„’Siostra Księżyc’ Chwalińska pokonała Dianę Sznajder 7:6, 6:4 i awansowała do finału. Startując od kwalifikacji, 'Siostra Księżyc’ odniosła 9 zwycięstw z rzędu. W walce o tytuł zmierzy się z Mirrą Andriejewą” — tak portal Sina Sport skomentował półfinał Rolanda Garrosa. Tym właśnie mianem chińscy kibice i media ochrzcili Maję Chwalińską. Po polsku brzmi to jak „Siostra Księżyc”.
Przydomek nie jest nowością. Pojawił się już podczas tegorocznego Rolanda Garrosa, kiedy Polka namieszała we Francji nie na żarty. Zaczęła od pierwszej rundy kwalifikacji, a skończyła w finale turnieju — sama ta droga była sportową sensacją. Chińscy dziennikarze przydomka nie zapomnieli i sięgnęli po niego ponownie, gdy nadarzyła się kolejna okazja.
Seria zwycięstw w Wuhan
Tą okazją był turniej w Wuhan. Chwalińska znów pokazała formę, która w tym sezonie stała się jej wizytówką — a wcześniej zdążyła jeszcze dotrzeć do półfinału w Singapurze. W Wuhan rozprawiła się z Egipcjanką Mayar Sherif, wygrywając 6:2, 6:3. Potem przyszła kolej na Czeszkę Marie Bouzkovą. Zaczęło się od słabego pierwszego seta, przegranego 1:6, ale Polka odwróciła losy meczu i triumfowała 1:6, 6:1, 6:1.
To zwycięstwo znaczyło więcej niż sam wynik na tablicy. Po pokonaniu Bouzkovej Chwalińska po raz pierwszy w karierze wskoczyła do czołowej dwudziestki rankingu WTA liczonego „na żywo”. Dla zawodniczki, która jeszcze niedawno przebijała się przez kwalifikacje wielkoszlemowych turniejów, to kolejny sygnał, że jej awans nie jest dziełem przypadku.
Charakterystyczny styl gry Polki — wysokie, mocno podkręcone piłki, trudne do przyjęcia dla rywalek, w żargonie tenisowym nazywane „moonballami” — najwyraźniej urzeka też chińską publiczność. To właśnie on zainspirował przydomek odwołujący się do księżyca. Trudno wymyślić trafniejszą metaforę dla zawodniczki, która wybija piłki wysoko w powietrze i czeka, aż opadną w polu rywalki.
Dzięki wynikom z tego sezonu Chwalińska ma już zapewnione miejsce w największych tenisowych turniejach świata na najbliższe miesiące. „Siostra Księżyc” będzie więc miała kolejne okazje, by pokazać, że chiński przydomek to nie jednorazowy żart kibiców, lecz trwały element jej tenisowej tożsamości.