⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Kto stanie na drodze świeżo upieczonych mistrzyń wielkoszlemowych na twardych kortach Pekinu? Odpowiedź znamy już od środy, kiedy rozstrzygnęły się pierwsze mecze i ułożono pary drugiej rundy China Open 2026.

Mirra Andriejewa, rozstawiona z „czwórką” triumfatorka tegorocznego Rolanda Garrosa, w kolejnej fazie zmierzy się z reprezentantką gospodarzy. Yue Yuan, która do turnieju dostała się dzięki dzikiej karcie, w pierwszej rundzie pokonała Ukrainkę Oleksandrę Olijnikową 6:2, 6:3. To właśnie ona czeka teraz na Andriejewą.

Rywalkę poznała również triumfatorka tegorocznego Wimbledonu, Linda Noskova. Rozstawiona z piątym numerem Czeszka w drugiej rundzie zagra z Eleną-Gabrielą Ruse. Rumunka nie dała żadnych szans zdolnej Austriaczce Lilli Tagger, wygrywając 6:4, 6:2.

Swoją przeciwniczkę poznała też była liderka rankingu WTA, Naomi Osaka, rozstawiona w Pekinie z numerem 12. Japonka w piątek zagra z reprezentującą Uzbekistan Marią Timofiejewą. Ta awans wywalczyła sobie szybko — w niespełna półtorej godziny, dokładnie godzinę i 24 minuty, pokonała Czeszkę Darję Vidmanovą 6:3, 6:3.

Niespodzianki i debiutantki na WTA 1000

Najgłośniejszy debiut należał do Maddison Inglis. Australijka pokonała Turczynkę Zeynep Sonmez 6:4, 6:4 i po raz pierwszy w karierze wygrała mecz w turnieju rangi WTA 1000. Nagrodą za ten sukces jest starcie z Czeszką Sarą Bejlek.

Nie wszystkim faworytkom los sprzyjał. Maya Joint, finalistka niedawnego turnieju w Seulu, przegrała 3:6, 6:3, 5:7 z Austriaczką Sinją Kraus. Kraus w drugiej rundzie trafi na rodaczkę grającą jednak pod inną banderą — Anastazję Potapową, występującą w barwach Austrii.

Nie brakowało emocji także w pojedynkach z udziałem tenisistek z Azji. Janice Tjen z Indonezji ograła Ukrainkę Anhelinę Kalininą 2:6, 7:5, 6:4, odwracając losy meczu po przegranym secie. Polina Kudermetowa, reprezentująca barwy Uzbekistanu, także traciła pierwszą partię, ale ostatecznie pokonała Chinkę Yexin Ma 6:7(2), 6:3, 6:2.

Do drugiej rundy przebiły się ponadto Viktorija Golubić ze Szwajcarii, Alaksandra Sasnowicz z Białorusi oraz Linda Fruhvirtova z Czech. Golubić rozprawiła się z Amerykanką Elviną Kaliewą 6:3, 6:1. Sasnowicz w pojedynku kwalifikacyjnym pokonała Australijkę Talię Gibson 6:1, 6:4. Fruhvirtova z kolei wygrała z Chinką Zhuoxuan Bai 6:2, 6:3 — a ta ostatnia do głównej drabinki dostała się jako „szczęśliwa przegrana” z eliminacji.

Zmagania w głównej drabince China Open 2026 potrwają do 11 października. Turniej rozgrywany jest w Pekinie na kortach twardych w ramach cyklu WTA 1000, a jego pula nagród wynosi 9,415 mln dolarów. Zwyciężczyni zainkasuje czek na 1,151 mln dolarów oraz 1000 punktów do rankingu WTA.

Czy Mariusz Pudzianowski wróci do klatki jeszcze w tym roku? I z kim właściwie? Pytanie odżywa za sprawą dwóch organizacji, które w tym samym czasie zabiegają o byłego strongmana: FAME MMA i Fight Mode.

Najgłośniej mówi się o gali FAME, gdzie Pudzianowski miałby stoczyć walkę main event przeciwko Jarosławowi „pashaBicepsowi” Jarząbkowskiemu. Na razie jednak brak potwierdzenia, że ten pojedynek w ogóle jest jeszcze aktualny. Warto przypomnieć, że Pudzianowski po ostatniej przegranej zakończył przygodę z KSW – kwestia jego dalszej kariery pozostaje więc otwarta.

Równolegle o 48-latka zabiega Fight Mode. Łukasz Jurkowski, szef organizacji, wielokrotnie podkreślał zainteresowanie Pudzianowskim, a teraz sprawa nabrała konkretów – przedstawiciele Fight Mode zadzwonili do zawodnika z konkretną propozycją walki. Na razie jednak cisza. Ze strony Pudzianowskiego nie padła żadna odpowiedź.

Więcej szczegółów zdradził sam Jurkowski w rozmowie z Arturem Mazurem w programie „Klatka po klatce”. Zasugerował, że Fight Mode chciałby zestawić Pudzianowskiego z zagranicznym rywalem.

„To są ostatnie momenty, żeby zrobić coś fajnego. Myślę, że w Fight Mode też byśmy znaleźli bardzo fajną i ciekawą również dla Mariusza rywalizację z jakimś zawodnikiem prawdopodobnie z zagranicy, z fajnym nazwiskiem. Myślę, że to by się spięło i dla kibiców, i dla Mariusza, i dla rywala, i dla nas. Na razie jest wielka imaginacja” – powiedział Jurkowski.

Rewanż z Różalskim wciąż w grze

To niejedyny scenariusz, jaki rozważa Fight Mode. Na stole leży też potencjalny rewanż Pudzianowskiego z Marcinem Różalskim. Sam Różalski zapewnił ostatnio, że jest gotowy na kolejne starcia, jeśli pojawi się konkretna i dobra oferta.

Jurkowski nie krył, że taki pojedynek chętnie by zorganizował. Warunek jest jeden – trzeba dogadać się finansowo.

„Wchodzę w to. Marcin jest moim przyjacielem przez wielkie »P«. Ja wiem, że on cały czas generuje zainteresowanie. Ja mu mówię wprost »ja nie chcę oglądać więcej, ja nie chcę, żeby u mnie w organizacji ktoś ci krzywdę robił«. Ja bym chciał dać walkę »Różalowi«, ale tylko taką, o której mówisz, na przykład z Mariuszem Pudzianowskim. Panowie, jeśli dogadamy się finansowo na taki pojedynek, to taką walkę możemy zrobić” – zadeklarował szef Fight Mode.

Na razie żadna ze stron nie potwierdziła ani terminu, ani formuły starcia. Pudzianowski ma jednak do wyboru co najmniej trzy opcje: Jarząbkowskiego na gali FAME, tajemniczego zagranicznego rywala zaproponowanego przez Fight Mode oraz rewanż z Różalskim.

Klub, który od lat walczy o powrót do dawnej świetności, chce w ciągu kilku sezonów dojść do jubileuszu stulecia w roli lidera polskiego hokeja. Brzmi ambitnie? Podhale Nowy Targ oraz Stowarzyszenie dalejpodhale.pl postanowiły przekuć te ambicje w konkret i podpisały umowę o długofalowej, strategicznej współpracy.

Porozumienie ma odbudować nowotarski hokej na trzech frontach jednocześnie — sportowym, organizacyjnym i społecznym. Klub zapowiada podniesienie poziomu pierwszej drużyny, rozwój szkolenia młodzieży, a także stworzenie stabilnych fundamentów organizacyjnych — tych, które do tej pory nierzadko bywały piętą achillesową Szarotek. Cel na horyzoncie jeden: powrót do czołówki polskiego hokeja.

Po drugiej stronie umowy stoi Stowarzyszenie dalejpodhale.pl, które weźmie na siebie budowanie otoczenia klubu. Chodzi o odbudowę zaufania kibiców, rozwój relacji z lokalną społecznością i biznesem, a przy tym pielęgnowanie tradycji nowotarskich Szarotek.

Przedstawiciele obu organizacji nie kryją, że Podhale to dla nich coś więcej niż zwykły klub sportowy. „Podhale to coś więcej niż drużyna rywalizująca na lodzie. To pokolenia zawodników, trenerów, kibiców i sponsorów. To emocje, historia oraz symbol Szarotki na piersi, który od dziesięcioleci jednoczy cały region” — podkreślają.

Droga do stulecia

Partnerzy deklarują, że wspólnie zbudują silną, stabilną i nowoczesną markę, gotową na jubileusz 100-lecia klubu. „Mamy świadomość, że przed nami długa i wymagająca praca, ale czerpiąc siłę z naszych korzeni, otwieramy właśnie nowy, wielki rozdział w historii klubu” — mówią przedstawiciele obu stron.

Współpracy nadano hasło „Gramy razem – w drodze do 100-lecia”. I nie jest to przypadek. Podhale Nowy Targ powstało w 1932 roku, a stulecie klubu przypadnie na 2032 rok. Do tego momentu zostało więc siedem sezonów. Siedem sezonów, w których klub razem z kibicami ma zamiar odbudować markę Szarotek od podstaw.

Jak poukładać jedenastkę, skoro brakuje aż 12 zawodników względem pierwszego starcia z tym samym rywalem? Przed takim dylematem stanął Jerzy Brzęczek, szykując reprezentację Polski U-21 na mecz ze Szwecją, który rozpocznie się o godzinie 18:00.

Selekcjoner młodzieżówki prowadzi swoją drużynę w naprawdę nietypowych okolicznościach. Polska U-21 ma na koncie komplet 24 punktów w eliminacjach do Mistrzostw Europy U-21 i jako jedyna w grupie wciąż nie zna smaku porażki ani remisu. W pierwszym meczu ze Szwedami biało-czerwoni nie pozostawili cienia wątpliwości – na wyjeździe padł wynik 6:0. Teraz czas na rewanż, tym razem przed własną publicznością.

Problem w tym, że skład, który rozniósł Szwecję w pierwszym starciu, w większości jest dziś niedostępny. Sześciu zawodników – Oskar Pietuszewski, Marcel Reguła, Kacper Urbański, Wiktor Nowak, Kacper Potulski i Wojciech Mońka – trafiło do seniorskiej kadry Jana Urbana. Do tego dochodzą kontuzje Antoniego Kozubala i Jana Faberskiego, a za kartki pauzują Kacper Duda i Igor Drapiński. Licząc wszystkich, Brzęczek musiał ułożyć zespół bez dwunastu nazwisk, które grały w Szwecji.

Selekcjoner mimo to nie kryje zadowolenia z tego, jak wygląda sytuacja jego formacji. „Bardzo nas cieszy, że część zawodników jest w pierwszej reprezentacji, bo naszym podstawowym celem jest przygotowanie ich do pierwszej kadry. Z kolei zawodnicy, którzy dostali teraz szansę, po kilku treningach sprawiają bardzo dobre wrażenie” – powiedział Brzęczek przed meczem.

To ma znaczenie tym większe, że sama seniorska reprezentacja przechodzi gorszy okres – w dwóch pierwszych meczach Ligi Narodów zdobyła zaledwie punkt. Stąd każdy gracz zdolny w przyszłości wzmocnić pierwszy zespół jest teraz na wagę złota.

Składy na mecz Polska – Szwecja U-21

Na start Brzęczek postawił na następującą jedenastkę: Łubik – Krajewski, Matysik, Ede, Gurgul – Kowalczyk, Oyedele, Drachal, Mazurek, Pieńko – Mikołajewski.

Po stronie gości selekcjoner Szwecji wystawił: Jaeger – Herdonsson, Amoran, Samuelsson, Tolf – Svensson, Kanga, Geiger – Joensson, Omorowa, Nije.

Co dalej z Estebanem Oconem, skoro Haas właśnie zamknął mu drzwi do przyszłości w zespole? Odpowiedź przyszła w środę – Francuz odejdzie z amerykańskiej stajni po sezonie 2026.

Haas oficjalnie potwierdził, że nie przedłuży współpracy z 30-letnim kierowcą. Co ciekawe, informacja wyciekła wcześniej od samego Ocona – to on jako pierwszy napisał o rozstaniu w mediach społecznościowych. „Odchodzę z tego projektu z podniesioną głową i dumą z osiągniętych wyników, mimo że okoliczności – z przyczyn i czynników niezależnych ode mnie – nie zawsze należały do najłatwiejszych” – napisał Francuz. Dopiero chwilę później zespół wydał własny komunikat, potwierdzając, że strony zakończą współpracę po zakończeniu przyszłego sezonu.

Ocon trafił do Haasa przed sezonem 2025, po czterech latach jazdy dla Alpine. W barwach amerykańskiej ekipy wystartował dotychczas w 39 wyścigach. Cała jego kariera w Formule 1 to 195 startów i 490 punktów. Jedyne zwycięstwo? Grand Prix Węgier z 2021 roku.

Szef zespołu Ayao Komatsu nie szczędził ciepłych słów pod adresem odchodzącego kierowcy. „Chciałbym podziękować Estebanowi za wszystko, co wniósł do zespołu od czasu dołączenia do nas w 2025 roku. Jego profesjonalizm i zaangażowanie okazały się cenne, gdy rozwijaliśmy naszą organizację” – powiedział Japończyk. Dodał też, że miniony sezon był dla ekipy wyjątkowo wymagający. „W tym roku wspólnie mierzyliśmy się z wyzwaniem w postaci dużej zmiany przepisów. Doświadczenie Estebana z wyścigów oraz jego uwagi były istotne, gdy przez cały sezon ciężko pracowaliśmy nad rozwojem modelu VF-26” – zaznaczył Komatsu.

To jednak nie koniec, a raczej zapowiedź końca. Współpraca potrwa jeszcze do ostatniego wyścigu sezonu 2026. „Przed nami wciąż wiele ścigania, a naszym celem pozostaje wspólna praca i wykorzystanie każdej szansy aż do ostatniego wyścigu roku” – dodał Komatsu.

Kto zajmie miejsce Ocona?

Na razie zespół nie potwierdził pełnego składu kierowców na sezon 2027. Pewne jest jedno – Oliver Bearman zostaje. Brytyjczyk przez dwa wspólne sezony z Oconem regularnie spisywał się lepiej od bardziej doświadczonego kolegi z zespołu. Najpoważniejszym kandydatem do przejęcia wolnego fotela jest dziś Rafael Camara, obecnie startujący w Formule 2.

Sam Ocon po sezonie 2026 stanie się wolnym agentem. Dokąd trafi Francuz? To pytanie na razie pozostaje bez odpowiedzi.

Ile właściwie potrzeba, żeby w głowie trenera dysponującego gwiazdorem pokroju Viniciusa Juniora zasiać ziarno niepewności? Jak się okazuje – jeden udany mecz reprezentacyjny skrzydłowego Realu Madryt może wystarczyć.

We wtorek reprezentacja Wybrzeża Kości Słoniowej zmierzyła się z Somalią. Yan Diomande zagrał na swojej ulubionej pozycji – lewej stronie ofensywy. Wynik tego spotkania zniknie z nagłówków równie szybko, jak się w nich pojawił. Statystyki młodego skrzydłowego – niekoniecznie.

Diomande zaliczył pięć udanych dryblingów na sześć prób. Do tego trzy oddane strzały i trzy sytuacje, które sam wykreował kolegom z drużyny. Bramki zabrakło, asysty też – ale akurat to najmniej kogokolwiek obchodziło.

Bo uwagę hiszpańskich mediów przykuła sama aktywność i skuteczność w pojedynkach jeden na jeden. Właśnie takich występów szuka się dziś, rozważając rywalizację o miejsce w wyjściowej jedenastce Realu Madryt.

Ten sam profil, różne skrzydła

Diomande i Vinicius najlepiej odnajdują się w tym samym miejscu boiska – na lewej stronie ataku. To samo w sobie rodzi naturalne napięcie w szatni. Różnica jest jedna: Diomande potrafi grać też po przeciwnej stronie, co daje mu dodatkową elastyczność, której Vinicius nie oferuje w tym samym stopniu.

Ostatnie słowo i tak należy do Jose Mourinho – to on układa skład Realu Madryt. Portugalczyk zna wagę takich sygnałów płynących z kadry narodowej. I doskonale wie, że ich ignorowanie rzadko kończy się dobrze.

Chłopak z domu dziecka i więziennej celi staje naprzeciw jednego z najgroźniejszych pięściarzy świata w walce o pas mistrzowski. Lata później ten sam człowiek musi stoczyć znacznie trudniejszy pojedynek — o własne życie. Jak to w ogóle możliwe?

Artur Szpilka jako nastolatek trafił do domu dziecka. Zanim w ogóle wszedł na profesjonalny ring, spędził 18 miesięcy w więzieniu. I właśnie od tego punktu zaczyna się jedna z najbardziej nieprawdopodobnych karier w polskim sporcie.

W 2016 roku Szpilka stanął w nowojorskim Barclays Center naprzeciw Deontaya Wildera, walcząc o pas mistrza świata WBC w wadze ciężkiej. Za tę walkę miał zagwarantowane 250 tysięcy dolarów oraz udział we wpływach z praw telewizyjnych w Polsce. Starcie zakończyło się w dziewiątej rundzie nokautem Wildera. Ale sam fakt, że Polak z takim życiorysem w ogóle znalazł się na tym ringu, był już osiągnięciem samym w sobie.

Za fasadą sportowego sukcesu kryły się jednak nałogi — o nich Szpilka zaczął mówić dopiero po latach. Bokser opisywał uzależnienie od hazardu, które, jak twierdził, było nałogiem „gorszym niż narkotyki”. Z fragmentów jego książki wynika, że przez cztery lata przegrał na automatach ponad 400 tysięcy złotych.

Do tego doszła kokaina. Szpilka mówił WP SportoweFakty, że sięgnął po nią jako nastolatek. Przez lata potrafił po imprezie nie spać przez trzy doby. Dwukrotnie po zażyciu narkotyku obawiał się o własne życie.

Ostatnia walka i upadek

30 maja 2021 roku Szpilka zmierzył się z Łukaszem Różańskim. Przegrał przez nokaut już po 2 minutach i 25 sekundach walki. To starcie okazało się jego ostatnią zawodową walką bokserską.

Potem przyszło to, co sam nazywał najgorszym okresem w życiu. Szpilka ujawnił w rozmowie z WP SportoweFakty, że wpadł w głęboką depresję i dwukrotnie przygotowywał sznur, by odebrać sobie życie. „Moim największym wrogiem stał się Artur Szpilka” — powiedział.

„Moim największym wrogiem stał się Artur Szpilka”

Ten cień towarzyszył mu właściwie od dzieciństwa. Ojciec Szpilki zmagał się z alkoholem i odebrał sobie życie, gdy Artur miał zaledwie trzy lata. W końcu bokser zaczął szukać pomocy u psychologa. W 2024 roku wraz z Hubertem Kęską wydał liczącą ponad 600 stron książkę „Zawsze ten sam”, w której opisał tę drogę bez oszczędzania siebie.

Z boksu Szpilka przeszedł do MMA, wiążąc się z organizacją KSW. Po porażce z Arkadiuszem Wrzoskiem wygrał trzy kolejne walki — z Errolem Zimmermanem, Michalem Martinkiem oraz, w lipcu 2026 roku, z byłym zawodnikiem UFC Augusto Sakaiem. Jego bilans w KSW wynosi obecnie 5-1.

Pod koniec sierpnia 2026 roku Szpilka po 12 latach wrócił do treningów z Fiodorem Łapinem — trenerem, który prowadził go przed zwycięską walką z Tomaszem Adamkiem. „12 lat czekałem na ten moment” — napisał.

O której godzinie kibice w Polsce zobaczą pierwszy mecz Huberta Hurkacza w Pekinie? Polak zainauguruje zmagania w turnieju ATP 500 już w czwartek 1 października. Rywalem w I rundzie będzie Learner Tien, a spotkanie rozpocznie się po godzinie 13:00 czasu polskiego.

Dla Hurkacza to powrót na kort bez chwili wytchnienia. Jeszcze we wtorek Polak grał w finale Chengdu Open 2026, gdzie musiał uznać wyższość Hiszpana Alejandro Davidovicha Fokiny. Teraz, praktycznie bez przerwy, przenosi się do Pekinu na kolejne wymagające zawody.

Naprzeciwko niego stanie 20-letni Learner Tien – jeden z najciekawszych młodych tenisistów w męskim tourze. Amerykanin w turnieju China Open 2026 jest rozstawiony z siódmym numerem i podchodzi do rywalizacji w dobrej formie. W miniony weekend reprezentował Resztę Świata w Pucharze Lavera w Londynie, gdzie triumfowała drużyna Europy.

Różnica w rankingach rzuca się w oczy. Tien zajmuje obecnie 15. miejsce na liście ATP, Hurkacz plasuje się na 39. pozycji. To Amerykanin – choć do Pekinu dostał się dzięki dzikiej karcie – uchodzi za faworyta tego starcia. Będzie to zarazem pierwsze w karierze spotkanie obu zawodników na zawodowych kortach.

Gdzie oglądać mecz Hurkacz – Tien?

Panowie zagrają na korcie Lotus w ramach sesji wieczornej, co w Polsce oznacza początek po godzinie 13:00. Transmisję pokaże Polsat Sport, a mecz obejrzymy też w serwisie streamingowym Polsat Box Go.

Trzy mecze na wyjeździe w pięć dni – i trzy zwycięstwa. Jak to możliwe? Zagłębie Sosnowiec pod wodzą trenera Matiasa Lehtonena dało odpowiedź najlepszą z możliwych: wygrało kolejno w Katowicach, Nowym Targu i Sanoku. Ten ostatni pojedynek zakończył się wynikiem 5:1 i rozegrano go dzień przed publikacją tego tekstu.

STS Sokół Sanok mimo porażki nie musi wieszać głowy – na pierwsze ligowe zwycięstwo wciąż czeka, choć początek sezonu wyglądał u niego całkiem obiecująco. Drużyny prowadzonej przez trenera Ołeha Szafarenkę nie udało się jednak zatrzymać gości z Sosnowca. Ci w kluczowych momentach meczu skutecznie wykorzystywali przewagę liczebną.

Bohaterem wieczoru został Eero Savilahti, 34-letni napastnik Zagłębia rodem z fińskiego Tampere. W Sanoku zaliczył dwie asysty – przy golu otwierającym i przy tym, który zamknął wynik meczu. To już drugie z rzędu produktywne spotkanie Fina: w Nowym Targu zdobył bramkę i dołożył asystę.

„Wiedzieliśmy, że musimy grać 'swój’ hokej, jeśli chcemy ten mecz wygrać” — powiedział Savilahti po spotkaniu w Sanoku.

Napastnik przyznał, że najbardziej zależy mu na regularności. „Staram się z meczu na mecz być coraz lepszy i jestem dumny, że moi koledzy zamieniają moje podania na gole” — dodał. O losach spotkania zdecydowała, jego zdaniem, skuteczność w przewadze liczebnej. „Sanok miał w tym meczu swoje momenty, ale patrząc na mecz całościowo, byliśmy drużyną lepszą. Skuteczna gra w przewadze – to zrobiło różnicę” — ocenił Fin.

Następny test: Unia Oświęcim

Na odpoczynek po tej serii nie ma co liczyć. Już w piątek sosnowiczanie zagrają z Unią Oświęcim – drużyną w znakomitej dyspozycji, która ma na koncie trzy zwycięstwa z rzędu. Po trzech wygranych na wyjeździe w pięć dni Zagłębie będzie chciało udowodnić, że to nie był przypadek.

Dlaczego Robert Lewandowski w ostatniej chwili wyszedł na murawę z innym dzieckiem niż to, które pierwotnie stało u jego boku? Odpowiedź kryje się w osobistej historii, o której kapitan reprezentacji mógł w tunelu nie mieć pojęcia. Teraz sprawę wyjaśnił PZPN.

Przed meczem Polska – Bośnia i Hercegowina prezes PZPN Cezary Kulesza podszedł w tunelu do Lewandowskiego i wskazał mu innego chłopca do eskorty. Kapitan posłuchał – na boisko wyszedł z dzieckiem wskazanym przez prezesa, a z boku został chłopiec, który stał przy nim od samego początku. Całe zdarzenie zarejestrowały kamery, a nagranie momentu zamiany błyskawicznie obiegło sieć.

Komentarze posypały się, zanim ktokolwiek poznał kulisy. Dopiero później, w rozmowie z portalem meczyki.pl, Kulesza wyjaśnił, że znał matkę chłopca, którego podprowadził do Lewandowskiego. Kobieta zmarła w 2025 roku. Prezes PZPN wiedział, że jej syn marzył o wspólnym wyjściu na boisko z Lewandowskim – i właśnie dlatego zdecydował się na tę interwencję w tunelu.

PZPN naprawia sytuację pominiętego chłopca

Federacja nie zostawiła jednak bez odpowiedzi losu chłopca, który w Zenicy ostatecznie nie wyszedł na murawę z kapitanem. Sekretarz generalny PZPN Łukasz Wachowski porozmawiał z jego rodzicami i ustalił, że chłopiec wyjdzie na murawę z kapitanem reprezentacji Polski podczas meczu Polska – Szwecja. Spotkanie odbędzie się 17 listopada we Wrocławiu. Jako pierwszy poinformował o tym na platformie X dziennikarz Tomasz Włodarczyk.

Jest jednak warunek, i wcale nie oczywisty. Aby chłopiec mógł wyjść na murawę właśnie z Lewandowskim, napastnik musi znaleźć się w podstawowym składzie na to spotkanie. A do tego czasu reprezentację czeka jeszcze gęsty terminarz. W najbliższy piątek Polska zagra z Rumunią w Warszawie – wcześniej, w ramach Ligi Narodów, biało-czerwoni zmierzyli się na wyjeździe z Bośnią i Hercegowiną 5 października, a 14 listopada czeka ich kolejny mecz z Rumunią.

Instalacja aplikacji
Pobierz