⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Max Verstappen był najszybszy w pierwszym treningu przed Grand Prix Bahrajnu, który – z przyczyn logistycznych – rozgrywany jest w Malezji. Holender uzyskał czas 1:37.520 na torze Sepang. Kierowca Red Bulla wyprzedził George’a Russella aż o 0,383 s, a to właśnie Mercedes przyjechał na ten weekend z największymi zapowiedziami.

Ten wyścig w ogóle nie miał się tu odbyć. Przez wojnę na Bliskim Wschodzie w kwietniu odwołano zarówno GP Bahrajnu, jak i GP Arabii Saudyjskiej. Działacze z Bahrajnu nie zamierzali jednak rezygnować ze swojej rundy – wykorzystali wolny termin na początku października i przenieśli wyścig do Malezji. To powrót Formuły 1 na tor Sepang po dekadzie przerwy. Warto dodać, że ostatni Grand Prix Malezji, rozegrany w sezonie 2017, wygrał – nie bez znaczenia dla dzisiejszej historii – właśnie Max Verstappen.

Mercedes z nowym pakietem, ale bez przewagi

Niemiecki zespół przyjechał do Malezji z obszernym pakietem poprawek dla modelu W17. W Brackley liczono, że nowe elementy dadzą bolidowi nawet 0,3 sekundy na okrążeniu. Tymczasem na szczycie tabeli czasowej po pierwszej sesji zameldował się Verstappen – nie żaden z kierowców Mercedesa – i to z wyraźną przewagą.

Dla George’a Russella piątkowy trening miał dodatkowo osobisty wymiar. Brytyjczyk zadebiutował w Formule 1 dopiero w 2019 roku, więc na torze w Malezji nigdy wcześniej się nie ścigał. Po zjechaniu z toru nie krył entuzjazmu. Rzucił krótko: „Fajny ten tor”.

Mniej miło ten piątek zapamięta Andrea Kimi Antonelli. Lider klasyfikacji generalnej kilkukrotnie zjeżdżał na pobocze podczas sesji – mimo to skończył trening na piątej pozycji, tracąc do Verstappena 1,060 s.

Trzecią siłą stawki okazało się Ferrari. Charles Leclerc uplasował się na czwartym miejscu ze stratą 0,847 s do lidera. Tuż za nim, z czasem gorszym o 0,783 s, zameldował się trzeci Isack Hadjar z Red Bull Racing. Szóstą pozycję zajął drugi z kierowców Ferrari, Lewis Hamilton, tracąc 1,070 s.

Gorzej wypadło McLaren, lider klasyfikacji konstruktorów. Oscar Piastri zanotował 11. czas ze stratą 1,756 s do Verstappena, a tuż za nim uplasował się dwunasty Lando Norris, tracąc 1,773 s. Dla ekipy z Woking to niepokojący sygnał na początek weekendu, który od miesięcy i tak budził organizacyjne kontrowersje.

Josh Hokit nie owijał w bawełnę w podcaście Believe Me You — oskarżył tam Alexa Pereirę wprost o czarną magię. „Mam na myśli, nazwałbym go wiedźmą bez aury, rozumiecie, tą suką, która para się czarami, i w końcu go przejrzeliśmy” — rzucił niepokonany zawodnik UFC.

Hokit broni rekordu 10-0 i słów na kilka dni przed szansą życia nie szczędzi. 14 listopada, na gali UFC 334, stanie w klatce z Cirylem Gane’em o mistrzowski pas. Z Pereirą jeszcze nigdy się nie mierzył — a mimo to właśnie wokół Brazylijczyka zbudował całą swoją tyradę.

Swoje podejrzenia Amerykanin oparł na własnej lingwistycznej analizie okrzyku, który Pereira każe skandować publiczności przed walkami. „Mam na myśli to, że korzeń słowa „Chama” pochodzi z wierzeń szamańskich, więc kazał całemu światu skandować „Chama”, rzucając klątwy na cały świat” — stwierdził.

Nie pierwszy taki zarzut

Hokit nie wymyślił tego sam. Podobne podejrzenia głośno wypowiadał już wcześniej Jiri Prochazka. Czech twierdził, że Brazylijczyk ucieka się do nielegalnych praktyk duchowych, by wygrywać, i domagał się, żeby ewentualny rewanż odbył się na maksymalnie uczciwych zasadach. Trudno się dziwić jego frustracji — po dwóch starciach z Pereirą bilans brzmi jednoznacznie: oba razy Brazylijczyk kończył sprawę nokautem w drugiej rundzie.

A sam Pereira? Mistrz UFC w dwóch kategoriach wagowych, z bilansem 13-4, rzeczywiście ma swój rytuał przed walką. Jeździ do swojego plemienia, gdzie odprawia ceremonię mającą go przygotować do pojedynku. To właśnie ten zwyczaj stał się dla krytyków paliwem do żartów i oskarżeń o czary.

Kto będzie kolejnym rywalem Pereiry — tego oficjalnie wciąż nie wiadomo. Szef UFC Dana White zapowiedział w nagraniu z Niną Drama, że ujawni nazwisko przeciwnika Brazylijczyka, gdy materiał zbierze 25 tysięcy komentarzy. Najczęściej pada przy tym jedno nazwisko — Sergei Pavlovich.

Jurgen Klopp ma już na koncie pierwsze zwycięstwo jako selekcjoner reprezentacji Niemiec. W Monachium jego drużyna rozbiła Serbię 2:0, a to, co działo się na innym stadionie, sprawiło, że Niemcy niespodziewanie wskoczyli na szczyt grupy.

Między słupkami gospodarzy stanął Jonas Urbig, po drugiej stronie boiska rolę bramkarza Serbii pełnił Djordje Petrović. Pierwszy przełom przyszedł w 39. minucie: strzał Floriana Wirtza trafił w słupek, a dobitkę wykorzystał Tom Bischof, otwierając wynik meczu. Po przerwie, w 61. minucie, sam Wirtz podwyższył na 2:0, wykorzystując podanie Maximiliana Mittelstaedta.

Serbowie też mieli swój moment. W drugiej połowie Nick Woltemade z zaledwie trzech metrów nie trafił w bramkę – a to mogło odmienić losy końcówki. Żółte kartki obejrzeli Gudelj i Maksimović, obaj z reprezentacji Serbii. Spotkanie prowadził sędzia Espen Eskas z Norwegii.

Klopp wyszedł do gry w składzie: Urbig w bramce, a przed nim Treu, Antona, Thiaw i Mittelstaedt; w środku pola Scherhant, Bischof, Pavlović, Wirtz i Gnabry, na szpicy Woltemade. W trakcie meczu niemiecki selekcjoner sięgnął po ławkę – na boisku pojawili się m.in. Conte, Baur, Janelt, El Mala i Burkardt. Po stronie Serbii na starcie zagrali Petrović w bramce, Nedeljković, Eraković, Gudelj i Babić w obronie oraz Tadić z Joviciem w ataku; w drugiej połowie selekcjoner gości wprowadził m.in. Pavlovicia, Samardzicia i Lukicia.

Greckie show w pierwszej połowie, Holandia ratuje remis

Na drugim stadionie, w równolegle rozgrywanym meczu tej samej grupy, do przerwy działo się coś, czego mało kto się spodziewał. Grecja prowadziła z Holandią aż 2:0 – bramki strzelili Fotis Ioannidis w 23. minucie i Giorgos Massouras w doliczonym czasie pierwszej połowy. Holendrzy jednak nie złożyli broni. Najpierw, w 59. minucie, kontaktową zdobył Virgil van Dijk, a w 89. minucie wyrównanie na 2:2 ustalił Tijjani Reijnders. Mecz zakończył się remisem 2:2.

I właśnie ten wynik otworzył Niemcom drogę na szczyt tabeli grupy. Pierwsza wygrana Kloppa na nowym stanowisku zbiegła się więc idealnie w czasie z korzystnym dla niego obrotem spraw o kilometry dalej.

Jakub Mensik nie dał szans Aleksandrowi Bublikowi. 6:4, 7:6(5) i awans w pierwszej rundzie turnieju ATP 500 China Open w Pekinie, bez straty seta. Rozstawiony z numerem ósmym Czech zamknął sprawę w 97 minut — mecz rozgrywano w środową noc czasu lokalnego.

21-letni Mensik posłał dziesięć asów i wykorzystał dwa z siedmiu break pointów — to właśnie te momenty przesądziły o jego przewadze. Dla Czecha to już trzecie zwycięstwo nad Bublikiem w bezpośrednich starciach. Bilans między nimi wynosi teraz 3-1 na korzyść Mensika.

W drugiej rundzie czeka go Francisco Cerundolo. Będzie to swego rodzaju rewanż, bo Czech dotąd przegrywał z Argentyńczykiem za każdym razem — raz nawet dwa lata temu, też w Pekinie.

Rublow przetrwał maraton, Shang sprawił niespodziankę

Zupełnie inaczej wyglądał mecz Andrieja Rublowa. Rosjanin potrzebował aż 2 godzin i 36 minut, by pokonać Tallona Griekspoora 6:4, 5:7, 7:6(6). O wszystkim zadecydował tie-break trzeciego seta — 28-letni moskwianin domknął go dopiero przy czwartej piłce meczowej. Serwis działał mu znakomicie: 19 asów, choć przełamać rywala zdołał tylko raz.

To kolejny dobry wynik Rublowa po niedawnym finale turnieju AITO Hangzhou Open. W następnej rundzie w Pekinie zagra z Romanem Safiullinem, który w Hangzhou dotarł do półfinału.

Najwyżej rozstawiony w stawce Alexander Zverev już wie, z kim zmierzy się w drugiej rundzie. To będzie Juncheng Shang. Chińczyk gra z dziką kartą i zajmuje obecnie 250. miejsce w rankingu ATP, ale to nie przeszkodziło mu wyeliminować Sebastiana Baeza. Mecz, trwający blisko trzy godziny, zakończył się wynikiem 5:7, 6:3, 7:5 dla gospodarza.

China Open toczy się na pekińskich kortach twardych w ramach cyklu ATP 500. Pula nagród w tej edycji sięga 4,089 mln dolarów.

Irlandia prowadziła dwiema bramkami po pierwszej połowie, a mimo to mecz z Austrią w Lidze Narodów UEFA zakończył się remisem 2:2. Obie bramki dla gospodarzy zapisał na swoim koncie Troy Parrott – najpierw w 12. minucie, potem tuż przed przerwą z rzutu karnego. W drugiej połowie do głosu doszli Austriacy: Prass trafił w 72. minucie, Gregoritsch pięć minut później, i tak z prowadzenia 2:0 zrobiło się 2:2.

Przed tym spotkaniem to Austria rządziła w grupie, mając komplet punktów na koncie. Irlandia wypadała znacznie skromniej – po dwóch kolejkach zaledwie trzy punkty. Strata dwóch goli na własnym stadionie mogła skończyć się dla gospodarzy znacznie gorzej, ale drużyna Ralfa Rangnicka ostatecznie wywiozła z Dublina remis, który i tak wystarcza do utrzymania fotela lidera na półmetku rozgrywek. Spotkanie rozegrano w ramach Dywizji B3 Ligi Narodów UEFA.

Remisy w pozostałych grupach

W tej samej dywizji Izrael i Kosowo rozstały się bez goli, 0:0. To dla Izraelczyków dopiero pierwszy punkt w tegorocznej edycji rozgrywek.

W Dywizji D1 Malta i Gibraltar podzielili się punktami po remisie 1:1. Gospodarze prowadzili od 53. minuty za sprawą Mbongi, ale Gibraltar odpowiedział szybko – już osiem minut później wyrównał Scanlon.

Gole nie padły też w Dywizji D2, gdzie Azerbejdżan zremisował z Liechtensteinem 0:0. Na tym rezultacie najbardziej skorzystała Litwa – mimo że sama nie grała w tej kolejce, to właśnie ona na półmetku rozgrywek pozostaje liderem grupy.

Agnieszka Radwańska w październiku wraca do gry – zagra w turnieju Luxembourg Ladies Tennis Masters. To jej pierwszy start w tej imprezie od 2022 roku.

37-letnia była wiceliderka rankingu WTA zawodową karierę zakończyła w 2018 roku. Sportowej emerytury jednak nie traktuje zbyt dosłownie. W tym sezonie pojawiła się już na wielkoszlemowym Wimbledonie, gdzie zagrała w deblu u boku Karoliny Woźniackiej. Teraz przed nią kolejny powrót na kort – tym razem w Luksemburgu.

Luxembourg Ladies Tennis Masters, czyli turniej, w którym rywalizują legendy kobiecego tenisa, odbędzie się w dniach 13-18 października. Na starcie stanie osiem znanych zawodniczek. Oprócz Radwańskiej na liście uczestniczek znalazły się Andżelika Kerber, Petra Kvitova, Dominika Cibulkova, Yanina Wickmayer, Magdalena Rybarikova, Tatiana Golovin i Monica Puig. Tytułu z poprzedniej edycji broni Kerber.

Półfinał sprzed trzech lat

Ostatnia obecność Radwańskiej w tej imprezie, w 2022 roku, skończyła się na półfinale. Najpierw Polka pokonała Julię Goerges 6:3, 6:3. Potem, w walce o finał, uległa po zaciętym boju Kim Clijsters 4:6, 7:6(5), 7:10. Teraz, na tym samym korcie, będzie miała szansę poprawić tamten wynik.

Stawka tej rywalizacji to nie tylko sportowy prestiż. Łączna pula nagród wynosi 110 tys. euro, a triumfatorka zainkasuje z niej 50 tys.. Finalistka zarobi 20 tys. euro, półfinalistki po 10 tys. euro każda, ćwierćfinalistki – po 5 tys..

Portugalia wygrała 4:2 z Danią w meczu Ligi Narodów na stadionie Parken w Kopenhadze. To już trzecie zwycięstwo tej drużyny w fazie grupowej – i to mimo nieobecności Cristiano Ronaldo, który wcześniej opuścił zgrupowanie reprezentacji w burzliwej atmosferze.

Numer „7” na koszulce, od lat kojarzony wyłącznie z Ronaldo, nie został wolny na długo – przejął go Rafael Leao. Dania wchodziła w to spotkanie z bilansem jednej wygranej, z Walią, i jednej porażki, ze Skandynawami z Norwegii.

Mecz od początku nabrał tempa. Już w 13. minucie Joao Cancelo otworzył wynik, wpisując się na listę strzelców – 1:0. Poprzedziła to efektowna akcja: Cancelo wcisnął się między dwóch obrońców z lewej strony pola karnego i strzelił do bramki Madsa Hermansena, wykorzystując świetne podanie Goncalo Ramosa, które wymanewrowało defensorów gospodarzy.

Duńczycy odpowiedzieli dziesięć minut później. W 23. minucie Mikkel Damsgaard technicznym uderzeniem wyrównał na 1:1 po podaniu Joakima Maehle. Portugalia nie czekała długo z riposta – już w 25. minucie Goncalo Ramos znalazł się sam na sam z Madsem Hermansenem i błyskawicznym atakiem ustalił wynik na 2:1. Z takim rezultatem obie drużyny zeszły do szatni, a to goście byli bliżej zwycięstwa.

Po przerwie gospodarze znów doprowadzili do remisu. W 53. minucie Rasmus Hojlund poradził sobie z Diogo Costą i Rubenem Diasem po dograniu Mikkela Damsgaarda – 2:2. To był jednak ostatni moment, w którym Duńczycy mogli liczyć na coś więcej niż remis.

Portugalia odpowiada dublem w końcówce

W 67. minucie Vitinha główkował w narożnik bramki po drugiej w tym meczu asyście Bruno Fernandesa, dając Portugalii prowadzenie 3:2. Kropkę nad „i” postawił Joao Felix – w 87. minucie wykończył dogranie Diogo Dalota i ustalił ostateczny wynik na 4:2.

Selekcjoner Danii postawił na skład: Mads Hermansen w bramce, a przed nim Andreas Christensen, Oliver Provstgaard, Joachim Andersen i Joakim Maehle, zmieniony w 81. minucie przez Nikolasa Narteya. W środku pola zagrali Morten Hjulmand, zmieniony w 74. minucie przez Victora Froholdta, Mikkel Damsgaard, zastąpiony w 85. minucie przez Kaspera Hogha, oraz Pierre-Emile Hojbjerg, a w ataku Adam Daghim, zmieniony w przerwie przez Gustava Isaksena, Mohamed Daramy i Rasmus Hojlund.

Po stronie Portugalii w bramce stanął Diogo Costa, a w obronie wystąpili Joao Cancelo, zmieniony w 63. minucie przez Francisco Trincao, Ruben Dias, Renato Veiga i Nuno Mendes. W pomocy zagrali Bruno Fernandes, zastąpiony w doliczonym czasie gry w 90. minucie przez Tomasa Araujo, Ruben Neves oraz Vitinha, a w ataku Pedro Neto, zmieniony w 81. minucie przez Joao Felixa, Goncalo Ramos, który ustąpił miejsca Joao Nevesowi także w 81. minucie, oraz Rafael Leao, zdjęty w 63. minucie na rzecz Diogo Dalota.

Żółte kartki obejrzeli Daramy po stronie Danii oraz Neves w szeregach Portugalii. Spotkaniem na Parken pokierował sędzia Mykoła Balakin z Ukrainy, a na trybunach zasiadło 35 951 widzów.

W równoległym meczu tej samej grupy Walia pokonała Norwegię 2:1. Bramki strzelili Oscar Bobb w 11. minucie, Daniel James w 38. oraz Neco Williams tuż po przerwie, w 48. minucie. W kolejnej kolejce Dania zagra na wyjeździe właśnie z Walią, a Portugalia podejmie u siebie Norwegię.

Ile właściwie kosztuje gala KSW, przynajmniej jeśli chodzi o zawodników? Wojsław Rysiewski, Dyrektor Sportowy federacji, uchylił rąbka tajemnicy i zdradził przybliżone kwoty, jakie organizacja wypłaca sportowcom za udział w galach. Zrobił to jako gość podcastu Żurnalisty.

Na najtańszych kartach walk KSW suma wypłat dla zawodników jest sześciocyfrowa – i, jak podkreślił Rysiewski, bliżej siedmiu zer niż połowy tej kwoty. „Maksymalnie mogę powiedzieć, że jest to kwota sześciocyfrowa. Bliżej siedmiocyfrowej, niż jej połowy” – powiedział.

Przy droższych kartach walk sprawa wygląda już zupełnie inaczej. Wtedy na same gaże zawodników federacja przeznacza kilka milionów złotych. Rysiewski od razu zastrzegł jednak, że te wydatki nie zbliżają się do dziesięciu milionów złotych.

Co dokładnie kryją te liczby

Tu warto się zatrzymać i doprecyzować, czego właściwie dotyczą podane przez dyrektora KSW kwoty. Nie chodzi o wynagrodzenie pojedynczego zawodnika – to suma wypłat dla wszystkich sportowców występujących na danej gali.

Rysiewski zastrzegł też coś jeszcze: ujawnione liczby nie pokazują pełnego budżetu organizacji wydarzenia. Poza gażami zawodników na koszt gali składają się m.in. wynajem hali, produkcja widowiska, obsługa oraz promocja. Tych wydatków dyrektor sportowy KSW już nie zdradził.

Karolina Pliskova nie zagra już w tym roku. 34-letnia Czeszka, niegdyś numer jeden światowego rankingu WTA, postanowiła odpuścić azjatycką część sezonu, żeby doleczyć drobne urazy i spokojnie przygotować się do kolejnych startów.

Decyzję ogłosiła sama, w mediach społecznościowych. Od razu uspokoiła kibiców – to nie jest żaden poważny problem zdrowotny, tylko kwestia zdrowego rozsądku.

To nic poważnego, ale w tej chwili wydaje mi się to bardziej sensowne niż próba gry na siłę

Stąd rezygnacja z końcówki sezonu w Azji. Jeszcze podczas US Open Pliskova zastanawiała się nad startem w turnieju WTA 500 w Tokio – miejscu, gdzie kiedyś sięgnęła po tytuł. Ostatecznie jednak wybrała regenerację zamiast kolejnego meczu.

Jej ostatni występ w tym roku przypadł więc na US Open. W drugiej rundzie Czeszka przegrała z Dianą Sznaider 1:6, 6:7(4) i na tym jej sezon 2026 się zakończył.

Powrót po długiej przerwie

Warto pamiętać, skąd w ogóle wzięła się jej obecność na korcie – Pliskova wróciła do gry po blisko półtorarocznej przerwie wymuszonej problemami zdrowotnymi. Najdalej w tym sezonie zaszła w Madrycie, docierając do ćwierćfinału turnieju WTA 1000. Bilans całych zmagań zamknął się wynikiem 22 zwycięstw i 13 porażek.

O zakończeniu kariery nie ma jednak mowy. Czeszka zapowiada powrót na kort w sezonie 2027.

Casey DeSmith zostaje w Dallas na dłużej. 35-letni bramkarz podpisał z klubem nową, dwuletnią umowę wartą 5 milionów dolarów. Kontrakt wejdzie w życie od sezonu 2027/28, a jego średnia roczna wartość wyniesie 2,5 miliona dolarów.

Dla samego DeSmitha ta decyzja to coś więcej niż sprawa sportowa. „To coś naprawdę ważnego dla mojej rodziny i dla mnie. Mając teraz dzieci, dobrze jest wiedzieć, gdzie będzie się mieszkało. Uwielbiamy to miejsce, tę organizację i Dallas. Kocham ten zespół i moich kolegów” – przyznał bramkarz. Nie krył też, że liczy się dla niego sportowy potencjał drużyny. „Co roku mamy szansę walczyć o Puchar Stanleya. To wszystko sprawia, że chcę tutaj zostać” – dodał.

Miniony sezon dał mu się solidnie we znaki pracą – w dobrym tego słowa znaczeniu. DeSmith rozegrał 30 spotkań, z czego w 28 wyszedł na lód w podstawowym składzie. Bilans? 15 zwycięstw, osiem porażek i sześć remisów po dogrywkach lub rzutach karnych. Średnia wpuszczonych goli wyniosła 2,43, a skuteczność interwencji sięgnęła 90,7 procent. Do tego jedno czyste konto. Tak pracowitego sezonu nie miał od rozgrywek 2022/23, gdy w barwach Pittsburgh Penguins zaliczył 38 występów.

Jego droga do NHL nie była usłana różami. Zaczynał jako niewybrany w drafcie wolny agent – w 2017 roku trafił do Pittsburgh Penguins. Od tamtej pory zdążył rozegrać w sezonie zasadniczym 220 spotkań, broniąc barw Penguins, Vancouver Canucks i właśnie Dallas Stars. W karierze uzbierał 99 zwycięstw, 69 porażek i 29 przegranych po dogrywkach lub rzutach karnych, przy średniej 2,74 traconego gola na mecz i skuteczności interwencji na poziomie 91 procent. Pięć razy zagrał też w play-offach NHL.

Klub nie krył zadowolenia

Trener Dallas Stars Glen Gulutzan nie ukrywał satysfakcji z nowego kontraktu. „Nie muszę mówić o jego umiejętnościach hokejowych. Wszyscy wiedzą, jak bardzo jest szanowany w szatni i jakim jest profesjonalistą. Nie ma w tym zespole zawodnika, który nie chciałby go tutaj przez kolejne lata. Dotyczy to również trenerów” – powiedział szkoleniowiec.

W podobnym tonie wypowiedział się generalny menedżer klubu Jim Nill, dla którego przedłużenie umowy z DeSmithem było jednym z priorytetów organizacji. „Jest niezwykle niezawodny od czasu, gdy dołączył do naszej organizacji. Cieszymy się, że będzie z nami przez kolejne dwa lata” – podkreślił Nill. Bramkarz nadal ma tworzyć duet z Jake’em Oettingerem.

Instalacja aplikacji
Pobierz