⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

W pewnym momencie meczu w Gdyni tablica wyników pokazywała różnicę 32 punktów na niekorzyść Śląska Wrocław. Kibice 18-krotnego mistrza Polski patrzyli na to z narastającym niepokojem. Ostatecznie WKS Śląsk Wrocław przegrał na inaugurację sezonu 2026/2027 PGE Basket Ligi z AMW Arką Gdynia 70:95.

Gorzej zacząć się nie dało. Dla zespołu prowadzonego przez Izraelczyka Danny’ego Franco to był najgorszy możliwy start nowej kampanii. Trener nie szukał wymówek po meczu, nie próbował też tłumaczyć porażki okolicznościami. Przeprosił po prostu kibiców, którzy pokonali długą drogę, by wspierać drużynę na wyjeździe, a w zamian zobaczyli grę dalece poniżej oczekiwań.

„Chciałbym przeprosić naszych fanów, którzy pokonali długą drogę by nas wspierać, a musieli oglądać tak słabą postawę naszej drużyny” — powiedział Danny Franco po meczu w Gdyni.

Rozczłonkowana drużyna bez chemii

Franco nie owijał w bawełnę. Jego zespół był rozczłonkowany i sfrustrowany, a zawodnicy nie pokazali dostatecznej chemii między sobą. Jedno zastrzeżenie trener postawił jednak od razu: wczesny etap sezonu to nie wymówka dla takiego chaosu w grze.

„Byliśmy bardzo rozczłonkowani i sfrustrowani na parkiecie. Nie pokazaliśmy dostatecznej 'chemii’ w drużynie”, ale „jesteśmy na początku drogi, ale to nie wymówka by mieć taki bałagan na parkiecie” — podsumował szkoleniowiec.

Mimo gorzkiego wieczoru w Gdyni Franco postawił sprawę jasno: wierzy w zawodników i w drużynę, którą budował, a porażki na tym etapie traktuje jako część procesu tworzenia nowego zespołu.

„Wierzę w zawodników i drużynę jaką tu mamy. Jesteśmy na początku drogi, budujemy coś nowego i porażki teraz są częścią tej drogi” — zaznaczył trener Śląska.

Czasu na analizy i leczenie ran nie ma zbyt wiele. Już we wtorek Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe z Dolomiti Energia Trento w rozgrywkach EuroCupu. Do ligowej rywalizacji wrocławianie wrócą w 2. kolejce PGE Basket Ligi — i od razu czeka ich trudna przeprawa na wyjeździe z Kingiem Szczecin. Mecz zaplanowano na 10 października, na godzinę 17:30.

Przy stanie 5:5 w drugim secie Elina Switolina ruszyła do ataku. Chwilę wcześniej, w dziewiątym gemie pierwszej partii, właśnie ona dopięła jedynego przełamania, które zdecydowało o losach seta. Finał był prosty: Ukrainka pokonała Marię Sakkari 6:4, 7:5 i awansowała do IV rundy turnieju WTA 1000 w Pekinie. Mecz zajął im godzinę i 35 minut.

Sakkari, rozstawiona z numerem 25, jako pierwsza wypracowała sobie break pointy. Żadnego jednak nie wykorzystała. Switolina, szóstka turnieju, od razu to ukarała i zamknęła spotkanie w dwóch setach.

Dla Ukrainki ten wynik znaczy więcej niż punkt w tabeli pekińskiego turnieju. W rankingu WTA Race zajmuje szóste miejsce, ale by mieć zapewniony udział w WTA Finals 2026, musi dopisać do konta jeszcze trochę punktów. O ćwierćfinał zagra w środę z Ann Li.

Li kończy turniej Bencić, Mertens odwraca losy meczu z Ostapenko

Amerykanka, rozstawiona z numerem 21, w III rundzie poradziła sobie z Belindą Bencić bez większych problemów – 6:4, 6:3, 78 minut gry. Szwajcarka, dziewiątka turnieju, zakończyła przygodę z Pekinem w poniedziałek. To nie pierwszy taki wynik tej pary – Li ograła Bencić już podczas US Open 2025, również w dwóch setach.

Jeszcze więcej emocji dostarczyło spotkanie Elise Mertens z Jeleną Ostapenko. Belgijka, rozstawiona z numerem 13, wygrała 6:2, 3:6, 6:3 – ale dopiero po dwóch godzinach i 16 minutach walki. Łotewka, 24. rozstawiona w turnieju, prowadziła w decydującym secie po przełamaniu 2:0. Potem jednak straciła własny serwis trzy razy z rzędu. Mertens odebrała tym samym rewanż za porażkę z 2019 roku w turnieju WTA 250 w Luksemburgu. Dalej czeka ją starcie z rozstawioną z trzecim numerem Coco Gauff albo z Xinran Sun, która dostała do turnieju dziką kartę.

China Open 2026 to turniej kategorii WTA 1000 na kortach twardych, z pulą nagród w wysokości 9,415 mln dolarów. Zwyciężczyni zarobi 1,151 mln dolarów i zgarnie do rankingu 1000 punktów. Rywalizacja w głównej drabince w Pekinie potrwa do 11 października.

Mer Kijowa stoi przed kamerą. Mówi o froncie, na którym sam regularnie bywa. Tyle że pytanie, jakie mu zadano, nie dotyczyło jego – dotyczyło dzieci. Dlaczego żadne z nich nie walczy w wojnie, która toczy się na Ukrainie już piąty rok?

Witalij Kliczko nie owijał w bawełnę. „Moje dzieci nigdy nie mieszkały na Ukrainie. Urodziły się w Ameryce i studiowały w Europie lub Ameryce” – oświadczył. I właśnie taki życiorys – dzieci wpływowych ludzi mieszkające poza krajem, bez żadnego kontaktu z wojną – stoi za gorzkim określeniem „Batalion Monako” albo „Batalion Londyn”, którym wielu Ukraińców określa potomków elit.

Kliczko, cytowany przez sport.ua, starał się oddzielić swoją historię od tego kontekstu. „Spędziłem dużo czasu poza Ukrainą, ale wróciłem tutaj, bo to mój kraj i moje korzenie. To była moja własna decyzja” – powiedział. Merem Kijowa jest od 2014 roku. To on zdecydował się zostać w mieście, które od lat znajduje się w centrum wojennej narracji – nie jego dzieci.

„Nie szukam śmierci, ale strach przed nią mnie nie powstrzymuje”

Najmocniejszy fragment jego odpowiedzi nie dotyczył wcale dzieci, lecz jego samego. „Często powtarza się, że aby zakończyć wojnę, dzieci tych, którzy podejmują decyzje, powinny iść na front. Co do mnie, mogę powiedzieć z całą pewnością jedno: sam regularnie znajduję się na linii frontu. Nie szukam śmierci, ale strach przed nią mnie nie powstrzymuje” – przyznał.

„Znam ludzi biznesu, których synowie i córki bronią Ukrainy, ale są też tacy, których dzieci nie walczą. Nie powinniśmy więc wrzucać wszystkich do jednego worka” – dodał Kliczko.

Brzmi to jak próba uprzedzenia krytyki, zanim ta zdąży przerodzić się w kolejną falę oskarżeń o hipokryzję elit. 55-letni Kliczko wie, jak działa opinia publiczna – wie to z doświadczenia. Przez dekady był jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy ukraińskiego sportu, posiadaczem pasów mistrzowskich WBC i WBO. W karierze bokserskiej nigdy nie trafił na deski, wygrywając 45 z 47 walk. Teraz musi bronić się na zupełnie innym ringu. Tam liczy się nie siła uderzenia, a wiarygodność.

Na stole leżała oferta z włoskiej Serie A2 warta 180 tysięcy dolarów za sezon. Quan Jackson, obrońca, którego trenerzy jednogłośnie wybrali najlepszym na tej pozycji w minionym sezonie PGE Basket Ligi, mógł po prostu to podpisać i wyjechać na Półwysep Apeniński. Zamiast tego wybrał Warszawę.

Poprzedni sezon Jackson spędził w Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski. Jego gra w defensywie zrobiła tam na ligowych szkoleniowcach takie wrażenie, że przy wyborze najlepszego obrońcy ligi nie mieli żadnych wątpliwości. Latem priorytetem nie było jednak powtórzenie tego sukcesu – Jackson celował wyżej, do klubu grającego w europejskich pucharach, najlepiej w EuroCup. „Czasami musisz zderzyć się z rzeczywistością i po prostu zejść na ziemię” – mówił, opisując własne poszukiwania.

„Chciałem trafić do klubu grającego w europejskich pucharach, najlepiej w EuroCup, by zrobić krok do przodu w stosunku do miejsca, w którym byłem w poprzednim sezonie” – przyznał koszykarz.

Oferta z Serie A2 była, jak sam ją określił, kontraktem, który trudno odrzucić. A jednak Jackson postawił wszystko na jedną kartę. „Postawiłem wszystko na jedną kartę i zaryzykowałem. Nie zawsze chodzi tylko o pieniądze. Liczy się sytuacja, rola w zespole i budowanie CV” – wyjaśnił swoją decyzję. Przed podobnym dylematem transferowym stał niedawno Jayvon Graves, który świętował mistrzostwo Polski z Legią Warszawa – z tą różnicą, że on zagranicznej propozycji nie odrzucił.

Dlaczego właśnie Dziki

Ostatecznie Jackson związał się kontraktem z Dzikami Warszawa, prowadzonymi przez trenera Marco Legovicha. O decyzji zdecydowały kwalifikacje do koszykarskiej Ligi Mistrzów – obserwował je jeszcze jako przeciwnik grający w innej lidze.

„Widziałem, że bardzo dobrze grają w ataku, zdobywają mnóstwo punktów, ale brakowało im trochę agresywności w defensywie. Pomyślałem: „mogę tam wejść i szybko im pomóc”. Poza tym styl Dzików idealnie pasuje do mojej charakterystyki – szybkie tempo, gra up-tempo” – opisywał swoje wrażenia Jackson.

Pierwsze występy w nowych barwach zdają się to potwierdzać. W meczu z Energą Treflem Sopot, wygranym przez Dziki 102:63, Jackson w niespełna 19 minut na parkiecie zapisał na swoim koncie 21 punktów, pięć zbiórek, cztery asysty i trzy przechwyty.

5 października 2026 roku na koncie The MongolZ na platformie X pojawił się krótki wpis: „On to the next chapter”. Cztery słowa, a za nimi koniec tygodni spekulacji – mongolska organizacja ogłosiła, że skompletowała swój skład CS2, kontraktując nowego zawodnika i przywracając jednego z ławki rezerwowych.

Nowym graczem jest Yesuntumur „nin9″ Gantulga. Transfer potwierdza plotki, które krążyły w środowisku jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem. Druga zmiana to powrót Anarbilega „cobrazery” Uuganbayara – wraca do wyjściowej piątki z ławki rezerwowych.

nin9 trafia do The MongolZ po prawie trzech latach w The Huns. Tam zbudował swój dorobek: MESA Pro Series Spring 2025, MESA Pro Series 2025: Road to eXTREMESLAND i MESA Pro Series Fall 2025 – wszystko wygrane. Na większej scenie radził sobie skromniej. Na PGL Astana The Huns z nin9 w składzie zajęli 12-14. miejsce.

Historia cobrazery w The MongolZ jest bardziej poskręcana. Z organizacją związany od 31 grudnia ubiegłego roku, z wyjściową piątką pożegnał się 12 lipca. A jednak w trakcie tej pierwszej kadencji zaliczył solidne wyniki: 9-11. miejsce na IEM Cologne Major, wcześniej 4. miejsce na PGL Kluż-Napoka 2026 i 3. miejsce na PGL Bukareszt 2026.

Dwa tygodnie na dotarcie się przed trzema turniejami

Nowy-stary skład The MongolZ to teraz: nin9, Garidmagnai „bLitz” Byambasuren, cobrazera, Usukhbayar „910″ Banzragch oraz Sodbayar „Techno” Munkhbold, a nad całością wciąż czuwa trener Erdenedalai „maaRaa” Bayanbat. Średnia wieku zespołu to obecnie 24,1 roku.

Czasu na zgranie się jest mało. Dwa tygodnie – tyle organizacja ma na dopracowanie formy przed pierwszym oficjalnym sprawdzianem nowej konfiguracji. Potem prawdziwy maraton: trzy turnieje w krótkim odstępie czasu. Najpierw 2. sezon 1win Private Club, 19-22 października. Następnie PGL Masters Bukareszt, 24-31 października. Na końcu IEM Beijing, od 2 do 8 listopada. Rozgrzewki nie będzie – The MongolZ wejdzie od razu na scenę, gdzie każdy błąd nowego składu zostanie zauważony.

W zawodowym boksie zrobiło się wyjątkowo gorąco za sprawą pojedynku, na który fani czekali latami. 30 września oficjalnie potwierdzono, że Anthony Joshua i Tyson Fury wreszcie staną naprzeciw siebie. Dla wielu śledzących boks joshua to spełnienie marzeń o największym brytyjskim starciu wagi ciężkiej. Przy okazji wyszły jednak na jaw okoliczności, które mogą całe wydarzenie wywrócić do góry nogami.

Walka, na którą czekały lata

Rywalizacja obu pięściarzy ciągnie się od ponad dekady, a każdy z nich to były dwukrotny mistrz świata wagi ciężkiej. Pojedynek zaplanowano na 11 grudnia na stadionie w Cardiff, co ma nadać mu rangę prawdziwego święta sportu.

The Official Fight Poster Tyson Fury vs Anthony Joshua

Warto przypomnieć, że obaj zawodnicy od lat uchodzą za największe nazwiska brytyjskiej wagi ciężkiej. Już w 2021 roku byli bliscy starcia, gdy dzierżyli komplet najważniejszych pasów, lecz plany pokrzyżowała wtedy decyzja arbitrażu. Od tamtej pory pojedynek wielokrotnie zapowiadano i odwoływano, a przełom przyniosło dopiero zaangażowanie wpływowego saudyjskiego działacza, który od miesięcy obiecywał doprowadzić do tej walki.

Droga do tego momentu była wyboista, bo kilka razy wszystko wisiało na włosku z powodu ambicji i sporów obu obozów. Każda wielka waga ciężka boks potrafi przyciągnąć miliony widzów, a to starcie zapowiada się na hit końcówki 2026 roku.

Wojna White kontra Hearn w tle

Największym zagrożeniem dla gali nie jest jednak forma zawodników, lecz zakulisowa wojna o promocję. Szef Zuffa Boxing i UFC Dana White od dłuższego czasu toczy spór z Eddiem Hearnem, wieloletnim promotorem Joshuy. White chciał dołączyć do organizacji największej walki w historii brytyjskiego boksu, lecz strona Joshuy stanowczo się temu sprzeciwiła. Wokół tematu narosło tyle emocji, że boks dzisiaj żyje głównie tym konfliktem, a nie samym aspektem sportowym.

Tyson Fury and Anthony Joshua Face Off by the Battle of Britain Belt

Napięcie dobrze pokazała pierwsza konferencja prasowa w Londynie. White się na niej nie pojawił, tłumacząc to obowiązkami przy własnym projekcie, a jego miejsce zajął dyrektor TKO Nick Khan. Co wymowne, samo nazwisko White’a wywołało gwizdy publiczności. Sam zainteresowany zapewniał z kolei, że walka to już przyklepana sprawa i nie ma w niej żadnego chaosu.

Spór, który niemal zerwał galę

Na oficjalnej liście promotorów zatwierdzonej przez brytyjską federację znalazły się ostatecznie Matchroom i Queensberry oraz saudyjski partner, a White, TKO i Zuffa Boxing zostali pominięci. Po stronie Joshuy w całym sporze opowiedział się publicznie między innymi Jake Paul, co pokazało skalę podziałów w środowisku. Dla kibiców śledzących boks aktualności to jasny sygnał, po czyjej stronie leży przewaga.

Najwięcej emocji wzbudziły przy tym trzy kwestie, które niemal wysadziły całą walkę:

Emocji nie brakuje zresztą także w świecie oktagonu. Fani znajdą osobne relacje w naszym dziale z newsami z UFC.

Ultimatum Joshuy

Właśnie dlatego Joshua postanowił z góry uciąć wszelkie próby włączenia White’a do gry. Pięściarz publicznie zadeklarował, że w razie potrzeby wycofa się z walki, byle tylko dochować wierności Hearnowi. Transmisje boks live z jego udziałem zawsze gromadzą komplet widzów, lecz tym razem to słowa, a nie ciosy, rozgrzały media:

«Moja lojalność jest przy Eddiem. Nie mam absolutnie nic do Dany, nie znam go na tyle, by cokolwiek do niego czuć, ale mój honor i lojalność w tej sytuacji stoją po stronie Eddiego Hearna.»

Taka deklaracja stawia sprawę jasno, bo wycofanie publicznych słów byłoby dla Joshuy bardzo trudne. Jednocześnie rezygnacja z gigantycznego gonorarju i walki marzeń również nie wchodzi łatwo w grę, co czyni jego ultimatum naprawdę odważnym.

Fury podkręca atmosferę

Zupełnie inaczej do sprawy podchodzi Tyson Fury, który skrzętnie korzysta z całego zamieszania. Brytyjczyk ogłosił, że z własnego kontraktu usunął zapis blokujący udział White’a w wydarzeniu. W świecie, jakim jest boks zawodowy waga ciężka, taki ruch to zarazem prowokacja wobec Hearna i otwarte zaproszenie dla szefa UFC:

«Słyszałem, że Dana White jest promotorem? W kontrakcie Joshuy zapisano, że TKO i Dana nie mogą brać udziału. Ja miałem to samo i usunąłem ten punkt, bo chcę, żeby Dana był w to zaangażowany.»

Fury nie ukrywa przy tym sympatii do White’a, chwaląc go jako biznesmena, który od zera doszedł do fortuny. Jego zdaniem Amerykanin mógłby namieszać w boksie i wygryźć Hearna z branży, co tylko dolewa oliwy do ognia.

Tyson Fury and Anthony Joshua Pose with Raised Fists Before the Fight

Walki wykraczają zresztą daleko poza ring. Miłośnicy sportów mieszanych najświeższe materiały znajdą w naszym dziale z newsami z MMA.

Okiem eksperta

Cała sytuacja pokazuje, że prawdziwy pojedynek rozgrywa się dziś poza ringiem, między White’em a Hearnem. Jeśli Joshua i Hearn postawią na swoim, będzie to znak, że potrafią przeciwstawić się najpotężniejszemu człowiekowi świata sportów walki. Jeśli ulegną, White udowodni, że jest w stanie dyktować warunki całej branży.

Niezależnie od finału tej rozgrywki widać, że współczesny boks coraz mocniej zależy od wielkich pieniędzy i wpływowych postaci zza kulis. Dla kibiców zaglądających na boks dzisiaj na żywo liczy się jednak przede wszystkim to, że po latach obietnic Joshua i Fury naprawdę wejdą do jednego ringu.

Mało który zespół wchodził w nowy sezon w gorszej atmosferze niż Detroit Red Wings. Przed startem rozgrywek eksperci niemal jednogłośnie stawiali drużynę na ostatnim miejscu w dywizji, a pierwszy mecz tylko potwierdził czarne prognozy. Dla kibiców śledzących hokej NHL to jedna z najgłośniejszych afer początku sezonu, bo klub mierzy się jednocześnie z buntem gwiazd, pustką na stanowisku menedżera i narastającym gniewem trybun.

Koszmarny początek w Detroit

Inauguracja domowego sezonu zamieniła się w festiwal frustracji. Podczas prezentacji składów trybuny wygwizdały własnego, byłego kapitana, a po straconej bramce w meczu z New York Rangers z trybun popłynęło skandowanie „sprzedaj klub”. Gospodarze przegrali to spotkanie, przedłużając najdłuższą obecnie w lidze serię bez awansu do fazy play-off, sięgającą dziesięciu sezonów.

The Detroit Red Wings Player Number 33 in the Red Jersey on the Ice

Nastroje najlepiej oddaje atmosfera wokół samego obiektu. Bilety na mecz schodziły w internecie za grosze, a w sieci zawrzało od wpisów wzywających do bojkotu biznesów należących do właściciela. Fani oglądający hokej na zywo zobaczyli zespół, który przegrywa nie tylko na lodzie, ale i w szatni oraz w gabinetach zarządu.

Dwie gwiazdy chcą odejść

Sednem kryzysu są dwaj kluczowi zawodnicy, którzy dali do zrozumienia, że nie chcą dłużej grać w Detroit. To sytuacja, w której znalezienie wyjścia bez strat wydaje się niemal niemożliwe.

Dylan Larkin na wylocie

Pierwszy sygnał pojawił się jeszcze w czerwcu, gdy kapitan zespołu zażądał wymiany, a informacja wyciekła w trakcie finału o Puchar Stanleya. Ówczesny menedżer Steve Yzerman potwierdził kulisy tej decyzji:

«Krótko po zakończeniu sezonu odebrałem telefon od agenta Dylana Larkina, który poinformował mnie, że Dylan chciałby zostać wymieniony do innego klubu.»

Mimo upływu miesięcy transfer wciąż nie doszedł do skutku, między innymi dlatego, że zawodnik ma w umowie pełną klauzulę braku wymiany obowiązującą do 2028 roku. Każda transmisja hokej na lodzie na żywo z udziałem Detroit przypomina więc o nierozwiązanej sprawie kapitana, który na inaugurację oglądał mecz z trybun z powodu urazu.

Simon Edvinsson bez kontraktu

Jeszcze bardziej palącym problemem jest sytuacja Simona Edvinssona, wybranego z numerem szóstym w drafcie 2021. Dwudziestotrzyletni Szwed pozostaje bez nowej umowy, a jego oczekiwania sięgają według mediów 9-10 mln USD rocznie. W ostatnich dwóch latach wyrósł na jeden z filarów defensywy, ustępując w hierarchii jedynie Moritzowi Seiderowi.

The Detroit Red Wings Player Number 77 in the Away Jersey

Obrońca pokazał lojalność, przyjeżdżając na obóz bez kontraktu, lecz po fiasku rozmów wrócił do Szwecji i trenuje z dawnym klubem. Wielu kibiców szukało wyjaśnień w serwisach pokazujących hokej na żywo transmisja, gdy sprawa eksplodowała w trakcie weekendu.

Bombę zdetonował czołowy kanadyjski insider Elliotte Friedman:

«Klub i agenci w ogóle ze sobą nie rozmawiają, a w całej lidze mówi się dziś, że nierozwiązany kontraktowo Simon Edvinsson woli wymianę z Detroit.»

Klub przekonuje, że wciąż chce zatrzymać zawodnika, lecz oferuje jedynie krótkoterminowy kontrakt pomostowy, czego Szwed nie akceptuje. Nad całą sprawą wisi dodatkowo zbliżający się grudniowy termin, po którym zawodnik z jego statusem nie będzie mógł podpisać umowy w tym sezonie.

Zmarnowane lato transferowe

Źródeł obecnego chaosu trzeba szukać w biernym oknie transferowym. Podczas gdy rywale przebudowywali składy całymi tercetami, a niektórzy sprowadzali gwiazdy, Detroit zachowywało się tak, jakby potrzebowało jedynie drobnych korekt. Dla kibiców analizujących hokej online lista letnich ruchów szybko stała się symbolem zaprzepaszczonej szansy:

Szczególnie boleśnie wygląda zamiana Kane’a na Arvidssona, bo choć Szwed bywa solidny, to jako napastnik ścisłej czołówki ustępuje klasą Amerykaninowi. Rynek otworzył się zresztą dopiero wtedy, gdy o żądaniu Larkina było już głośno, co od początku ustawiło klub w defensywie.

Emocji tej jesieni dostarcza jednak nie tylko lód. Fani sportów walki znajdą osobne relacje w naszym dziale z newsami z boksu.

Dwa miesiące bez steru

Osobnym wątkiem jest wakat na kluczowym stanowisku. W połowie lipca Steve Yzerman odszedł z funkcji generalnego menedżera, przechodząc do roli doradcy, a do dziś nie wiadomo, czy była to jego decyzja, czy życzenie właścicieli. Przez kolejne tygodnie klubem tak naprawdę nikt nie kierował, co przy nierozwiązanych sprawach gwiazd okazało się katastrofalne.

Dopiero w połowie września Detroit mianowało pełniącego obowiązki menedżera Shawna Horcoffa, który wcześniej prowadził zespół farmerski. Decyzja zapadła tuż przed upływem terminu na podpisywanie najdłuższych kontraktów, co tylko podkreśliło, jak bardzo klub spóźnił się z działaniem. Oglądając hokej na lodzie live, trudno oprzeć się wrażeniu, że organizacja przez całe lato dryfowała bez planu.

Kibice celują w właściciela

Skoro Yzerman nie szukał sobie następcy, gniew kibiców skierował się wyżej, w stronę właściciela Chrisa Ilitcha. Przejął on stery rodzinnego imperium po śmierci ojca, a w jego skład wchodzi nie tylko klub hokejowy, lecz przede wszystkim jedna z największych sieci pizzerii w kraju, hotele oraz baseballowy zespół z Detroit. W obu sportowych projektach odsetek zwycięstw od lat utrzymuje się na podobnym, rozczarowującym poziomie.

A Man in a Suit in Front of the Fox Theatre in Detroit

Do tego dochodzą głośne kulisy, o których piszą amerykańskie media. Według tych doniesień właściciel miał przed laty zablokować gotowy już transfer uznanego napastnika, a upór w sprawie Edvinssona miał storpedować potencjalną wymianę za supergwiazdora defensywy. Kibice szukający typy hokej na kolejne mecze Detroit muszą więc brać pod uwagę nie tylko formę drużyny, ale i chaos w zarządzie.

Sportowych emocji nie brakuje zresztą także na murawie. Miłośnicy futbolu najświeższe materiały znajdą w naszym dziale z newsami z piłki nożnej.

Co czeka Red Wings

Sytuacja w Detroit to podręcznikowy przykład tego, jak nadmierna ingerencja właściciela potrafi sparaliżować cały klub. Dopóki organizacja nie znajdzie stałego menedżera z realnymi kompetencjami, trudno oczekiwać, by sprawy Larkina i Edvinssona rozwiązały się po myśli drużyny.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada rozstanie z obiema gwiazdami, choć w zamian klub raczej nie dostanie zawodników ich kalibru. Bez szybkiego uporządkowania zarządu Detroit ryzykuje, że z utytułowanej marki ostatecznie stanie się ligowym symbolem chaosu. Kibice typujący typy na dzis hokej jeszcze długo będą traktować mecze Red Wings jako wielką niewiadomą, w której o wyniku decyduje atmosfera poza lodem.

Portugalia pieczętowała awans do ćwierćfinału Ligi Narodów, a Cristiano Ronaldo był już w powietrzu. Zamiast świętować z kolegami, wylądował w Rijadzie, wracając do Al-Nassr. Jego reprezentacja tymczasem bez niego poradziła sobie znakomicie — zwycięstwo z Norwegią było już czwartym z rzędu, a gola dla Portugalczyków strzelił obrońca FC Barcelony Joao Cancelo.

Właśnie po tym meczu selekcjoner Jorge Jesus zdecydował się jasno określić swoje stanowisko wobec Ronaldo. „Nie wiem, co się wydarzy. Dla mnie wszystko pozostaje otwarte. Musi zdecydować o swojej przyszłości przed kolejnymi powołaniami. Jeśli będzie grał i będzie chciał być w reprezentacji, może wrócić, kiedy tylko zechce. Dlaczego nie?” — powiedział szkoleniowiec.

Jesus nie owijał w bawełnę. Całą sprawę nazwał po imieniu — nieporozumieniem. „To było nieporozumienie i moim zdaniem łatwo je rozwiązać. Jeśli chodzi o mnie, wszystko jest w porządku” — zaznaczył. Potwierdził też wprost, że widzi Ronaldo w swojej najbliższej kadrze. „Dla mnie Cris będzie zawodnikiem powołanym na następne zgrupowanie, jeśli będzie grał w Al-Nassr i będzie chciał wrócić do reprezentacji” — dodał.

Jesus: „Nie przepraszam nikogo”

Selekcjoner zdradził, że rozmawiał z Ronaldo o tym, jak powinna wyglądać końcówka jego kariery narodowej. „Powiedziałem Cristiano, że nie może zakończyć kariery w reprezentacji po mistrzostwach świata, przegrywając i płacząc. Musi ją zakończyć, grając dobrze” — relacjonował. Decyzja, jak dodał, ostatecznie należy do samego piłkarza. „Chcę, żeby został. On wie, że to kiedyś się skończy, że nie trwa wiecznie. Chciałbym jednak, żeby zakończył grę w reprezentacji tak, jak sam tego chce. To on zdecyduje” — mówił Jesus.

Trener przypomniał też słowa, które skierował do Ronaldo na swoim pierwszym zgrupowaniu jako selekcjoner. „Potrzebuję cię. Niezależnie od tego, czy grasz, czy nie, potrzebuję cię. Teraz jest tak samo” — zacytował siebie. Przyznał jednak, że do pełnego porozumienia trzeba dwóch stron, nie jednej. „Żeby dwie osoby doszły do porozumienia, obie muszą porozmawiać i się dogadać” — powiedział. Portugalska federacja, jak się okazuje, już pracuje nad tym, by do takiego spotkania doszło.

Przepraszać za to, co wywołało całe zamieszanie, Jesus jednak nie zamierza. „Nie przepraszam nikogo. Problem, który to wszystko wywołał, polegał na tym, że zawodnik się rozgrzewał. Ale za co mam przepraszać? Kogo? To kłamstwo. Za co miałbym przepraszać? Jaki miałbym mieć powód?” — pytał retorycznie selekcjoner.

Głos w sprawie zabrał też Cancelo. Przyznał, że kontaktował się z Ronaldo, choć szczegółów rozmowy nie zdradził. „Bez wątpienia wszystko zakończy się w najlepszy możliwy sposób. Rozmawiałem z nim, ale nie będę tutaj mówił, o czym” — stwierdził obrońca Barcelony. Dla swojego kapitana nie szczędził też słów uznania. „Cris jest naszym kapitanem, symbolem reprezentacji i najlepszym piłkarzem, jakiego kiedykolwiek miała Portugalia” — powiedział Cancelo.

Sam Ronaldo na razie milczy. Publicznie nie wypowiedział się, jak widzi swoją dalszą przyszłość w narodowych barwach. A jego lot do Rijadu w dniu meczu z Norwegią tylko podkreślił jedno: decyzja wciąż leży w jego rękach.

W poniedziałek w Szanghaju padły nazwiska, których polscy kibice tenisa po prostu nie mogli przegapić. Rozlosowano drabinkę turnieju Rolex Shanghai Masters 2026 i okazało się, że Hubert Hurkacz oraz Kamil Majchrzak wylądowali w tej samej, drugiej ćwiartce zestawienia. Obaj zaczną od pierwszej rundy – żaden z nich nie znalazł się w gronie rozstawionych.

Hurkacz zmierzy się najpierw z Australijczykiem Jamesem Duckworthem. Bilans wzajemnych starć mówi jasno: 2-0 dla Polaka. Pierwsze zwycięstwo przyszło w 2021 roku, na paryskim Masters 1000. Drugie – trzy lata później, na trawie w Halle, w turnieju ATP 500.

To jednak dopiero przystawka. Prawdziwa emocja tej ćwiartki czeka w drugiej rundzie – jeśli Hurkacz przejdzie Duckwortha, naprzeciw niego stanie Novak Djokovic. Serb, rozstawiony z numerem 10, dostał w pierwszej rundzie wolny los, co zresztą nie jest niczym nadzwyczajnym przy zawodnikach jego rangi. Prosto wejdzie więc na kort przeciwko zwycięzcy pary Hurkacz-Duckworth.

Majchrzak ma przed sobą inną historię, choć równie smakowitą. W pierwszej rundzie zagra z Niemcem Yannickiem Hanfmannem. Panowie mierzyli się tylko raz, w 2021 roku, na poziomie challengerów – Majchrzak wygrał tamten półfinał w Szczecinie. Awans w Szanghaju oznaczałby dla Polaka pojedynek z rozstawionym z numerem 7 Francesem Tiafoe z USA, z którym nigdy wcześniej nie grał w zawodowym touro.

Shelton, Musetti i cień Chengdu

Najwyżej notowanym zawodnikiem w ćwiartce Hurkacza i Majchrzaka jest Ben Shelton, rozstawiony z numerem 3 i finalista ostatniego US Open. Towarzyszą mu tam Jakub Mensik, Lorenzo Musetti i Alejandro Davidovich Fokina. Nazwisko Hiszpana brzmi dla Hurkacza wyjątkowo nieprzyjemnie – to właśnie on pokonał Polaka w finale turnieju w Chengdu, zaledwie kilka dni przed losowaniem w Szanghaju.

Nad całą drabinką unosi się nieobecność Jannika Sinnera, który nie wystąpi w Szanghaju z powodu kontuzji. To otworzyło drogę do pozycji lidera rozstawienia Alexandrowi Zverevowi, wiceliderowi rankingu ATP. Niemiec na drodze do ćwierćfinału może natrafić na Alexandra Blockxa, Aleksandra Bublika lub Brandona Nakashimę, a w samym ćwierćfinale ewentualnie zmierzyć się z Alexem de Minaurem, rozstawionym z numerem 9, albo Flaviem Cobollim, numerem 6.

Carlos Alcaraz, rozstawiony z numerem 2, trafił na sam dół drabinki. Towarzyszą mu tam Daniił Miedwiediew z numerem 5, Taylor Fritz i Tommy Paul. Obrońcą tytułu z poprzedniej edycji jest Valentin Vacherot z Monako – już w trzeciej rundzie może zagrać z Paulem, a w 1/8 finału ewentualnie z samym Alcarazem.

Trzecia ćwiartka drabinki należy do Felixa Augera-Aliassime’a, rozstawionego z numerem 4, i Arthura Filsa, numerem 8. W tym samym gronie znajdą się Rafael Jodar, Learner Tien, Jiri Lehecka i Casper Ruud.

Rywalizacja w głównej drabince rozpocznie się w środę, 7 października, a turniej potrwa do 18 października. Stawka jest wysoka – zwycięzca singla zarobi 1,151 mln dolarów i zgarnie 1000 punktów do rankingu ATP. Rolex Shanghai Masters to zawody kategorii Masters 1000, rozgrywane na korcie twardym, z łączną pulą nagród sięgającą 9,415 mln dolarów.

Minęła zaledwie godzina od chwili, gdy w sieci zaczęły krążyć publikacje opisujące szczegóły uzasadnienia jego wyroku, a Mamed Khalidov już sięgał po telefon. Na Facebooku opublikował własne zdjęcie z podpisem Marka Twaina: „Kłamstwo zdąży obiec połowę świata, zanim prawda włoży buty”. Zrzut ekranu dołączony do wpisu pokazywał już kilkadziesiąt komentarzy – a sama publikacja wisiała dopiero od godziny.

Chodzi o sprawę, w której Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach w lipcu wymierzył zawodnikowi łączną karę półtora roku pozbawienia wolności oraz 280 tysięcy złotych grzywny. Wyrok dotyczył między innymi paserstwa samochodów oraz naruszenia nietykalności funkcjonariusza policji. Khalidov został natomiast uniewinniony od zarzutu nielegalnego posiadania broni palnej. Orzeczenie nie jest prawomocne – zawodnik zapowiedział odwołanie.

Co pisały media

W ostatnich dniach w mediach pojawiły się publikacje przedstawiające ustalenia zawarte w uzasadnieniu wyroku. Opisywano w nich okoliczności nabywania luksusowych pojazdów, ich ceny oraz rolę, jaką według sądu miał odgrywać Khalidov. To właśnie po tej serii doniesień zawodnik zdecydował się na publiczny komentarz w postaci wpisu z cytatem Twaina – i w krótkim czasie wywołał on żywą dyskusję wśród internautów.

Sam Khalidov nie odniósł się bezpośrednio do konkretnych ustaleń opisywanych w mediach. Wyrok pozostaje nieprawomocny, a finalne rozstrzygnięcie zapadnie po rozpoznaniu zapowiedzianej apelacji.

Instalacja aplikacji
Pobierz