Czwartkowy wieczór w europejskich pucharach zostawił polskim kibicom gorzki posmak. Lech Poznań podejmował Sunderland i zremisował 1:1. Kilkaset kilometrów dalej Jagiellonia Białystok przegrała we własnym domu z Anderlechtem 0:3. W pomeczowym studiu Polsatu Sport Tomasz Hajto nie owijał w bawełnę.
„Wszyscy chcieli do Ligi Europy, ale ja mówiłem, że to jest poziom wyżej i tam zobaczymy, ile nam do Europy brakuje” – powiedział Hajto. Dla mistrza Polski ten remis z Sunderlandem znaczył jedno: pierwszy punkt w tej edycji rozgrywek. A wcześniej był tylko ból – 0:4 z Crystal Palace, potem 0:4 z Bayerem Leverkusen. Po takich dwóch klęskach nawet jeden zdobyty punkt zaczął wyglądać jak powód do ulgi.
Jagiellonia bez sił na walkę
Jagiellonia wypadła jeszcze słabiej. Zespół Adriana Siemieńca przegrał przed własną publicznością 0:3 z Anderlechtem. Goście otworzyli wynik w 21. minucie po błędzie gospodarzy, a w drugiej połowie dopełnili dzieła: Marten Winkler trafił w 72. minucie, Jayden Onia Seke podwyższył na 3:0 w 80.
„Anderlecht pokazał dziś, co to jest mobilność, zmysł do gry kombinacyjnej. Oni do każdej piłki szli na maksa, pokazywali, że oni chcą wygrać. W „Jadze” trochę mi tego zabrakło. Jak jesteś w dołku punktowym, a tu jeszcze dochodzi dołek fizyczny” – ocenił Hajto.
Słowa byłego reprezentanta Polski brzmią teraz jak prognoza, która się sprawdziła. Wystarczy zestawić dwa czwartkowe mecze: jeden punkt Lecha po dwóch wcześniejszych czterogolowych porażkach i kolejną trzygolową wpadkę Jagiellonii u siebie. Dystans do europejskiej czołówki, o którym mówił Hajto, wciąż jest wyraźny.