej do dojścia na sektor gości oraz do przeprowadzenia prac remontowo-budowlanych poprawiających bezpieczeństwo tej części Stadionu Miejskiego przy ul. Łazienkowskiej 3.
Czego wymaga policja
Lista wymogów bezpieczeństwa jest długa. Policja żąda montażu siatki ochronnej w rejonie antresoli nad strefą wejścia i wyjścia kibiców gości, wymiany siatki zabezpieczającej między trybuną gości a trybuną południową oraz modernizacji monitoringu wizyjnego na stadionie. Do tego dochodzi konieczność wykonania dodatkowej bramy przesuwnej od strony wejścia kibiców gości i wydzielenia tymczasowego wygrodzenia. Klub musi jeszcze przenieść metalowe kontenery i zmienić lokalizację przenośnych toalet ustawionych przy wejściu na sektor gości. Bez tego wszystkiego Legia nie zachowa pozytywnej opinii policji w sprawie rozgrywania meczów z udziałem publiczności.
Klub zapewnia, że nie czekał z założonymi rękami. Prace przygotowawcze ruszyły od razu po otrzymaniu obu pism, a obecnie trwa kompletowanie dokumentacji i rozmowy z wykonawcami. Równolegle Legia próbuje uregulować z m.st. Warszawą status prawny problematycznych nieruchomości — to warunek konieczny obok samych prac budowlanych.
Na razie nie wiadomo, kiedy kibice gości wrócą na stadion przy Łazienkowskiej. Klub zapowiedział, że o terminie ponownego udostępnienia sektora poinformuje w odrębnym komunikacie.
Bursaspor, klub walczący o awans do tureckiej Super Lig, zainteresował się pozyskaniem Paula Pogby. Francuski pomocnik od sierpnia pozostaje bez klubu – wciąż nie udało mu się znaleźć nowego pracodawcy.
Jak podają tureckie media, przedstawiciele Bursasporu skontaktowali się już z otoczeniem 33-letniego piłkarza. Serwis Fotomac twierdzi, że kandydaturę Pogby zaproponowali klubowi pośrednicy. Na co dzień jego sprawami zajmuje się rodzina.
Pogba nie ukrywa, że liczy się dla niego czas. Zależy mu na znalezieniu nowego zespołu jeszcze przed zimową przerwą. Do tego momentu trenuje indywidualnie. Poza Turcją jego nazwisko krąży też w rozmowach o klubach z Major League Soccer.
Epizod w AS Monaco, gdzie latem 2025 roku podpisał dwuletni kontrakt, okazał się rozczarowaniem. Kontuzje skutecznie ograniczyły jego dyspozycję i liczbę występów – w barwach klubu z Księstwa zagrał zaledwie sześć meczów. 19 sierpnia Monaco ogłosiło rozwiązanie kontraktu z pomocnikiem.
Wcześniej Pogba wrócił do gry po 1,5-rocznej dyskwalifikacji za naruszenie przepisów antydopingowych. Zanim jednak do niej doszło, zdążył zbudować imponujące CV. Z Juventusem czterokrotnie sięgał po mistrzostwo Serie A, z Manchesterem United triumfował w Lidze Europy i Superpucharze Europy. W reprezentacji Francji rozegrał 91 spotkań, strzelił 11 goli i w 2018 roku został mistrzem świata.
Bursaspor stawia na doświadczenie
Sprowadzenie piłkarza o takim dorobku byłoby dla Bursasporu przede wszystkim ruchem wizerunkowym. Klub liczy jednak także na realne wzmocnienie w walce o awans do Super Lig. Rozmowy są na wczesnym etapie, a sam Pogba – jak wynika z tureckich doniesień – rozgląda się również za ofertami zza oceanu.
Maltańska policja zatrzymała 27-letniego obywatela Polski podejrzewanego o udział w awanturze, w wyniku której zginął 31-letni Marokańczyk. Zatrzymany ma być zawodowym bokserem.
Do tragedii doszło w St. Julian’s na Malcie, dokładnie w Spinola Gardens. Zgłoszenie trafiło do policji w niedzielny poranek. Świadkowie mówią o gwałtownej kłótni między dwoma mężczyznami – jeden z nich został uderzony, upadł i uderzył głową o beton. Żadnej broni w tym starciu nie użyto.
Nagrania z kamer monitoringu okazały się kluczowe. To dzięki nim mężczyznę powiązanego ze sprawą zatrzymano już po półtorej godziny. Jak podaje „Times of Malta”, zatrzymany to zawodowy bokser, Polak z pochodzenia.
Co dalej ze śledztwem
Wciąż nie wiadomo, co dokładnie było przyczyną śmierci 31-letniego Marokańczyka. Sprawą zajmują się funkcjonariusze z wydziału zabójstw maltańskiej policji. Na razie Polak jest jedyną zatrzymaną w tej sprawie osobą.
Z ustaleń wynika, że 27-latek przebywał na Malcie na wakacjach i w poniedziałek miał wracać do Polski. Formalnych zarzutów mu jeszcze nie postawiono.
Hubert Hurkacz na inaugurację China Open 2026 trafił na rozstawionego z numerem siódmym Learnera Tiena. Młody Amerykanin dostał od organizatorów dziką kartę. Polak wylądował w czwartej ćwiartce drabinki.
Gdyby Hurkacz poradził sobie z Tienem, w drugiej rundzie czekałby go Chińczyk Zhizhen Zhang albo gracz z eliminacji. Teoretyczny ćwierćfinał mógłby z kolei oznaczać starcie z rozstawionym z numerem 2 Kanadyjczykiem Felixem Auger-Aliassime, Rosjaninem Karenem Chaczanowem, Francuzem Arthurem Rinderknechem albo kimś z kwalifikacji. Obok, w trzeciej ćwiartce, rządzą Włoch Flavio Cobolli (nr 4) i Australijczyk Alex de Minaur (nr 5). Towarzystwa dotrzymają im m.in. Rosjanie Andriej Rublow i Roman Safiullin oraz Peruwiańczyk Ignacio Buse.
Najwięcej mówi się jednak o powrocie Novaka Djokovicia — Serb po raz pierwszy od 11 lat zagra w Pekinie. To tu triumfował sześciokrotnie: w latach 2009, 2010, 2012, 2013, 2014 i 2015. Na koncie ma wciąż komplet zwycięstw w tym turnieju, bilans gier 29-0 pozostaje nietknięty.
„dlatego ciągle legitymuje się perfekcyjnym bilansem gier 29-0!”
Pierwszym rywalem Djokovicia będzie Portugalczyk Nuno Borges. Kolejna runda może przynieść mecz z Argentyńczykiem Juanem Manuelem Cerundolo albo Chińczykiem Yunchaokete Bu. Prawdziwie smakowity scenariusz czai się jednak dopiero w ćwierćfinale — na papierze możliwe jest starcie Djokovicia z Alexandrem Zverevem.
Zverev najwyżej rozstawiony, Miedwiediew i Menšík w drugiej ćwiartce
To właśnie Niemiec jest liderem stawki i jedynką całego turnieju. Na start zmierzy się z Brytyjczykiem Cameronem Norrie. Później, w drugiej rundzie, może natrafić na Chińczyka Junchenga Shanga albo Argentyńczyka Sebastiana Baeza.
Drugą ćwiartkę drabinki zdominowali Rosjanin Daniił Miedwiediew (nr 3) oraz Czech Jakub Menšík (nr 8). Menšíka trudny test czeka już na starcie — zagra z Kazachem Aleksandrem Bublikiem, byłym zawodnikiem Top 10 ATP.
China Open 2026 ruszy w środę 30 września i potrwa do wtorku 6 października. Turniej rozgrywany jest na kortach twardych w ramach cyklu ATP 500, a pula nagród sięga 4,089 mln dolarów. Zwycięzca singla mężczyzn zgarnie czek na 764,7 tys. dolarów i 500 punktów do rankingu ATP.
Sean Strickland sam to potwierdził: UFC i on negocjują rewanż z Nassourdinem Imavovem. Aktualny mistrz kategorii do 84 kilogramów napisał w niedzielę na platformie X, że do finalizacji walki brakuje już tylko porozumienia w sprawie wynagrodzenia. Chwilę później powtórzył to samo w rozmowie z kontem Championship Rounds, odpowiadając krótko: „Yea [it’s true]. We’re working out pay now”.
35-letni Strickland i Imavov stanęli już naprzeciw siebie w oktagonie w 2023 roku – Amerykanin wygrał wtedy jednogłośną decyzją sędziów. Od tamtej pory 31-letni Francuz nie odpuszczał, konsekwentnie domagając się rewanżu i regularnie zaczepiając rywala w mediach społecznościowych. Sam Strickland nie krył przy tym ironii pod adresem przeciwnika, pisząc: „The issue is no one cares about the fake Frenchman. We’re almost there”.
Nieoficjalnie starcie może się odbyć na grudniowej gali UFC 335 w Las Vegas. Organizacja na razie milczy – ani daty, ani miejsca nie potwierdzono.
Wypadek na obrzeżach Las Vegas
Zapowiedź rewanżu zbiegła się w czasie z niepokojącymi wieściami o samym Stricklandzie. „Tarzan” testował wraz z kolegą prędkość swojego czterokołowca na obrzeżach Las Vegas. Pojazd, pędzący z prędkością ponad 100 km/h, wpadł w poślizg i sześciokrotnie dachował, zanim uderzył o betonowe podłoże.
Sam mistrz wyszedł z tego z lekkimi obrażeniami. Gorzej skończyło się dla towarzyszącego mu mężczyzny – ten stracił przytomność i trafił do szpitala. Mimo zdarzenia Strickland wciąż jest aktualnym mistrzem UFC w wadze średniej, a wszystko wskazuje na to, że pas będzie bronił już w najbliższych miesiącach.