„Wygrana 6:0 w meczu 1/16 finału Pucharu Polski mówi sama za siebie” — stwierdził po końcowym gwizdku Jesus Imaz, pomocnik Jagiellonii Białystok. W środowy wieczór w Gdańsku Jagiellonia po prostu się bawiła, a Hiszpan miał w tym swój wyraźny udział — to on trafił na 3:0 w 54. minucie.
Dla Imaza to był coś więcej niż kolejny wygrany mecz. „Jestem zadowolony, dla mnie jest to bardzo ważne, bo Puchar Polski to jedyne trofeum, którego nie mam” — przyznał bez owijania w bawełnę. I zaraz dodał, że liczy się tu nie tylko wynik. „Pod kątem mentalnym jest to dla nas bardzo ważne zwycięstwo” — podkreślił pomocnik.
Plan zadziałał od pierwszego gola
Nic w tym meczu nie było przypadkowe. „Mieliśmy jasny plan: jeśli strzelimy pierwszego gola, to idziemy po kolejne” — wyjawił Imaz, opisując strategię, która w Gdańsku sprawdziła się w stu procentach. Dla klubu równie cenne było to, czego na boisku nie było — czyste konto na wyjeździe. „Nie straciliśmy gola, bo to był w ostatnim czasie nasz problem” — zaznaczył Hiszpan, przypominając, że wcześniej zespół regularnie „traciliśmy po dwie, trzy bramki”. Pierwsze oznaki poprawy w defensywie zauważył już wcześniej, w ostatnim weekendowym spotkaniu ligowym: „w weekend w lidze już było lepiej”.
Bohaterem wieczoru w Gdańsku okazał się jednak kto inny. Ousmane Sow zapisał na swoim koncie hat-trick, podtrzymując passę strzelecką z poprzedniego weekendu, gdy również trafił do siatki w lidze. Imaz skwitował to krótko: „w weekend w lidze bramka, dzisiaj trzy”.
Awans Jagiellonii nabiera dodatkowego ciężaru, jeśli spojrzeć na to, co dzieje się w całym turnieju. Z Pucharu Polski odpadło już jedenaście zespołów z Ekstraklasy — i Imaz nie omieszkał tego zauważyć, dodając: „widziałem, co dziś zrobił Lech Poznań”. Teraz Jagiellonia czeka na losowanie kolejnej rundy w nadziei, że tegoroczny Puchar Polski wreszcie trafi do gabloty klubu z Białegostoku.