„Natychmiast opuść boks” — te słowa, skierowane do własnej psycholog, Jelena Ostapenko wykrzyczała jeszcze tydzień temu w Wuhan. Tym razem w Ningbo łotewska tenisistka znalazła się w centrum uwagi z zupełnie innego powodu: skreczowała w meczu pierwszej rundy.
Starcie z Belindą Bencic, zawodniczką notowaną wyżej w rankingu światowym, nie zostało dokończone. Ostapenko oddała mecz przy wyniku 3:6, 1:1, 0:30 dla Szwajcarki. Jeszcze w pierwszym secie, który przegrała 3:6, poprosiła o przerwę medyczną — fizjoterapeutka sprawdzała wówczas jej parametry życiowe i mierzyła ciśnienie krwi.
Tydzień wcześniej był skandal w Wuhan
Kontrast z ostatnimi dniami jest ogromny. Jeszcze tydzień wcześniej Ostapenko grała w półfinale turnieju WTA 1000 w Wuhan, co dało jej awans o 10 pozycji w rankingu światowym. Tam przegrała z Sonay Kartal 6:7(9), 6:7(5) — mecz zakończył się dwoma tie-breakami.
Właśnie podczas tego spotkania doszło do incydentu, o którym zrobiło się głośno w środowisku tenisowym. Przy stanie 4:1 dla Ostapenko w drugim secie Kartal zdołała wyrównać na 4:4, a Łotyszka straciła nerwy do tego stopnia, że wyrzuciła z boksu swoją psycholog, nakazując jej natychmiastowe opuszczenie trybun. Kamery transmisji nie omieszkały pokazać pustego miejsca po wyproszonej specjalistce. Ostatecznie kobieta wróciła na swoje miejsce jeszcze przed końcem meczu.
Dla byłej mistrzyni Roland Garros ostatnie tygodnie to huśtawka emocji i wyników — od awansu w rankingu po kolejny skrecz. Łotyszka wciąż nie wyjaśniła publicznie, dlaczego przerwała mecz w Ningbo. Kibice i dziennikarze zastanawiają się, czy to kwestia zdrowia, czy raczej psychiki, która dała o sobie znać już wcześniej w Wuhan.