„Wrocławianin już sposobi się do gry w kolejnych zmaganiach” – piszą obserwatorzy tenisa o Hubercie Hurkaczu po tym, jak w drabince halowego turnieju ATP w Bazylei doszło do niespodziewanej roszady.
Polak dotarł do 1/8 finału turnieju w Szanghaju, gdzie przegrał z Alejandro Davidovichem Fokiną 6:1, 3:6, 6:7. Teraz ci dwaj mieli się znów spotkać – choć w zupełnie innych rolach.
Hurkacz przeniósł się na twarde korty pod dachem. Czeka go turniej ATP w Bazylei rangi 500 – impreza, którą rok temu wygrał Francuz Giovanni Mpetshi Perricard, a Polak zaczynał wtedy od 1/16 finału.
Wycofanie Davidovicha Fokiny zmieniło całą drabinkę
Alejandro Davidovich Fokina miał być w Bazylei rozstawiony z numerem 5, ale wycofał się z turnieju jeszcze przed startem głównych zmagań. Ruszyła za tym lawina zmian – roszada przeszła przez całą drabinkę.
Hurkacz stał w kolejce jako pierwszy kandydat do ewentualnego rozstawienia, więc to on przejął numer 10 i miejsce Hiszpana. Jako pierwszy poinformował o tym profil „Z kortu – informacje tenisowe” na portalu X, który na bieżąco zbiera najważniejsze newsy ze świata tenisa.
Według tych danych Polak w pierwszej rundzie zmierzy się z Zizou Bergsem, reprezentantem Belgii. Po drugiej stronie tej samej części drabinki rywal Hurkacza z kolejnej rundy, Fils, trafi na zawodnika z eliminacji.
Jeśli Hurkacz przejdzie Bergsa, w ćwierćfinale zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku Holger Rune – Quentin Halys. Najwyżej rozstawionym zawodnikiem całego turnieju jest Ben Shelton, a w drabince znaleźli się też Rafa Jodar i Novak Djoković.
Bazylea to dla Hurkacza miejsce z sentymentem. W 2023 roku Polak dotarł tam do finału, w którym Felix Auger-Aliassime pokonał go po dwóch tie-breakach. Teraz, dzięki niespodziewanemu rozstawieniu, wchodzi w turniej w lepszej sytuacji, niż jeszcze kilka dni temu mogło się wydawać.