Zanim piłka zdążyła opaść po ostatnim secie, trybuny w Wuhan już skandowały jej przydomek. „Moon Sister” – tak nazwali Maję Chwalińską chińscy fani. Kilka dni później do tego określenia odwołał się jeden z najbardziej wpływowych amerykańskich dziennikarzy tenisowych. Polka wygrała turniej WTA 1000 w Wuhan – to pierwszy taki tytuł w jej karierze, osiągnięty w roku, w którym nieoczekiwanie dotarła też do finału Roland Garros.
Steve Tignor, znany w świecie tenisa komentator i analityk, poświęcił Chwalińskiej obszerny tekst na portalu „First Ball In”. Sam tytuł tego materiału – „Wschodząca Siostra Księżyca” – już zdradza ton całej publikacji. Tignor nie kryje zachwytu nad niecodziennym stylem gry Polki i zauważa, że aż do Roland Garros to właśnie ta niekonwencjonalność była głównym źródłem jej własnych wątpliwości co do szans na sukces na najwyższym poziomie.
Rakieta z ręki do ręki i „piłka księżycowa”
Amerykanin opisał Chwalińską jako zawodniczkę, która sprytem rekompensuje niezbyt imponujące warunki fizyczne. Jego zdaniem Polka „nadaje nowe znaczenie powiedzeniu: 'potrzeba matką wynalazków’ na korcie tenisowym”. Dominującą ręką Polki jest lewa – ale uwagę dziennikarza przykuło to, co robi z nią w sytuacjach ekstremalnych. „Kiedy jest szeroko rozciągnięta w stronę bekhendu, przerzuca rakietę z dominującej lewej ręki na prawą i wykonuje lob” – opisał Tignor.
Jest też drugie jej znamienne zagranie: tak zwana „piłka księżycowa”, czyli w tenisowym slangu wysokie uderzenie z dużą rotacją, posyłane głęboko pod koniec kortu. Gdy rywalka dogania Chwalińską w wymianie, ta – jak pisze Tignor – „rzuca staromodną, bezkompromisową piłkę księżycową, aby dać sobie czas na regenerację”. I właśnie od tego zagrania, w połączeniu z przydomkiem nadanym przez kibiców w Wuhan, powstał tytuł jego tekstu.
Dziennikarz szybko dodaje jednak zastrzeżenie: sprowadzanie gry Polki tylko do defensywnych lobów byłoby nieuczciwe. „Jest kimś więcej niż tylko moonballerką” – pisze, uzupełniając, że „jest równie kreatywna i zadziorna zarówno w ataku, jak i w obronie”. Za przykład stawia bogactwo jej bekhendu: „W każdej wymianie może pokazać przeciwniczce cztery rodzaje backhandów: drop shota, slice’a oburącz, drive’a oburącz i wysokiego topspina krzyżowego”.
Forhend Polki Tignor porównał do zagrań Angelique Kerber, również leworęcznej zawodniczki, zauważając, że Chwalińska „z forhendu, podobnie jak jej koleżanka leworęczna Angelique Kerber, lubi używać wysokiego, odbitego crossa, aby zaskoczyć piłką wzdłuż linii na otwartym korcie”. Docenił także jej serwis, pisząc, że Polka „jak każda dobra leworęczna, jest mistrzynią w szerokim zamachu serwisowym na akord, a następnie forhendem wzdłuż linii”.
Tekst nie ograniczył się do rozbioru technicznego. Tignor przypomina, że sukces w Paryżu przyniósł Chwalińskiej sławę, a wraz z nią – liczne grono hejterów. „Nie była gotowa na całą tę krytykę i internetowe trolle” – pisze, odnosząc się do problemów ze zdrowiem psychicznym, z którymi Polka zmagała się w przeszłości. I właśnie przez te okoliczności, jak podsumowuje dziennikarz, jej zwycięstwo w Wuhan „będzie jeszcze słodsze”.