LeBron James odszedł z Los Angeles Lakers do Philadelphia 76ers. Po nim miejsce liniowego lidera zespołu ma przejąć Luka Doncic.
Słoweniec ma w tej roli bogate doświadczenie. Przed przejściem do NBA prowadził jako lider Real Madryt, a przez lata był najważniejszym zawodnikiem Dallas Mavericks. Teraz podobną funkcję ma pełnić w Los Angeles.
Trener Lakers J.J. Redick nie zostawił tej sprawy przypadkowi. Rozmawiał z Doncicem indywidualnie o przywództwie. Czego dokładnie oczekuje? Mniej protestów wobec sędziów, więcej wysiłku w obronie i większej koncentracji na detalach.
„Jako lider zawsze możesz się rozwijać. To cecha większości dobrych przywódców, których znam” — powiedział Redick, cytowany przez NYPost.
Trener Lakers podkreśla przy tym, że siła Doncicia nie kończy się na parkiecie. „Poza tym, że jest liderem wokalnym i świetnym kolegą z drużyny, ma ogromną wiedzę, którą może się dzielić” — dodał Redick.
Doncic miał głos przy budowie składu
Słoweniec nie jest w tym projekcie jedynie wykonawcą poleceń. Miał swój udział w decyzjach dotyczących obecnego składu Los Angeles Lakers. Efekty tej pracy widać już na papierze, i to dosłownie — w umowach kontraktowych.
Klub zatrzymał Austina Reavesa, podpisując z nim czteroletnią umowę warty 180 mln dolarów. Do zespołu trafił też środkowy Walker Kessler z czteroletnim kontraktem za 130 mln dolarów.
Lakers budują więc nową hierarchię wokół Doncicia nie tylko na treningach, ale i na rynku transferowym. Czy to wystarczy, by Słoweniec stał się największą gwiazdą ligi? Na razie nikt nie potrafi na to odpowiedzieć.
Karen Chaczanow stanie na drodze Huberta Hurkacza w ćwierćfinale turnieju ATP 500 w Pekinie, rozgrywanego na kortach twardych. Mecz zaplanowano na niedzielę. W grze jest awans, a pula nagród w całej imprezie wynosi 4,089 mln dolarów.
Rosjanin do ćwierćfinału doszedł w dobrym stylu. W piątek pokonał słowackiego kwalifikanta Alexa Molcana 7:5, 6:3. Mecz trwał 73 minuty, Chaczanow zaserwował w nim siedem asów. W pierwszym secie było jeszcze 5:5 – potem Rosjanin przełamał rywala dwa razy z rzędu i doskoczył do prowadzenia 7:5, 3:0, zgarniając pięć gemów pod rząd. Statystyki mówią sama za siebie: ani razu nie musiał bronić się przed przełamaniem, wykorzystał dwa z trzech break pointów, posłał 22 zagrania kończące i popełnił tylko 12 niewymuszonych błędów. Wcześniej, w pierwszej rundzie, Chaczanow wyeliminował rozstawionego z numerem drugim Felixa Augera-Aliassime’a.
Rewanż po sześciu latach
Dla Hurkacza to będzie zaledwie drugi mecz z Chaczanowem w karierze. Pierwszy, w 2019 roku, skończył się porażką Polaka – w I rundzie turnieju w Wiedniu Rosjanin wygrał 6:4, 7:6(3).
Chaczanow ma dziś 30 lat i zajmuje 27. miejsce w rankingu ATP, choć bywał notowany nawet na 8. pozycji. W karierze zagrał w 11 finałach cyklu ATP, z czego siedem wygrał. Ma na koncie srebrny medal olimpijski z Tokio, a w Wielkim Szlemie trzykrotnie docierał do półfinału – na US Open 2022, US Open 2026 oraz Australian Open 2023.
Taki bilans mówi jasno: Hurkacz zagra z przeciwnikiem, który nie raz i nie dwa pokazał, że na największych imprezach sezonu umie grać na najwyższym poziomie.
Roberto Soldić w sobotę zadebiutuje w UFC. Zanim do tego dojdzie, swoje domowe zadanie odrobił sam Israel Adesanya – były mistrz organizacji w wadze średniej usiadł i przeanalizował nagrania z poprzednich walk Chorwata. Reakcja gwiazdy UFC na to, co zobaczył, nie pozostawia wątpliwości, z jak groźnym zawodnikiem amerykańska promocja właśnie związała się kontraktem.
31-letni Soldić reprezentuje Chorwację. Do UFC trafia z bagażem doświadczeń zdobytych w One Championship, KSW i Cage Warriors. To jednak w KSW zbudował swoją reputację – zdobył tam dwa pasy mistrzowskie, rozegrał dziewięć walk i przegrał tylko jedną. Na jego koncie są też starcia z Borysem Mańkowskim i Michałem Materlą.
Najgłośniejszym momentem jego kariery w polskiej organizacji był grudzień 2021 roku. Na gali KSW 65 Soldić znokautował Mameda Khalidova, a skutki tego starcia okazały się dla legendy KSW dramatyczne. Khalidow doznał poważnych urazów twarzoczaszki, w tym zapadnięcia oczodołu i złamania kości nosa. Trafił do szpitala, gdzie przeszedł pięciogodzinną operację.
Jedyna porażka i natychmiastowy rewanż
Jedyną klęskę w KSW Soldić zaliczył w starciu z Dricusem Du Plessisem, byłym mistrzem UFC. Chorwat jednak nie odpuścił. Dostał natychmiastowy rewanż w Londynie i wygrał, kończąc pojedynek już w trzeciej rundzie. To właśnie ta seria wyników i styl, w jakim Soldić kończy rywali, skłoniły Adesanyę do przestudiowania jego nagrań przed sobotnim debiutem.
Nic więc dziwnego, że przed starciem, które czeka go w sobotę, Soldić jest wyraźnym faworytem. Do klatki UFC wchodzi z etykietą jednego z najbardziej wybuchowych nabytków ostatnich miesięcy. A fakt, że jego dotychczasowym walkom uwagę poświęcił sam były mistrz wagi średniej, tylko potwierdza jedno: w czołowej organizacji MMA świata nikt nie traktuje go jako przypadkowego debiutanta.
W piątek, 2 października o godzinie 20:45, na Stadionie Narodowym w Warszawie reprezentacja Polski podejmie Rumunię w trzeciej kolejce Ligi Narodów. To starcie dywizji B, grupy 4, w którym oba zespoły desperacko szukają pierwszego zwycięstwa w tej edycji. Przed własną publicznością Biało-Czerwoni chcą wreszcie przełamać kryzys i udowodnić, że stać ich na walkę o awans. Wszystkie najważniejsze mecze dziś piłka nożna przyciągają uwagę kibiców, ale to spotkanie na obiekcie o pojemności 58 500 miejsc ma wyjątkowy ciężar.
Gra o znacznie więcej niż trzy punkty
Atmosfera przed meczem jest gęsta, bo obie kadry przeżywają spory kryzys wynikowy. Polska po remisie 0:0 z Bośnią i Hercegowiną oraz porażce 1:3 ze Szwecją ma na koncie zaledwie jeden punkt, a drużyna Jana Urbana nie wygrała od pięciu spotkań. Ta sama Liga Narodów daje jednak szybką szansę na odbudowę, bo w dywizji B liczy się każdy pojedynek w walce o awans i utrzymanie.
Trenerzy pod presją
Rumunia pod wodzą Gheorghe Hagiego przegrała oba dotychczasowe mecze, więc i dla niej każdy mecz piłka nożna w tej grupie to już walka o utrzymanie nadziei. W obu krajach otwarcie mówi się, że porażka może kosztować posady selekcjonerów, a dodatkowej pikanterii dodaje spodziewany powrót do kadry Roberta Lewandowskiego. Mecz w Warszawie bywa więc opisywany jako starcie, po którym jeden z trenerów może stracić pracę.

Napięcie wokół własnej przyszłości skomentował sam szkoleniowiec Biało-Czerwonych:
«Nie czuję, że gram o posadę, choć porażka na pewno przybliżyłaby decyzję, żeby mnie zmienić. Wiemy, że zwycięstwo pozwoli nam wrócić do gry, i tylko na tym się koncentrujemy.»
Biało-Czerwoni: dobra gra, brakuje skuteczności
Statystyki pokazują zespół, który robi przy piłce wiele dobrego, lecz nie potrafi tego przełożyć na bramki. W dwóch meczach reprezentacja polski piłka nożna oddała 32 strzały, w tym 11 celnych, przy oczekiwanych golach na poziomie około 1,9. Podania układały się u gospodarzy bardzo starannie, bo celność sięgnęła 87,5 procent przy średnim posiadaniu piłki wynoszącym 48,5 procent. Problemem pozostaje finalizacja, bo z trzech dogodnych okazji dwie zostały zmarnowane.
Dużo dzieje się za to na skrzydłach, o czym świadczy siedem rzutów rożnych i aż 42 próby dośrodkowań. Przy takiej liczbie prostopadłych i bocznych zagrań brakuje więc głównie ostatniego, decydującego podania lub wykończenia.

Defensywnie drużyna też ma sporo do poprawy, choć nie brakuje jej zaangażowania. Rywale oddali na bramkę Polski 21 strzałów, z czego siedem celnych, lecz Biało-Czerwoni odpowiedzieli liczbą 34 odbiorów i 27 przechwytów. To obraz zespołu pracowitego i zorganizowanego, któremu brakuje jedynie zimnej krwi pod bramką przeciwnika. Kolejne polska mecze piłka nożna pokażą, czy uda się domknąć tworzone sytuacje.
Rumunia: gole padają, ale defensywa przecieka
Goście prezentują zupełnie inny profil, bo potrafią strzelać, lecz mają poważne kłopoty z obroną. W dwóch spotkaniach Rumuni oddali 23 strzały, zdobyli 3 bramki, a jedną z nich po szybkim kontrataku, co podkreśla ich groźność w przejściu do ataku. Mocną bronią są długie podania, których celność wyniosła 61,6 procent, pozwalając błyskawicznie uruchamiać napastników.

Druga strona medalu wygląda jednak znacznie gorzej dla ekipy Hagiego. Rumunia straciła aż 26 strzałów, w tym 11 celnych, a jej skuteczność w pojedynkach to zaledwie 42,8 procent, co w fizycznym, wyjazdowym meczu może okazać się piętą achillesową. Do tego dochodzą aż 219 strat piłki w dwóch spotkaniach oraz brak czystego konta od ośmiu meczów. Obraz dopełnia pięć żółtych kartek i aż 30 interwencji obrońców ratujących zespół pod własną bramką.
Emocji tej jesieni dostarcza zresztą nie tylko futbol. Fani koszykówki znajdą osobne relacje w naszym dziale z newsami z koszykówki.
Na tych zawodników warto patrzeć
O losach spotkania mogą przesądzić indywidualności po obu stronach. Oto nazwiska, które najczęściej pojawiają się w kontekście tego meczu:
- 🔴 Nicola Zalewski – najwyżej oceniany Polak, z asystą i czterema kluczowymi podaniami, dający drużynie energię z drugiej linii
- ⚪ Sebastian Szymański – pomocnik z golem na koncie i piątką celnych podań, ważny przy rozgrywaniu akcji
- 🎯 Piotr Zieliński – najczęściej strzelający z Polaków, z dziesięcioma oddanymi próbami
- 🇷🇴 Alexandru Cicâldău – wyróżniający się Rumun, który trafił do siatki jedynym oddanym strzałem
- ⚡ Daniel Bîrligea – napastnik obecny w polu karnym, z sześcioma strzałami i wysokim xG
Nie można też zapominać o dośrodkowaniach Matty’ego Casha, który napędza prawą stronę Biało-Czerwonych, oraz o Dennisie Manie i Andreiu Rațiu, potrafiących ożywić ofensywę gości.
Historia i trendy, które mówią za Polską
Dotychczasowe pojedynki wyraźnie przechylają szalę na stronę Biało-Czerwonych. W ostatnich spotkaniach Polska wygrała trzy z czterech starć, bez ani jednego remisu, a w eliminacjach mistrzostw świata pokonała Rumunię 3:0 na wyjeździe i 3:1 u siebie. Dla kibiców śledzących mecze pilka nozna dzis to dodatkowy argument, by wierzyć w gospodarzy. Dobrze zapisał się też towarzyski mecz z 2013 roku w Warszawie, wygrany przez Polskę aż 4:1.
Rumuński akcent w tej rywalizacji pojawił się za to ostatnio jedynie w sparingu z 2009 roku, przegranym przez Biało-Czerwonych 0:1.
Statystyczne tendencje również układają się ciekawie przed tym starciem. Polska jako pierwsza traciła bramkę w pięciu z sześciu ostatnich meczów, co musi szybko zmienić w Warszawie. Rumunia z kolei nie zachowała czystego konta od ośmiu spotkań, a kolejne piłka nożna polska mecze z jej udziałem często kończyły się trafieniami obu drużyn. Biało-Czerwoni mają też passę spotkań z liczbą bramek powyżej 2,5.
Sportowych emocji nie brakuje zresztą także na lodzie. Miłośnicy hokeja najświeższe relacje znajdą w naszym dziale z newsami z hokeja.
Nasz typ na mecz
Wszystko wskazuje na otwarte spotkanie, w którym Polska będzie faworytem, ale bez gwarancji spokojnego wieczoru. Gospodarze tworzą dużo sytuacji i grają u siebie, więc przy odrobinie skuteczności powinni przełamać niemoc, zwłaszcza że Rumunia bardzo łatwo traci bramki. Z drugiej strony goście potrafią ukarać za błędy w defensywie, dlatego ewentualne wpadki Biało-Czerwonych mogą szybko skomplikować obraz gry. Patrząc na formę obu drużyn, kolejne mecze piłka nożna w tej grupie mogą obfitować w gole, a najbardziej prawdopodobny wydaje się wynik, w którym padają trafienia po obu stronach, lecz ostatnie słowo należy do Polski.
Iwo Baraniewski przegrał z Alonzo Menifieldem niejednogłośną decyzją sędziów na gali UFC 331 w Los Angeles. To pierwsza porażka w zawodowej karierze Polaka – seria zwycięstw, którą budował do tej pory, właśnie się urwała. Na papierze wyszła porażka, ale to, co działo się po walce, pokazuje, że w UFC patrzą na ten występ zupełnie inaczej niż sucha statystyka w karcie wyników.
Szczegóły tej historii ujawnił menadżer zawodnika, Artur Gwóźdź, w programie „Oktagon Live”. Po gali wymienił wiadomości z Mickiem Maynardem, matchmakerem UFC. Z jego relacji wynika coś ciekawego: Maynard ocenił postawę Baraniewskiego pozytywnie i był zadowolony z tego, co Polak pokazał w oktagonie.
Wątek wrócił też w Kanale Sportowym, gdzie Gwóźdź przytoczył więcej szczegółów tej wymiany zdań. „Wymieniliśmy wiadomości z Mickiem po walce. On był bardzo zadowolony z tego pojedynku, jeśli chodzi o występ Iwo. Wiadomo, że to są sędziowie i to jest federacja, której on nie może w żaden sposób krytykować. Rozmawialiśmy, że buczenie kibiców i zdziwienie Alonzo były dowodem, że wygrał, to się ze mną zgodził” – zacytował matchmakera menadżer Polaka.
Buczenie trybun jako argument
Gwóźdź wskazał dwa sygnały, które jego zdaniem dowodziły, że to Baraniewski zasłużył na zwycięstwo: głośne niezadowolenie publiczności zaraz po ogłoszeniu werdyktu i reakcję samego Menifielda na wynik. Dla menadżera te dwie rzeczy mówiły same za siebie – bez względu na to, co ostatecznie zapisali sędziowie na kartach.
Porażka na UFC 331 nie ma jednak zatrzymać kariery Baraniewskiego. Gwóźdź jako realny termin powrotu do klatki wskazał styczeń lub luty przyszłego roku. Nie wykluczył przy tym wcześniejszego występu – nawet w grudniu, gdyby na stole pojawiła się oferta na tyle dobra, by nie dało się jej odrzucić. Na razie jednak nie wiadomo, kto będzie kolejnym rywalem Polaka.
Jan Urban podał 23-osobowy skład reprezentacji Polski na piątkowe spotkanie Ligi Narodów z Rumunią. Mecz odbędzie się na PGE Narodowym, początek o godz. 20:45. Selekcjoner dysponował 25 piłkarzami, ale protokół meczowy daje miejsce tylko dla 23 z nich. Kogoś trzeba było odciąć – ostatecznie poza kadrą meczową znaleźli się Wojciech Mońka i Przemysław Wiśniewski, którzy starcie z Rumunią obejrzą z trybun. Jako pierwszy napisał o tym „Przegląd Sportowy”, a wiadomość potwierdziła później na swojej stronie UEFA.
To nieobecność Wiśniewskiego budzi najwięcej emocji. Obrońca Widzewa Łódź grał w podstawowym składzie w przegranym 1:3 meczu ze Szwecją. Po tamtym spotkaniu oberwał za pomeczową wypowiedź dotyczącą sytuacji, która doprowadziła do straty trzeciej bramki. Sam zawodnik przekonywał, że nie popełnił błędu, zostawiając bez krycia Viktora Gyokeresa. „Świadomie odpuściłem (…) Tak zawsze byłem uczony gry w strefie, którą we Włoszech grają prawie wszyscy i tak mi się to wpoiło do głowy, że kiedy masz strefę, to każdy odpowiada za swoją pozycję na boisku” – tłumaczył.
Urban: to była niefortunna wypowiedź
Jan Urban odniósł się do słów Wiśniewskiego na czwartkowej konferencji prasowej. „Traktuję to po prostu jako niefortunną wypowiedź. Wydaje mi się, że zbyt łatwo mówi się: „bo w Hiszpanii jest tak, we Włoszech inaczej, a we Francji jeszcze inaczej”” – powiedział selekcjoner. Nie zostawił wątpliwości co do tego, jak podchodzi do kwestii adaptacji zawodników do taktyki kadry. „Dany trener gra w innym ustawieniu i zawodnik przechodzący z jednego systemu do drugiego czy trzeciego po prostu musi się umieć dostosować. Jeśli tego nie zrobi, to wypada z gry i jest rezerwowym. Tak to funkcjonuje” – dodał.
Dla Mońki to już druga z rzędu nieobecność w kadrze meczowej. Wcześniej zabrakło go też w składzie na mecz z Bośnią i Hercegowiną, gdzie poza protokołem znalazł się również Norbert Wojtuszek. Z kolei wyjazdowe spotkanie ze Szwecją z trybun oglądali Wojtuszek oraz Oskar Pietuszewski. Tym razem obaj wrócili do gry i znaleźli się w 23-osobowym składzie na mecz z Rumunią.
Polska podchodzi do piątkowego starcia z dorobkiem jednego punktu i 3. miejscem w grupie Ligi Narodów. Rumunia zamyka tabelę – na koncie ma dwie porażki.
Dziennikarz znany szerzej jako „Żurnalista” dostał od hybrydowej organizacji FAME MMA propozycję nie do pogardzenia. Jak sam opowiada, na stole wylądowała kwota miliona złotych.
O szczegółach oferty Żurnalista mówił w rozmowie z Wojsławem Rysiewskim, dyrektorem sportowym KSW. Sprawa potoczyła się zaskakująco szybko. Przypadkowe spotkanie na siłowni z jednym z braci Tyburskich wystarczyło, żeby już nazajutrz zadzwonił telefon z FAME — z konkretną propozycją walki.
Milion złotych za jedno starcie robi wrażenie nawet w świecie freak-fightów, gdzie głośne kontrakty nie są niczym nowym. Czy do walki w ogóle dojdzie — nie wiadomo. Żurnalista mówił o ofercie, nie o podpisanym kontrakcie, więc na konkrety trzeba będzie jeszcze poczekać.
Co czeka kibiców na FAME 33
Temat oferty wypłynął przy okazji zapowiedzi najbliższej gali organizacji. FAME 33: Grand Freaks odbędzie się 17 października w warszawskim ATM Studio.
Na karcie walk pojawi się debiut Julii Stasiuk, która zmierzy się z Martą Linkiewicz w formule boksu w małych rękawicach. Oko kibiców przyciągnie też turniej K-1 z udziałem między innymi Erko Juna oraz Sebastiana „Scarface” Skiermańskiego.
W piątek reprezentacja Polski zmierzy się z Rumunią w Lidze Narodów. Stawką nie jest tylko wynik na boisku – stawką jest też fotel Jana Urbana. Inny bilans niż cztery punkty z dwóch ostatnich meczów rozgrywek może oznaczać koniec jego przygody z kadrą. Mówiąc wprost: brak zwycięstwa nad Rumunią może kosztować selekcjonera pracę.
Tło tej presji jest proste. Polska zremisowała z Bośnią i Hercegowiną 0:0, potem przegrała ze Szwecją 1:3. W Sarajewie przynajmniej defensywa trzymała się nieźle – to było pierwsze czyste konto reprezentacji w meczu o stawkę od blisko roku. W Sztokholmie ta sama formacja już się sypała.
Zmiany po lekcji ze Szwecją
Jan Urban zapowiada grę czwórką obrońców. Lewą stronę defensywy ma objąć Przemysław Frankowski, a środek obstawią Jakub Kiwior i Jan Bednarek – duet zgrany na co dzień, bo obaj występują razem w FC Porto. To oni mają tworzyć parę stoperów przeciwko Rumunii.
Przemysław Wiśniewski, który zaczynał mecz w Sztokholmie, tym razem usiądzie na ławce. Powód jest konkretny – w starciu ze Szwecją odpuścił krycie Viktora Gyokeresa, a to odbiło się na całej formacji. Po meczu tłumaczył, że właśnie tak nauczono go bronić w lidze włoskiej. Urban nie zostawił na tym tłumaczeniu suchej nitki. „W tym przypadku Wiśniewski nie powinien tak mówić. Zawodnik przechodzący z jednego systemu do drugiego czy trzeciego po prostu musi się umieć dostosować. Jeśli tego nie zrobi, to wypada z gry i jest rezerwowym. Tak to funkcjonuje” – powiedział selekcjoner.
W środku pola ponownie zobaczymy Wiktora Nowaka u boku Piotra Zielińskiego. W Sztokholmie to właśnie Nowak należał do nielicznych jasnych punktów – choć może jeszcze bardziej błyszczał Mateusz Żukowski, który wykreował kolegom aż pięć sytuacji strzeleckich. Między słupkami bez zmian: Marcin Bułka zachowuje miejsce w bramce, mimo że na początku zgrupowania Urban sugerował, iż szansę dostaną też inni bramkarze. Bułka ratował zespół w wielu trudnych momentach meczu w Szwecji i to najwyraźniej przeważyło szalę na jego korzyść.
Najważniejsza wiadomość dotyczy jednak ataku. Robert Lewandowski wraca do wyjściowego składu po tym, jak ze Szwecją przesiedział niemal cały mecz na ławce, wchodząc dopiero na ostatnie minuty. Kapitan reprezentacji gra teraz w Chicago Fire – zmiana kontynentu i rytmu rozgrywek nie pozostała bez wpływu na jego formę. Urban mówił o tym wprost: „Jeśli chodzi o Roberta, to jest tak jak powiedziałem: on wygląda – i na co dzień, poza boiskiem – z dnia na dzień zdecydowanie lepiej. Bardziej wyspany, bardziej zaadoptowany do nowego czy innego czasu. I na treningach jest podobnie. Widać chęci, widać taką chęć gry, bycia na boisku” – ocenił selekcjoner.
U boku Lewandowskiego o miejsce rywalizują Mateusz Żukowski i Karol Świderski. Ten drugi, zawodnik Magdeburga, usłyszał od Urbana publiczną pochwałę za występ w Sztokholmie. Mimo to w przewidywanej jedenastce ostatecznie znalazł się Żukowski.
Cała jedenastka, jaką Jan Urban ma wystawić w piątek, prezentuje się następująco: Marcin Bułka – Matty Cash, Jan Bednarek, Jakub Kiwior, Przemysław Frankowski – Sebastian Szymański, Wiktor Nowak, Piotr Zieliński, Nicola Zalewski – Mateusz Żukowski, Robert Lewandowski. To skład, który ma dać Polsce komplet punktów – i selekcjonerowi spokojniejszy sen na kolejne miesiące pracy.
Maja Chwalińska zakończyła przygodę z turniejem WTA w Pekinie już na II rundzie. Polka uległa Dajanie Jastremskiej 3:6, 1:6 i choć mecz był pierwszym i ostatnim w jej wykonaniu, znad Wielkiego Muru wraca z niemałą gotówką. Za krótki występ w China Open zainkasuje 36 110 dolarów — po przeliczeniu to około 140 tysięcy złotych.
Spotkanie z Ukrainką zapowiadało się nieźle. Chwalińska od razu przełamała rywalkę, ale to był właściwie jedyny jasny moment meczu — Jastremska szybko przejęła inicjatywę. Pierwszego seta zgarnęła 6:3, a w drugim nie zostawiła Polce złudzeń, kończąc partię 6:1. Tak rozstawiona z numerem 17. Chwalińska pożegnała się z turniejem. To był dla niej zresztą jedyny mecz w Pekinie — jako zawodniczka rozstawiona miała wolny los w pierwszej rundzie.
Jastremska wcześniej rozprawiła się z Caty McNally, a w starciu z Polką pokazała formę, która bez większego wysiłku poniosła ją dalej. Dla Chwalińskiej porażka smakuje gorzko — do Pekinu przyjechała z numerkiem rozstawienia, a wyjeżdża po najkrótszej możliwej drodze.
Bilans wyjazdu nie jest jednak całkowicie stratny. Mimo odpadnięcia w pierwszym meczu, Polka dopisała do konta 35 punktów rankingowych WTA. To kolejny epizod sezonu, w którym jej pozycja w rankingu zmieniła się nie do poznania. Jeszcze w maju, przed startem Rolanda Garrosa, zajmowała 114. miejsce. Po serii zwycięstw wskoczyła na 21. pozycję.
Polskie nadzieje w Pekinie nie wygasły
Odpadnięcie Chwalińskiej to nie koniec polskich akcentów w turnieju — w grze zostają jeszcze Iga Świątek i Magdalena Fręch. Świątek, rozstawiona z numerem ósmym, podobnie jak wcześniej Chwalińska zacznie rywalizację od II rundy. Fręch ma już za sobą pierwszy sprawdzian — pokonała Elsę Jacquemot i jest w kolejnej fazie turnieju.
Reprezentacja Polski zmierzy się z Rumunią w piątek na PGE Narodowym w ramach Ligi Narodów UEFA. Początek spotkania o godz. 20:45, 2 października. W grze będzie nie tylko pozycja w tabeli grupy, ale i coś znacznie bardziej uwierającego – passa, która ciągnie się za kadrą od lat.
Bo Polska nigdy nie wygrała meczu Ligi Narodów UEFA na PGE Narodowym. Brzmi niedorzecznie, prawda? W końcu to główny stadion reprezentacyjny kraju. A jednak liczby nie kłamią.
Ostatnie domowe zwycięstwo w tych rozgrywkach Polacy zanotowali 1 czerwca 2022 roku, pokonując Walię 2:1 we Wrocławiu. Od tamtej pory minęły ponad trzy lata, a kadra rozegrała u siebie sześć meczów Ligi Narodów bez jednego zwycięstwa. Właśnie ten ciąg wyników napędza całą narrację o klątwie towarzyszącej reprezentacji przy każdym kolejnym występie na własnym stadionie.
W dwunastu domowych meczach tych rozgrywek bilans Polski to zaledwie dwa zwycięstwa, trzy remisy i siedem porażek. I co ciekawe – obie wygrane padły poza stolicą. Żadna z nich nie miała miejsca na PGE Narodowym. Stadion, który miał być twierdzą reprezentacji, okazuje się dla niej wręcz najmniej gościnnym adresem w całych rozgrywkach.
Słaby start do obecnej edycji
W bieżącej edycji Ligi Narodów Polacy zaczęli od bezbramkowego remisu z Bośnią i Hercegowiną w Warszawie. Potem przyszła wyjazdowa porażka ze Szwecją 1:3. Po dwóch kolejkach drużyna Jana Urbana ma na koncie zaledwie jeden punkt – i właśnie z takim bagażem podchodzi do piątkowego starcia, niemal pod ścianą.
Selekcjonerem kadry pozostaje Jan Urban. To on musi teraz znaleźć sposób, by przełamać jednocześnie słabą formę zespołu i wieloletnią klątwę stadionu przy alei Poniatowskiego. Rywal zresztą też nie przyjeżdża do Warszawy w roli faworyta – Rumunia przegrała oba swoje dotychczasowe mecze w tej edycji i przed trzecią kolejką wciąż czeka na pierwszy punkt. Piątkowe spotkanie to więc starcie dwóch drużyn jednakowo spragnionych zwycięstwa.
Transmisję obejrzymy na antenach TVP 1 i TVP Sport, a w internecie – za pośrednictwem Pilot WP oraz serwisu sport.tvp.pl. Dla Polaków to kolejna okazja, by wreszcie dopisać do historii PGE Narodowego pierwsze zwycięstwo w Lidze Narodów.