„Takiego zwycięstwa potrzebował Juventus” – to nie przypadkowe słowa, lecz podsumowanie wieczoru, w którym „Stara Dama” musiała pokazać, że kryzys można przerwać konkretnym wynikiem na boisku. Juventus wygrał mecz wyjazdowy z Lecce na Stadio Via del Mare – w podróży, którą określa się jako jeden z najdłuższych wyjazdów w tym sezonie ligowym.
Goście nie czekali długo z pokazaniem przewagi. Już w pierwszej połowie prowadzili 2:0. Wynik otworzył Weston McKennie w 24. minucie – Amerykanin wbiegł między bramkarza i defensorów Lecce i dostawił stopę do wrzutki Douglasa Luiza, kończąc akcję skutecznym strzałem.
Na drugiego strzelca nie trzeba było długo czekać. Gola na 2:0 w 41. minucie zdobył sam Douglas Luiz, precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego. Przy tej akcji asystę zaliczył Federico Gatti.
Lecce w drugiej połowie próbowało odwrócić losy spotkania, ale nie zdołało odrobić nawet połowy strat. Gospodarzom nie pomogła też czerwona kartka – w doliczonym czasie meczu Kialonda Gaspar zobaczył drugą żółtą, co automatycznie oznaczało wykluczenie z gry.
Presja na Spallettego nie znika
Za sterami Juventusu stoi Luciano Spalletti. Rozczarowujące wyniki klubu w Serie A postawiły pod znakiem zapytania przyszły powrót do Ligi Mistrzów, a jednocześnie samą pozycję szkoleniowca na ławce. We włoskich mediach krążą już nazwiska potencjalnych następców – wśród wymienianych kandydatów pojawia się Simone Inzaghi.
Wygrana w Lecce nie rozwiązuje wszystkich problemów turyńskiego klubu, daje jednak argument, by z ocenami jeszcze chwilę się wstrzymać. Dwa gole w pierwszej połowie, wyraźna przewaga i rywale grający w dziesiątkę od ostatnich minut – to obraz zespołu, który wciąż potrafi zagrać zgodnie z planem, gdy presja sięga zenitu.