Taki rok Maja Chwalińska zapamięta na długo. Polka awansowała do finału Rolanda Garrosa, a chwilę później sięgnęła po tytuł w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Wuhanie. I to właśnie ta seria wyników sprawiła, że o Chwalińskiej, polskiej tenisistce, zrobiło się głośno daleko poza granicami kraju.
Brytyjskie media nie szczędziły jej komplementów – i poszły w nich wyjątkowo daleko. Chwalińską porównano do Andy’ego Murraya, jednego z najwybitniejszych tenisistów ostatnich dekad. Takiego zestawienia użył dziennik „The Telegraph”, opisując przebieg finału w Wuhanie, w którym rywalką Polki była Kartal.
Jak Chwalińska „zagrała Murraya”
O przeciwniczce Polki brytyjscy dziennikarze pisali z uznaniem, określając ją jako „filigranową Kartal, lecz niezwykle silną zawodniczkę, która ma jeszcze sporo do zaoferowania”. Największe wrażenie na „The Telegraph” zrobiło jednak co innego – sposób, w jaki Chwalińska rozkładała jej grę na czynniki pierwsze.
„Zabójcze połączenie skrótów i lobów, które zmuszały Brytyjkę do daremnych sprintów po całym korcie – jak mysz uciekająca przed bawiącym się z nią kotem” – tak dziennik opisał taktykę Polki.
Ten właśnie fragment stał się punktem wyjścia do porównania z legendą brytyjskiego tenisa. Gazeta zaznaczyła, że taki sposób gry „już wcześniej przyniósł sukces Andy’emu Murrayowi”.
Nazwisko Murraya nie pojawiło się tu przypadkiem. To zawodnik, który przez lata wyznaczał standardy w światowym tenisie: był liderem rankingu ATP i zdobył trzy tytuły wielkoszlemowe. Dwukrotnie triumfował w Wimbledonie, raz wygrał US Open, a do finału Australian Open docierał aż pięciokrotnie.
Zestawienie nazwiska 21-letniej wówczas rewelacji z Wuhanu z dorobkiem tenisisty takiego formatu samo w sobie mówi wiele o tym, jak odebrano występ Chwalińskiej w Chinach. Dla Polki to kolejny dowód, że jej gra – oparta na taktycznej finezji, a nie wyłącznie sile uderzenia – zaczyna robić wrażenie na najbardziej wymagających obserwatorach światowego tenisa.