⚡ Aktualnie:
Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”? Czy Conor McGregor jeszcze wróci do klatki? Jego trener nie ma wątpliwości „Poluję na tego kurczaka” – Khamzat Chimaev domaga się rewanżu z Seanem Stricklandem Które kraje powalczą o igrzyska 2036? MKOl podał termin decyzji NBA. Ile zawodników potrzeba do meczu? Pacers odpowiedzieli – sześciu Ile czasu dał klub Ante Simundzy po porażce z Radomiakiem? Niespełna godzinę Kogo szukał Urban na meczu Raków – Pogoń? Selekcjoner nie był tam sam Jak ostatni w tabeli Raków rozbił trzecią Pogoń grającą w dziewięciu? Kto poprowadzi Bena Sheltona po US Open? Do sztabu wchodzi Juan Carlos Ferrero Świątek straciła punkty za WTA Finals. Oto najnowszy ranking Czy Maja Chwalińska zostanie Sportowcem Roku „Przeglądu Sportowego”?

AMW Arka Gdynia zastrzegła numer 34, z którym przez lata grywał Adam Hrycaniuk. Koszulka legendarnego skrzydłowego powędrowała pod dach Polsat Plus Areny Gdynia – stało się to podczas meczu ze Śląskiem Wrocław. Od teraz numeru 34 nie założy już żaden zawodnik klubu.

W Gdyni Hrycaniuk spędził 12 sezonów. To z Arką na piersi sięgnął po cztery mistrzostwa Polski – w latach 2008-2012 – a do kompletu dołożył Puchar Polski i Superpuchar Polski. Z zawodowym koszykarstwem pożegnał się po poprzednim sezonie, mając 42 lata.

Ceremonię zorganizowano w trakcie meczu, który Arka wygrała ze Śląskiem Wrocław 95:70. Na parkiecie, u boku córki, Hrycaniuk osobiście uczestniczył w zawieszeniu koszulki z numerem 34. Padły też podziękowania – m.in. pod adresem Przemysława Sęczkowskiego, byłych kolegów z drużyny, rodziny i kibiców.

Tym samym nazwisko Hrycaniuka trafiło do wąskiego grona zawodników Arki z zastrzeżonymi numerami. Towarzystwo nieprzypadkowe: Tomas Pacesas, Qyntel Woods i Goran Jagodnik.

Liczby, które mówią same za siebie

W najwyższej klasie rozgrywkowej Hrycaniuk rozegrał 657 meczów i zdobył 3996 punktów. Był też filarem reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w 2019 roku – biało-czerwoni skończyli wtedy turniej na ósmym miejscu.

Sam zainteresowany nie zamyka jednak drzwi do klubu na dobre. Jak zapowiedział, na razie korzysta ze sportowej emerytury, ale w przyszłości chce dalej wspierać gdyński klub.

Na lodowisku Jantor weekend upłynął pod znakiem kompletu spotkań TAURON Ligi Hokeja Kobiet oraz Centralnej Ligi Juniorów. Kibice zobaczyli przy tym dwa zupełnie inne oblicza rywalizacji Kojotek Naprzód Janów ze Stoczniowcem Gdańsk. W sobotę górą były gospodynie – Kojotki pokonały gdańszczanki po serii rzutów karnych 4:3.

Bohaterką tamtego starcia mogła czuć się Magdalena Łąpieś. Sama strzeliła trzy gole dla Stoczniowca. To jednak nie wystarczyło do zwycięstwa – o dodatkowym punkcie zadecydowały karne. Decydującej serii nie wykorzystał zespół ze Stoczni, za to skuteczna okazała się Sylwia Łaskawska. Jej pewny strzał dał Kojotkom komplet punktów.

Rewanż należał do Stoczniowca

Niedziela wyglądała już zupełnie inaczej. Stoczniowiec Gdańsk wziął odwet i wygrał 6:5. O losach meczu zadecydowała druga tercja – gdańszczanki wygrały ją aż 4:0, odrabiając straty i budując przewagę, której Kojotki nie zdołały już odrobić. Prowadzony przez trenerkę Magdalenę Jabłońską Stoczniowiec pokazał, że potrafi szybko wyciągnąć wnioski po porażce sprzed jednego dnia.

Dzięki tej wygranej Stoczniowiec Gdańsk umocnił się na pozycji lidera tabeli TAURON Ligi Hokeja Kobiet, mając na koncie 16 punktów. Tuż za plecami gdańszczanek czai się jednak Polonia – 15 punktów i wciąż jeden zaległy mecz w zapasie. Walka o szczyt tabeli pozostaje więc całkowicie otwarta.

Bytomianki zresztą nie próżnowały w ten weekend. Polonia Bytom dwukrotnie wysoko pokonała UKHK Unię Oświęcim – forma, która może jeszcze zaważyć na końcowym rozkładzie sił w lidze.

Swoje mecze w ramach Centralnej Ligi Juniorów rozegrali też najmłodsi. JKH GKS Jastrzębie przegrał z MMKS Podhale 0:3 i nie znalazł sposobu na zdobycie choćby jednej bramki. Zupełnie inaczej zaprezentowała się młodzież BS Polonia Bytom – dwukrotnie okazała się lepsza od UKS Zagłębie Sosnowiec, wygrywając 5:2 i 5:3.

Nikola Bartunkova jest w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Pekinie. W IV rundzie pokonała Sinję Kraus w trzech setach, a wynik 6:0, 4:6, 6:3 dla 20-letniej Czeszki mówi sam za siebie — zwłaszcza że w stawce rozstawiona była z numerem 26.

Droga Bartunkovej przez pekińską drabinkę od początku zwracała uwagę. Zaczęła od drugiej rundy, gdzie odprawiła Magdalenę Fręch. Potem przyszło jej dotychczas największe zwycięstwo w karierze — wyeliminowała drugą rakietę świata, Arynę Sabalenkę.

Jej czwartkowa rywalka też przeżywała udany tydzień. Sinja Kraus, docierając do czwartej rundy w Pekinie, zanotowała najlepszy wynik w karierze w turniejach rangi WTA 1000. Wcześniej pokonała Dajanę Jastremską, a ta z kolei zdążyła wcześniej wyeliminować Maję Chwalińską.

Sam mecz Bartunkova – Kraus to istny rollercoaster. Pierwszego seta Czeszka rozstrzygnęła do zera — trzy przełamania, w tym obrona dwóch break pointów już w trzecim gemie. W drugiej partii sytuacja się odwróciła. Kraus przełamała rywalkę, odskoczyła na 3:1 i domknęła seta wynikiem 6:4. Najwięcej emocji dostarczył jednak ósmy gem tej partii: Bartunkova prowadziła już 0:40 przy podaniu Austriaczki, ta jednak nie poddała się i wygrała pięć akcji z rzędu, ratując gema.

O tym, kto pojedzie dalej, zadecydował szósty gem seta decydującego. Przełamanie w tym momencie dało Bartunkovej kontrolę nad partią — i całym meczem, który zamknęła wynikiem 6:3.

Czeski pojedynek o półfinał

To pierwszy w karierze ćwierćfinał turnieju rangi WTA 1000 dla Nikoli Bartunkovej. Czeka ją teraz rodaczka — rozstawiona z numerem 7 Karolina Muchova, która awansowała po trzysetowym zwycięstwie nad Naomi Osaką. W walce o półfinał China Open zobaczymy więc czeski pojedynek.

Rozgrywany na twardym korcie turniej w Pekinie to impreza rangi WTA 1000 z pulą nagród sięgającą 9,415 mln dolarów.

Dwudziesty czwarty sezon ESL Pro League trwa w Katowicach od 3 do 11 października. We wtorek 6 października rozstrzygnie się, kto dołączy do grona ćwierćfinalistów walczących potem o tytuł w Spodku. W turnieju bierze udział szesnaście zespołów, z których połowa awansuje do fazy play-off rozpoczynającej się właśnie ćwierćfinałami. Ćwierćfinały, półfinał, wielki finał oraz mecz o trzecie miejsce zostaną rozegrane w katowickiej hali.

Stawka jest wysoka — łączna pula nagród 24. sezonu ESL Pro League wynosi milion dolarów. Zwycięzca całego turnieju zgarnie 125 tysięcy dolarów, do czego dojdzie jeszcze 170 tysięcy dolarów w ramach tzw. club share. Czego w tej edycji zabraknie, to polskiego akcentu sportowego — żaden rodzimy zespół nie bierze udziału w rozgrywkach.

Pierwsze bilety do ćwierćfinału mają już w kieszeni Team Vitality i MOUZ — to jedyne drużyny z kompletem trzech zwycięstw. Niemiecko-duński skład MOUZ zrobił to kosztem Team Spirit, które w poniedziałek niespodziewanie przegrało ten pojedynek. I to właśnie Spirit otworzy wtorkowy dzień — o 14:00 zmierzy się z 1win w meczu BO3. O tej samej porze na drugiej mapie rywalizacji G2 Esports zagra z PARIVISION.

Polski akcent i starcie z historią

O 16:30 na padzie pojawi się FURIA, która zmierzy się z Aurorą. To starcie ma już swoją historię — w tym roku obie ekipy grały ze sobą czterokrotnie, a górą tylko raz była turecka organizacja. Do trzeciej mapy w tych pojedynkach doszło zaledwie raz, przy okazji ostatniego meczu na Esports World Cup. Równolegle, też o 16:30, zagrają 9z i BETBOOM.

Wieczorny blok otworzy starcie Team Falcons z Natus Vincere o godzinie 19:00. Falcons wchodzą w ten mecz w dobrej formie. W trakcie turnieju urwały już mapę Team Vitality, a wcześniej pokonały zarówno G2, jak i 9z. O tej samej godzinie Legacy zmierzy się z M80 — tym meczem zamknie się wtorkowy program rozgrywek w Spodku.

Robert Lewandowski zagra od pierwszej minuty w meczu Chicago Fire z Vancouver Whitecaps. To ważna informacja, zwłaszcza że napastnik nie pojechał z reprezentacją Polski na wyjazdowy mecz z Bośnią i Hercegowiną, w którym Biało-Czerwoni przegrali 0:1.

Decyzja o wcześniejszym powrocie do USA zapadła jeszcze po meczu z Rumunią – Lewandowski rozmawiał tam z trenerem Janem Urbanem. I tak nie zagrałby w Zenicy, bo żółta kartka otrzymana w starciu z Rumunią automatycznie wykluczyła go z kolejnego spotkania kadry. W tych okolicznościach wcześniejszy powrót do klubu i przygotowania do ligowego hitu po prostu miały sens.

Chicago Fire czeka teraz ważny mecz z Vancouver Whitecaps. Przed tym spotkaniem dziennikarze zapytali trenera Gregga Berhaltera o zdrowie i gotowość Lewandowskiego. Odpowiedź nie pozostawiała wątpliwości, jak do tej sprawy podchodzi sztab.

Nie. Nie ma takiego [limitu czasowego]. Chodzi tylko o jego stan. Robert przyleciał do Chicago i trenuje z nami

Słowa Berhaltera potwierdził Alex Calabrese, dziennikarz na bieżąco śledzący Chicago Fire – przekazał, że Lewandowski będzie dostępny od pierwszej minuty przeciwko Vancouver. Trener nie planuje więc żadnych ograniczeń minutowych dla Polaka.

Forma z kadry nie pozostawia wątpliwości

Lewandowski wystąpił w Lidze Narodów w meczach z Bośnią i Hercegowiną, Szwecją oraz Rumunią. Najmocniej zapisał się w starciu z Rumunią. Polska wygrała tam 6:0, a sam napastnik strzelił trzy gole. Taka forma strzelecka tylko podkreśla, jak ważny jest jego powrót do składu Chicago Fire przed starciem z Vancouver.

Mecz Chicago Fire – Vancouver Whitecaps odbędzie się we wtorek 6 października czasu amerykańskiego, na Soldier Field. Kibice w Polsce zobaczą to spotkanie dzień później, w środę 7 października, od godziny 2:30.

Lando Norris w końcu wyjaśnił, co właściwie stało się za samochodem bezpieczeństwa podczas GP Bahrajnu w Malezji – incydent rozegrał się na torze Sepang. Urzędujący mistrz świata skończył wyścig na 9. miejscu, tracąc przy tym szansę na walkę o okolice piątej pozycji.

Weekend McLarena od początku nie układał się po ich myśli. Zespół popełnił błąd strategiczny, wysyłając samochód na mediumach na tor, który był wtedy zbyt mokry na taki wybór gumy. Jakby tego było mało, pod koniec wyścigu swoje dodał sam Norris.

Wszystko zaczęło się od pełnej neutralizacji wyścigu. George Russell, z zepsutym Mercedesem, zjeżdżał na pobocze, co zmusiło organizatorów do wypuszczenia safety cara. I właśnie w tej chwili Norris pomylił się w ocenie dystansu do bolidu jadącego przed nim – pojechał prosto, nie zdążył skręcić, i skończył w żwirze. Z pułapki udało mu się wygrzebać, choć po drodze o włos – dosłownie o centymetry – minął się ze swoim kolegą z zespołu McLaren.

„To mnie zaskoczyło i tyle”

Po wyścigu Norris przyznał, że ruch grupy kierowców jadących przed nim zaskoczył go samą gwałtownością zwolnienia. „Wszyscy mocno zahamowali z powodu George’a. Ja byłem na tyle daleko z tyłu, że nie widziałem, jak wolno jechali. To mnie zaskoczyło i tyle” – powiedział Brytyjczyk.

W rozmowie z F1TV kierowca McLarena tłumaczył, że z jego miejsca na trasie ciężko było ocenić, co dokładnie się dzieje. „Pod takim kątem i z miejsca, w którym byłem, trudno było dostrzec, jak bardzo wszyscy zwolnili po zatrzymaniu się George’a” – zaznaczył. Jak dodał, kierowcy przed nim jechali z prędkością zaledwie około 10 km/h – a jego samego tempo całej grupy zaskoczyło kompletnie.

Mimo to Norris nie próbował się wykręcać. „Ostatecznie to moja wina. Miałem pecha z tym, jak bardzo wszyscy się zbili. To spieprzyło moją sytuację” – podsumował krótko mistrz świata.

Sezon PGE Basket Ligi 2026/2027 ruszył na dobre. W 1. kolejce rozegrano osiem spotkań, a już pierwsze mecze przyniosły niespodzianki i jedną bardzo wyraźną demonstrację siły.

Tę ostatnią zafundowały Dziki Warszawa. Zespół rozgromił Energę Trefl Sopot 102:63, czyli różnicą aż 39 punktów. Warszawską ekipę prowadzi trener Marco Legovich i po tak efektownym otwarciu sezonu Dziki zajmują 1. miejsce w tabeli.

Bez większych problemów poradziła sobie też AMW Arka Gdynia, pokonując WKS Śląsk Wrocław 95:70. Ta porażka boli wrocławian szczególnie, bo Śląsk w tym sezonie gra również w europejskim EuroCupie. Trener gości, Danny Franco, nie szczędził słów krytyki i nazwał występ swojego zespołu „bałaganem na parkiecie”.

„Bałaganem na parkiecie” – tak Danny Franco, trener WKS Śląsk Wrocław, opisał grę swojego zespołu w starciu z Arką Gdynia.

Wysoko wygrał również King Szczecin, który rozprawił się z Arrivą Lotto Twardymi Piernikami Toruń 104:85. Więcej emocji dostarczyły mecze rozstrzygnięte po dogrywce. PGE Start Lublin musiał uznać wyższość Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski, przegrywając 79:84. Podobny scenariusz, choć z innym rezultatem, zobaczyliśmy we Włocławku – Anwil pokonał Górnika Zamek Książ Wałbrzych 88:87, też po dogrywce.

Niespodzianka w Bydgoszczy

Największe zaskoczenie 1. kolejki czekało w Bydgoszczy. Beniaminek, Enea Łaciate Astoria Bydgoszcz, we własnej hali pokonał aktualnego wicemistrza Polski, Zastal Zielona Góra, wynikiem 105:95. Dla zielonogórzan, którzy w ubiegłym sezonie sięgnęli po srebrne medale, to naprawdę bolesny początek nowej kampanii.

W pozostałych meczach kolejki Legia Warszawa wygrała na wyjeździe z Energą Czarni Słupsk 79:76, a MKS Dąbrowa Górnicza triumfował nad Euvic GTK Gliwice 89:78.

Audi wyjeżdża na Grand Prix Singapuru 2026 w bolidzie, jakiego nie zobaczymy gdzie indziej – R26 dostał jednorazowe malowanie przygotowane specjalnie na tę rundę. W projekcie zespołowa srebrnoszara kolorystyka spotyka się z tradycyjnym wzorem kultury Peranakanów.

Dla Audi ten weekend ma jeszcze jeden wymiar – Grand Prix Singapuru 2026 będzie pierwszym nocnym wyścigiem Formuły 1 w historii zespołu. Bazą malowania pozostaje znany już odcień Titanium Silver Grey, tyle że w specjalnej odmianie przygotowanej wyłącznie na tę jedną rundę.

Peranakański motyw trafił na boczne sekcje nadwozia i tylne skrzydło bolidu. Ten sam wzór przeniesiono też na kombinezony kierowców – w Singapurze w barwach Audi wystartują Nico Hülkenberg i Gabriel Bortoleto.

Skąd ten pomysł? Inspiracją było przejście Singapuru od światła dziennego do zmierzchu – zjawisko, które nadaje ton całemu nocnemu wyścigowi na Marina Bay.

Kolekcja z Adidasem i kampania „The Art of Influence”

Prezentację malowania Audi połączyło z limitowaną kolekcją przygotowaną wspólnie z Adidasem. Wszystko to złożono w program „The Art of Influence”, skierowany do kibiców zarówno na miejscu w Singapurze, jak i w sieci.

Za komunikację projektu odpowiada Stefano Battiston, dyrektor Audi ds. marki i działalności komercyjnej. „Przybliżanie Formuły 1 ludziom oznacza zapewnianie kibicom większej liczby sposobów, by mogli poczuć się częścią zespołu, niezależnie od tego, gdzie się znajdują. Singapur pokazuje, jak możemy to osiągnąć za pomocą jednej spójnej idei” – powiedział Battiston.

„Specjalne malowanie Audi wyraża naszą markę poprzez projekt ukształtowany przez miasto, a kibice na całym świecie mogą odkryć go dzięki internetowej prezentacji” – dodał Battiston.

To jednorazowy projekt, stworzony wyłącznie na rundę w Singapurze. Gdy weekend się skończy, bolid wróci do swojej standardowej, srebrnoszarej identyfikacji.

Burmistrz Nowego Targu Grzegorz Watycha wprowadził drugą autopoprawkę do projektu zmian w budżecie miasta. Chodzi o kolejne 500 tys. zł dla spółki Podhale Nowy Targ. Pieniądze mają pochodzić z wydatków bieżących przeznaczonych na drogi gminne. Ostatnie słowo należy do radnych – decyzję o przesunięciu środków podejmą podczas sesji Rady Miasta w dniu publikacji artykułu.

Samo zarządzenie burmistrza nosi datę 5 października. Zgodnie z nim o 500 tys. zł zmniejszony zostanie plan wydatków bieżących w rozdziale „Drogi publiczne gminne”, a ta sama suma wędruje do rozdziału budżetu obejmującego zadania z zakresu kultury fizycznej. Jak zapisano w autopoprawce, pieniądze mają zostać zabezpieczone na dopłatę do spółki komunalnej Podhale Nowy Targ Sp. z o.o.

Spółka powołana po miesiącach niepewności

Podhale Nowy Targ jako spółka powstało w 2026 roku. Celem było odbudowanie seniorskiego hokeja w mieście i powrót „Szarotek” na najwyższy szczebel rozgrywkowy. Miasto sięgnęło po to rozwiązanie po miesiącach niepewności wokół przyszłości seniorskiego hokeja w Nowym Targu. Kapitał zakładowy ustalono na 500 tys. zł, a funkcję prezesa objął Wojciech Śniegowski. To właśnie spółka wzięła na siebie organizację drużyny, która po rocznej przerwie wróciła do Tauron Hokej Ligi.

Kwestia finansowania ciągnie się od dawna. Już podczas wrześniowej konferencji prasowej przed startem rozgrywek burmistrz Grzegorz Watycha mówił otwarcie, że kapitał zakładowy w wysokości 500 tys. zł okazał się zbyt skromny wobec rzeczywistych potrzeb spółki. Jeśli radni przyjmą teraz proponowane zmiany, miasto wyłoży na spółkę łącznie 1 mln zł – pierwsze 500 tys. zł kapitału zakładowego plus kolejne 500 tys. zł dopłaty.

Aligatores Fight Club działa w Warszawie od 2019 roku. Zaczęło się od seminariów BJJ prowadzonych przez Adama Wardzińskiego, wielokrotnego medalistę mistrzostw świata w tej dyscyplinie. To wydarzenie od razu nadało ton na kolejne lata – techniczny poziom treningów miał być tu priorytetem od pierwszego dnia.

Za powstaniem klubu stoi Kamil Umiński – założyciel, właściciel i jeden z głównych trenerów. To zawodnik z własnym, poważnym dorobkiem sportowym: czterokrotny złoty medalista mistrzostw Europy ADCC i czterokrotny uczestnik światowego czempionatu tej federacji. Ma czarny pas BJJ i prowadzi kadrę narodową GAMMA. Obok niego trenują tu Radosław Turek, Arturo Tatosyan, Rafał Korczak i Janek Kinowski.

Siedziba klubu znajduje się przy ul. Nowogrodzkiej 50 w Warszawie – to ponad 2000 metrów kwadratowych powierzchni treningowej podzielonej na kilka stref. Sam budynek ma swoją historię: powstał w 1926 roku i jest jednym z niewielu miejsc w stolicy, które przetrwały wojnę bez zniszczeń. Wcześniej urzędował w nim Narodowy Bank Rolny. Klubowe hasło? „University Of Pain” – Uniwersytet Bólu.

Zawodnicy, którzy budują markę klubu

Najgłośniejszym nazwiskiem ostatnich miesięcy jest Iwo Baraniewski. Na turnieju DWCS w 2025 roku wygrał pojedynek przez nokaut w zaledwie 20 sekund – i to wystarczyło, by dostać kontrakt z UFC. Debiut w organizacji okazał się jednak gorzki: Baraniewski przegrał z Alonzo Menifieldem w walce rozstawionej na karcie głównej gali UFC 331.

Klub może się też pochwalić związkiem z Marcinem Tyburą, weteranem wagi ciężkiej UFC, który trenuje także w Ankos MMA Poznań i przez lata utrzymywał się w TOP10 rankingu dywizji. W jego CV jest mistrzowski pas organizacji M1. W marcu 2024 roku poddał Tai Tuivasę już w pierwszej rundzie walki wieczoru gali UFC Fight Night. Były też porażki na najwyższym poziomie – w lipcu 2023 roku w Londynie przegrał z Tomem Aspinallem, a w październiku 2021 roku na gali UFC 267 nie poradził sobie z Alexandrem Volkovem na pełnym dystansie. Warto dodać, że na tej samej karcie UFC 267 walczyli Islam Makhachev i Khamzat Chimaev, a pasa mistrzowskiego bronił wtedy Jan Błachowicz.

Trzecim rozpoznawalnym nazwiskiem jest Marcin Naruszczka – weteran polskiego MMA z kilkudziesięcioma walkami na koncie w organizacjach KSW, FEN, Oktagon MMA i Brave. Był mistrzem PLMMA w wadze średniej i kilkukrotnie obronił tytuł. Na jego liście rywali znaleźli się Borys Mańkowski, Rafał Haratyk i Piotr Kuberski.

Instalacja aplikacji
Pobierz