„Żaden mężczyzna nie powinien klękać” — tym jednym zdaniem Hector Lombard wytłumaczył, czemu w chwili oświadczyn stał wyprostowany, jakby szedł do walki. Do sceny doszło na oficjalnym ważeniu przed galą Fight Mode 2 — 48-letni weteran MMA wyjął pierścionek i poprosił o rękę swoją partnerkę, Natalię Pałat. Pałat się zgodziła.
Druga edycja Fight Mode odbędzie się w sobotę, 3 października 2026 roku, w Legionowie. Za projektem stoi Łukasz „Juras” Jurkowski — legenda polskiego MMA i wieloletni komentator KSW. Gwiazdą karty jest sam Lombard, były zawodnik UFC. W heksagonie zmierzy się z Gracjanem Szadzińskim, znanym szerzej jako „Showeather”.
Poza klatką UFC Lombard zdążył zbudować sobie zupełnie inny rozdział kariery. W latach 2020–2021 walczył w Bare Knuckle Fighting Championship — cztery pojedynki, a przez pewien czas także pas mistrza kategorii junior ciężkiej na szyi. Współpracę z organizacją zakończyła przegrana z Lorenzo Huntem.
Miłość zrodzona na gali
Ta historia zaczęła się wcześniej, niż mogłoby się wydawać — na pierwszej gali Fight Mode, w maju 2026 roku. To właśnie tam Lombard i Pałat się poznali. Sama Natalia Pałat, amatorska zawodniczka MMA, ujawniła tę informację w rozmowie na kanale „ebe ebe”. Kilka miesięcy później para stanęła przed wagą. I przed oświadczynami, o których zrobiło się głośno w całym środowisku.
Kto chce zobaczyć starcie Lombarda z „Showeatherem” na żywo, musi sięgnąć po transmisję PPV — innej opcji nie przewidziano. Do wyboru są dwa pakiety: STANDARD w HD 720p za 49,99 zł i PREMIUM w Full HD 1080p za 59,99 zł. Początek gali w Legionowie zaplanowano na 20:00.
„Polka, grająca wspólnie z Alaną Smith, poniosła porażkę w półfinale z Angelicą Moratelli oraz Vendulą Valdmannovą” – i na tym zakończyła się przygoda Weroniki Falkowskiej z grą podwójną na turnieju ITF w Adanie.
A zaczęło się nietypowo, jeszcze przed pierwszym podaniem. Deszcz, który nawiedził Turcję, solidnie opóźnił start spotkania. Falkowska i Smith, rozstawione z numerem czwartym, weszły na kort dopiero wieczorem.
Kiedy gra się wreszcie rozkręciła, lepsze wejście miały rywalki. Angelica Moratelli i Vendula Valdmannova zgarnęły pierwszą partię 6:2. Polka z Amerykanką się jednak nie poddały – odpowiedziały w drugim secie, wygrywając 7:5
Decydował super tie-break
O awansie do finału zadecydował więc super tie-break. I tu szczęście było po stronie Włoszki i Czeszki – wygrały go 10:6. Falkowskiej i Smith do finału zabrakło dosłownie czterech punktów.
Końcowy wynik półfinału: Angelica Moratelli (Włochy) / Vendula Valdmannova (Czechy) pokonały Weronikę Falkowską (Polska, 4) i Alanę Smith (USA, 4) 6:2, 5:7, 10-6.
Dla Falkowskiej ta porażka oznacza koniec gry podwójnej na turnieju w Adanie.
„Isack Hadjar zaliczył spektakularny powrót do Formuły 1 po swojej kontuzji nadgarstka, który uszkodził podczas treningu boksu” — tak wrócił do stawki Francuz, który jeszcze niedawno musiał patrzeć na rywalizację z trybun. Teraz, przed GP Bahrajnu w Malezji, czeka go jednak surowa kara, mogąca przekreślić szanse na kolejne podium.
Hadjar z powodu urazu nadgarstka ominął trzy wyścigi sezonu — w Holandii, we Włoszech i w Hiszpanii. W tym czasie jego fotel w Red Bull Racing przejął Liam Lawson. Ten zdołał zdobyć punkty dla zespołu w dwóch z tych wyścigów. Francuz wrócił do stawki na GP Azerbejdżanu.
22-letni kierowca nie dał po sobie poznać długiej przerwy — wręcz przeciwnie. W kwalifikacjach do wyścigu w Baku zajął czwarte miejsce, wyprzedzając przy tym swojego zespołowego partnera. W samym wyścigu dojechał do mety na najniższym stopniu podium. To już drugie podium Hadjara w barwach Red Bulla.
Kara przed Bahrajnem w Malezji
Tuż przed startem weekendu wyścigowego o GP Bahrajnu w Malezji Red Bull zgłosił do FIA wymianę silnika spalinowego w bolidzie Hadjara. Problem w tym, że Francuz przekroczył limit dozwolonych sześciu komponentów silnika, co automatycznie oznacza karę. Efekt: kierowca zostanie przesunięty na starcie o pięć pozycji.
Hadjar nie jest jedynym ukaranym kierowcą tego weekendu. Franco Colapinto zostanie przesunięty na starcie o pięć pozycji za manewr w Baku, a do tego dostanie kolejne pięć pozycji kary za wymianę komponentu silnika. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Arvida Lindblada — z powodu zmiany licznych części silnika wystartuje z końca stawki.
Dla Hadjara to szczególnie bolesny zbieg okoliczności. Francuz w treningach F1 przed GP Bahrajnu w Malezji prezentował bardzo dobre tempo, co sugerowało realną szansę na walkę o kolejne miejsce na podium. Kara startowa stawia go teraz w zupełnie innej sytuacji wyścigowej niż ta, na którą wskazywało tempo z piątkowych i sobotnich jazd.
„Bienvenue chez toi” – „Witaj w domu”
Taki transparent rozwinęła na trybunach Stade de France grupa kibiców Irresistibles Francais w chwili, gdy na boisko w roli selekcjonera reprezentacji Francji wyszedł Zinedine Zidane. To był jego pierwszy mecz na tej funkcji na stadionie, z którym związana jest ogromna część jego kariery w narodowych barwach.
Francja zremisowała z Włochami 1:1. To pierwsze stracone punkty Zidane’a od momentu objęcia funkcji selekcjonera. Wcześniej jego zespół wygrywał na wyjeździe – najpierw z Turcją, potem z Belgią, w obu przypadkach 1:0. Gola dla Włochów strzelił Alessandro Bastoni, a do straty prowadzenia doszło po błędzie Lucasa Da Cunhy, który zgubił piłkę przed własnym polem karnym.
Emocje jeszcze przed pierwszym gwizdkiem
Atmosfera wokół powrotu Zidane’a zaczęła się budować już na dziedzińcu stadionu. Jak opisało „L’Equipe”, przed meczem roiło się od kibiców w koszulkach z jego nazwiskiem i z jego portretami. Gdy na telebimach podczas prezentacji składów pojawił się wizerunek Zidane’a, trybuny Stade de France odpowiedziały owacją.
Za transparentem „Bienvenue chez toi” stał Hervé Mougin, założyciel Irresistibles Francais. „To było dla nas oczywiste, że musimy coś przygotować na jego powrót. Chcieliśmy pokazać mu, że jest mile widziany w swoim domu i że witamy go z otwartymi ramionami” – powiedział.
Zidane nie ukrywał, że powitanie zrobiło na nim wrażenie. „To mnie poruszyło. Chcieliśmy podarować zwycięstwo całemu narodowi. Dzisiaj się nie udało” – przyznał po meczu.
Przed kamerami TF1 mówił o rozczarowaniu wynikiem, choć nie krył satysfakcji z postawy zespołu. „Jestem bardzo rozczarowany ze względu na zawodników, bo zasłużyliśmy na więcej, ale taka jest piłka. Mieliśmy sytuacje, żeby zamknąć mecz, ale tego nie zrobiliśmy. Mogę jednak być dumny z moich zawodników. Jestem bardzo zadowolony” – ocenił.
Najwięcej ciepłych słów padło o intensywności gry jego drużyny. „Możemy być rozczarowani, że nie mamy trzech punktów, ale gra wyglądała dobrze. Pressing, pojedynki jeden na jednego… Byli wzorowi. Jestem sfrustrowany ze względu na moich zawodników, ponieważ dali z siebie wszystko i byli bardzo dobrzy, ale nie mamy odpowiedniego wyniku. To jednak napawa optymizmem” – stwierdził.
Selekcjoner stanął też w obronie Da Cunhy, który sprowokował akcję kończącą się golem Włoch. „Czy Lucas jest rozczarowany? Nie, nie. Ja patrzę na całą resztę. Straty piłki są częścią gry. Najważniejsze jest to, co zobaczyłem w wykonaniu wszystkich moich zawodników. Jestem bardzo zadowolony. Mogą być dumni z tego, jak zagrali” – powiedział Zidane.
„Francuz miał pretensje do sędziego o otrzymane ostrzeżenie” – tak przebieg drugiego seta pojedynku Huberta Hurkacza z Arthurem Geą opisują relacjonujący mecz w Pekinie, przywołując moment, w którym na kort musiał wejść supervisor. Nerwów nie brakowało, ale ostatecznie to Polak zameldował się w trzeciej rundzie chińskiego turnieju.
W drugiej rundzie ATP 500 w Pekinie Hurkacz trafił na kwalifikanta Arthura Geę z Francji. Mecz rozegrano w czwartek, 2 października, a Polak wygrał po trzysetowym boju 7:6(5), 6:7(5), 6:2.
Pierwszy set zaczął się nerwowo. Gea, skuteczny przy returnie, wypracował break pointa już w drugim gemie, ale Hurkacz zgasił zagrożenie asem serwisowym i utrzymał podanie. O losach seta zadecydował tie-break. Francuz na starcie popełnił podwójny błąd serwisowy i szybko znalazł się na prowadzeniu rywala 0-3. Hurkacz miał potem piłkę setową przy swoim serwisie, ale ją zmarnował. Seta zamknął dopiero chwilę później – z pomocą siatki przy podaniu rywala.
W drugiej odsłonie napięcie jeszcze wzrosło. W piątym gemie Gea doprowadził do stanu 40-0 i miał aż trzy break pointy – zapowiadało się na pierwsze przełamanie w meczu. Hurkacz obronił się dwukrotnie efektownymi akcjami przy siatce. Chwilę później mecz niemal stał w miejscu: Francuz miał pretensje do sędziego o otrzymane ostrzeżenie, więc na kort wezwano supervisora. Po przerwie znów wszystko rozstrzygnął tie-break. Gea wypracował trzy piłki setowe, dwie zmarnował przy własnym podaniu, ale w decydującym momencie trafił minięciem z forhendu i wygrał seta.
Decydujący set i mocny finisz
W trzecim secie role zaczęły się odwracać. Pierwsze przełamanie w całym meczu padło dopiero w piątym gemie – Hurkacz wyszedł na prowadzenie 2:3, a Gea nie zdobył w tej partii ani punktu, sypiąc się błędami. Chwilę później Francuz stracił podanie po raz drugi, popełniając podwójny błąd serwisowy przy break poincie i oddając Polakowi prowadzenie 2:5. Resztę Hurkacz już tylko dowiózł, zamykając mecz wynikiem 7:6(5), 6:7(5), 6:2.
To był już drugi zwycięski odwrót Polaka w tym turnieju. W pierwszej rundzie trafił na wyżej notowanego Learnera Tiena, również przegrał seta otwarcia i mimo to wygrał 5:7, 6:3, 6:4.
W trzeciej rundzie czeka go kolejne trudne zadanie. Zmierzy się z wyżej notowanym Rosjaninem Karenem Chaczanowem, który w pierwszym meczu wyeliminował rozstawionego z numerem 2 Felixa Augera-Aliassime’a – formę ma więc wysoką.
China Open w Pekinie to turniej ATP 500 rozgrywany na kortach twardych, z łączną pulą nagród w wysokości 4,089 mln dolarów.
Wynik 5:2 mówi sam za siebie. „Podopieczni Matiasa Lehtonena w meczu 6. kolejki TAURON Hokej Ligi pewnie pokonali Unię Oświęcim 5:2” – tak podsumowano starcie, które ECZD Zagłębie Sosnowiec rozstrzygnęło już w pierwszych dwóch tercjach. Dla drużyny Lehtonena to było już czwarte zwycięstwo z rzędu. Po drugiej stronie szyby stał Markus Juurikkala, trener Unii Oświęcim.
Żadna z ekip nie mogła wystawić kompletu kadry. Zagłębie grało bez Oskara Krawczyka, Jeana Dupuy, Joniego Piipponena i Erkki Seppälä. U gości zabrakło kontuzjowanych Samiego Aittokallio, Bartosza Florczaka, Rihardsa Marenisa i Adriana Ziobro, a chorego Aleksiego Mäkelę zastąpił w składzie Maksymilian Mościcki.
Emocje wkroczyły już w 5. minucie – na ławkę kar trafił wtedy Joel Olkkonen z Zagłębia. Unia przewagi jednak nie wykorzystała. Wręcz przeciwnie: to Ville Heikkinen, grając w osłabieniu 4 na 5, otworzył wynik meczu. Fiński napastnik „popisał się skuteczną kontrą, wrzutką i precyzyjnym uderzeniem przy dalszym słupku”. W 13. minucie, przy stanie zegara 12:44, Adrian Gromadzki podwyższył prowadzenie na 2:0 po asyście Miiki Roine i Matthewa Sozanskiego. Pierwsza tercja zakończyła się więc wynikiem 2:0 dla gospodarzy.
W drugiej odsłonie sosnowiczanie jeszcze bardziej odskoczyli rywalom. W 25. minucie, przy wyniku zegara 24:17, Miika Roine wykorzystał przewagę 5 na 4 i trafił na 3:0 po podaniu Eero Savilahtiego i Arona Chmielewskiego. Chwilę wcześniej Zagłębie przetrwało aż 14 sekund gry w podwójnym osłabieniu – Unia nie zdołała tego ukarać. Na 4:0 w 31. minucie (31:01) trafił Sebastian Brynkus, asystowali Aron Chmielewski i Michał Narog.
Bijatyka i kary meczu przed przerwą
W 37. minucie zrobiło się ostro. Matt Wilkins mocno zaatakował Ołeksandra Peresunkę, po czym doszło do wymiany ciosów z Karolem Biłasem. Obaj zawodnicy zostali ukarani karami meczu i odesłani do szatni, a Wilkins dostał jeszcze karę większą za atak w okolice głowy lub szyi. Tuż przed końcem drugiej tercji, w 38. minucie i 24. sekundzie, Olaf Zachariasz – po podaniu Miiki Roine – ustalił wynik na 5:0, również w przewadze 5 na 4. Po 40 minutach gry Zagłębie prowadziło 5:0 i, jak ujęto to w relacji, było „dosłownie na autostradzie do zwycięstwa”.
Trzecia tercja przyniosła już tylko kosmetyczną korektę wyniku, bez realnego wpływu na losy meczu. W 43. minucie sędziowie po analizie systemu wideo anulowali gola Ołeksandra Peresunki za złamanie przepisów. Minutę później, przy stanie zegara 43:12, Otto Nieminen zdobył kontaktowego gola dla Unii na 5:1, wykorzystując przewagę 5 na 4 po asyście Kalle Valtoli i Jere Jokinena. Ostatnie słowo należało do Kalle Valtoli, który w 58. minucie (57:21) ustalił wynik na 5:2, trafiając po podaniu Erika Ahopelto.
Spotkanie sędziowali Przemysław Gabryszak i Patryk Kasprzyk jako arbitrzy główni oraz Mateusz Kucharewicz i Michał Gerne jako sędziowie liniowi. O temperaturze gry najlepiej mówią statystyki minut karnych: 37 dla Zagłębia wobec 64 dla Unii. W strzałach na bramkę przewaga gospodarzy była z kolei wyraźna – 44 do 23. Na trybunach zasiadło 2833 widzów. Między słupkami Zagłębia stanął Karolus Kaarlehto, a bramki Unii bronił I. Tyczyński.
„FORMULA 1 GULF AIR BAHRAIN GRAND PRIX IN MALAYSIA 2026” – ten napis na ekranie transmisji właściwie sam wyjaśnia, czemu część kibiców złapała się za głowę. Grand Prix Bahrajnu, które pierwotnie miało odbyć się w kwietniu w Bahrajnie, przeniesiono do Malezji – w 2026 roku wyścig odbędzie się na torze Sepang International Circuit. Nazwa i tytularny sponsor zostały jednak bez zmian, mimo że geografia się nie zgadza.
To powrót Sepang do kalendarza Formuły 1 po dziewięciu latach przerwy. Ostatni raz ścigano się tam w 2017 roku. Wygrał Max Verstappen, przed Lewisem Hamiltonem i Danielem Ricciardo.
Gdzie i kiedy obejrzeć kwalifikacje
Kwalifikacje do Grand Prix Bahrajnu rozgrywanego w Malezji zaplanowano na sobotę, 3 października 2026 roku. Walka o pole position startuje o 10:00, a transmisja na kanale Eleven Sports 1 ruszy pięć minut wcześniej – o 9:55. Sesję da się też śledzić online, w Pilocie WP przez Eleven Sports 1; serwis działa na komputerach, smartfonach, tabletach i telewizorach.
Format pozostaje bez zmian – trzy części: Q1, Q2 i Q3. Po Q1 z walki wypada pięciu najwolniejszych kierowców, po Q2 kolejnych pięciu, a w decydującym Q3 o pole position biją się już tylko dziesięciu najszybszych.
Sytuacja w klasyfikacji generalnej
Na czele klasyfikacji generalnej wciąż jest Andrea Kimi Antonelli z Mercedesa – 302 punkty na koncie. Włoch wyprzedza George’a Russella o 66 punktów. Trzeci jest Lewis Hamilton z 199 punktami, dalej w tabeli Lando Norris, Charles Leclerc i Max Verstappen.
Ostatnia runda przed Malezją, Grand Prix Azerbejdżanu w Baku, zakończyła się zwycięstwem George’a Russella, który odparł ataki Verstappena. Ciekawie zachował się Antonelli – po błędzie w kwalifikacjach ruszał z 16. pozycji, a w wyścigu i tak przebił się na piąte miejsce.
Sepang International Circuit ma 5,543 kilometra i 15 zakrętów. W niedzielę stawka pojedzie 56 okrążeń.
„Najważniejsza część turnieju rozpocznie się 9 października w katowickim Spodku” – tak organizatorzy opisują punkt szczytowy 24. sezonu ESL Pro League. To zresztą pierwszy raz w historii cyklu, gdy faza finałowa trafia właśnie do tej hali.
24. sezon ESL Pro League potrwa od 3 do 11 października 2026 roku. Na starcie zmierzy się 16 zespołów CS2 – wśród nich Team Vitality, Team Spirit, Team Falcons, MOUZ, Natus Vincere, G2 Esports, FURIA oraz Aurora Gaming. Reszta składu to drużyny, które przebiły się przez ESL Challenger League.
Start to faza grupowa. Odbędzie się w Katowicach, ale bez publiczności na trybunach i zajmie czas do 7 października. Format: system szwajcarski, wszystkie mecze BO3. Do kolejnego etapu przejdzie ósemka najlepszych.
Play-offy w Spodku i walka o milion dolarów
Faza pucharowa startuje 9 października w katowickim Spodku i trwa do niedzieli 11 października. Tu już reguły są prostsze i brutalniejsze – single elimination. Ćwierćfinały, półfinały i mecz o trzecie miejsce w formacie BO3, a wielki finał rozstrzygnie się w serii BO5 do trzech wygranych map.
Stawka? Milion dolarów do podziału. Zwycięzca całego turnieju zabierze z Katowic 295 tysięcy dolarów.
Inaczej niż faza grupowa, katowickie play-offy będą już otwarte dla publiczności – wydarzenie startuje w piątek 9 października i trwa przez cały weekend. W Spodku staną strefy sprzętowe, stanowiska ESL Pro League, sklep z oficjalnym merchandisingiem oraz aktywności przygotowane przez partnerów wydarzenia. Kto zechce, będzie mógł na miejscu przetestować sprzęt, na którym grają zawodnicy.
A ci, którzy do Spodku się nie wybiorą? Transmisje meczów poprowadzą oficjalne kanały ESL Counter-Strike na Twitchu i YouTube.
Komisja Ligi Ekstraklasy wymierzyła karę trenerowi Jagiellonii Białystok Adrianowi Siemieńcowi za kontakty z sędzią w końcówce poprzedniego sezonu. Szkoleniowiec zapłaci 100 tys. złotych, a na ławce trenerskiej zabraknie go przez sześć najbliższych kolejek.
Sprawa wypłynęła 10 września. Wtedy właśnie ujawniono, że w sezonie 2025/26 Siemieniec próbował wpłynąć na sędziego meczu Jagiellonii. PZPN trzymał temat pod korcem przez kilka tygodni i wyjawił go dopiero po oskarżeniach wobec innego sędziego w zupełnie odrębnej sprawie. Dopiero wówczas Komisja Ligi Ekstraklasy wszczęła postępowanie i zabrała się za uzupełnianie niekompletnego materiału dowodowego. Oficjalny komunikat w sprawie kary dla trenera trafił do publicznej wiadomości 2 października.
Z ustaleń Komisji Ligi wynika, że Siemieniec kontaktował się z sędzią Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem, licząc na niedozwoloną pomoc ze strony sędziego Pawła Raczkowskiego przed meczem 33. kolejki Ekstraklasy. Wójcik miał podpowiedzieć trenerowi, jak przekazać Raczkowskiemu swoje oczekiwania co do ewentualnych żółtych kartek dla zawodników Jagiellonii. Sam Raczkowski zgłosił przewodniczącemu Kolegium Sędziów PZPN wiadomości WhatsApp od Wójcika dopiero po 39 dniach od meczu.
Kary dla trenera i sędziów
Siemieniec dostał sześć meczów dyskwalifikacji za naruszenie art. 110 par. 1 ust. 2 Regulaminu Dyscyplinarnego PZPN. Do tego doszedł dwuletni zakaz udziału w zawodach Ekstraklasy, zawieszony na trzy lata. Wójcika zdyskwalifikowano na dwa lata, Raczkowski z kolei zapłaci grzywnę w wysokości 50 tys. złotych. W chwili publikacji komunikatu przebywał zresztą w Tallinie, gdzie szykował się do meczu Ligi Narodów.
Komisja Ligi nie ukrywała, że to bezczynność innych organów zmusiła ją do sięgnięcia po konsekwencje dyscyplinarne — Komisja ds. Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN nie nałożyła żadnej sankcji na trenera, a Kolegium Sędziów PZPN w ogóle nie ukarało sędziów. Zaznaczono przy tym, że sama Komisja Ligi dysponuje znacznie skromniejszym katalogiem kar niż organy PZPN przyznające kwalifikacje trenerskie i licencje sędziowskie, czy Komisja Dyscyplinarna PZPN.
W komunikacie zastrzeżono wyraźnie: zarówno w postępowaniu przed Komisją Ligi, jak i wcześniej przed Komisją Dyscyplinarną PZPN, nie stwierdzono nieuczciwych zachowań mogących wpłynąć na wynik meczu 33. kolejki, nie wykazano też deliktu korupcji ani zaniechania powiadomienia o korupcji. Komisja Ligi nadała swoim orzeczeniom rygor natychmiastowej wykonalności na podstawie art. 141 par. 1 Regulaminu Dyscyplinarnego PZPN.
Aston Martin zajmuje ostatnie miejsce w klasyfikacji konstruktorów sezonu 2026. Pod względem czystego tempa zespół z Silverstone ustępuje nawet debiutującemu w stawce Cadillakowi. „Aston Martin jest czerwoną latarnią tegorocznej rywalizacji w Formule 1” – trudno o bardziej dosadne podsumowanie sytuacji zielonych.
Sporą część tych kłopotów ma na sumieniu Honda, dostawca jednostek napędowych, który do F1 wrócił w 2015 roku jako partner McLarena. Współpraca z zespołem z Woking przetrwała trzy sezony, po czym Japończycy przenieśli się do Toro Rosso, dzisiejszego Visa Cash App RB. I to właśnie udany epizod z włoską ekipą otworzył Hondzie drzwi do Red Bull Racing.
Era przy boku zespołu z Milton Keynes zaczęła się obiecująco, od razu. W pierwszym wyścigu sezonu 2019 Max Verstappen stanął na podium z silnikiem Hondy. Dwa lata później, w 2021 roku, Holender sięgnął z japońską jednostką po pierwszy z czterech tytułów mistrzowskich. Honda i Red Bull dołożyli do tego jeszcze dwa tytuły mistrza świata konstruktorów – w 2022 i 2023 roku. Po sześciu latach tej współpracy Honda zmieniła jednak adres i przeniosła się do Aston Martina.
Nowy rozdział zaczął się pod wyjątkowo złą gwiazdą. Już przed sezonem, na testach w Barcelonie, Honda spóźniła się z powodu problemów z jednostką napędową. Wibracje generowane przez silnik groziły konsekwencjami zdrowotnymi obu kierowcom Astona Martina, Fernando Alonso i Lance’owi Strollowi.
Dwie poprawki i wciąż za mało
W czerwcu FIA zatwierdziła hierarchię programu ADUO, w którym Honda wylądowała na samym dole – jako najgorszy producent silników w całej stawce. Ta niechlubna pozycja dała jednak Japończykom coś w zamian: możliwość dwukrotnego udoskonalenia jednostki spalinowej w trakcie sezonu. Pierwsze z ulepszeń trafiło do samochodów na GP Holandii w Zandvoort. Był to zaledwie drugi wyścig w tym sezonie, który Aston Martin ukończył na punktowanych pozycjach – Fernando Alonso dojechał tam na dziewiątym miejscu.
Efekt okazał się jednak krótkotrwały. W kwalifikacjach do GP Włoch Hiszpan tracił ponad 0,6 sekundy do dwudziestego na liście Sergio Pereza, a w samym wyścigu zarówno Alonso, jak i Stroll odpadli przedwcześnie.
Jak podał serwis motorsport.com, Honda wprowadziła wówczas drugie ulepszenie jednostki spalinowej. Na GP Hiszpanii zespół zmienił turbosprężarkę – a zmiana trafiła do samochodu Lance’a Strolla. Koji Watanabe, prezes Honda Racing Corporation, nie krył, skąd wzięła się ta decyzja. „Pierwszą poprawkę, dzięki ADUO, wprowadziliśmy w Holandii, a drugą w Madrycie – w samochodzie Lance’a” – przyznał.
„W nowej specyfikacji na Zandvoort wystąpiły pewne problemy, dlatego już na GP Hiszpanii zmieniliśmy turbosprężarkę” – wyjaśnił Watanabe.
Prezes Honda Racing Corporation od razu zastrzegł jedno: to już koniec możliwości na ten rok. „Jeśli chodzi o ADUO, to wykorzystaliśmy nasze możliwości na ten rok” – powiedział. Dodał też, że silnik wciąż daleki jest od swojego sufitu. „Nie sądzę, abyśmy byli blisko możliwości wydobycia pełnego potencjału z jednostki napędowej. Uważam, że jest duży margines, aby się poprawić” – ocenił Watanabe.
Słowa te potwierdza to, co dzieje się na torze. Bo mimo dwóch wprowadzonych poprawek, w ostatnich wyścigach Alonso i Stroll wciąż zamykali stawkę.