Swindon Wildcats zastrzegli numer 89 – ten, z którym Tomasz Malasiński wybiegał na lód przez dziewięć sezonów. To gest klubu wobec zawodnika, który z angielskim zespołem związany był właśnie tyle czasu.
Na drugim poziomie rozgrywkowym w Wielkiej Brytanii Polak rozegrał w tym okresie 455 spotkań. Zdobył w nich 736 punktów – 291 goli i 435 asyst. I właśnie te liczby przeważyły: klub zdecydował się trwale wycofać jego numer z użytku.
W sezonie 2025/2026 Malasiński razem ze Swindon Wildcats sięgnął po mistrzostwo NIHL National. Triumf miał szczególny wymiar – na krajowe mistrzostwo klub czekał ponad 20 lat. Po zdobyciu tytułu Polak zakończył zawodniczą karierę.
Numer 89 nie trafi już na plecy żadnego innego zawodnika Swindon Wildcats. Symboliczne pożegnanie z kimś, kto dla klubu z Wiltshire był twarzą ostatniej dekady.
Wychowanek Podhala z trzema tytułami mistrza Polski
Malasiński jest wychowankiem Podhala Nowy Targ i właśnie z tym klubem dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Polski. W kraju grał też w Ciarko PBS Banku KH Sanok, JKH GKS Jastrzębie, KTH Krynica, GKS Tychy i GKS Katowice. W Polskiej Hokej Lidze rozegrał łącznie 471 meczów i zdobył 364 punkty.
W jego gablocie leży sześć medali mistrzostw Polski – trzy złote, dwa srebrne i jeden brązowy. Złoto wywalczył z Sanokiem w 2012 roku, a wcześniej triumfował z Podhalem w 2007 i 2010 roku. W reprezentacji Polski rozegrał 137 spotkań i strzelił 37 goli.
Ferran Torres opuścił zgrupowanie reprezentacji Hiszpanii. Powód? Uraz lewej kostki. To już czwarty piłkarz, który w trakcie obecnej przerwy na mecze Ligi Narodów wypada z kadry „Furii Roja”.
Problem ze stawem skokowym nie przeszkadzał napastnikowi ani w treningach, ani w meczach – dolegliwości jednak nie mijały. W tej sytuacji sztab reprezentacji postanowił zwolnić Torresa ze zgrupowania, dając mu czas na pełny powrót do zdrowia. Informację potwierdziła Hiszpańska Federacja Piłkarska w oficjalnym komunikacie. Jak podano, lekarze federacji od samego początku pozostawali w kontakcie z zespołem medycznym Paris Saint-Germain, śledząc stan zdrowia zawodnika.
Kadra Hiszpanii topnieje przed meczami z Czechami i Chorwacją
Torres to nie pierwszy taki przypadek w tym zgrupowaniu. Wcześniej z problemami lewego kolana wycofał się Eric Garcia, a Alejandro Grimaldo zmagał się z urazem mięśniowym. Dzień przed decyzją w sprawie Torresa kadrę opuścił też Nico Williams – narzekał na lewe udo po meczu z Chorwacją w Sewilli.
Miejsce Torresa zajął Carlos Espi. Piłkarz Realu Madryt dołączył do zespołu przed spotkaniami z Czechami i Chorwacją – Hiszpanie zagrają z Czechami w Oviedo, a z Chorwacją w Splicie. Dla młodego zawodnika to debiutanckie powołanie do seniorskiej kadry. Nominację otrzymał po dobrych występach w barwach klubowych, a przede wszystkim po tym, jak strzelił pięć goli w meczu reprezentacji do lat 21 z San Marino.
Mimo kadrowych strat Hiszpania wciąż ma w tej edycji Ligi Narodów komplet punktów. Za kadrę odpowiada selekcjoner Luis de la Fuente.
24. sezon ESL Pro League ruszy 3 października 2026 roku. Na starcie stanie 16 drużyn, a cały turniej odbędzie się na polskiej ziemi – w katowickim Spodku.
Pierwszy etap, rozegrany w systemie szwajcarskim, zajmie pięć dni – od 3 do 7 października. Już w dniu otwarcia kibice zobaczą 8 spotkań w formacie BO3, a pierwsze dwa mecze ruszą 3 października o godzinie 11:00. Na pierwszy ogień pójdą starcia Falcons z TYLOO oraz Legacy z PARIVISION.
Harmonogram dzień po dniu
3 października odbędzie się 8 meczów 1. rundy fazy Swiss. Dzień później, 4 października, czeka nas kolejnych 8 spotkań – tym razem w ramach 2. rundy. 5 października zaplanowano 8 meczów 3. rundy, a 6 października liczba starć spada do 6 w ramach 4. rundy. Fazę Swiss zamkną 3 mecze 5. rundy, wyznaczone na 7 października. Potem przerwa – 8 października organizatorzy nie zaplanowali żadnego meczu.
Play-offy rozegrają się między 9 a 11 października. 9 października na parkiecie pojawią się ćwierćfinały – 4 mecze. Dzień później, 10 października, przyjdzie czas na dwa półfinały. Wielki finał oraz mecz o 3. miejsce zaplanowano na 11 października. W ćwierćfinałach, półfinałach i meczu o 3. miejsce obowiązuje format BO3, Wielki Finał natomiast rozstrzygnie się w BO5.
Coś ważnego dla kibiców, którzy myślą o wyjeździe do Katowic – faza Swiss przejdzie bez udziału publiczności. Bramy Spodka otworzą się dopiero na fazę play-off, czyli od piątku do niedzieli. Transmisje poprowadzą oficjalne kanały ESL Counter-Strike na Twitchu i YouTube.
Gwiazdy CS2 w Katowicach, ale bez Polaków
Poziom sportowy ma być wysoki – w turnieju zagra aż 9 ekip z top 10 rankingu HLTV. Z najlepszej dziesiątki zabraknie tylko jednego zespołu – FUT Esports. Trzy kolejne ekipy wyłoniono na podstawie rankingu VRS, a końcową szesnastkę skompletowali czterej mistrzowie ESL Challenger League S51 – z Ameryki Północnej, Ameryki Południowej, Azji i Pacyfiku oraz Europy.
Pełna lista 16 drużyn wygląda tak: Team Spirit, Team Vitality, FURIA, MOUZ, Falcons, Legacy, G2 Esports, Aurora, Natus Vincere, BETBOOM, 9z, PARIVISION, M80, TYLOO, 1win oraz ShindeN. Awans przez ECL S51 wywalczyły: M80 jako zwycięzca regionu Ameryki Północnej, TYLOO triumfujące w Azji i Pacyfiku, 1win jako najlepsza ekipa w Europie oraz ShindeN, które wygrało eliminacje w Ameryce Południowej.
Mimo że turniej odbędzie się w Katowicach, w ESL Pro League Season 24 nie zagra ani jeden polski zawodnik. W żadnej z szesnastu drużyn nie znalazło się miejsce dla reprezentanta naszego kraju.
Pula nagród
Łączna pula nagród wynosi 1 000 000 dolarów. Z tej kwoty 300 000 dolarów trafi bezpośrednio do zawodników, a pozostałe 700 000 dolarów zasili fundusze wspierające organizacje startujące w rozgrywkach.
Magdalena Fręch kończy przygodę z turniejem WTA 1000 w Pekinie już w II rundzie. W piątek łodzianka nie miała nic do powiedzenia w meczu z Czeszką Nikolą Bartunkovą, przegrywając 2:6, 2:6.
Do drugiej rundy China Open 2026 Polka dotarła po trudnej, trzysetowej batalii z Francuzką Elsą Jacquemot, którą pokonała 7:5, 3:6, 6:4. Kolejną przeszkodą okazała się rozstawiona z numerem 26 Bartunkova — a Czeszka miała już swoje powody do optymizmu, bo rok wcześniej ograła Fręch w meksykańskiej Guadalajarze.
Tym razem 20-letnia zawodniczka nie dała Polce żadnych szans. W pierwszym secie Fręch zdobyła zaledwie dwa punkty na returnie — liczba, która sama w sobie mówi wszystko o przebiegu meczu. Przez całe spotkanie Bartunkova nie musiała bronić ani jednego break pointa, a cały pojedynek, zakończony po błędzie Polki, zajął jej tylko 72 minuty.
Bartunkova zagra z Sabalenką
Dzięki temu zwycięstwu Czeszka awansowała do III rundy pekińskiego turnieju WTA 1000 rozgrywanego na kortach twardych. W niedzielę czeka ją starcie z rozstawioną z numerem 2 Białorusinką Aryną Sabalenką.
China Open toczy się na kortach twardych, a pula nagród w tej edycji sięga 9,415 mln dolarów. Rywalizacja w głównej drabince zakończy się 11 października, zwyciężczyni natomiast zabierze do domu 1000 punktów do rankingu WTA i czek na 1,151 mln dolarów.
Nowy sezon polskiej koszykówki ruszy meczem Energa Czarni Słupsk – Legia Warszawa. Starcie w słupskiej Gryfii zaplanowano na piątek 2 października o godz. 18:00. To pierwszy mecz rozgrywek, które toczyć się będą już nie pod szyldem Orlen Basket Ligi, a PGE Basket Ligi.
Do walki o mistrzostwo Polski przystępuje w tym sezonie 16 zespołów. Z elitą pożegnała się ekipa Miasto Szkła Krosno. Jej miejsce w gronie beniaminków zajęła Enea Łaciate Astoria Bydgoszcz.
Nowy sponsor i „nowe otwarcie”
Nowego sponsora tytularnego zaprezentowano podczas turnieju o Superpuchar Polski, rozegranego 26-27 września w Sosnowcu. O wydarzeniu mówił na antenie Polsat Sport prezes Polskiej Ligi Koszykówki Łukasz Koszarek.
To zdecydowanie nowe otwarcie. Jestem przekonany, że jako liga będziemy rozwijać się szybciej i lepiej.
Słowa Koszarka dobrze opisują to, co się właśnie dzieje – liga zyskała nową tożsamość marketingową po latach gry pod poprzednim szyldem.
Jak wygląda struktura rozgrywek
Sezon podzielono na trzy etapy: fazę zasadniczą, fazę play-in i play-off. W rundzie zasadniczej czeka drużyny 30 kolejek – każdy z każdym, mecz i rewanż.
Potem zespoły z miejsc 7-10 powalczą w fazie play-in o ostatnie bilety do play-off. Bezpośredni awans zapewni sobie szóstka najlepszych z rundy zasadniczej. Play-in rozegrany zostanie 9 i 11 maja 2027 roku. Najpierw, 9 maja, na parkiecie spotkają się 7. z 8. oraz 9. z 10.. Dwa dni później przegrany z pierwszego starcia zagra z wygranym drugiego – do zdobycia będzie ostatnie, ósme miejsce w fazie play-off.
Ćwierćfinały, czyli pierwsza runda play-off, wystartują 13 maja 2027 roku. One, podobnie jak półfinały, rozgrywane będą do trzech zwycięstw. Inaczej wielki finał – tu trzeba będzie wygrać cztery razy, a o brązowym medalu zdecyduje dwumecz. Mistrza Polski poznamy najpóźniej 21 czerwca 2027 roku.
Kluby mają też jasno wyznaczony termin na ruchy kadrowe – okienko transferowe zamknie się 24 marca 2027 roku o godzinie 16:00.
Dwie przerwy na reprezentację i Puchar Polski
W kalendarzu rundy zasadniczej zaplanowano dwie przerwy. Pierwsza potrwa od 23 listopada do 1 grudnia – to efekt meczów reprezentacji Polski w kwalifikacjach do mistrzostw świata. Biało-czerwoni zagrają 27 listopada w Gliwicach z Chorwacją, a 30 listopada na wyjeździe z Niemcami.
Druga przerwa, dłuższa od pierwszej, przypadnie na przełom lutego i marca. Właśnie w tym oknie, w dniach 17-21 lutego, w ArcelorMittal Park w Sosnowcu odbędzie się turniej o Puchar Polski. Zagra w nim osiem najlepszych drużyn ligi po 15 kolejkach sezonu zasadniczego.
Komplet par pierwszej kolejki
Oprócz hitu otwarcia w Słupsku, piątek 2 października przyniesie też mecz Energa Trefl Sopot – Dziki Warszawa o godz. 20:15. Sobota 3 października to prawdziwy festiwal koszykówki: o 15:00 zagrają Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń z King Szczecin, o 17:30 Enea Łaciate Astoria Bydgoszcz zmierzy się z Zastalem Zielona Góra, a o 19:30 PGE Start Lublin podejmie Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski.
W niedzielę 4 października o 12:30 na parkiecie spotkają się Euvic GTK Gliwice i MKS Dąbrowa Górnicza, a o 17:30 AMW Arka Gdynia zagra z WKS Śląsk Wrocław. Kolejkę zamknie poniedziałkowy mecz Anwilu Włocławek z Górnikiem Zamek Książ Wałbrzych, zaplanowany na 5 października na godz. 19:00.
Złoto igrzysk azjatyckich w Nagoi i prefekturze Aichi 2026 powędrowało do Lin Yu-ting. Tajwanka w finale nie dała szans Chince Yang Chengyu, wygrywając 5:0.
To już drugi złoty medal igrzysk azjatyckich w karierze Lin Yu-ting. Pierwszy wywalczyła w 2023 roku w Hangzhou, startując wtedy w kategorii do 57 kilogramów. Od 2026 roku 30-letnia zawodniczka walczy już oficjalnie w wyższej kategorii – do 60 kilogramów.
W Polsce nazwisko Lin Yu-ting zapadło w pamięć głównie za sprawą finału igrzysk olimpijskich w Paryżu. To wtedy Tajwanka pokonała Julię Szeremetę i sięgnęła po złoto olimpijskie. Jej start w tamtym turnieju wywołał spore zamieszanie – do rywalizacji dopuszczono dwie zawodniczki wcześniej wykluczone z mistrzostw świata z powodu zbyt wysokiego poziomu testosteronu: Lin Yu-ting i Imane Khelif. Khelif w swoim finale rozprawiła się z Chinką Yang Liu i ona również wywalczyła złoto olimpijskie.
O przyszłości po triumfie w Nagoi Lin Yu-ting mówić nie chciała. Gdy padło pytanie o ewentualny start na igrzyskach w Los Angeles, zawodniczka po prostu nie odpowiedziała.
„Jestem wdzięczna sobie za to, że to przebrnęłam”
Samo zwycięstwo w japońskim mieście skomentowała już chętniej – cytuje ją Japan Times.
To naprawdę wcale nie było łatwe. Rzadko zdarza się w końcu dotrzeć do tego punktu, w którym widzisz światełko w tunelu, a ja jestem po prostu bardzo wdzięczna sobie za to, że to przebrnęłam.
Te słowa padły chwilę po tym, jak sędziowie jednogłośnie oddali jej zwycięstwo 5:0 nad Yang Chengyu. Dla Lin Yu-ting to kolejny sygnał, że zmiana kategorii wagowej wcale nie ograniczyła jej dominacji na ringu – wręcz przeciwnie.
Raymond Cowels zostaje w Arrivie Lotto Twardych Piernikach Toruń. Klub ogłosił, że amerykański rozgrywający związał się z zespołem krótkoterminową umową, a decyzję potwierdzili przedstawiciele klubu.
To będzie dla niego już siódmy sezon w PGE Basket Lidze. Po polskich parkietach jeździ od lat – grał w PGE Spójni Stargard, Legii Warszawa, MKS Dąbrowie Górniczej i Enerdze Treflu Sopot. W ostatnim sezonie, jeszcze w barwach trójmiejskiego klubu, notował średnio 8,4 punktu i 2,7 zbiórki na meczu.
Formalnie to umowa krótkoterminowa, ale z opcją przedłużenia aż do końca sezonu 2026/2027. „Raymond po kilku tygodniach treningów z naszym zespołem – zostaje na dłużej” – przekazał klub, wyjaśniając przy tym warunki kontraktu: „Raymond w naszym zespole podpisał kontrakt krótkoterminowy z opcją przedłużenia do końca sezonu 2026/2027”.
Debiut już w sobotę?
Twarde Pierniki zaczynają nowy sezon PGE Basket Ligi w sobotę 3 października, we własnej hali, meczem z Kingiem Szczecin. W klubie robią wszystko, żeby Cowels mógł zagrać już w tym spotkaniu. „Czynione są starania, żeby mógł zagrać w inauguracyjnym, sobotnim spotkaniu z Kingiem Szczecin w naszych barwach” – czytamy w oficjalnym komunikacie.
Decyzję o pozostaniu Amerykanina skomentował trener Srdjan Subotić. W rozmowie z portalem „Z Krainy NBA” szkoleniowiec nie szczędził mu pochwał. „Wszyscy znamy jego umiejętności. Przy jego doświadczeniu daje pewną gwarancję stabilności w ataku, o którą nie jest tak łatwo na tym etapie na rynku. Ray jest dobrą opcją dla nas” – ocenił Subotić.
Novak Djoković pokonał Yunchaokete Bu 4:6, 7:6(2), 6:2 w drugiej rundzie turnieju ATP 500 w Pekinie. Bilans Serba w tym turnieju to już 31-0. Rozstawiony z numerem szóstym Djoković grał w Pekinie sześć razy wcześniej i ani jednego meczu tutaj nie przegrał.
Spacerkiem to jednak nie było. Pierwszego seta oddał 4:6, a w trakcie drugiej partii musiał przerwać grę i wziąć przerwę medyczną – bolały go mięśnie brzucha. Mimo to doprowadził do tie-breaka i wziął go 7:6(2). W decydującej partii wygrał cztery pierwsze gemy z rzędu, nie oddał już przewagi i zamknął mecz 6:2.
31. zwycięstwo z rzędu w China Open ma dla Djokovicia wymiar nie tylko sportowy, ale historyczny. Serb dorównał Rafaelowi Nadalowi, który w latach 2005-08 wygrał pierwsze 31 pojedynków na kortach Rolanda Garrosa – to wciąż najlepszy start w historii jednego turnieju.
Najstarszy ćwierćfinalista w historii ATP 500
I to nie jedyny rekord tego dnia. W wieku 39 lat i czterech miesięcy Djoković stał się najstarszym ćwierćfinalistą w historii turniejów rangi ATP 500. Wcześniej rekord ten należał do Rogera Federera – w 2019 roku, mając 38 lat i dwa miesiące, dotarł do ćwierćfinału w Bazylei.
W kolejnej rundzie w Pekinie czeka go lepszy z pary Alexander Zverev – Juncheng Shang.
Dobry dzień na kortach China Open miał też Daniił Miedwiediew. W zaległym meczu pierwszej rundy pokonał kwalifikanta Pablo Carreno 6:4, 6:2, ani razu nie dając się przełamać i zamieniając trzy z sześciu posiadanych break pointów na gemy. Rosjanin, świeży zwycięzca turnieju ATP 250 w Hangzhou, jest w Pekinie rozstawiony z numerem trzecim – w 1/8 finału zmierzy się z Janem-Lennardem Struffem.
China Open to turniej kategorii ATP 500 na kortach twardych. Pula nagród w tej edycji wynosi 4,089 mln dolarów.
Roberto Soldić w sobotę zadebiutuje w UFC, a stanie się to na numerowanej gali UFC 332. Chorwacki zawodnik zmierzy się w walce wieczoru z Khaosem Williamsem. Obaj zawodnicy już spotkali się twarzą w twarz przed pojedynkiem.
Soldić, reprezentujący Chorwację, trafia do UFC po blisko czterech latach w organizacji One Championship. To był zaskakująco mało aktywny okres jak na niego – zaledwie trzy pojedynki. Jeden z nich, starcie z Muradem Ramazanovem, skończył się po dwóch minutach i sekundzie – walka niedobyta po uderzeniu w krocze. W maju 2023 roku Soldić przegrał przed czasem w drugiej rundzie ze Szwedem Zebaztianem Kadestamem. W klatce One Championship pojawił się ostatni raz w minionym roku – i wtedy w niecałe dwie minuty znokautował Turka Dagiego Arslanalieva.
31-letni Chorwat był bliski walki o pas z Christianem Lee. Ostatecznie do niej nie doszło. Do UFC trafia jako były podwójny mistrz organizacji KSW – a to już robi z niego jednego z bardziej doświadczonych debiutantów w historii promocji.
Khaos Williams – rywal z bonusową passą
Po drugiej stronie klatki stanie Khaos Williams, który ma na koncie już jedenaście walk w UFC. Amerykanin cztery razy zgarniał dodatkowy bonus za występ – efektowny styl walki sam się o to prosi. Do UFC wchodził w 2020 roku i od razu zrobił wrażenie, nokautując Alexa Morono w zaledwie 27 sekund.
Ostatnie miesiące nie były dla niego jednak łaskawe. W poprzednim roku przegrał dwie walki z rzędu. Najpierw musiał uznać wyższość Gabriela Bonfima, przegrywając przed czasem, później oddał punkty Andreasowi Gustafssonowi. Formę odbudował w maju 2025 roku, wygrywając już w pierwszej rundzie z Nikolayem Vetennikovem. 32-letni Williams zechce teraz podciągnąć tę passę kosztem debiutującego Chorwata.
Starcie Soldicia z Williamsem to jeden z najciekawszych punktów tej gali. Z jednej strony Chorwat znany z dewastujących nokautów, z drugiej Amerykanin, który rzadko pozwala rywalom dotrwać do końcowego gongu.
Najszybciej w drugim piątkowym treningu przed Grand Prix Bahrajnu, rozgrywanym wyjątkowo na torze Sepang w Malezji, pojechał Charles Leclerc. Monakijczyk z Ferrari zamknął najlepsze okrążenie czasem 1:37.528. Co innego pierwsza sesja — tam prym wiódł Max Verstappen z Red Bull Racing.
Największą zagadką dnia pozostał jednak Mercedes. Zespół przyjechał na ten weekend z paczką poprawek do bolidu, licząc, że to właśnie one pozwolą mu wreszcie odjechać reszcie pola. Inżynierowie liczyli nawet na zysk w okolicach 0,3 sekundy na okrążeniu. Piątek jednak tych nadziei nie potwierdził. George Russell dojechał dopiero siódmy w drugim treningu, 0,492 s wolniej od Leclerca, a jego młodszy partner z zespołu, Andrea Kimi Antonelli, był ósmy ze stratą 0,532 s.
Tuż za liderem drugiej sesji znalazł się Isack Hadjar — wrócił do Formuły 1 po przerwie spowodowanej kontuzją i do czasu Leclerca zabrakło mu jedynie 0,099 s. Trzeci był Lando Norris z McLaren, 0,137 s za liderem, co zupełnie inaczej wyglądało niż w pierwszym treningu, gdy cała ekipa z Woking nie zbliżyła się nawet do czołówki. Verstappen, król poranka, po południu spadł na czwarte miejsce ze stratą 0,257 s, a piątym był Lewis Hamilton z Ferrari, 0,305 s za Leclercem. Drugi McLaren, Oscara Piastriego, uplasował się szósty.
Dalej w polu
Liam Lawson z Visa Cash App RB zajął dziewiąte miejsce, tracąc do Leclerca 0,968 s, a dziesiąty był Pierre Gasly z Alpine ze stratą 1,060 s. Na drugim biegunie klasyfikacji wylądował Franco Colapinto, też z Alpine. Argentyńczyk zamknął trening na ostatniej, 22. pozycji, tracąc do najlepszego czasu aż 5,863 s.
Piątek w Sepang nie dał więc jasnych odpowiedzi, a najmniej jasności jest akurat wokół Mercedesa. Zespół z Brackley obiecywał skok formy, a skończył dzień w drugiej połowie pierwszej dziesiątki. Jak zwracają uwagę obserwatorzy stajni, realne tempo kierowców Mercedesa pokaże dopiero sobota — wtedy wchodzi format kwalifikacyjny i warunki bliższe wyścigowym, a to zwykle zmienia obraz sytuacji.