⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

„Coś znaleźliśmy” – taki wniosek nasuwa się po spojrzeniu na tablicę czasów po trzecim treningu przed Grand Prix Bahrajnu, które jak w ostatnich sezonach odbywa się na torze Sepang w Malezji. Mercedes przywiózł na ten weekend pakiet poprawek, który miał przyspieszyć model W17 o około 0,3 sekundy. W sobotę rano te zmiany wreszcie zaczęły działać.

W piątek obraz wyglądał zupełnie inaczej. Andrea Kimi Antonelli i George Russell odstawali od reszty stawki i obie sesje treningowe skończyli poza czołówką. Dla zespołu, który rok wcześniej liczył się w walce o najwyższe cele, musiało to być spore rozczarowanie. Jak się okazało – tylko chwilowe.

W trzecim treningu Antonelli postawił wszystko na jedną kartę i zrobił różnicę. Włoch zanotował czas 1:36.302 i był najszybszy na torze Sepang. Max Verstappen, kierowca z największym doświadczeniem w stawce, uplasował się na drugim miejscu ze stratą 0,278 s. Trzeci był Isack Hadjar, 0,558 s za liderem.

Drugi samochód Mercedesa też złapał rytm. Russell zajął czwartą pozycję, tracąc 0,610 s do młodszego kolegi z zespołu. To wynik o klasę lepszy niż piątkowe zmagania, kiedy niemiecka ekipa wyglądała po prostu bezradnie.

Charles Leclerc, dzień wcześniej najszybszy w całej stawce, w sobotniej sesji spadł na piąte miejsce ze stratą 0,714 s. Za nim uplasował się Lewis Hamilton, 0,739 s za Antonellim. Duet z Ferrari nie znalazł odpowiedzi na poranną ofensywę Mercedesa.

Kierowcy McLarena zanotowali jak na swoje standardy najsłabszy wynik tego weekendu. Lando Norris był siódmy ze stratą 0,859 s, a Oscar Piastri zamknął pierwszą dziesiątkę na ósmej pozycji, 1,064 s za liderem.

Mercedes wraca do gry

Poprawa formy niemieckiego zespołu nie jest przypadkowa, jeśli spojrzeć na cały sezon. To Russell wygrał ostatnie Grand Prix Azerbejdżanu, a Antonelli – mimo młodego wieku i pierwszego pełnego sezonu w F1 – prowadzi obecnie w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata. Trzeci trening w Malezji pokazuje, że poprawki w W17 mogą dać zespołowi kolejny argument w walce o podium w niedzielę.

Pytanie brzmi, czy sobotnie tempo przetrwa do kwalifikacji i wyścigu. Verstappen i Hadjar udowodnili, że walka o pole position będzie wyrównana. Ferrari i McLaren z pewnością nie odpuszczą bez odpowiedzi.

„W Salt Lake City zakończyła się poranna sesja ważenia przed galą UFC 332” – organizatorzy potwierdzili tym komunikatem, że cała karta, zarówno główna, jak i wstępna, stawiła się na scenie i zmieściła się w limitach przed sobotnim wieczorem walk.

Gwoździem programu będzie starcie o pas mistrzowski kobiecej dywizji muszej między Natalią Silvą i Wang Cong. Silva zważyła 125 funtów. Jej chińska rywalka była o pół funta lżejsza – 124,5 funta. Obie przeszły limit bez problemów, więc pas zmieni właściciela albo zostanie obroniony w regulaminowej walce, bez żadnych komplikacji wagowych.

Drugim najważniejszym pojedynkiem wieczoru będzie konfrontacja Deivesona Figueiredo z Paytonem Talbottem. Były mistrz dywizji muszej zważył 135 funtów, a młody i obiecujący Talbott zmieścił się w limicie z zapasem – 134,5 funta.

Nie wszystkim jednak ważenie poszło gładko. Esteban Ribovics przestrzelił limit wagowy dywizji lekkiej o cały funt, co już teraz oznacza konsekwencje finansowe: Argentyńczyk musi oddać 20 procent swojego wynagrodzenia rywalowi, Kingowi Greenowi. Green zważył 155,5 funta, Ribovics ostatecznie 156,5 funta.

Debiut Soldicia i rekord dos Anjosa

Najwięcej emocji wzbudza jednak debiut Roberto Soldicia w UFC. Chorwat, znany wcześniej z organizacji kickboxingowych i z KSW, zważył 170 funtów i stanie w oktagonie naprzeciw Khaosa Williamsa – dla niego będzie to już 12. pojedynek w promocji. Williams także wskazał na wadze równe 170 funtów.

Swoją cegiełkę do historii dopisał i Rafael dos Anjos. Brazylijczyk zrobił wagę po raz 50. w karierze i – co ciekawe – nigdy wcześniej nie przestrzelił limitu. Tej zasady nie złamał i teraz, meldując się na wadze 155,5 funta przed walką z Alexanderem Hernandezem, który zważył 155 funtów.

Gala UFC 332 odbędzie się w nocy z soboty na niedzielę w Salt Lake City. Początek transmisji zaplanowano na godzinę 22:00 czasu polskiego.

W karcie głównej na wagę wskoczyli także Ateba Gautier (184 funty) oraz Roman Kopylov (185 funtów).

Karta wstępna przyniosła kolejne komplety równych wag. Alden Coria i Imanol Rodriguez zważyli identycznie po 126 funtów. Damian Pinas zmieścił się w 185 funtach, Andrey Pulyaev wskazał 185,5 funta. Marcus McGhee zważył 144,5 funta, jego rywal Anthony Romero – 145 funtów. Najbardziej masywne starcie dnia? Pojedynek w wadze ciężkiej, gdzie Lucas Armand zważył 263 funty, a Anthony Wint 236 funtów.

Otwarcie gali, czyli karta przedwstępna, też przeszło bez większych niespodzianek na wadze. Mick Parkin zważył 265,5 funta, jego przeciwnik Johnny Walker – 242 funty. Jacobe Smith zważył 171 funtów, Bruce Whitehead 170 funtów. Ismail Naurdiev wskazał 184,5 funta, mierząc się z Marvinem Vettorim, który zważył 185,5 funta. Kartę otworzą Court McGee i Eric Nolan – obaj zważyli po 170 funtów.

„W tych dwóch dniach nie mówimy o rezygnacji. Ból jest zbyt wielki, myślimy o tej porażce, która nas boli” – powiedział Gheorghe Hagi, selekcjoner reprezentacji Rumunii. Jego zespół przeżył właśnie jedną z najboleśniejszych chwil w swojej historii.

Na PGE Narodowym w Warszawie Polska nie dała Rumunom żadnych szans – 6:0. Robert Lewandowski zapisał się na listę strzelców aż trzy razy, kompletując hat-tricka. A było jeszcze gorzej, bo już w 22. minucie czerwoną kartkę zobaczył Radu Dragusin, co praktycznie przypieczętowało losy gości.

Hagi nie próbował się tłumaczyć ani szukać winnych wokół siebie. „Przede wszystkim to ja jestem winny (…). To ja ułożyłem plan, biorę na siebie odpowiedzialność” – mówił po meczu, przepraszając kibiców za wynik. Opowiedział też, jak jedna czerwona kartka zburzyła cały plan na mecz. „Chcieliśmy kontynuować to, co robiliśmy dobrze również przed czerwoną kartką. Mieliśmy okazje z rzutów rożnych, postanowiliśmy grać prosto, nie marnować energii, skupić się na obronie, ale natychmiast wszystko się załamało” – relacjonował selekcjoner, cytowany przez „Przegląd Sportowy”.

Hagi zostaje, ale ból jest świeży

Mimo katastrofalnego wyniku Hagi na razie nie zamierza podawać się do dymisji. Przyznał jednak bez ogródek, że porażka mocno zaważyła na nastrojach w zespole. „To trudny wynik, który nas zabolał, ale mamy nadzieję, że pójdziemy naprzód” – powiedział.

Czasu na rozpamiętywanie klęski nie będzie wiele. Już 5 października Rumuni zmierzą się ze Szwecją.

Bo skala tej porażki jest naprawdę historyczna. Rumunia nie straciła sześciu goli w jednym meczu od 1977 roku, kiedy przegrała z Jugosławią 4:6. Z różnicą sześciu bramek przegrali też wcześniej, w 1967 roku – Szwajcaria rozbiła ich wtedy 7:1.

„Zrobię wszystko, czego oczekuje ode mnie drużyna, jeśli to oznacza wchodzenie z ławki… To szaleństwo. Nie ma mowy. Nie zamierzam wchodzić z ławki” — powiedział Dylan Harper, rozgrywający San Antonio Spurs, w wywiadzie dla magazynu GQ.

Rozmowę prowadził Cam Wolf. Obok Harpera siedział jego kolega z zespołu, Stephon Castle — i to właśnie on zapalił lont, odpowiadając na wcześniejszą deklarację Harpera, że ten wygra nagrodę dla najlepszego rezerwowego sezonu: „Nie będziesz najlepszym rezerwowym. Niby w której drużynie?”.

Harper trafił do Spurs z drugim numerem zeszłorocznego draftu i gra na pozycji rozgrywającego. W debiutanckim sezonie notował średnio 11,8 punktu, 3,9 asysty i 3,4 zbiórki. Wystarczyło to na 11. miejsce w głosowaniu na Sixth Man of the Year — nagrodę dla najlepszego zawodnika wchodzącego z ławki.

W play-offach jego rola wyraźnie wzrosła, choć formalnie wciąż zaczynał głównie na ławce. W 23 występach średnia wyniosła 14,1 punktu, 5,6 zbiórki i 2,7 asysty. Przełom przyszedł w meczu z Oklahoma City Thunder — pierwszym w tych play-offach, w którym Harper znalazł się w wyjściowej piątce. Zapisał tam 24 punkty, 11 zbiórek, siedem przechwytów i sześć asyst.

Żart, który trafił w prawdziwy spór o rolę

Dyskusja o miejscu Harpera w rotacji Spurs nie zaczęła się teraz. Już przed jego debiutanckim sezonem słychać było głosy, że to on, nie De’Aaron Fox, powinien wychodzić w pierwszej piątce. Wywiad dla GQ wyciągnął ten temat na światło dzień tuż przed startem nowych rozgrywek.

Sam Harper szybko ostudził emocje. W dalszej części rozmowy przyznał, że wcześniejsze słowa o niechęci do wchodzenia z ławki były żartem, nie czymś powiedzianym całkiem serio. I mimo to — liczby z pierwszego sezonu, a przede wszystkim ten jeden wybuchowy mecz z Thunder, same podsuwają pytanie, które Spurs prędzej czy później będą musieli rozstrzygnąć: gdzie w wyjściowym składzie jest miejsce dla młodego rozgrywającego.

„To bardzo smutny moment. Musimy się zastanowić i spojrzeć w lustro, zaczynając ode mnie, a kończąc na ostatnim zawodniku reprezentacji” – powiedział Ianis Hagi po tym, jak reprezentacja Polski rozbiła Rumunię 6:0 w trzeciej kolejce Ligi Narodów. Spotkanie rozegrano w Warszawie. Kapitan rumuńskiej kadry nie szukał po meczu żadnych wymówek.

Hagi stanął przed mikrofonem Anteny 1 zaraz po ostatnim gwizdku – wciąż wyraźnie poruszony tym, co zobaczył na boisku. Przypomniał wcześniejszą porażkę Rumunii z Hiszpanią, dając do zrozumienia, że kłopoty jego zespołu nie zaczęły się dopiero w Warszawie. „To od nas zależy, czy z tego wyjdziemy. Potrzebujemy odwagi i musimy zdecydować, w jakim kierunku pójdziemy” – dodał.

Osiem lat w kadrze, ogromny ból

Dla 26-letniego pomocnika ta porażka boli inaczej niż zwykła przegrana – z reprezentacją Rumunii związany jest od ośmiu lat. „Presja dotyczy wszystkich. Tym bardziej boli, gdy wiesz, że wcześniej zrobiłeś coś dobrego dla kadry. Jestem tu od ośmiu lat, dlatego ból jest ogromny. Głowa w dół i do pracy” – mówił Hagi.

Kapitan nie próbował zrzucać winy na innych. Wziął na siebie część odpowiedzialności za katastrofalny wynik. „Wyszedłem pierwszy na boisko i jako pierwszy ponosiłem odpowiedzialność. Presja zawsze spada na tego, kto wychodzi pierwszy. Zaufanie i odwaga zaczynają się ode mnie oraz od doświadczonych liderów” – stwierdził.

Na koniec zwrócił się do kibiców, którzy śledzili mecz w Warszawie. Krótko, bez owijania w bawełnę. „To był smutny wieczór. Musimy znaleźć rozwiązanie. To reprezentacja, więc odpowiedzialność spoczywa na nas wszystkich” – przekazał.

„Gospodarze mieli za sobą niechlubną serię meczów bez zwycięstwa, którą za sprawą skutecznej gry w ofensywie i pewnej gry bramkarza udało się przełamać” — tak przebieg sobotniego spotkania opisali autorzy relacji z hali w Katowicach. Bo GKS Katowice pokonał w końcu JKH GKS Jastrzębie 3:2 w ramach 6. kolejki TAURON Hokej Ligi i tym samym zamknął temat złej passy.

Spotkanie rozwijało się w tercjach w układzie 1:0, 2:2, 0:0. Już w 5. minucie na tablicy pojawiło się pierwsze trafienie — strzałem Michała Kosmędy, po asystach Jacoba Lundegårda i Joony Monto. Bramkarz Jastrzębia Paavo Hölsä nie zdołał interweniować. Po drugiej stronie lodowiska stał Connor LaCouvée. Trzynaście minut później kara dla Karola Mosia dała katowiczanom przewagę liczebną, ale do przerwy nic się już nie zmieniło — po pierwszej tercji GieKSa prowadziła 1:0.

Druga tercja to było zupełnie inne spotkanie — cztery gole i kilka zwrotów akcji w krótkim czasie. W 23. minucie, w przewadze 5 na 4, Pontus Englund podwyższył prowadzenie Katowic na 2:0 po podaniach Patryka Wronki i Jakuba Hofmana. Jastrzębie odpowiedziało pięć minut później — Joonas Savolainen, asystowany przez Marka Charváta i Aku Alho, zdobył kontaktowego gola na 2:1, również w przewadze. Chwilę później Martin Kasperlík miał szansę na wyrównanie w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy, ale nie zdołał jej wykorzystać.

Gra nabrała tempa po karze dla Miro Ruokonena z Katowic w 34. minucie, która otworzyła Jastrzębiu kolejną okazję do ataku. Goście doprowadzili do remisu w 38. minucie — Savolainen zdobył swojego drugiego gola w meczu, ponownie z asystami Charváta i Alho, ustalając wynik na 2:2. Odpowiedź Katowic przyszła niespełna minutę później: Stephen Anderson zmienił kierunek strzału Brocka Bremera i umieścił krążek w siatce, dając gospodarzom prowadzenie 3:2, przy asyście także Pontusa Englunda. Po dwóch tercjach na tablicy świecił więc wynik 3:2 dla GKS Katowice.

Trzecia tercja bez zmian na tablicy

Ostatnia część meczu nie przyniosła już żadnego gola. Jastrzębie próbowało odwrócić losy spotkania, w końcówce wycofując bramkarza, ale wyrównania się nie doczekało. Mecz zakończył się zwycięstwem GKS Katowice 3:2.

Spotkanie sędziowali w parze głównej Marcin Majta i Mateusz Krzywda, a funkcję liniowych pełnili Michał Żak i Michał Kret. Statystyki kar minutowych wskazały na 8-4 — mniej czasu na ławce kar spędziła strona Jastrzębia — a łączna liczba strzałów w meczu wyniosła 36-32. Na trybunach zasiadło 800 widzów. Katowicami na ławce trenerskiej dowodził Jacek Płachta, a Jastrzębiem — Rafał Bernacki.

„Zdobywanie punktów przeciwko Matisse’owi i Ziaire’owi nie jest łatwe. Przekonałem się o tym przez oba dni i nie było to szczególnie przyjemne” — powiedział Austin Reaves po środowych zajęciach treningowych Los Angeles Lakers. Słowa 28-letniego rozgrywającego o nowych kolegach z defensywy nie pozostawiały wątpliwości, co sądzi o ich skuteczności.

Mowa o Matisse’ie Thybulle’u i Ziaire’ie Williamsie — dwóch zawodnikach, których Lakers sprowadzili latem na roczne umowy za minimalne wynagrodzenie. To nie przypadek, a element szerszej przebudowy składu. Klub postawił na graczy skutecznych w defensywie obwodowej.

Reaves nie zatrzymał się na komplementach pod adresem kolegów z treningu. Nazwał Thybulle’a i Williamsa dwoma z najlepszych obrońców w całej lidze NBA. Słowa rozgrywającego Lakers opublikował 30 września 2026 roku dziennikarz Connor Moreno na Twitterze/X.

Redick: Williams to „pest”

Trener JJ Redick myśli podobnie. Williamsa określił jako niezwykle irytującego przeciwnika, sięgając po angielskie słowo „pest”. Szkoleniowiec zwrócił uwagę na jego zasięg ramion, fizyczność i nieustępliwość w obronie piłki. Intensywność gry obu defensorów była tak wysoka, że sztab zdecydował się skrócić końcową część środowego treningu.

Nowi zawodnicy to jednak nie jedyna zmiana w podejściu Lakers do defensywy. Quentin Grimes wspominał o testowanym przez zespół agresywnym kryciu zawodnika z piłką na całej długości boiska. Klub sprawdza też ustawienia, w których obrońcy płynnie przejmują krycie po zasłonach. Za ochronę obręczy i asekurację agresywnie grających obrońców obwodowych ma odpowiadać Walker Kessler.

Te zmiany mają swoje uzasadnienie w liczbach. W poprzednim sezonie Lakers zajęli dopiero 20. miejsce w lidze pod względem efektywności obronnej, a rywale trafiali przeciwko nim z gry na poziomie 48,3%. Stąd ta determinacja, z jaką klub testuje nowe rozwiązania już na początku obozu.

Nie wszystko podczas zajęć było jednak poważną analizą taktyczną. Reaves nie szczędził słów także Luce Doncicowi, komentując jego popisy z dystansu: „Luka właśnie trafił pięć rzutów z połowy boiska w jakieś 30 sekund. To jest po prostu absurdalne… I jeszcze trafił kolejnego! No błagam!”. Słoweński rozgrywający urządził sobie prawdziwy konkurs rzutów z połowy boiska z członkami sztabu szkoleniowego Lakers — a Reaves akurat w tym czasie udzielał wywiadu dziennikarzom.

„Kierunek rozwoju @FightmodeX jest niezmiennie pro sportowy” — napisał Łukasz Jurkowski, znany jako Juras, po tym, jak na konferencji przed galą Fight Mode 2 doszło do ostrej wymiany zdań między Wiktorią Czyżewską i Jessicą Kusz. Wyzwisk nie brakowało.

Organizacja najpierw wrzuciła nagranie z tej kłótni do materiałów promujących zbliżające się wydarzenie. Chwilę później klip zniknął bez śladu, a sam Jurkowski zdecydował się wyjaśnić, co się stało.

Szef Fight Mode uciął spekulacje wpisem na platformie X, opublikowanym 2 października 2026 roku. Napisał, że wczorajsza konferencja miała wiele fajnych momentów — i to one, a nie emocje dziewczyn, zasługiwały na promowanie.

„Sport to emocje. Nie dramatyzujmy, że czasami puszczają” — napisał Jurkowski, dodając, że podobne sytuacje zdarzały się odkąd istnieje boks czy MMA. Przywołał tu Alego i Conora.

Lombard kontra Szadziński w Legionowie

Gala Fight Mode 2 odbędzie się w Arenie Legionowo. Główną atrakcją wieczoru będzie starcie Hectora Lombarda z Gracjanem Szadzińskim. Jednym z ważniejszych pojedynków kartki ma być właśnie konfrontacja Wiktorii Czyżewskiej z Jessicą Kusz — tej samej, której przedmeczowa wymiana słów wywołała całe zamieszanie.

To był pierwszy w karierze pojedynek Gauff z Osorio na zawodowych kortach — i od razu nie najłatwiejszy. Coco Gauff pokonała Kolumbijkę Camilę Osorio 7:6(4), 4:6, 6:2 w II rundzie turnieju w Pekinie. Zajęło jej to dwie godziny i 18 minut.

Początek należał do Amerykanki. W pierwszym secie prowadziła już 5:2, a mimo to musiała ratować się w tie-breaku. Drugą partię oddała 4:6. W trzeciej jednak wróciła kontrola — i mecz skończył się wynikiem 6:2.

To zwycięstwo daje Gauff miejsce w III rundzie turnieju WTA 1000 rozgrywanego na kortach twardych w Pekinie. W poniedziałek zagra z Cristiną Bucsą albo Xinran Sun. Dla Amerykanki to kolejna szansa na punkty w sezonie, który — warto przypomnieć — nie przyniósł jej żadnego wielkoszlemowego tytułu.

Mertens po trzygodzinnym boju, pewne zwycięstwo Sakkari

Rozstawiona z numerem 13 Elise Mertens zaczęła mecz z Katie Volynets wręcz bezproblemowo, wygrywając pierwszą partię 6:0. Potem zrobiło się zupełnie inaczej — blisko trzygodzinna batalia, którą Belgijka zamknęła wynikiem 6:0, 4:6, 7:5. Dalej czeka ją Jelena Ostapenko albo Paula Badosa.

Mecz Marii Sakkari obszedł się bez takich emocji. Rozstawiona z numerem 25 Greczynka nie dała szans Australijce Storm Hunter, wygrywając 6:2, 6:2.

Awans do III rundy wywalczyła też Ann Li, rozstawiona z numerem 21 — pokonała rodaczkę Ashlyn Krueger 6:4, 6:2.

China Open toczy się na kortach twardych, a pula nagród wynosi 9,415 mln dolarów. Główna drabinka zajmie kort do 11 października. Zwyciężczyni zabierze z Pekinu 1,151 mln dolarów i 1000 punktów do rankingu WTA.

„Wojciech Mońka przedwcześnie opuszcza zgrupowanie seniorskiej reprezentacji Polski” – taki komunikat Polski Związek Piłki Nożnej wysłał już po północy, kilka godzin po meczu reprezentacji Polski z Rumunią.

19-letni obrońca Lecha Poznań dołączy teraz do kadry U-21 przed poniedziałkowym meczem z Włochami. Dla młodzieżówki to spotkanie nie jest jednym z wielu – to ostatnia kolejka kwalifikacji do mistrzostw Europy, a na szali leży bezpośredni awans na młodzieżowy czempionat kontynentu. Drużyna Jerzego Brzęczka zagra na wyjeździe, pierwszy gwizdek sędziego o 18:15.

Decyzję o odwołaniu Mońki z kadry Jana Urbana podjęto tej samej noc, gdy Polacy rozbili Rumunię przed własną publicznością. Na debiut w seniorskiej reprezentacji młody stoper musi jeszcze poczekać – podczas tego zgrupowania się nie odbył. Mecze z Rumunią i z Bośnią i Hercegowiną obserwował z trybun, a przy Szwecji siedział już na ławce rezerwowych.

Wzmocnienie dla Brzęczka przed kluczową próbą

Dla Jerzego Brzęczka powrót Mońki to konkretny zastrzyk siły w defensywie tuż przed decydującą batalią o awans. Zawodnik Lecha gra na środku obrony, a atmosfera zgrupowania seniorów – choć bez gry na boisku – mogła dać mu coś, czego nie da trening z młodzieżówką. Poniedziałkowy mecz pokaże, czy polska kadra U-21 wywalczy bezpośredni bilet na mistrzostwa Europy, czy będzie musiała szukać awansu inną drogą.

Instalacja aplikacji
Pobierz