Nie minęły nawet dwie minuty, a Chwicza Kwaracchelia już trafił w słupek strzałem zza pola karnego. To uderzenie od razu dało sygnał: w Parku Książąt nudy nie będzie. Mecz 3. kolejki Ligi Mistrzów między PSG i FC Barceloną, rozegrany w Paryżu, zakończył się wynikiem 4:2 dla gospodarzy i to właśnie on okazał się hitem tej kolejki rozgrywek.
Liczby mówią same za siebie. W trzech ostatnich bezpośrednich meczach PSG i Barcelony w Lidze Mistrzów padło łącznie 13 bramek. Paryżanie w dwóch pierwszych meczach tegorocznej edycji strzelili aż 10 goli – wcześniej rozbili na wyjeździe Manchester City 4:2, ekipę uważaną za jedną z faworytek do końcowego triumfu w tych rozgrywkach. Barcelona też nie zwalniała tempa: w swoich dwóch pierwszych meczach zdobyła 9 goli, czyli tylko jeden mniej niż PSG, a w La Lidze prowadzi w tabeli.
Dla gości początek był nerwowy. Już po pięciu minutach PSG oddało trzy strzały, a każdy z nich po kolei zatrzymał Joan Garcia, bramkarz Barcelony. W 20. minucie z boiska zszedł Ousmane Dembele, dotąd lider ofensywy gospodarzy – poczuł uraz nogi. Zastąpił go Ferran Torres, piłkarz, który jeszcze w minionym sezonie grał w barwach Barcelony i który strzałem w dogrywce dał Hiszpanii mistrzostwo świata w finale z Argentyną. Debiut w nowym klubie wyszedł mu jednak bez blasku: po sześciu minutach na boisku Torres trafił z dziewięciu metrów prosto w Joana Garcię, a cztery minuty później zmarnował kolejną okazję, uderzając z bliska również w bramkarza. Chwilę wcześniej dobitkę Achrafa Hakimiego z siedmiu metrów zablokował Pedri, a Raphinha nie wykorzystał stuprocentowej szansy, trafiając z czterech metrów w Safonowa.
Gole jednak nie padały – aż do 38. minuty, gdy Desire Doue uderzeniem z 18 metrów wyprowadził PSG na prowadzenie 1:0. Barcelona mogła odpowiedzieć właściwie natychmiast: na boisko wszedł Fermin Lopez w miejsce kontuzjowanego Daniego Olmo, ale w kontrze przegrał sam na sam z bramkarzem.
Szalona końcówka z trzema kontuzjami
Druga połowa zaczęła się tak samo, jak skończyła się pierwsza – od interwencji Joana Garcii, który w szóstej minucie obronił strzał Hakimiego z siedmiu metrów po efektownej akcji PSG. Wyrównanie przyszło w 55. minucie: po akcji Fermina Lopeza z Esparguerem padł gol na 1:1, mocne uderzenie z ośmiu metrów pokonało Matwieja Safonowa, bramkarza PSG. Cztery minuty później mecz przerwały kolejne urazy – boisko opuścili Marquinhos i Chwicza Kwaracchelia, temu drugiemu, niemogącemu samodzielnie chodzić, zejście ułatwili fizjoterapeuci. Ostatecznie Luis Enrique, trener PSG, musiał w tym meczu dokonać trzech zmian wynikających z kontuzji.
Mimo tych strat paryżanie wrócili na prowadzenie w 72. minucie. Lucas Hernandez wyskoczył wyżej niż Gordon i głową z dziesięciu metrów wykorzystał dośrodkowanie Desire Doue z rzutu rożnego, ustalając wynik na 2:1. Barcelona odpowiedziała szybko, a odpowiedź była w pełni indywidualna – Lamine Yamal strzałem z ostrego kąta pod poprzeczkę doprowadził do wyrównania na 2:2.
O losach meczu zdecydowały ostatnie dziesięć minut. W 81. minucie Vitinha uderzeniem z woleja z 20 metrów dał PSG prowadzenie 3:2, a pięć minut później zupełnie nieobstawiony na drugim metrze Fabian Ruiz dobił wynik do 4:2. Tym samym paryżanie potwierdzili, że w tej edycji Ligi Mistrzów są siłą, z którą trzeba się liczyć – nawet grając z liderem La Ligi.