⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

Bokser w zakrwawionym stroju, z maczetą w ręku, a na widowni – prezydent kraju. Właśnie takie zestawienie zelektryzowało kibiców po sobotnim wieczorze w Koszalinie, gdzie na gali KAPEO Rocky Boxing Night doszło do scen, które natychmiast rozlały się po sieci komentarzami.

Główną atrakcją miał być pojedynek Kacpra Meyny z Argentyńczykiem Victorem Emilio Ramirezem, w którym do zdobycia był pas mistrzowski federacji WBA Continental. Rywal nie był przypadkowy – Ramirez to były mistrz świata WBO i IBF w wadze junior ciężkiej, a takie CV budzi respekt. 27-letni Meyna posłał Argentyńczyka na deski, ale o zwycięstwie i tak zdecydowali sędziowie punktowi, jednogłośnie wskazując na jego triumf. Na kartach sędziowskich padły noty 98:90, 99:89 i 96:92.

Z trybun pojedynek obserwował prezydent Polski Karol Nawrocki. Gdy walka się zakończyła, głowa państwa podeszła do zwycięzcy – obaj zamienili ze sobą kilka słów. Tę rozmowę później opisał sam Meyna w rozmowie z kanałem YouTube „ringpolska”. „Pan prezydent był bardzo zadowolony. Cieszy się z mega doświadczenia dla mnie i że rywal był bardzo twardy dla mnie i że daliśmy radę” – przekazał bokser.

Maczeta, krew i maska przy ringu VIP

Kontrowersje wzbudziło jednak wejście innego zawodnika. Nazri Rahimov, reprezentujący Ukrainę, choć ma azerskie korzenie, wkroczył na ring w zakrwawionym stroju i masce na twarzy, trzymając w dłoni ostry przedmiot przypominający maczetę. Jak przekazano, cała ta kreacja była częścią oprawy przygotowanej przed jego pojedynkiem.

Scena nabrała zupełnie innego ciężaru przez to, gdzie w tym momencie siedział prezydent Nawrocki – w strefie VIP, tuż przy ringu. Artur Gac, redaktor Interii Sport, nie przebierał w słowach, komentując tę niestosowność na portalu X. „Nieprawdopodobne. Prezydent RP Karol Nawrocki przy ringu jako VIP, a bokser Nazri Rahimov wychodzi do walki z maczetą w dłoniach, w konwencji mordercy w zakrwawionym stroju. Nie wierzę…” – napisał.

Sportowo ten wieczór dla Rahimova skończył się jednak porażką. Mierzył się z Filipem Wąchałą, a po pełnym wymiarze czasowym sędziowie punktowi jednogłośnie ogłosili zwycięstwo Polaka.

Wyścig, który miał się odbyć w Bahrajnie, zamienił się w deszczową loterię na torze Sepang – z zepsutymi bolidami i szansami na mistrzostwo stratowanymi po drodze. GP Bahrajnu przeniesiono do Malezji ze względu na sytuację polityczną na Bliskim Wschodzie. To, co wydarzyło się później, trudno nazwać inaczej niż chaosem.

Start opóźnił się o dwie godziny z powodu obfitych opadów deszczu. Zanim bolidy w ogóle ruszyły z pól startowych, przez radio zespołowe zaczęły płynąć niepokojące sygnały. Max Verstappen zgłaszał problem z przyspieszaniem swojego bolidu w deszczowych warunkach. „Nie jestem w stanie przyspieszać” – mówił Holender. Jeszcze gorzej brzmiał komunikat Lewisa Hamiltona. „Wciskam gaz i nic się nie dzieje” – relacjonował Brytyjczyk. Mercedes odpowiedział, że to usterka oprogramowania, którą próbuje rozwiązać na bieżąco. Chwilę później Hamilton zatrzymał bolid na prostej, sparaliżowany usterką elektroniczną. Procedurę startową przerwano na kilkadziesiąt minut – identyczne problemy zgłosiło w tym samym czasie kilku kierowców.

Slicki na mokrym torze i ryzykowna decyzja Hamiltona

Wyścig ostatecznie wystartował przy lekkiej mżawce. I od razu zaskoczył strategią Ferrari – Hamilton i Charles Leclerc wyjechali na oponach slick, mimo że asfalt był wciąż bardzo mokry. „Tor wciąż jest bardzo mokry. Jest niebezpiecznie” – ostrzegał sam Hamilton. Konsekwencje przyszły natychmiast: obaj kierowcy Ferrari spadli niemal na koniec stawki. Leclerc szybko skapitulował i zjechał na pit-stop po opony przejściowe. Hamilton postąpił odwrotnie. Przekonał zespół, by zostać na torze na złych oponach. „Zaryzykujmy” – rzucił przez radio.

Na czele tymczasem rządził Mercedes. Andrea Kimi Antonelli i George Russell dobrym startem w mokrych warunkach objęli prowadzenie, a zespół poprosił ich o współpracę. Nie trwało to długo. Verstappen szybko wyprzedził Russella i narzucił wysokie tempo.

Dziewiąte okrążenie przyniosło pierwszą neutralizację wyścigu – z toru wypadł Valtteri Bottas. Część stawki wykorzystała przerwę, by zamienić opony przejściowe na slicki. Verstappen lepiej rozegrał restart, wyprzedził Antonellego i wrócił na pozycję liderską.

Na 44. okrążeniu znów zrobiło się nerwowo – awaria bolidu Alexandra Albona wywołała wirtualny samochód bezpieczeństwa. Verstappen zjechał do alei serwisowej i na moment stracił prowadzenie na rzecz Antonellego. Wirtualna neutralizacja przerodziła się w pełną, bo funkcyjni nie mogli szybko usunąć uszkodzonego bolidu Albona z pobocza.

Wtedy wydarzył się najcięższy cios wyścigu. Jadącemu na trzecim miejscu Russellowi zepsuł się silnik jeszcze przed planowanym restartem, co od razu wykluczyło go z dalszej walki. Dla Brytyjczyka to coś więcej niż stracone punkty – awaria eliminuje go z walki o tytuł mistrza świata i daje przewagę w klasyfikacji jego zespołowemu koledze, Antonellemu.

W końcówce wyścigu znów odżyło Ferrari. Na 53. okrążeniu Hamilton wyprzedził Isacka Hadjara i wywalczył miejsce na podium. Chwilę później to samo udało się Leclercowi. Na czele jednak nic już nie drgnęło. Verstappen pewnie dowiózł prowadzenie do flagi, notując pierwsze zwycięstwo w sezonie 2026.

Ostateczna klasyfikacja: Verstappen (Red Bull Racing) wygrał po 55 okrążeniach, przed Antonellim (Mercedes, +2.307) i Hamiltonem (Ferrari, +4.919). Czwarty finiszował Leclerc (Ferrari, +7.258), piąty Hadjar (Red Bull Racing, +8.571). Wyścigu nie dokończyli Russell, Albon i Bottas.

Z Górnika Zabrze do Ligi Mistrzów, debiutu w reprezentacji Polski i pochwał od gwiazdy Premier League – w ciągu kilku miesięcy. Kto jest w stanie przejść taką drogę? Odpowiedź brzmi: Wiktor Nowak.

22-letni pomocnik Slavii Praga zadebiutował w kadrze narodowej w meczu z Bośnią i Hercegowiną. Później selekcjoner postawił na niego od pierwszej minuty w spotkaniach ze Szwecją i Rumunią. Tempo jego progresu zwróciło uwagę nie tylko polskich kibiców, ale też partnera z boiska z reprezentacji – Matty’ego Casha, który na co dzień gra w Premier League w barwach Aston Villi.

Cash nie szczędził słów zachwytu. „On niedługo będzie grać w Anglii. Przyjdzie do Premier League” – stwierdził obrońca Aston Villi na kanale „Łączy nas piłka”. I to nie była jedyna mocna deklaracja Walijczyka – Cash porównał styl gry Nowaka do Stevena Gerrarda, jednej z ikon angielskiej piłki ostatnich dwudziestu lat.

„To nie jest brak szacunku do Soucka, bo rozegrał bardzo dużo meczów w Premier League. Ale ten chłopak jest lepszy. Ma przed sobą wielką przyszłość”

Tymi słowami Cash postawił Nowaka wyżej niż Tomasa Soucka, reprezentanta Czech i wieloletniego środkowego pomocnika West Hamu.

Błyskawiczny awans z Zabrza do Pucharu Europy

Droga Nowaka do takich porównań zaczęła się latem 2026 roku, gdy przeniósł się z Górnika Zabrze do Slavii Praga. W dziewięciu ligowych występach dla nowego klubu zdobył cztery gole i zaliczył jedną asystę. Zdążył też zadebiutować w Lidze Mistrzów – rozgrywkach, w których jeszcze rok wcześniej trudno było go sobie wyobrazić.

Entuzjazm wobec młodego pomocnika podziela również selekcjoner Jan Urban. „Możemy już dzisiaj powiedzieć, że odkryliśmy środkowego pomocnika dla reprezentacji Polski. Wiktor radzi sobie znakomicie, tak można po prostu powiedzieć. Pokazuje bardzo duży potencjał, bardzo dobrą grę. I jest do bronienia, do przecinania, i do gry kombinacyjnej, i do zdobywania przestrzeni, jeśli ma piłkę i wolną przestrzeń, by wejść do przodu. Wydaje się – dosyć kompletny zawodnik” – powiedział trener na konferencji prasowej.

Selekcjoner kadry i rywal z boisk Premier League mówią więc jednym głosem. A kiedy zgadzają się akurat w tej kwestii, trudno uznać to za zwykłą kurtuazję.

Jak to możliwe, że najbardziej zaawansowane technologicznie samochody na świecie po prostu stały na torze, nie reagując na gaz? Odpowiedzi doczekaliśmy się kilka dni później. FIA wyjaśniła, co właściwie wydarzyło się, gdy wiele bolidów F1 zatrzymało się podczas okrążenia formującego przed niedzielnym GP Bahrajnu w Malezji, rozgrywanym na torze Sepang. Winny okazał się błąd w oprogramowaniu jednostki napędowej – ujawnił się dopiero przy bardzo wolnej jeździe w deszczu. Tłumaczył to Nikolas Tombazis, szef FIA odpowiedzialny za bolidy.

Wszystko zaczęło się od pogody. Start wyścigu na Sepang przesunięto o 40 minut z powodu ulewy. Kiedy stawka ruszyła wreszcie na okrążenie formujące, kilku kierowców jechało bardzo wolno. To wywołało efekt harmonijki – niektóre samochody niemal całkowicie się zatrzymały. I właśnie w tym momencie w uszkodzonych bolidach przestała działać reakcja na pedał gazu. Błąd oprogramowania zablokował ponowne przekazanie mocy i uniemożliwił ruszenie z miejsca. Problem dotknął między innymi Maxa Verstappena i Lewisa Hamiltona, startujących z pierwszego rzędu. Sędziom nie pozostało nic innego – wywiesili czerwoną flagę, która utrzymała się przez kolejnych kilkadziesiąt minut.

Reakcje kierowców nie pozostawiały wątpliwości. Sergio Perez nazwał sytuację nieakceptowalną. Lando Norris był równie bezpośredni – określił ją jako okropną i przypomniał, że w nowych samochodach F1 47 proc. mocy pochodzi z układu elektrycznego, więc tego typu awarie nie powinny się zdarzać.

Za mało jazdy w deszczu

Tombazis przyznał, że źródło problemu było właściwie banalne – brak doświadczenia, i to dosłownie. W tym sezonie Formuła 1 wcześniej nie rywalizowała w mokrych warunkach. „Nie udało nam się przetestować oprogramowania tak dokładnie, jak chcieliśmy, ponieważ w tym roku mieliśmy bardzo mało jazdy po mokrym torze. Zadziałało kilka czynników, które doprowadziły do uruchomienia tego błędu” – powiedział, cytowany przez motorsport.com. Dodał też, że przy większej liczbie testów FIA najpewniej wykryłaby problem na czas i cała sytuacja w ogóle by się nie wydarzyła.

Presja czasu nie przeszkodziła jednak w szybkiej reakcji. FIA przygotowała aktualizację oprogramowania i przekazała ją zespołom – te zainstalowały poprawkę w bolidach jeszcze przed wznowieniem rywalizacji. Cała operacja, od przygotowania łatki do jej instalacji we wszystkich samochodach, zajęła około 20 minut. Wyścig ruszył ponownie po 53 minutach przerwy. „Uważam jednak, że w obliczu tego problemu była to dość szybka reakcja” – stwierdził Tombazis, tłumacząc się z opóźnienia.

Nie wszyscy podeszli do sprawy z irytacją. Fernando Alonso, który finalnie dojechał na ósmym miejscu, obrócił całą sytuację w żart. „W tym roku wycofałem się z 50 proc. Grand Prix. Jednak nigdy nie wstrzymano dla nas wyścigu” – skomentował kierowca Astona Martina.

Rywal zajmuje 121. miejsce w rankingu FIFA, Rosja jest 35.. Jak więc zachwycać się wygraną 6:0? W Rosji odpowiedź brzmi prosto: entuzjastycznie. Reprezentacja pokonała Namibię 6:0 w meczu towarzyskim, a wynik ten wywołał falę euforii w tamtejszych mediach.

Spotkanie miało swój wymiar historyczny jeszcze przed pierwszym gwizdkiem – to był pierwszy mecz reprezentacji Rosji rozegrany w Jekaterynburgu. Na przełamanie trzeba było jednak poczekać. Wynik otworzył dopiero Leczi Sadułajew w 37. minucie. Po przerwie gospodarze ruszyli z kopyta i dołożyli jeszcze cztery gole – strzelali Daniło Prucew, Konstantin Tiukawin, Maksim Głuszenkow i Maksim Pietrow. Ostatnie trafienie meczu było przypadkowym prezentem od rywala: samobójczym golem bramkarza Namibii Kamaijandy Ndisiro.

Euforia z zastrzeżeniami

Były prezes rosyjskiej federacji piłkarskiej Wiaczesław Kołoskow nie szczędził pochwał – drugą połowę meczu nazwał „czystą przyjemnością”. Chłodniej do wyniku odniósł się selekcjoner Walerij Karpin. „Rywal mnie nie zaskoczył, ale mnie ucieszył. Nie ma co oszukiwać, są poniżej poziomu reprezentacji Rosji” – powiedział trener po meczu.

Rywal mnie nie zaskoczył, ale mnie ucieszył. Nie ma co oszukiwać, są poniżej poziomu reprezentacji Rosji

Karpin dodał jednak, że spotkanie miało wartość szkoleniową – Namibijczycy próbowali wychodzić spod pressingu krótkimi podaniami, co dało sztabowi materiał do dalszej analizy. Znacznie mniej dyplomatyczny był były reprezentant Rosji Władimir Ponomariow. Nazwał Namibię „podwórkową drużyną” i otwarcie zapytał, jaki jest sens organizowania takich sparingów.

Na kolejny test Rosjanie nie będą czekać długo – 6 października zmierzą się z Nigerią w Niżnym Nowogrodzie. I to starcie, przy 35. miejscu Rosji w rankingu FIFA, powie o tej kadrze znacznie więcej niż sparing z zespołem zajmującym 121. miejsce w świecie.

Jak wygląda twarz po czterech rundach walki na gołe pięści? Dominika Rybak nie musiała długo czekać z odpowiedzią – opublikowała wspólne zdjęcie z Anną Andrzejewską, zrobione chwilę po zejściu z klatki.

Obie zmierzyły się na gali Fight Mode 2 w pojedynku bez rękawic. Już w pierwszej rundzie Andrzejewska uszkodziła nos Rybak – starcie od razu nabrało brutalnego tonu. Przez całą walkę to ona trafiała skuteczniej, sięgając między innymi po mocne lewe sierpowe.

Rybak nie zamierzała się poddawać. W czwartej rundzie spróbowała wykorzystać narastające zmęczenie rywalki i odwrócić losy starcia. Nie udało się. Sędziowie nie mieli wątpliwości – jednogłośnie wskazali na zwycięstwo Anny Andrzejewskiej.

Obie zawodniczki freak fighty mają już dobrze poznane od kuchni. Dominika Rybak występowała wcześniej na gali FAME, Anna Andrzejewska ma za sobą starty w PRIME.

Selfie po walce rozgrzało internet

To, co stało się po werdykcie, zrobiło w sieci więcej szumu niż sama walka. Rybak wrzuciła na Instagrama wspólne zdjęcie z Andrzejewską – obie z mocno porozbijanymi twarzami. Pod fotografią dodała komentarz, który w kilka godzin obiegł fanów freak fightów: „Dały sobie po mordzie i zrobiły selfiaczka. Dzięki Aniu za walkę, jesteś bardzo mocnym ogniwem”.

„Dały sobie po mordzie i zrobiły selfiaczka. Dzięki Aniu za walkę, jesteś bardzo mocnym ogniwem.”

Pod zdjęciem zrobiło się tłoczno. Odezwali się inni zawodnicy sceny FAME – Denis Labryga i Patryk Akinyeye dodali swoje komentarze. Sama fotografia zdążyła już zebrać dziesiątki tysięcy polubień.

Na jak długo Lech Poznań będzie musiał radzić sobie bez swojego najskuteczniejszego strzelca? Odpowiedź trenera Nielsa Frederiksena po sparingu z Energie Cottbus nie wróży kibicom z Poznania niczego dobrego.

Lech zremisował z niemieckim zespołem 2:2. W tym meczu kontrolnym zabrakło Allahyara Sayyadmanesha, a powód jego absencji był, jak się okazało, dość poważny. Do tego „Kolejorz” nie wykorzystał rzutu karnego – z jedenastu metrów nie trafił Yannick Agnero.

Po meczu Frederiksen opowiedział o sytuacji kadrowej zespołu. Mateusz Lis jest zdrowy, jednak sztab zdecydował, że od pierwszej minuty zagra Mateusz Pruchniewski.

Cztery tygodnie bez Sayyadmanesha

Dużo gorzej brzmiało to, co duński trener powiedział o Sayyadmaneshu. Irańczyk doznał kontuzji mięśnia dwugłowego uda.

„Z Allahyarem sprawa jest trochę poważniejsza – wypada z powodu kontuzji mięśnia dwugłowego uda. Nie wiemy, na jak długo. Spodziewamy się, że to będzie około czterech tygodni. To nie są dobre wieści, ale to część piłki nożnej”

Frederiksen zaznaczył, że przerwa może potrwać około czterech tygodni, choć pewności w tej sprawie na razie nie ma. To bolesna strata dla Lecha. Sayyadmanesh w tym sezonie jest jednym z filarów ofensywy zespołu – w 15 meczach strzelił siedem goli i zaliczył dwie asysty.

Bez niego Lech Poznań zagra na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław w najbliższym meczu PKO Ekstraklasy. I właśnie to starcie szybko pokaże, jak poznaniacy odnajdą się bez swojego najlepszego strzelca.

21 punktów straty w połowie meczu. Remis dwie minuty przed końcem. Jak to możliwe, że wicemistrz Polski potrafi jedno i drugie w ciągu dwóch kwart? Odpowiedzi na to pytanie dała inauguracja PGE Basket Ligi w Bydgoszczy, gdzie Enea Łaciate Astoria pokonała Zastal Zielona Góra 105:95.

Początek spotkania był dla zielonogórzan kompletnie nieudany. Pierwszą połowę Zastal przegrał 43:59, a w jednym momencie strata sięgnęła nawet 21 punktów, przy wyniku 43:64. Wszystko wskazywało na łatwy triumf gospodarzy, którzy po latach wrócili do elity.

Zespół trenera Arkadiusza Miłoszewskiego nie złożył jednak broni. Zielonogórzanie odrabiali straty punkt po punkcie, aż dwie minuty przed końcem na tablicy pojawił się remis. I właśnie w tym momencie o losach meczu zdecydowała Astoria.

Kluczowe okazały się dwie trójki Jaydena Taylora – po nich Enea Łaciate Astoria zamknęła pojedynek serią 10:0. Bydgoszczan nie dało się już dogonić. Mogli świętować powrót do PGE Basket Ligi wygraną w pierwszym meczu.

Mimo porażki najlepszym zawodnikiem na parkiecie okazał się kapitan Zastalu. Andrzej Mazurczak zanotował 21 punktów, 10 zbiórek i osiem asyst, ale jego indywidualny wyczyn nie wystarczył do wywiezienia zwycięstwa z Bydgoszczy.

Po meczu kapitan zielonogórzan nie szukał wymówek. „Potem bardzo trudno jest wygrać, jak trzeba gonić od pierwszej minuty meczu” – ocenił Mazurczak. Dodał też, że problem powtarza się od dłuższego czasu. „Pozwoliliśmy zdobyć rywalom zdecydowanie za dużo punktów w pierwszej połowie, bo prawie 60. To już drugi taki mecz z rzędu i to na pewno musimy poprawić” – przyznał.

Miłoszewski: „Mamy duże problemy”

Trener Arkadiusz Miłoszewski widział to samo co jego kapitan. „Musimy zaczynać mecze od pierwszej minuty” – stwierdził szkoleniowiec ekipy z Winnego Grodu. Zwrócił też uwagę na motywację rywali. „Astoria chciała wygrać bardziej. Wiedzieliśmy, że to będzie dla nich duże święto po powrocie do ekstraklasy” – skomentował porażkę w Bydgoszczy.

Według trenera przełom nastąpił, gdy czasu na błądzenie już nie było. Obrona – podsumował Miłoszewski – stała się kluczem do odrabiania strat. Zaznaczył jednak, że to kolejny raz, gdy jego zespół wpada w ten sam schemat. „Kolejny mecz rzucamy prawie 100 punktów i przegrywamy. Mamy duże problemy” – dodał.

Mimo spóźnionego startu trener nie krył uznania dla charakteru swoich zawodników. „Byliśmy spóźnieni we wszystkim, w każdej akcji. Później ciężko gonić. Uważam jednak, że pokazaliśmy charakter. Wróciliśmy, ale ten powrót dużo nas kosztował” – mówił.

Docenił też rywali, wskazując na prostotę ich gry jako źródło sukcesu. „Koszykówka jest bardzo prostą grą. Wystarczy grać jeden na jeden, mijać, a jeżeli ktoś pomaga, to oddawać. I tak grała Astoria. Grali zespołowo. Nic im nie ujmując, ale nic nowego w porównaniu z przygotowaniami w ich grze nie zobaczyłem. Mieli jednak świetną egzekucję, zagrali bardzo dobrze” – przyznał trener Zastalu.

Ta porażka boli bardziej, bo Zastal Zielona Góra wchodzi w nowy sezon z metką wicemistrza Polski. Klub pozostaje jednak aktywny na rynku transferowym i nie wyklucza wzmocnienia składu jeszcze w trakcie rozgrywek.

Czy w F1 2026 jeszcze cokolwiek może zagrozić Andrei Kimi Antonelliemu? Po Grand Prix Bahrajnu rozegranym w Malezji odpowiedź brzmi: coraz trudniej. Lider mistrzostw ma na koncie 320 punktów. Jego najbliższy rywal, George Russell, nie dokończył nawet wyścigu – zawiniła awaria bolidu.

Dla Brytyjczyka ten weekend okazał się katastrofą w najgorszym możliwym momencie. Zjazd z trasy przez usterkę techniczną oznacza, że Russell ma już tylko matematyczne szanse na tytuł. Różnica między nim a Antonellim wynosi obecnie 84 punkty – Russell zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji z 236 punktami.

A jeszcze niedawno wydawało się, że walka rozpali się na nowo. W Azerbejdżanie Russell sięgnął po pierwsze zwycięstwo po trzymiesięcznej przerwie i zbił stratę do Antonellego do 66 punktów. Bahrajn zniósł cały ten dorobek jednym nieudanym wyścigiem.

Hamilton i Verstappen poza zasięgiem, ale nie poza walką

Trzecie miejsce w stawce wciąż należy do Lewisa Hamiltona, który w Malezji wjechał na podium. Siedmiokrotny mistrz świata traci do Antonellego już 106 punktów, a do Russella – 22 punkty. Jego konto zamyka się na 214 punktach.

Wyścig w Bahrajnie wygrał Max Verstappen, co jednak niczego nie zmienia w tabeli generalnej. Holandczyk zajmuje szóste miejsce z 188 punktami i traci zaledwie trzy punkty do czwartego Charlesa Leclerca. Leclerc ma na koncie 191 punktów. Tuż przed nim w klasyfikacji nie ma już nikogo poza podium – piąty Lando Norris zebrał dokładnie tyle samo punktów co Verstappen, czyli 188. Siódme miejsce zajmuje Oscar Piastri z 128 punktami.

W klasyfikacji konstruktorów przewaga Mercedesa jest równie wyraźna jak ta Antonellego indywidualnie. Zespół z Brackley prowadzi z 556 punktami, wyprzedzając Ferrari, które zgromadziło 405 punktów. Trzecie jest McLaren z 316 punktami, czwarte Red Bull Racing z 298 punktami.

Liczby nie pozostawiają wątpliwości, kto dyktuje warunki w tym sezonie. Pytanie, które zostaje otwarte, brzmi nie „kto wygra tytuł”, lecz ile wyścigów zajmie Antonelliemu, żeby formalnie go przypieczętować.

Co trzeba zrobić, żeby zatrzymać Daniła Miedwiediewa na chińskich kortach? Jak na razie odpowiedź jest prosta: nic się nie da, bo Rosjanin wygrał w Pekinie już siódme spotkanie z rzędu i zameldował się w kolejnym półfinale swojej wielkiej kariery.

W ćwierćfinale turnieju ATP 500 w Pekinie Miedwiediew pokonał Argentyńczyka Francisco Cerundolo 7:6(4), 6:3. Spotkanie trwało godzinę i 40 minut, a Rosjanin awansował do strefy czterech najlepszych jako trzeci półfinalista zawodów. Do Pekinu przyjechał w roli triumfatora ATP 250 w Hangzhou — forma więc najwyraźniej mu nie wygasła.

Pierwszy set wcale nie szedł po jego myśli. Prowadził już 5:3, ale pozwolił Cerundolo wrócić do gry i zepchnąć rywalizację do tie-breaka. Tam Argentyńczyk miał nawet przewagę 4-3, jednak Miedwiediew odpowiedział serią czterech punktów z rzędu i zamknął seta na swoją korzyść. W drugiej partii Cerundolo jeszcze raz pokazał charakter, ratując własny serwis w szóstym gemie. To jednak nie wystarczyło — Rosjanin wykorzystał pierwszego meczbola po wcześniejszym przełamaniu.

30-letni Moskwianin wyrównał tym samym bilans bezpośrednich spotkań z Cerundolo w touze ATP na 1-1. Argentyńczyk ma jednak w pamięci rewanż — w marcu 2026 roku to on triumfował w Miami Open, wygrywając 6:0, 4:6, 7:5. W Pekinie historia poszła jednak w innym kierunku.

Kto czeka w półfinale?

Dla Miedwiediewa to już 69. półfinał w zawodach głównego cyklu ATP — liczba, która sama mówi o jego stażu na szczycie tenisa. W poniedziałek zagra z lepszym z pary Alexander Zverev – Novak Djoković. Zverev jest najwyżej rozstawionym zawodnikiem całego turnieju, Djoković figuruje z numerem szóstym.

W drugiej parze półfinałowej China Open 2026 zmierzą się Hubert Hurkacz i Alex de Minaur. Ich mecz na korcie centralnym zaplanowano na poniedziałek, po godzinie 9:00 czasu polskiego. Sam turniej w Pekinie potrwa do wtorku, 6 października.

Stawka jest wysoka. Zwycięzca singla otrzyma 500 punktów do rankingu ATP oraz czek na 764,7 tys. dolarów. China Open to zawody kategorii ATP 500 rozgrywane na korcie twardym, z całkowitą pulą nagród w wysokości 4,089 mln dolarów.

Instalacja aplikacji
Pobierz