24 października 2026 roku, godzina 11:30. W przestrzeni H40S przy ulicy Marszałkowskiej 64 w Warszawie ośmiu zawodników StarCraft II usiądzie przed komputerami. Tuż obok, podłączeni do aparatury pomiarowej, zasiądą naukowcy. To pierwszy w Polsce turniej, w którym rywalizację esportową łączy się z badaniami naukowymi nad samymi graczami.
Przez dwa dni zawodnicy będą mieli podłączone czujniki rejestrujące tętno i EKG. Dodatkowy sprzęt będzie śledzić ruchy ich oczu. Cel? Sprawdzić, jak organizm znosi stres i wielogodzinną rywalizację. Do tego dochodzi kinetic tracking — analiza parametrów ruchowych graczy w trakcie meczów. Na samej rozgrywce się nie skończy: zawodnicy przejdą też pomiary poza grą, w tym testy spoczynkowe, wysiłkowe oraz spiroergometrię.
Za projektem stoi Fusion Esports League, która chce zbliżyć do siebie esport, naukę i nowe technologie. Pomysłodawcą turnieju jest Andrzej Białecki, badacz zajmujący się analizą esportu i popularyzacją wiedzy naukowej o graczach. Organizatorzy podkreślają, że ScienceCraft to nie tylko polska nowość — na świecie podobnych inicjatyw jest naprawdę niewiele.
Kto zagra i o co
Udział w turnieju potwierdzili już Gerald, Krystianer, Elazer, MaNa i Rodzyn. Skład ośmiu uczestników dopełni jeszcze jeden zaproszony gracz oraz dwaj zawodnicy, którzy przejdą kwalifikacje. Na zwycięzców czeka pula nagród w wysokości 5000 złotych. Szczegóły dotyczące kwalifikacji oraz sprzedaży biletów na wydarzenie mają zostać ogłoszone w najbliższym czasie.
Dane fizjologiczne i behawioralne zbierane od graczy nie trafią tylko do laboratoriów. Widzowie zobaczą je na żywo podczas transmisji esportowej. Zastosowana technologia pozwala jednocześnie wyświetlać te informacje na ekranie i zapisywać je do dalszej analizy naukowej. To podejście ma służyć szerszej idei, którą organizatorzy chcą promować w polskim esporcie — treningowi opartemu na danych, czyli data-driven training.
W projekt zaangażowana jest Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie oraz platforma HealthyGG. Oba podmioty, wraz z H40S jako gospodarzem przestrzeni, występują jako partnerzy całego wydarzenia. Turniej będzie otwarty dla publiczności — wstęp biletowany.
Bez fanfar, bez osobnej grafiki z hasłem reklamowym – informacja o nowym pojedynku wyszła na jaw niemal przypadkiem, doklejona do zapowiedzi Face2Face dotyczącej starcia Lequ z Bad Boy Jr. A jednak skromna forma nie zmniejszyła siły przekazu. Fani poczuli dreszcz: na FAME MMA 33 Marta Linkiewicz zmierzy się z Julią Stasiuk.
Dla Linkiewicz to kolejny rozdział passy, która ciągnie się już dwa lata. Nie przegrała żadnej z ostatnich czterech walk, a w marcu, na gali FAME 30, dopisała do tego bilansu zwycięstwo nad Izabelą Badurek. Teraz trafia na rywalkę z zupełnie innej szuflady.
Kim jest Julia Stasiuk
Stasiuk wchodzi do klatki jako mistrzyni świata WAKO. To nie jest dorobek zbudowany na przypadku – ma na koncie również wielokrotne mistrzostwa Polski, i w kickboxingu, i w taekwondo. Jako pierwsza Polka podpisała kontrakt z Karate Combat, a to samo w sobie pokazuje, w jakim gronie się porusza.
FAME MMA 33 będzie dla niej jednak czymś nowym – debiutem na tego typu karcie walk. Linkiewicz, już zaprawiona w formacie FAME, stanie więc naprzeciw przeciwniczki bardzo technicznej, lecz wchodzącej na ten konkretny grunt po raz pierwszy.
Doświadczenie oktagonowe Linkiewicz kontra czempionatowe CV Stasiuk. Taki zderzenie ma wszystko, czego trzeba, by stać się jednym z gwoździ programu gali.
Kto chce kibicować na żywo, musi nastawić budzik na piątą rano. Dokładnie o godzinie 5:00 czasu polskiego, jako drugi mecz dnia na korcie HSBC Moon, Maja Chwalińska rozpocznie swój turniej WTA 1000 w Pekinie. Jej spotkanie rozegrane zostanie tuż po zakończeniu pojedynku Anastazja Potapowa – Sinja Kraus.
W pierwszej rundzie czeka ją starcie z Dajaną Jastremską. Turniej toczy się na kortach twardych, a mecz Polki wypadł na piątkowy poranek czasu polskiego.
Do Pekinu Chwalińska przyjechała z numerem 17 rozstawienia, co dało jej wolny los w pierwszej rundzie. W praktyce więc jej turniej zaczyna się dopiero teraz – od spotkania 1/32 finału z Jastremską.
Ukrainka na otwarcie poradziła sobie z Caty McNally. 26-letnia Jastremska zajmuje dziś 111. miejsce w rankingu WTA – choć bywała notowana dużo wyżej, na 21. pozycji.
Kim jest rywalka Chwalińskiej
Na koncie ma trzy tytuły w głównym cyklu WTA. Najlepszy wynik wielkoszlemowy? Półfinał Australian Open 2024. To pokazuje, że mimo spadku w rankingu Ukrainka wciąż ma w sobie wysoki poziom.
Obie zawodniczki zmierzą się po raz pierwszy w karierze. Transmisję z Pekinu, jak cały turniej, pokażą sportowe anteny Canal+.
W domu, w Barcelonie, Dani Olmo nie paraduje w barwach swojego aktualnego klubu. Na co dzień nosi koszulkę Dinama Zagrzeb z siódemką i własnym nazwiskiem na plecach. Ten drobny, prywatny gest mówi więcej o jego planach niż jakikolwiek wywiad.
Agent piłkarza, Andy Bara, zdecydował się ujawnić szczegóły przyszłości swojego klienta w podcaście „Inkubator”. Według niego 28-letni reprezentant Hiszpanii chce zakończyć karierę właśnie w Dinamie – i nie jest to tylko gdybanie, bo liczy, że to się rzeczywiście wydarzy. Olmo myśli też o tym, co dalej, gdy zawiesi buty na kołku. Chciałby rozpocząć w Zagrzebiu karierę trenerską.
Ta więź nie powstała przypadkiem. Olmo trafił do Dinama jako nastolatek, przenosząc się tam z akademii FC Barcelony. To właśnie Andy Bara przekonał młodego zawodnika do opuszczenia Katalonii i przeprowadzki do Zagrzebia. W klubie spędził ponad pięć lat, zanim w 2020 roku przeniósł się do RB Lipsk.
Przywiązanie do chorwackiego klubu przełożyło się na konkretny, powtarzalny gest finansowy. Od momentu odejścia z Dinama Olmo przekazuje 2 proc. swojego rocznego wynagrodzenia brutto klubowi Vukovar. Robił to już jako zawodnik Lipska i kontynuuje ten zwyczaj teraz, grając w Barcelonie.
Dwa razy nie dla Bayernu
Historia transferowa Olmo pokazuje, że lojalność wobec własnych wyborów ma u niego długą tradycję. Dwukrotnie odrzucił możliwość przenosin do Bayernu Monachium – najpierw będąc zawodnikiem Dinama, a później ponownie, gdy występował w RB Lipsk. Gdy przyszedł czas na decyzję o kolejnym kroku w karierze z Lipska, oprócz Bayernu zainteresowanie zgłaszała też Barcelona i inne kluby. Ostatecznie wybrano Barcelonę.
Obecnie Olmo związany jest z katalońskim klubem kontraktem do czerwca 2030 roku. Podczas ostatniej przerwy reprezentacyjnej w mediach odżyły spekulacje o zainteresowaniu Bayernu jego obecnym transferem, jednak do żadnych rozmów nie doszło. Słowa agenta sugerują jednak coś innego: nawet gdyby taka oferta wróciła, finał kariery Olmo i tak może być zapisany w Zagrzebiu, nie w Monachium.
Środa, 20:06 czasu wschodniego USA. Licytacja na platformie Joopiter zamyka się przy zaledwie jednej ofercie. Wystarczyła ona jednak, by koszulka Michaela Jordana z trzeciego meczu finałów NBA w 1998 roku trafiła do historii jako najdroższa koszulka w dziejach ligi.
Finalna kwota to 12,26 mln dolarów, czyli blisko 47,5 mln złotych. Aukcję prowadził Joopiter — cyfrowy dom aukcyjny kuratorowany przez Pharrella Williamsa. Organizatorzy liczyli na wynik w przedziale 10-15 mln dolarów. Ostateczna cena wylądowała więc w górnej połowie tych szacunków. Sprzedającym był Rob Gough, który koszulkę ma od transakcji z 2023 roku.
To drugi rekord należący do Jordana w krótkim czasie. We wrześniu 2022 roku dom aukcyjny Sotheby’s sprzedał jego koszulkę z pierwszego meczu finałów NBA 1998 za 10,1 mln dolarów. Ten wynik był dotychczasowym rekordem.
Droga koszulki do autentykacji
Historia przedmiotu sięga sierpnia 2015 roku — wtedy koszulkę formalnie zarejestrowano. Cztery miesiące później, w grudniu 2015 roku, jej autentyczność potwierdziła firma MeiGray. Porównała przedmiot ze zdjęciami agencji Getty Images z dwóch konkretnych ujęć meczu.
Wcześniej, w marcu 2015 roku, Bill Thoma z Chicago opisał w liście, jak nabył koszulkę od Evana LaManny — menedżera sprzedaży i wspólnika firmy Upper Class Collectibles z New Jersey. Thoma szacował, że do transakcji doszło około ośmiu lub dziewięciu lat wcześniej. Według jego relacji LaManna utrzymywał zawodowe relacje z samym Jordanem i otrzymał koszulkę od bliskiego współpracownika gwiazdy Chicago Bulls.
Sam przedmiot nosi wyraźne ślady autentyczności: logo finałów NBA, charakterystyczny siatkowy materiał oraz metkę NBA Authentics z rozmiarem 50.
Mecz, który dał Bulls przewagę
Jordan założył tę koszulkę w trzecim meczu finałów NBA 1998 roku przeciwko Utah Jazz. Zanotował w nim 24 punkty, trzy zbiórki i dwie asysty. Chicago Bulls rozbili tamtego wieczoru rywali 96:54, przejmując prowadzenie 2-1 w serii. Finały zakończyły się po sześciu spotkaniach — Bulls wygrali mistrzostwo.
To był szósty tytuł mistrzowski w karierze Jordana. Kilka miesięcy później, 13 stycznia 1999 roku, ogłosił drugie odejście z NBA.
Jeszcze do niedawna Paweł Słomian jeździł na mecze w barwach UHT Sabres Oświęcim, broniąc w Europejskiej Lidze Hokeja Uniwersyteckiego i notując jedną asystę w sześciu spotkaniach. Teraz 19-letni obrońca pakuje walizki i przenosi się na Pomorze – Fudeko GAS Gdańsk oficjalnie ogłosiło jego pozyskanie.
Większość swojej dotychczasowej kariery Słomian spędził w MOSM-ie Tychy. Urodził się w Mikołowie i to właśnie tyski klub go wychował. Przeszedł tam przez kolejne roczniki – grał w U16, U18 i U20.
Od 2023 do 2025 roku młody obrońca występował na bezpośrednim zapleczu ekstraligi, zbierając doświadczenie na coraz wyższym poziomie. Ma już za sobą także starty w kadrze narodowej – zanotował dwa występy w reprezentacji Polski do lat 18.
Pierwsze mecze w nowych barwach dopiero przed nim
W trwającym sezonie Słomian rozegrał na razie dwa mecze 1. ligi i zapisał na swoim koncie jedną asystę. Teraz przyjdzie mu udowodnić swoją wartość już w koszulce Fudeko GAS Gdańsk. Klub w ten sposób konsekwentnie buduje skład, sięgając po kolejnego kadrowicza z południa Polski.
14 września 2025 roku, rano, ciało 46-letniego Ricky’ego Hattona znaleziono w jego domu w Hyde, w hrabstwie Greater Manchester. Śledczy ustalili później, że legendarny brytyjski bokser odebrał sobie życie. Minął rok, a jego najbliżsi wciąż nie wiedzą, co dokładnie stanie się z majątkiem, który po sobie zostawił.
Według ustaleń „The Sun” fortuna Hattona sięga około 30 milionów funtów. Na tę sumę składają się biznesowe aktywa przekraczające 20 mln funtów – to wynika z najnowszych sprawozdań finansowych jego firm – oraz około 10 mln funtów związanych z inwestycjami w nieruchomości. Kłopot w tym, że Hatton nie zostawił testamentu. Po jego śmierci powołano powierników do zarządzania majątkiem, lecz ludzie z jego najbliższego otoczenia wciąż nie dostali jasnych odpowiedzi – ani jak, ani kiedy majątek zostanie podzielony.
Syn Hattona, Campbell, nie krył frustracji. „Moja rodzina nadal jest całkowicie pozbawiona informacji. Od ponad 15 lat nie mieliśmy żadnego udziału w finansach mojego taty” – powiedział. Poza Campbellem Ricky Hatton miał też dwie córki, Millie i Fearne.
Sieć spółek i nieruchomości
Skala majątku byłego mistrza świata staje się jaśniejsza dzięki dokumentom finansowym. Hatton był związany z 20 spółkami, które złożyły najnowsze sprawozdania. Wśród nich wyróżnia się DHT Finance Limited, wyceniana na ponad 18 mln funtów, oraz CWR 2021 Limited, której aktywa oszacowano na niemal 2,5 mln funtów. Nie wszystkie spółki przynosiły jednak zyski – RHHP Limited wykazała zobowiązania netto przekraczające 2,1 mln funtów.
Do tego dochodzi udział Hattona w dużej inwestycji nieruchomościowej w Leicester – w 2017 roku jej wartość szacowano na 30 mln funtów. Jego własny dom w Cheshire poszedł w tym roku pod młotek za 1,5 mln funtów.
Dla kibiców Hatton pozostanie przede wszystkim bokserem, który sięgał po mistrzowskie pasy w wadze junior półśredniej i półśredniej. Dla rodziny, rok po jego śmierci, liczy się jednak coś innego: odpowiedź na pytanie, kiedy i na jakich zasadach skończy się spór o jego finansowe dziedzictwo.
Dwie bramki w pierwszym występie w reprezentacji Polski U-21 – i temat Bartosza Mazurka znów zrobił się gorący w Dortmundzie i Brighton. Polak zadebiutował w kadrze do lat 21 w meczu ze Szwecją, wygranym 3:0, i od razu dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Selekcjoner Jerzy Brzęczek po spotkaniu nie krył uznania dla 19-letniego pomocnika.
Jak informuje WP SportoweFakty, Borussia Dortmund i Brighton and Hove Albion ponownie przyglądają się zawodnikowi Red Bull Salzburg. To nie pierwszy raz, kiedy oba kluby zainteresowały się Mazurkiem. Pod koniec poprzedniego sezonu, gdy grał jeszcze w Jagiellonii Białystok, na trybunach pojawiały się osoby związane właśnie z Borussią i Brighton. Do konkretnych rozmów wtedy nie doszło – Salzburg był szybszy i przekonał piłkarza do transferu, zanim rywale zdążyli złożyć ofertę.
Latem Mazurek przeniósł się do Austrii za około 6 milionów euro. Andreas Herzog określił ten transfer jako fantastyczny. W nowych barwach Polak rozegrał na razie 14 spotkań, strzelił 2 gole i zaliczył 3 asysty. Prawdziwy rozgłos przyniósł mu jednak hat-trick w wyjazdowym meczu 1/16 finału Ligi Konferencji z ACF Fiorentina, wygranym 4:2 po dogrywce. Po tym spotkaniu obserwowały go już kluby Premier League, a pozyskanie Polaka rozważano również w FC Porto. Prezydent portugalskiego klubu, Andre Villas-Boas, mówił wprost: „Ma wielki talent i będziemy patrzeć jakie będzie robił postępy”.
Droga Haalanda i Adeyemiego
Porównania z Erlingiem Haalandem nie biorą się znikąd. Norweg przeszedł z Red Bull Salzburg do Borussii Dortmund w 2020 roku, podobną trasę pokonał później Karim Adeyemi. Z Salzburga do Brighton trafił z kolei Enock Mwepu – klub z Austrii od lat pełni funkcję trampoliny do czołowych lig Europy. Dla Borussii grali już wcześniej Polacy: Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski i Euzebiusz Smolarek, a w Brighton występowali Jakub Moder, Michał Karbownik i Kacper Kozłowski.
Po meczu ze Szwecją głos zabrali też dziennikarze. Tomasz Włodarczyk napisał na X: „Największe kluby w Europie nie tylko monitorują, co powoli ustawiają się w kolejce (…). Recenzja jest krótka: kompletny pomocnik”. Mateusz Borek ujawnił z kolei, że ma informacje od agenta Mazurka o wielu dużych klubach śledzących zawodnika.
„Największe kluby w Europie nie tylko monitorują, co powoli ustawiają się w kolejce (…). Recenzja jest krótka: kompletny pomocnik” – Tomasz Włodarczyk
Do seniorskiej kadry Mazurek na razie nie trafił – selekcjoner Jan Urban zdecydował się nie powoływać go na najbliższe zgrupowanie reprezentacji Polski. Kolejna okazja do pokazania się przyjdzie z młodzieżówką: w poniedziałek 5 października o godz. 18:15 reprezentacja U-21 zagra na wyjeździe z Włochami.
Z soboty na niedzielę, 3 października 2026 roku, oktagon UFC zapala się w Salt Lake City. Dla kibiców nad Wisłą oznacza to budzik tuż po północy. Dla Roberto Soldicia – coś więcej: pierwszą walkę pod szyldem najlepszej organizacji MMA na świecie.
Walką wieczoru będzie starcie o wakujący pas wagi muszej kobiet pomiędzy Natalią Silvą a Cong Wang. Pas zwolniła Valentina Shevchenko, która zrezygnowała z tytułu z powodu poważnej kontuzji. Silva, liderka rankingu dywizji, wchodzi do walki z bilansem 20 zwycięstw, 5 porażek i 1 remisu. Brazylijka nie przegrała od niemal dziewięciu lat – 14 zwycięstw z rzędu, osiem z nich w UFC. Na jej koncie są wygrane z byłymi mistrzyniami: Jessicą Andrade, Alexą Grasso i Rose Namajunas. Cong Wang, szósta zawodniczka rankingu, ma rekord 10-1 i cztery zwycięstwa z rzędu.
W co-main evencie Payton Talbott zmierzy się z Deivesonem Figueiredo. Talbott – 11 zwycięstw, tylko 1 porażka – niedawno pokonał Henry’ego Cejudo. Naprzeciw niego stanie Figueiredo, były mistrz wagi muszej UFC z bilansem 25 zwycięstw, 7 porażek i 1 remisu.
Debiut Soldicia i reszta karty
Roberto Soldić, były mistrz KSW, zadebiutuje w UFC z rekordem 21 zwycięstw i 4 porażek. Chorwat ostatnie lata spędził w organizacji ONE Championship, bez spektakularnych sukcesów. W zeszłym roku za to pokonał Tomasza Adamka na gali FAME 27. Jego rywalem w debiucie będzie Amerykanin Khaos Williams, bilans 16 zwycięstw i 5 porażek.
Na karcie głównej pojawi się również weteran King Green – 36 zwycięstw, 17 porażek i 1 remis. Green stoczył w oktagonie UFC już ponad trzydzieści walk, a w Salt Lake City zmierzy się z Estebanem Ribovicsem. Zobaczymy też Romana Kopylova przeciwko Atebie Gautierowi oraz Johnny’ego Walkera naprzeciw Micka Parkina. Były mistrz Rafael dos Anjos, rekord 32-17, zawalczy z Alexandrem Hernandezem. Z kolei były pretendent do pasa Marvin Vettori – 19 zwycięstw, 9 porażek, 1 remis – spotka się z Ismailem Naurdievem.
Transmisja karty głównej UFC 332 w Polsce ruszy na antenie Polsat Sport 1 o godzinie 2:00 w nocy. Całą galę, razem z walkami przedwstępnymi, obejrzymy na platformie UFC Fight Pass już od 22:00 w sobotę.
Trzy godziny na korcie centralnym. Niewykorzystane break pointy w ósmym gemie drugiego seta. I cztery gemy z rzędu w decydującej fazie trzeciej partii – tak wyglądała droga Jaume’a Munara do jednej z największych niespodzianek pierwszej rundy Japan Open. Hiszpan, który do głównej drabinki turnieju w Tokio wszedł przez kwalifikacje, pokonał rozstawionego z „trójką” Taylora Fritza 6:7(7), 6:4, 6:3. Od stanu 2:3 w trzecim secie nie oddał już ani gema – zamknął spotkanie serią czterech wygranych partii i przypieczętował awans do drugiej rundy.
To był dopiero początek serii wstrząsów w stolicy Japonii. W kolejnym meczu Munar zagra z Jaime’em Farią, który do turnieju głównego wszedł jako szczęśliwy przegrany z eliminacji – w miejsce Lorenzo Musettiego, wykluczonego z gry po złamaniu palca serdecznego doznanym na treningu. Portugalczyk nie zmarnował szansy. W trzech setach ograł Arthura Fery’ego 6:4, 3:6, 6:4.
Padają kolejne rozstawione nazwiska
Lista faworytów, którzy pożegnali się z turniejem już w pierwszej rundzie, systematycznie się wydłuża. Luciano Darderi pokonał rozstawionego z numerem szóstym Caspera Ruuda 7:6(3), 6:3. W 1/8 finału Włoch zmierzy się z Kyrianem Jacquetem, który wcześniej rozprawił się z Holgerem Rune’em 6:3, 6:1. Duńczyk wrócił do rywalizacji we wrześniu po wielomiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją ścięgna Achillesa i w Tokio wciąż nie odzyskał formy sprzed urazu.
Pogromca Ruuda to niejedyny Francuz, który namieszał w drabince – prawdziwe trzęsienie ziemi dotknęło też piątkę rozstawionych. Brandon Nakashima, numer piąty turnieju, przegrał z Ugo Humbertem. Francuz w kolejnej rundzie zagra ze zwycięzcą pojedynku Jiri Lehecka – Zizou Bergs.
Osobny rozdział tej rundy niespodzianek napisał Stefanos Tsitsipas. Grek, podobnie jak Munar startujący po przejściu kwalifikacji, pokonał Tomasa Martina Etcheverry’ego 4:6, 6:3, 6:4. W drugiej rundzie zmierzy się z rozstawionym z „ósemką” Valentinem Vacherotem z Monako.
Kinoshita Group Japan Open Tennis Championships 2026 to turniej kategorii ATP 500 rozgrywany w Tokio na kortach twardych, z pulą nagród w wysokości 2,342 mln dolarów. Rywalizacja w głównej drabince potrwa do wtorku, 6 października. Zwycięzca singla zainkasuje czek na 437,9 tys. dolarów oraz 500 punktów do rankingu ATP.