21. minuta, Białystok. Hampus Finndell próbuje wyprowadzić piłkę z własnej połowy, ale podaje ją prosto pod nogi Mihajla Cvetkovicia. Serb nie daje żadnych szans Sławomirowi Abramowiczowi i otwiera wynik dla gości. I tak zaczął się wieczór, który Jagiellonia Białystok najchętniej wymazałaby z pamięci – mecz zakończył się porażką 0:3 z RSC Anderlecht Bruksela w fazie ligowej Ligi Europy.
Trener Adrian Siemieniec wystawił zespół bez Jesusa Imazy i Tarasa Romanczuka. Tydzień wcześniej jego podopieczni strzelili trzy gole Araratowi-Armenii i wygrali 3:1. Tym razem Białystok nie przypominał tamtej drużyny.
Paradoks całej sytuacji: Anderlecht przyjechał do Polski bez jednego punktu w tej edycji rozgrywek. Wcześniej Belgowie przegrali z Olympique Lyon 1:2 i z Dinamem Zagrzeb 0:1. Na papierze to wciąż 34-krotny mistrz Belgii – ale forma przed meczem mówiła jasno, że powodów do zmartwień mają obie strony, nie tylko gospodarze.
Jagiellonia nie zdołała wykorzystać słabości rywala. W 39. minucie Finndell, mimo wcześniejszej wpadki, zagrał dobrze do Kajetana Szmyta, lecz jego strzał zablokowano – to był jeden z niewielu momentów, w których gospodarze realnie zagrozili bramce Anderlechtu.
Drugie 45 minut pogrzebało resztki nadziei
Druga połowa zaczęła się od kolejnych kłopotów. Thelo Aasgaard uderzył łokciem w twarz Rodrigo Conceicao i zobaczył żółtą kartkę. W 72. minucie Jagiellonia straciła piłkę w newralgicznym momencie, a Marten Winkler wykorzystał to lewą nogą, podwyższając na 0:2.
Osiem minut później przyszedł ostateczny cios. Jayden Onia Seke, 17-letni Belg, przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i strzelił prawą nogą, ustalając wynik na 0:3.
Przed meczem Siemieniec próbował uspokoić emocje wokół drużyny. „Zdaję sobie sprawę, że nasze wyniki w ostatnim czasie są rozczarowujące i naprawdę mocnie pracujemy, żeby to zmienić. Ale też nie chciałbym być skrajny w drugą stronę, że wszystko, co robimy, jest teraz złe, fatalne i nie mamy punktu zaczepienia” – mówił trener Jagiellonii. Po meczu z Anderlechtem te słowa brzmią jak próba podniesienia tarczy przed ciosem, który i tak dosięgnął.
Kryzys formy Jagiellonii nie ogranicza się do pucharów. W PKO BP Ekstraklasie zespół Siemieńca zajmuje 13. miejsce po czterech porażkach z rzędu. W tabeli Ligi Europy Białystok ma trzy punkty po trzech meczach i zajmuje 26. pozycję – niemal tyle samo, co pokonany właśnie Anderlecht, który z identycznym bilansem punktowym jest 22.
Na kolejną szansę Jagiellonia nie będzie musiała długo czekać. 5 listopada białostoczanie zagrają w Sofii z Lewskim – a to spotkanie może zdecydować, czy klub ma jeszcze realne szanse na awans w europejskich rozgrywkach, czy sezon pucharowy zamieni się w formalność.