Ten sam rodzaj gola raz się liczy, raz nie – i za każdym razem stoi za tym ten sam arbiter? Takie pytanie zadaje po ostatnim meczu trener Polonii Bytom Andriej Gusow, a punktem wyjścia jest porażka jego zespołu z KH Energą Toruń 3:4.
Kluczowy moment spotkania rozegrał się w 17. minucie. Po dwójkowej akcji krążek do bramki skierował Michał Zając. Gol nie trafił jednak do protokołu – sędziowie po analizie wideo uznali, że zawodnik Polonii skierował krążek do siatki łyżwą, i trafienia nie zaliczyli. Jak relacjonował Gusow, po tej decyzji wynik zmienił się na 2:2, a na ławkach zrobiło się nerwowo – sprawa skończyła się karą meczu.
Trenera Polonii irytuje nie tylko sama decyzja, ale i jej kontekst historyczny. W 19. kolejce minionego sezonu THL jego zespół przegrał na wyjeździe z GKS-em Katowice 2:4. W tamtym meczu identyczną bramkę – krążek skierowany łyżwą – zdobył Michał Kosmęda, a sędziowie wtedy ją uznali. Co istotne, funkcję sędziego głównego w obu spotkaniach pełnił Krzysztof Kozłowski: w meczu z GKS-em sędziował wspólnie z Rafałem Noworytą, a w starciu z Toruniem – z Wojciechem Czechem.
„Ten sam człowiek zabrał nam sześć punktów”
Gusow nie owijał w bawełnę i wprost wskazał na powtarzalność sytuacji z udziałem tego samego arbitra. „Ten sam człowiek zabrał nam łącznie sześć punktów w dwóch meczach. Ten arbiter, który nam sędziował wczoraj” – powiedział trener Polonii. Jego zdaniem to nie kwestia pojedynczego błędu, a wzorca, który przekłada się bezpośrednio na tabelę. „Po prostu decyzje tych ludzi wpływają na wyniki spotkań” – dodał.
Gusow zastrzegł, że sam nie jest sędzią. Mimo to nie miał wątpliwości co do oceny konkretnej sytuacji z meczu z Toruniem. „Ja nie jestem sędzią, ale moim zdaniem to błąd arbitra” – stwierdził. Teraz czeka go niewygodne zadanie w szatni. „Ja muszę wytłumaczyć chłopakom jutro na zebraniu, dlaczego ta bramka nie była uznana” – podsumował szkoleniowiec Polonii.