⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Alex Pereira ostatni raz pojawił się w oktagonie UFC w czerwcu tego roku. Naprzeciwko stanął wtedy Cyril Gane – na legendarnej gali UFC Freedom 250 w Białym Domu, z tymczasową koroną wagi ciężkiej jako stawką. Pereira wchodził do tej walki z bilansem 13 zwycięstw i 4 porażek, a przed nim rysowała się szansa na coś, czego w UFC jeszcze nie było – zostanie mistrzem w trzech różnych kategoriach wagowych. Po drugiej stronie klatki czekał niepokonany od dłuższego czasu Francuz, z rekordem 14-2.

Starcie nie potoczyło się po myśli „Poatana”. Pierwszą rundę zdecydowanie wygrał Gane, a w drugiej skończył sprawę, odbierając rywalowi szanse na dalszą walkę. Część ciosów kończących trafiła Pereirę w tył głowy, co jeszcze w trakcie gali wywołało spore kontrowersje. Po walce Brazylijczyk nie krył rozżalenia pracą sędziego Herba Deana. Miał pretensje, że arbiter nie przerwał starcia, mimo że Francuz zadawał nielegalne uderzenia. Otwarcie domagał się rewanżu.

Do powtórki jednak nie doszło. Gane, po tym jak Tom Aspinall zwolnił pas, został pełnoprawnym mistrzem wagi ciężkiej UFC. Pierwszą obronę tytułu Francuz wykona przeciwko kontrowersyjnemu Joshowi Hokitowi – 14 listopada, na gali UFC 334, w głównym starciu wieczoru. Aspinall wciąż leczy kontuzję, więc o rewanżu z Gane’em na razie mowy być nie może.

25 tysięcy komentarzy i obietnica Dany White’a

Pytanie, kiedy i z kim zawalczy Pereira, wisiało w powietrzu od miesięcy. Odpowiedzi postanowiła poszukać influencerka Nina Drama, nagrywając materiał z Daną White’em. Szef UFC zgodził się na nietypową grę: obiecał ujawnić kolejnego rywala Brazylijczyka podczas gali UFC 332 w najbliższą sobotę – pod warunkiem że nagranie zbierze 25 tysięcy komentarzy. Potwierdził też, że szczegóły poda na swoim streamie w Salt Lake City w ten weekend.

„Tak, jeśli zbierze 25 tysięcy komentarzy” – odpowiedział White.

Internauci nie kazali długo czekać. W momencie publikacji licznik pod nagraniem przekroczył już 29,5 tysiąca komentarzy – i to w zaskakująco szybkim tempie. Warunek postawiony przez szefa UFC spełniono więc z nawiązką. Oznacza to jedno: w ten weekend powinniśmy poznać nazwisko kolejnego przeciwnika Pereiry.

Kto może na niego czekać? Najczęściej pada nazwisko Rosjanina Sergeia Pavlovicha, trzeciego w medialnym rankingu wagi ciężkiej UFC, z bilansem 21-3. Formę ma znakomitą – trzy zwycięstwa z rzędu. Reszta czołówki dywizji jest już zajęta własnymi sprawami: Alexander Volkov zmierzy się z Kunievem, a Curtis Blaydes, który dwa tygodnie temu pokonał Acostę, raczej nie przyjmie od razu kolejnego starcia. I właśnie dlatego to Pavlovich wygląda na najbardziej realną opcję dla wracającego Pereiry.

Krótka przygoda z turniejem ITF W75 w Quinta do Lago. Linda Klimovicova odpadła już w drugiej rundzie. Rozstawiona z numerem czwartym Polka uległa Brytyjce Alicii Dudeney 3:6, 6:3, 6:2.

A zaczęło się zupełnie inaczej. Dzień wcześniej Klimovicova nie dała żadnych szans rywalce w pierwszej rundzie, rozbijając Argentynkę Bertę Bonardi 6:2, 6:1.

Mecz z Dudeney przez długi czas układał się po myśli Polki. W drugim secie, po przełamaniu rywalki, prowadziła już 2:0 – i wtedy coś się urwało. W trzecim gemie zmarnowała szansę na kolejne przełamanie. Dudeney złapała ten moment i odwróciła losy partii.

W decydującym secie Brytyjka od razu odskoczyła na 2:0. Klimovicova jeszcze walczyła: w czwartym gemie miała aż trzy break pointy. Nie zamieniła żadnego z nich na przełamanie. Tego błędu nie dało się już odrobić.

Powrót po kontuzji

Dla Klimovicovej ten turniej znaczył więcej niż zwykły start w drabince. Wcześniej musiała wycofać się z trzech turniejów rozgrywanych w Portugalii – winna była kontuzja kostki, z której się leczyła. Do gry wróciła dopiero pod koniec września, i to właśnie na kortach w Quinta do Lago.

To był też pierwszy turniej Polki pod okiem nowego trenera, Daniela Trcka Jr. Porażka w drugiej rundzie boli, ale pierwszy mecz po długiej przerwie pokazał, że Klimovicova wciąż ma w nogach skuteczny tenis. Problemem na razie pozostaje jedno: domykanie setów, które zaczyna się dobrze.

Charles Leclerc skasował z telefonu wszystkie aplikacje mediów społecznościowych. Powód? Miał dość fali plotek, które od tygodni krążą wokół przyszłości Frederica Vasseura w Ferrari.

Spekulacje na temat losów szefa włoskiego zespołu nasiliły się po Grand Prix Azerbejdżanu. Sam Vasseur przyznał wówczas, że zespół nie działał z typowym dla siebie spokojem. Doniesienia szybko eskalowały, więc kierownictwo Ferrari zdecydowało się na oświadczenie – jasno wyraziło w nim pełne poparcie dla swojego szefa zespołu.

Temat wrócił, gdy Leclerc spotkał się z dziennikarzami przed Grand Prix Bahrajnu. Konferencja odbyła się zresztą w Malezji. Kierowcę Ferrari zapytano wprost, jak doniesienia medialne wpływają na atmosferę w zespole.

„Szczerze mówiąc, usunąłem z telefonu wszystko, co jest związane z mediami społecznościowymi” – przyznał Leclerc. Monakijczyk nie krył, że plotki odbijają się na nastrojach w ekipie. „Z pewnością nie wpływa to dobrze na spokój ekipy” – ocenił.

Zaznaczył jednak, że zespół nie ma wpływu na to, co dzieje się wokół niego medialnie. Trzeba więc skupić się na tym, na co realny wpływ jeszcze jest. „Ostatecznie mamy niewielką kontrolę nad tym, co się dzieje. Musimy jednak i tak maksymalizować nasze wyniki” – powiedział.

Leclerc broni Vasseura

Co do swojego stosunku do francuskiego szefa zespołu kierowca Ferrari nie zostawił żadnych wątpliwości. „Zawsze mówiłem, jak bardzo ufam Fredowi i jak ważny jest dla zespołu” – zadeklarował Leclerc.

Dodał też, że rola Vasseura w Maranello nie kończy się wraz z bieżącym sezonem. „Do tej pory miał dla nas ogromną wartość i będzie ważny także w kolejnych latach” – stwierdził.

Wewnątrz zespołu, jak zapewnił Leclerc, nigdy nie było w tej sprawie żadnych rozbieżności. „W zespole nigdy nie było żadnych wątpliwości, że Fred ma nasze pełne poparcie” – powiedział. Na koniec dorzucił życzenie pod adresem całego padoku F1: mniej spekulacji na temat Ferrari. „Po prostu życzyłbym sobie, żeby krążyło mniej tych głupich plotek” – podsumował.

Arvid Lindblad wyścig GP Bahrajnu – wyjątkowo rozgrywany na torze Sepang w Malezji – zacznie z samego końca stawki. Kierowca zespołu Visa Cash App RB płaci rachunek za przekroczenie limitu elementów jednostki napędowej.

Powód jest banalny. Na ten weekend Lindblad założy już piąty silnik spalinowy, turbosprężarkę i układ wydechowy. Regulamin Formuły 1 daje kierowcom cztery takie komplety do wykorzystania bez kary w ciągu sezonu – a Szwed zdążył wyczerpać ten limit jeszcze podczas poprzedniej rundy w Azerbejdżanie. Piąty zestaw to już automat: kara na starcie.

Ciekawe jest jednak to, że nie wszystko z Baku skończyło się punktami karnymi. Lindblad dostał tam nowy komplet dodatkowych elementów jednostki napędowej – część układu paliwowego, zawór upustowy turbosprężarki, zbiornik oleju i elementy chłodzenia. Ta wymiana zmieściła się jednak w limicie sześciu zestawów części pomocniczych, więc akurat za nią nie zapłaci żadnej ceny na torze w Malezji.

Burzliwy start w Baku

Kara startowa karą, ale ostatniego wyścigu Lindblada nieudanym raczej nazwać nie można. W Azerbejdżanie dojechał siódmy. Spokojnie jednak nie było – przy wznowieniu wyścigu doszło do kontaktu z kolegą z zespołu, Liamem Lawsonem, choć Brytyjczyk szwedzkiego pochodzenia nie dostał za to żadnej kary.

Scenariusz był taki: Lindblad, unikając kontaktu z Estebanem Oconem, zjechał w prawo na pierwszym zakręcie i zablokował koło. Jego bolid otarł się wtedy o samochód Lawsona, który wykręcił „bączka”. Mimo zamieszania Lindblad zdołał odrobić stratę czasu i minąć obu kierowców Haasa.

Po wyścigu sam zainteresowany nie uciekał od tematu. Cytowany przez motorsport.com, powiedział wprost: „Omówiliśmy wewnętrznie to, co się wydarzyło, i wiem, co następnym razem zrobiłbym inaczej. Już przeprosiłem za ten incydent. Sprawa jest zakończona. Wiemy, co zmienić w przyszłości, więc teraz czekam na Malezję”.

Teraz czeka go zadanie dużo trudniejsze niż w Baku. Odrabianie strat od samego końca stawki – i to na torze, który Formuła 1 gości tylko w zastępstwie Bahrajnu.

Energa Trefl Sopot ogłosił w czwartek transfer amerykańskiego skrzydłowego Cartera Gilmore’a. 24-letni koszykarz dołączył do kadry trenera Krzysztofa Roszyka.

Sprawa ruszyła z kopyta tuż po turnieju o Superpuchar Polski, rozegranym w weekend 26-27 września. Jeszcze podczas konferencji prasowej w trakcie turnieju Roszyk, zapytany o ewentualne wzmocnienie składu, zbył temat ogólnikiem.

Wiadomo, że roster nigdy nie jest zamknięty. To jest bardziej pytanie do dyrektora sportowego.

Kilka dni później klub miał już gotową odpowiedź na własne pytanie. Roszyk, komentując pozyskanie Gilmore’a, od razu wyłożył, jak nowy zawodnik ma zmienić grę zespołu.

Pozwoli nam grać intensywniej i zwiększy rotację na pozycji silnego skrzydłowego. Kolejna osoba w rotacji umożliwi nam także wdrożenie nowych ustawień, a zawodnicy będą mogli występować na innych pozycjach.

Kto zdecydował o wyborze Sopotu

Sam Gilmore przyznał, że o transferze zdecydowały rozmowy z trenerem Roszykiem oraz zawodnikiem Treyem Andersonem.

Zdecydowałem się dołączyć do klubu po rozmowach z trenerem Roszykiem oraz… Trey’em Andersonem. Usłyszałem wiele fajnych rzeczy o pomyśle na grę, klubie czy mieście.

Amerykanin ma za sobą jeden sezon w Europie — grał w holenderskim Den Helder Suns. W BNXT League notował średnio 12,8 punktu, 7,5 zbiórki, 2,3 asysty i 1,5 przechwytu na mecz. Energa Trefl podpisała z nim umowę na jeden sezon.

Nowy nabytek ląduje w Gdańsku już w piątek. I to w idealnym momencie — tego samego dnia, o godz. 20:15, sopocki klub zainauguruje nowy sezon PGE Basket Ligi domowym meczem z Dzikami Warszawa.

Fight Mode ma nowy nabytek – Andrei Arlovski podpisał kontrakt z organizacją. Były mistrz UFC w wadze ciężkiej dołącza do polskiej federacji walk na gołe pięści tuż przed jej drugą galą.

Fight Mode to projekt Łukasza Jurkowskiego, który o wejściu organizacji na polski rynek walk na gołe pięści mówił już w kwietniu. Druga gala, Fight Mode 2, odbędzie się w sobotę 3 października 2026 roku w Legionowie. Na szczycie karty stanie starcie Hectora Lombarda z Gracjanem Szadzińskim. Lombard zawodowo trenuje MMA od 2004 roku, ma 48 lat i za sobą epizod w UFC.

Nie wiadomo jeszcze, kiedy Arlovski pojawi się w klatce Fight Mode ani kto będzie jego rywalem. Sam fakt podpisania kontraktu to już jednak mocny sygnał dla organizacji, która wciąż buduje sobie markę.

Kim jest Andrei Arlovski

Na koncie ma 34 wygrane, 10 porażek i jeden remis. Z UFC rozstał się w 2024 roku i wszedł na rynek jako wolny agent. Niedługo potem znalazł się w Bare Knuckle Fighting Championship, czyli BKFC – pierwszej od 1889 roku amerykańskiej federacji organizującej walki bez rękawic.

Na początku 2026 roku Arlovski sięgnął po pas mistrzowski BKFC w wadze ciężkiej, pokonując przed czasem Bena Rothwella. Tytuł wywalczył zaledwie jakiś czas po tym, jak pokonał raka w czwartym stadium. Jest w jego biografii też polski wątek – przed laty był związany z Polką, z którą rozstał się w 2008 roku.

Fight Mode 2 zobaczyć będzie można wyłącznie w systemie PPV, na stronie organizatorów. Do wyboru dwa pakiety: STANDARD w jakości HD 720p za 49,99 zł i PREMIUM w Full HD 1080p za 59,99 zł. Początek zaplanowano na godzinę 20:00.

Jurkowski już wcześniej przyznał otwarcie, że pierwsza gala Fight Mode nie zarobiła na siebie – mówił o tym w rozmowie z Cyprianem Majcherem. Kontrakt z Arlovskim ma być jednym z elementów, które mają to odwrócić przy okazji drugiej edycji w Legionowie.

W piątek Maciej Urbanowicz wyjdzie na lód na swój 1000. mecz w polskiej ekstralidze hokejowej. Jubileusz wypadnie akurat na wyjeździe – rywalem będzie GKS Katowice.

40-letni skrzydłowy od lat jest twarzą JKH GKS-u Jastrzębie. To on nosi opaskę kapitańską tej drużyny – od sezonu 2019/2020, odkąd wrócił do klubu właśnie z GKS-u Katowice. I to z tym samym klubem przyjdzie mu teraz rozegrać swoje okrągłe, tysięczne spotkanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Przed nim granicę 1000 meczów w ekstralidze przekroczyli tylko czterej zawodnicy: Jarosław Różański, Mariusz Puzio, Damian Słaboń i Adrian Parzyszek. Samo to grono pokazuje, jak rzadkie to osiągnięcie – i ile wytrwałości kosztowało Urbanowicza, by się w nim znaleźć.

Liczby mówią same za siebie. W 999 dotychczasowych meczach ekstraligi zdobył 763 punkty – 342 gole i 421 asyst. Jest przy tym samodzielnym liderem ligi pod zupełnie innym względem: spędził na ławce kar 1548 minut, więcej niż ktokolwiek inny. Rekord mniej chlubny, ale równie imponujący.

Rekordzista i mistrz

Urbanowicz jako jedyny zawodnik w historii JKH GKS-u Jastrzębie przekroczył barierę 200 goli w ekstralidze. Z klubem przeżył też jego największy triumf – w sezonie 2020/2021 sięgnął po potrójną koronę: mistrzostwo Polski, Puchar Polski i Superpuchar Polski.

Teraz, w piątkowy wieczór w Katowicach, dopisze do tej listy kolejny, symboliczny wpis. Tysięczny mecz – i miejsce w wąskim gronie najbardziej wytrwałych hokeistów polskiej ekstraligi.

Jarosław Zyskowski doznał urazu kolana w ostatnim sparingu AMW Arki Gdynia. Konsekwencją był zabieg artroskopii. Operacja przebiegła bez komplikacji, a zawodnik już rozpoczął rehabilitację. Klub na razie nie podał, kiedy skrzydłowy wróci do treningów i gry.

Do kontuzji doszło w sparingu z Arrivą Lotto Twardymi Piernikami Toruń, który zakończył się remisem 100:100. Zyskowski zdążył rozegrać osiem minut i zdobyć 9 punktów, zanim zszedł z parkietu. Badania wykazały konieczność artroskopii kolana.

34-letni skrzydłowy to jeden z filarów drużyny Mantasa Cesnauskisa. W minionym sezonie notował średnio 12,9 punktu i 3,5 zbiórki na mecz w barwach AMW Arki. Najlepszy punktowo sezon w karierze zaliczył wcześniej w Zielonej Górze, gdzie zdobywał średnio 15,7 punktu na spotkanie.

Klub zapewnia, że będzie na bieżąco informował o postępach rehabilitacji i możliwym terminie powrotu zawodnika. Pewne jest jedno: w pierwszych tygodniach rozgrywek Zyskowski drużynie nie pomoże.

Inauguracja sezonu bez Zyskowskiego

AMW Arka Gdynia zainauguruje sezon 2026/2027 PGE Basket Ligi w niedzielę 4 października. Rywalem w pierwszym meczu, rozgrywanym we własnej hali, będzie Śląsk Wrocław – początek o 17:30. Tego dnia klub pożegna też koszykarską karierę Adama Hrycaniuka: jego koszulka zawiśnie pod sufitem hali.

Gdynianie wchodzą więc w nowy sezon bez jednego z kluczowych punktowych graczy ostatnich lat. Czy i kiedy Zyskowski wróci na parkiet – tego na razie nikt nie wie.

Wrzesień 2026 roku na polskim Twitchu należał do Karoliny „Nieuczesanej” Brodnickiej. Jako jedyna wśród kobiet przebiła granicę 100 tysięcy obejrzanych godzin – na koniec miesiąca licznik pokazywał 106 158. Do tego to właśnie ona notowała najwyższą średnią widzów wśród streamerek: 774.

Drugie miejsce zajęła Katarzyna „Kasix” Paciorek z wynikiem 91 020 obejrzanych godzin. Podium zamknęła Angelika „Angelka” Kozłowska – 64 936 godzin. Ciekawostka: rekord szczytowej oglądalności wśród kobiet wcale nie trafił do czołowej trójki. Padł za sprawą Suberami, która w jednym momencie przyciągnęła przed ekrany aż 12 201 widzów.

Ewron bez konkurencji w klasyfikacji generalnej

W zestawieniu łączącym wszystkie kategorie zdecydowanie najlepiej wypadł Kamil „Ewron” Lachowski – 816 176 obejrzanych godzin. Michał „Young Multi” Rychlik uplasował się tuż za nim z wynikiem 736 004 godzin. Strata wyraźna, ale nieprzepastna. Podium zamknął Witold „Gucio” Tacikiewicz z dorobkiem 528 300 godzin.

Co ciekawe, to nie lider zestawienia gromadził najwięcej widzów naraz – tę statystykę wygrał Young Multi ze średnią 10 294. Jeszcze bardziej robi wrażenie szczyt oglądalności Kamila „demonzz1” Amraha – w najlepszym momencie miał przed ekranami aż 55 189 osób.

W League of Legends do granicy 200 tysięcy godzin zbliżył się Tobiasz „TTobias” Czechowski. Wrzesień zakończył z wynikiem 195 257 godzin i objął prowadzenie w kategorii. Za nim znalazł się Aleksander „RandomBruce” Kardaś z 145 144 godzinami, a tuż za jego plecami – zaledwie 376 godzin niżej – trzecie miejsce zajął Damian „Nervarien” Ziaja z wynikiem 144 768. TTobias miał też największą szczytową widownię w tej kategorii: 3664 osoby. Najwyższą średnią zanotował jednak ktoś inny – Konrad „Kaseko” Szewczak, ze średnią 1657.

W Counter-Strike 2 doszło do zmiany na szczycie. Nowym liderem został Bartosz „Gwizdakk” Kopczyński – jedyny polski streamer w tej kategorii, który przekroczył 200 tysięcy obejrzanych godzin, kończąc miesiąc z wynikiem 232 349. Drugi był Piotr „szelioficjalnie” Szeliga z 195 308 godzinami, a trzeci – Dawid „MrDzinold” Rzeźnik, który stracił do niego niespełna dwa tysiące godzin, kończąc z wynikiem 188 437. Uwagę zwraca nieobecność Piotra „Izaka” Skowyrskiego, który w poprzednich miesiącach regularnie rządził w tej kategorii – tym razem zabrakło go nawet na podium. Najwyższą średnią widzów w CS2 zanotował Gucio – 2805. Rekord szczytowej oglądalności padł za sprawą MrDzinolda, którego w pewnym momencie oglądało 19 823 osoby.

Zestawienie rankingów polskiego Twitcha za wrzesień 2026 roku przygotował portal STREAMERZY.PL.

Wyjazdowy mecz z Milanem w Lidze Europy miał być przełomem. Kamiński wbiegł na boisko, dostał szansę od trenera i odpowiedział golem. Chwilę wcześniej wyszedł w podstawowym składzie na dwumecz z St. Gallen – wszystko wskazywało, że Marco Silva wreszcie znalazł dla niego miejsce w zespole. Rzeczywistość okazała się inna.

Polak trafił do Benfiki w lipcu, zamieniając Bundesligę na portugalską Primeirę Liga. 1.FC Koeln, klub, z którego odszedł, zarobił na tym transferze 17 milionów euro. Teraz jednak niemiecki zespół rozważa ruch, który jeszcze kilka miesięcy temu brzmiałby jak żart – chce z powrotem wypożyczyć skrzydłowego, którego sam sprzedał.

Według informacji „Bild” klub z Kolonii szuka sposobu, by przekonać Benfikę do czasowego oddania zawodnika. Powód jest prosty: Kamiński nie jest obecnie podstawowym wyborem Marco Silvy. W tym sezonie Polak zagrał w siedmiu meczach – łącznie 316 minut na boisku. Niewiele, jeśli przypomnieć sobie, że miał być wzmocnieniem, a nie kimś, kto ogrzewa ławkę.

Do tego doszła kontuzja. Kamiński musiał niedawno opuścić zgrupowanie reprezentacji Polski właśnie z tego powodu. Sam piłkarz nie kryje, że rywalizacja w Lizbonie jest wyjątkowo zaostrzona.

„Nawet wchodząc z ławki, trzeba zaznaczyć swoją obecność”

W rozmowie z mediami Kamiński opisał atmosferę w szatni Benfiki jako najbardziej wymagającą w swojej karierze klubowej.

Rywalizacja jest ogromna, na żyletki, detale decydują, kto gra. To najlepsza szatnia, w której miałem okazję być i trenować, jeżeli chodzi o piłkę klubową, dlatego ważne, żeby nawet wchodząc z ławki, od razu zaznaczyć swoją obecność, pokazać trenerowi, że jestem gotowy. Jakość na skrzydłach jest ogromna.

Te słowa dobrze wyjaśniają, skąd w ogóle wziął się temat wypożyczenia. Dla 1.FC Koeln sprowadzenie z powrotem reprezentanta Polski byłoby ryzykowne, ale logiczne – klub znałby już zawodnika, a Kamiński zyskałby to, czego mu teraz brakuje najbardziej: regularną grę.

Instalacja aplikacji
Pobierz