Zostało 1 minuta i 26 sekund do końca trzeciej tercji, gdy krążek odbił się od łyżwy Jesperiego Kotkaniemiego i wpadł do własnej bramki Carolina Hurricanes. Gola zapisano na konto Connora McDavida — w hokeju nie uznaje się trafień samobójczych. Mecz był tak wyrównany, że musiała rozstrzygnąć go seria rzutów karnych. Ostatecznie Edmonton Oilers wygrali 6:5 we własnej hali, pokonując aktualnych mistrzów NHL.
Pierwsza połowa spotkania zapowiadała zacięty pojedynek — po 30 minutach gry na tablicy widniał remis 2:2. Potem Carolina przyspieszyła. Pod koniec drugiej tercji gole Setha Jarvisa i Logana Stankovena dały gościom prowadzenie 4:2.
Oilers nie zamierzali się poddawać. W niecałe trzy minuty trzeciej tercji Connor McDavid i Leon Draisaitl doprowadzili do wyrównania na 4:4. Hurricanes odpowiedzieli jednak szybko — na 2 minuty i 40 sekund przed końcem gola strzelił Fin Juuso Valimaki, znów dając swojej drużynie prowadzenie. Edmonton zareagował dosłownie w ostatniej chwili, za sprawą wspomnianego trafienia po nieszczęsnej interwencji Kotkaniemiego.
Dublety McDavida i Draisaitla, ale pudła w karnych
Connor McDavid zanotował w tym meczu dwa gole i trzy asysty. Dokładnie taki sam bilans — dwa trafienia, trzy asysty — zapisał na swoim koncie Leon Draisaitl. To już czwarty raz w ich karierze, gdy obaj zdobyli po pięć punktów w jednym meczu. O ironio, w decydującej serii rzutów karnych żaden z nich nie trafił do bramki. Zwycięstwo Oilers przypieczętował dopiero w trzeciej serii Ryan Nugent-Hopkins.
Ten triumf w Edmonton to coś więcej niż punkty za jeden mecz. Oilers wskoczyli dzięki niemu na pierwsze miejsce w Dywizji Pacyficznej i na szczyt całej Konferencji Zachodniej. Carolina mimo porażki wciąż pozostaje najlepszą drużyną Konferencji Wschodniej.
Forma McDavida w tym sezonie robi wrażenie. Kanadyjczyk ma na koncie osiem bramek i 23 asysty w 10 meczach, a jego 31 punktów daje mu prowadzenie w klasyfikacji kanadyjskiej całej ligi. Tuż za nim, z dorobkiem 21 punktów, plasuje się klubowy kolega Leon Draisaitl.