⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Jak przerwać serię meczów bez zwycięstwa? GKS Katowice znalazł na to prosty sposób – pokonał JKH GKS Jastrzębie 3:2. Właśnie ten triumf zakończył niekorzystną passę katowickiej drużyny.

Dla gospodarzy mecz układał się po ich myśli już od pierwszych minut. W 5. minucie wynik otworzył Michał Kosmęda, pokonując bramkarza Jastrzębia Paavo Hölsę. Zanim krążek trafił do siatki, krążył jeszcze przy próbach Jacoba Lundegårda i Pontusa Englunda.

Prowadzenie nie dawało jednak spokoju. Jastrzębie dwukrotnie doprowadzało do wyrównania i katowiczanie długo nie mogli odskoczyć na bezpieczną odległość. Rozstrzygnięcie przyszło tuż przed końcem drugiej tercji. Decydującego gola zdobył Stephen Anderson, zmieniając kierunek krążka po uderzeniu Brocka Bremera.

W ostatniej tercji GKS musiał już tylko utrzymać przewagę. Tym zadaniem zajął się Connor LaCouvee – bramkarz gospodarzy zatrzymał wszystkie próby gości, nie dając Jastrzębiu szansy na kolejne wyrównanie.

Głos młodego napastnika

Michał Kosmęda, autor pierwszego gola i młody napastnik GKS Katowice, po meczu nie szukał wielkich słów. „Na pewno szczęście, duże szczęście. Był to według mnie ważny mecz, ważny gol, który daje prowadzenie na początku. Potrzebowaliśmy tego, tej energii po tym golu i cieszymy się wszyscy” – powiedział.

„Na pewno to był dobry mecz w naszym wykonaniu. Jest parę błędów, ale cieszymy się, że wracamy na dobrą ścieżkę. Potrzebne nam są te zwycięstwa, te punkty i miejmy nadzieję, że to jest przełamanie” – dodał Kosmęda.

Napastnik zwrócił też uwagę na to, jak doświadczeni koledzy z zespołu wspierają młodszych zawodników. „Na pewno każdy nam pomaga, tym młodszym chłopakom. Każdy gdzieś tam nam tłumaczy niektóre rzeczy. Pomagają nam też zrozumieć taktykę i różne inne rzeczy. To wszyscy są, nie ma tylko jednej osoby, tylko wszyscy nam pomagają” – zaznaczył.

Jak poszedł pierwszy występ Giannisa Antetokounmpo w barwach Miami Heat? Sezon NBA 2026/2027 zbliża się wielkimi krokami, a rozgrzewkę przed nim zaserwowano w Kanadzie, gdzie na parkiecie zmierzyły się Toronto Raptors i Miami Heat. Mecz rozegrano 3 października i dla kibiców Heat była to pierwsza okazja, by zobaczyć nowego lidera zespołu w akcji.

Antetokounmpo trafił do Miami latem tego roku. Razem z nim do szatni Heat wszedł też doświadczony Klay Thompson. Spotkanie w Toronto skończyło się wysokim zwycięstwem Heat 129:105. Przebieg gry po kwartach: 23:41, 32:35, 25:19, 25:34. Raptors zaczęli lepiej, ale Miami przejęło kontrolę już w drugiej kwarcie i nie puściło jej do końca.

Sam Antetokounmpo spędził na parkiecie 14 minut. Zdążył w tym czasie zdobyć dziewięć punktów, dorzucić siedem asyst i zebrać cztery zbiórki. Z gry trafił wszystko, co rzucił – 3 z 3, z linii osobistej było 3 z 4. Liczby mówią same za siebie: to była gra pod kątem kolegów, nie pod efektowne solówki.

Reszta składów też się pokazała

Po stronie Raptors najskuteczniejszy był RJ Barrett z 15 punktami, tyle samo zdobył Key, a Barnes i Hepburn dopisali po 11. U Heat prym wiódł Tim Hardaway Jr. z 14 oczkami, zaraz za nim Larsson (13), Wiggins (12) i Mbeng (11). Wniosek jeden: Miami wygrało zespołowo, nie wyłącznie dzięki obecności nowej gwiazdy.

Charakter spotkania był typowy dla sparingów przedsezonowych. Trenerzy obu ekip dali zawodnikom dużo swobody i wpuścili na parkiet nawet dalekich rezerwowych. To właśnie tłumaczy, czemu Antetokounmpo zagrał jedynie kwadrans, choć akurat jego obecność przyciągała przed meczem najwięcej uwagi.

Właściwy sezon zasadniczy NBA 2026/2027 startuje 20 października. Do tego czasu Heat mają jeszcze kilka okazji preseasonowych, by dograć chemię między Antetokounmpo, Thompsonem i resztą składu – zanim zacznie się gra o punkty, które naprawdę się liczą.

Piętnaście zwycięstw z rzędu. Tyle potrzebowała Natalia Silva, by stać się nową twarzą wagi muszej kobiet w UFC.

Brazylijka pokonała Cong Wang w walce wieczoru gali UFC 332, w której stawką był pas mistrzowski kategorii muszej kobiet. Przed pojedynkiem jej zawodowy bilans wynosił 21 wygranych, 5 porażek i 1 remis. Reprezentująca Chiny Wang przystępowała do walki z dorobkiem 10 wygranych i 2 porażek.

O losach pojedynku zdecydowały karty sędziowskie – walka potrwała pełną dystans pięciu rund. Przełom przyniosła druga runda: Silva trafiła rywalkę kopnięciem na wysokości głowy i zaliczyła nokdaun. Wang jakoś przetrwała do końcowego gongu, ale na werdykt nie trzeba było długo czekać – dwóch sędziów wypunktowało walkę 48-47, trzeci 49-46, wszyscy na korzyść Brazylijki. Natalia Silva zwyciężyła jednogłośnie na punkty.

Passa, która robi wrażenie

To piętnaste zwycięstwo z rzędu w karierze Silvy, z czego dziewięć wywalczyła już w samej UFC. Na liście jej ofiar są nazwiska, które same nosiły wcześniej pasy mistrzowskie: Jessica Andrade, Alexa Grasso i Rose Namajunas.

Pas, który trafił teraz w ręce Brazylijki, należał dotąd do Valentiny Shevchenko. Ta straciła tytuł nie w klatce, lecz przez poważną kontuzję, która wykluczy ją z rywalizacji na około 8 miesięcy. To właśnie ta sytuacja otworzyła Silvie drzwi do walki o pas – a ona wykorzystała szansę w pełni, budując swoją dominację jednym kopnięciem i jednogłośną decyzją sędziów.

Meczbol przegrany na własnym returnie, krótkie podejście do siatki, uścisk ręki rywalce, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie potrafiła jej pokonać. Jak zareagowała Aryna Sabalenka? Chłodno i bez zbędnych słów.

Nikola Bartunkova pokonała w Pekinie Arynę Sabalenkę 6:4, 6:3. Takiego wyniku nikt się nie spodziewał. Białorusinka wchodziła na kort jako wiceliderka rankingu WTA, zawodniczka rozstawiona z numerem drugim. Po drugiej stronie siatki stała natomiast 20-letnia Czeszka — dla niej to jeden z najważniejszych wyników w karierze.

Przez cały mecz Sabalenka szukała sposobu na grę rywalki i nie mogła go znaleźć. W drugim secie frustracja sięgnęła zenitu. 28-latka w pewnym momencie po prostu rzuciła rakietą. Nic to jednak nie zmieniło. Bartunkova wykorzystała pierwszego meczbola, gdy return Białorusinki wylądował w siatce.

Po ostatniej piłce żadnych emocjonalnych uścisków nie było. Sabalenka podeszła do siatki, podała rywalce rękę, wymieniła z nią kilka słów — i pomeczowy rytuał dobiegł końca równie szybko, jak się zaczął.

Historia, która się powtórzyła — ale inaczej

To nie pierwsze starcie tych dwóch zawodniczek, które kończyło się dramatem. Kilka miesięcy wcześniej w Berlinie Bartunkova prowadziła z Sabalenką 6:2, 4:0. Mecz miała praktycznie w kieszeni. Wtedy jednak Białorusinka znalazła sposób, by odwrócić losy spotkania i wygrać. W Pekinie historia się nie powtórzyła — tym razem to Czeszka dowiozła przewagę do samego końca.

Po meczu Bartunkova nie kryła wzruszenia i uznania dla pokonanej rywalki. „Aryna jest świetna. To legenda, mistrzyni Wielkiego Szlema. Jestem bardzo szczęśliwa, że wygrałam ten mecz” — powiedziała 20-latka.

Ile punktów mogła jeszcze upuścić Hiszpania w tej fazie Ligi Narodów? Po meczu 3. kolejki odpowiedź jest prosta: żadnego. „La Roja” rozbiła Czechy 3:1 i tym samym jeszcze bardziej utrudniła rywalom drogę do pierwszych punktów w grupie.

Gospodarze nie zamierzali czekać. Już w 6. minucie Lamine Yamal huknął z około 15 metrów – bramkarz Czechów Antonin Kinsky nie miał przy tym uderzeniu żadnych szans. Hiszpanie nie zwolnili tempa. W 33. minucie Dani Olmo uderzył z pola karnego, ale tym razem golkiper zdołał sparować piłkę. Chwilę później, w 35. minucie, skuteczny okazał się Rodri – trafił z około dziesięciu metrów pod poprzeczkę, ustalając wynik pierwszej połowy na 2:0.

Po przerwie gospodarze od razu ruszyli po trzeciego gola – w 49. minucie Roberto Fernandez był o włos od podwyższenia prowadzenia. Czesi jednak się nie poddawali. W 69. minucie Adam Hlozek dograł do Jiriego Slamy, a ten strzałem z trudnej pozycji pokonał Davida Rayę – 2:1. Trzy minuty później, w 72., po błędzie Hiszpanów goście niemal doprowadzili do wyrównania.

Anulowany gol i czerwona kartka dla Czechów

Emocje sięgnęły zenitu w 79. minucie. Sędzia Vassilis Fotias z Grecji anulował gola Czechów, uznając, że chwilę wcześniej doszło do faulu w ataku. Sześć minut później było jeszcze gorzej dla gości – Ladislav Krejci obejrzał drugą żółtą kartkę i musiał zejść z boiska, a jego zespół resztę meczu dogrywał w dziesiątkę. Hiszpanie wykorzystali przewagę – w 89. minucie Mikel Merino dobił strzał Victora Munoza odbity przez bramkarza i ustalił wynik na 3:1. Żółte kartki obejrzeli jeszcze Fermin po stronie Hiszpanii oraz Krejci, Sadilek, Lingr, Kinsky i Chaloupek w barwach Czech.

Po trzech kolejkach bilans jest jasny: Hiszpania ma komplet punktów, Czechy wciąż żadnego.

Pozostałe wyniki Dywizji B1

W innym meczu tej grupy Szwajcaria pokonała Słowenię 2:1. Gole strzelili Vipotnik w 2. minucie, Janza (samobójczo) w 10. oraz Ndoye w 38.. Macedonia Północna przegrała ze Szkocją 0:2 – trafili Bowie w 7. minucie oraz McGinn z rzutu karnego w 69..

Gdzie w sobotę zobaczyć starcie beniaminka z Podhalem i czy transmisja będzie darmowa? 4 października rozegrana zostanie 7. kolejka sezonu zasadniczego TAURON Hokej Ligi. Jednym z jej meczów będzie spotkanie KS Unia Oświęcim – Podhale Nowy Targ, które zacznie się o 17:00. A z transmisją sprawa jest prosta: od sezonu 2026/27 TAURON Hokej Liga wprowadziła nowość – otwartą, darmową transmisję jednego, wybranego meczu w kolejce. I akurat w tej kolejce padło właśnie na ten pojedynek.

Mecz Unia Oświęcim – Podhale Nowy Targ od 16:40 pokaże bezpłatnie w internecie Telewizja Polska. Sygnał znajdziecie na stronie sport.tvp.pl oraz w aplikacji TVP Sport. To wyjątek od standardowego rozkładu praw telewizyjnych ligi – bo zwykle transmisje TAURON Hokej Ligi w Polsce należą do TVP Sport i Polski Hokej TV, a resztę meczów kolejki trzeba oglądać na platformie polskihokej.tv w systemie pay-per-view.

Toruń bez porażki, Podhale bez punktu

Przed 7. kolejką na czele tabeli TAURON Hokej Ligi stoi KH Energa Toruń, a za nim BS Polonia Bytom na drugim miejscu. Toruń to jedyna ekipa w lidze, która w sezonie 2026/27 nie przegrała jeszcze żadnego meczu. KS Unia Oświęcim przed starciem z Podhalem zajmuje szóste miejsce, z 8 punktami po 5 spotkaniach.

Sytuacja gości wygląda zupełnie inaczej. Podhale Nowy Targ przegrało wszystkie mecze w tym sezonie, a bilans bramkowy drużyny po 6 kolejkach wynosi -41. Skalę kryzysu Podhala najlepiej widać w zakładach bukmacherskich – jeden z bukmacherów wycenił zwycięstwo Unii Oświęcim na kurs 1,01, podczas gdy remis i wygrana gości notowane są po 50.

Forma obu rywali w ostatniej kolejce niczego tu nie zmieniła. 2 października Podhale Nowy Targ przegrało z Comarch Cracovią 3:4 – po tercjach było 0:2, 1:1 i 2:1. Tego samego dnia KS Unia Oświęcim uległa ECZD Zagłębiu Sosnowiec 2:5, tracąc po dwie i trzy bramki w pierwszych dwóch tercjach.

Liderzy nie zawiedli. BS Polonia Bytom rozbiła STS Sanok Sokół 6:1, KH Energa Toruń pokonała GKS Tychy 4:1. Punkty zgarnął też GKS Katowice, który po remisowej drugiej tercji 2:2 ostatecznie wygrał z JKH GKS Jastrzębie 3:2.

Czy w wieku 47 lat, po jeszcze jednym bolesnym nokaucie, Albert „Dragon” Sosnowski powinien w ogóle wchodzić do klatki? Na gali Fight Mode 2 w Legionowie sam dał na to odpowiedź – podniósł rękę i poprosił o przerwanie walki.

Na Fight Mode 2 w Legionowie Sosnowski zmierzył się z Maciejem „Smokiem” Smokowskim w pojedynku na gołe pięści w kategorii open. Inicjatywę od pierwszych sekund przejął Smokowski. Kontrolował dystans, a po jednym z mocniejszych sierpowych posłał rywala na matę. Sosnowski podniósł się po liczeniu, lecz po wznowieniu walki znów trafił pod ostrzał ciosów.

I to właśnie wtedy były mistrz Europy podjął decyzję, która w środowisku walk na gołe pięści nie zdarza się często – sam zasygnalizował sędziemu, że nie chce kontynuować. Werdykt był już tylko formalnością: Maciej Smokowski wygrał przez techniczny nokaut w pierwszej rundzie.

Kariera, która sięgała szczytu

Dla starszych kibiców Albert Sosnowski to nie jest przypadkowe nazwisko wyciągnięte na afisz freak-fightowej gali. Przez lata był w czołówce polskiej wagi ciężkiej w boksie zawodowym. 18 grudnia 2009 roku pokonał na punkty Paolo Vidoza i zdobył mistrzostwo Europy EBU w wadze ciężkiej. Pół roku później, 29 maja 2010 roku w Gelsenkirchen, stanął do walki z Witalijem Kliczką o pas mistrza świata WBC – przegrał przez nokaut w 10. rundzie. Sama szansa na taki pojedynek mówi jednak, na jakim poziomie wtedy grał.

Zawodowy bilans Sosnowskiego zamknął się na liczbach 49 zwycięstw, 9 porażek i 2 remisy. Klasyczną karierę bokserską zakończył w 2017 roku, znokautowany przez Łukasza Różańskiego.

To jednak nie był koniec jego przygody ze sportami walki. W 2023 roku wystąpił na gali Clout MMA, gdzie pokonał Remigiusza Gruchałę przez TKO. Rok później zgodził się na pojedynek z dwoma rywalami naraz. W styczniu 2026 roku walczył na gali FEN – tam w pierwszej rundzie znokautował go Damian Kostrzewa. Legionowo dopisało kolejny rozdział do tej serii. I kolejny raz nasuwa się to samo pytanie: jak długo 47-latek będzie jeszcze szukał swojej szansy w klatce?

Jak Hubert Hurkacz świętuje jubileusze? W niedzielę 4 października zrobił to w najlepszy możliwy sposób – 250. zwycięstwem w głównym cyklu ATP, które dało mu przepustkę do półfinału China Open w Pekinie.

Polak pokonał Karena Chaczanowa 7:6(2), 6:2 w ćwierćfinale turnieju ATP 500. Mecz trwał godzinę i 32 minuty. Dla Hurkacza to był rewanż za porażkę sprzed siedmiu lat – wtedy, w halowym turnieju ATP 500 w Wiedniu, górą był Rosjanin, który wygrał 6:4, 7:6(3). Teraz role się odwróciły, i to na kortach twardych w Pekinie.

Pierwszy set nie był łatwy. Przy stanie 4:3 Hurkacz poprosił o przerwę medyczną – bolała go pachwina. Mimo tych problemów partię rozstrzygnął tie-break, a Polak wygrał go zdecydowanie, 7:2.

Drugi set bez szans dla Chaczanowa

W drugiej partii Hurkacz nie dał rywalowi nawet cienia szansy – Chaczanow nie zanotował ani jednego break pointa. Polak przełamał rywala w piątym gemie, wychodząc na prowadzenie 3:2, a potem dobił przewagę kolejnym przełamaniem w siódmym gemie, prowadząc już 5:2. Reszta była formalnością.

W półfinale China Open Hurkacz zmierzy się w poniedziałek z lepszym z pary Alex de Minaur (Australia, nr 5) – Andriej Rublow (Rosja). Cały turniej w Pekinie potrwa do wtorku 6 października.

Stawka jest wysoka. Pula nagród China Open 2026 wynosi 4,089 mln dolarów, a sam triumfator singla zarobi 764,7 tys. dolarów i zgarnie 500 punktów do rankingu ATP. Dla Hurkacza to kolejna okazja, by pokazać, że jubileuszowe zwycięstwo nad Chaczanowem nie było przypadkiem, a znakiem dobrej formy przed kluczową fazą sezonu.

Czy GP Bahrajnu rozgrywany w Malezji ruszy zgodnie z planem? Nie. Start wyścigu na torze Sepang opóźniono z powodu potężnej ulewy.

Deszcz zaczął padać około 45 minut przed planowanym startem, wyznaczonym na godzinę 9:00 czasu polskiego. Nawierzchnia w wielu miejscach pokryła się stojącą wodą. Samochód medyczny Formuły 1 wyjechał na trasę w okolicach pierwotnie zaplanowanej godziny startu, by sprawdzić warunki na własne oczy. Dyrekcja wyścigu oficjalnie potwierdziła opóźnienie, wskazując na nadmierne opady jako przyczynę.

Serwis „The Race” podaje, że procedura startowa może ruszyć od okrążeń rozpoznawczych za samochodem bezpieczeństwa. Kierowcy dostaną powiadomienie dziesięć minut przed jej rozpoczęciem.

Verstappen z pole position, Hamilton tuż za nim

Siatkę startową otworzy Max Verstappen — pole position jest jego. Obok Holendra, w pierwszym rzędzie, stanie Lewis Hamilton. Trzeci będzie Andrea Kimi Antonelli, który awansował na tę pozycję dzięki karze nałożonej na Isacka Hadjara.

Gdyby wyścig ruszył w takich warunkach, byłby to pierwszy mokry start dla samochodów Formuły 1 nowej generacji. Ostatni raz Grand Prix rozgrywano w deszczu podczas ubiegłorocznego GP Belgii.

Sam powrót na Sepang ma swój ciężar historyczny. Formuła 1 wróciła na ten tor po dziewięciu latach przerwy — ostatnie GP Malezji odbyło się tam w 2017 roku, a triumfował wtedy właśnie Max Verstappen, wyprzedzając Lewisa Hamiltona. Dziś ci sami dwaj kierowcy znów stoją w pierwszym rzędzie.

Wyścig nazywa się Grand Prix Bahrajnu, choć odbywa się w Malezji — i to nie przypadek, raczej logistyczny kompromis. Zawody miały pierwotnie rozegrać się w kwietniu, ale przeniesiono je do Sepangu z powodu niestabilnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Formalna nazwa pozostała bahrajńska, bo koszty organizacji pokryło właśnie Bahrajn.

Tor Sepang ma już doświadczenie z żywiołem, i to doświadczenie nie wróży dobrze. W 2009 roku wyścig przerwano po zaledwie 31 okrążeniach — znów z powodu ulewy. Zwyciężył wtedy Jenson Button, a stawka dostała połowę punktów. Teraz organizatorzy i kierowcy czekają, czy historia się powtórzy.

Yesuntumur „nin9” Gantulga może po siedmiu latach wrócić do The MongolZ. Taką informację podaje redakcja HLTV.

28-letni zawodnik trafił do The Huns 21 października 2023 roku i od tamtej pory systematycznie budował swoją pozycję w regionie azjatyckim. Dla niego to nie byłby skok w nieznane — w The MongolZ grał już wcześniej, od 2 maja do 19 września 2018 roku. Między tymi dwoma epizodami zdążył przewinąć się przez Team NKT, IHC, Checkmate, Team Renewal, TIGER, AUGUST i Mazaalai.

Na tle regionu Azja-Pacyfik jego dorobek turniejowy wygląda solidnie. W 2022 roku wygrał RMR dla tego regionu. Rok wcześniej, w czerwcu 2021, sięgnął po triumf w DreamHack Open dla Azji. A jesienią 2020 roku było wicemistrzostwo Perfect World Asia League. Ostatnie miesiące wypadły skromniej: 12-14. miejsce na PGL Astana 2026 i 5-6. lokata na Asian Champions League 2025.

Statystyki z tego roku mówią, że wciąż jest w formie. nin9 rozegrał 170 map z ratingiem 1,08, zadając średnio 75,8 obrażeń na rundę, a jego KAST wyniósł 70,7%.

Kto ustąpi miejsca?

Jeśli plotki się potwierdzą, nin9 zajmie miejsce Anarbileu „cobrazera” Uuganbayara. Coś już w tej sprawie drgnęło — Gantulga nie zagrał w środowym meczu The Huns z 1337 w ramach ESN Fall Showdown 2026.

The MongolZ zresztą od dłuższego czasu czeka na kolejny występ. Ostatni raz zespół wystąpił 9 września, kończąc na 13-16. miejscu na FISSURE Playground 3. Drużynę prowadzi trener Erdenedalai „maaRyy” Bayanbat, a przed nim gęsty terminarz: 2. sezon 1win Private Club w dniach 19-22 października, PGL Masters Bukareszt od 24 października oraz IEM Beijing od 2 do 8 listopada.

Gdyby transfer doszedł do skutku, skład The MongolZ wyglądałby tak: Yesuntumur „nin9” Gantulga, Garidmagnai „bLitz” Byambasuren, Usukhbayar „910” Banzragch, Anarbileg „cobrazera” Uuganbayar, Sodbayar „Techno” Munkhbold oraz trener Erdenedalai „maaRaa” Bayanbat.

Instalacja aplikacji
Pobierz