„Jestem bardzo rozczarowana, że muszę wycofać się z turnieju w Tokio z powodu kontuzji lewego uda, której nabawiłam się w Wuhan” – napisała Maja Chwalińska. Do urazu doszło podczas startu w Chinach, gdzie Polka wcześniej zanotowała najlepszy wynik w karierze.
25-letnia zawodniczka ma za sobą sezon, o jakim jeszcze w styczniu trudno było śnić. Na początku 2026 roku Chwalińska plasowała się pod koniec drugiej setki rankingu WTA. Kilka miesięcy później triumfowała w turnieju WTA 1000 w Wuhan, a wcześniej dotarła do finału Roland Garros. Efekt tego wszystkiego? Awans na 11. miejsce w rankingu światowym.
Do Tokio przyjechała jednak nie po kolejne punkty, lecz po rehabilitację. „Przyjechałam do Tokio wcześniej, aby poddać się fizjoterapii i trenować na korcie – zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by wrócić do zdrowia, ale niestety nie jestem jeszcze gotowa do rywalizacji” – przekazała Polka. Teraz skupia się na jak najszybszym powrocie do pełnej sprawności. „Mam wielką nadzieję, że w przyszłości uda mi się zagrać w Tokio. Dziękuję wszystkim za wsparcie i zrozumienie” – dodała.
Kto może jeszcze wyprzedzić Chwalińską?
Mimo wycofania się z kortu Chwalińska praktycznie zapewniła sobie koniec sezonu w elitarnej jedenastce. Jedyną zawodniczką, która teoretycznie może jeszcze ją wyprzedzić w klasyfikacji, jest Diana Sznajder, wciąż walcząca w turnieju w Tokio. Nawet w najgorszym dla Polki scenariuszu jej sezon zakończy się na 12. miejscu.
Z rywalizacji o miejsce w TOP 11 wypadła natomiast Belgijka Elise Mertens – w czwartkową noc przegrała w 1/8 finału w Tokio z Leylah Fernandez 2:6, 6:7(8). Nawet jeśli zdecyduje się wystąpić w kolejnym turnieju, nie zdoła już wyprzedzić Chwalińskiej w rankingu WTA. Pole do odrabiania strat jest przy tym wąskie – ostatnie turnieje sezonu 2026 w kalendarzu WTA to zawody rangi 250, a te dają zdecydowanie mniej punktów niż te wyższej kategorii.
Dla Polki ten rok i tak zapisze się jako przełomowy – bez względu na to, czy sezon zamknie na 11., czy na 12. pozycji.