Jak mistrz Polski przegrywa jeden mecz różnicą 34 punktów? Legia Warszawa, broniąca tytułu najlepszej drużyny kraju, dostała w Zielonej Górze solidną lekcję koszykówki i wróciła do Warszawy z wynikiem 87:104. W pewnym momencie traciła z Zastalem aż 34 „oczka” — dla broniącego tytułu zespołu trudno to nazwać inaczej niż upokorzeniem.
Wicemistrz ograł mistrza we własnej hali CRS, a skala porażki nie pozostawiała wątpliwości, kto tego wieczoru był lepszy. I nie był to odosobniony wypadek. Legia wcześniej potknęła się w Słupsku, gdzie mierzyła się z Energą Czarnymi, a do tego przegrała mecz w europejskich rozgrywkach Basketball Champions League. Ostatnim spotkaniem, po którym warszawski klub mógł być z siebie zadowolony, był finał Superpucharu Polski — od tamtej pory drużyna jedzie na jednym kole.
Trener Heiko Rannula, Estończyk prowadzący zespół, po meczu nie szukał wymówek. Powiedział to, co widział na parkiecie: drużyna jest słaba.
„Aktualnie jesteśmy bardzo złą, słabą drużyną. Nie gramy jak zespół. Muszę nad tym wszystkim pomyśleć, jak to zmienić, bo nie możemy iść do przodu”.
Rannula nie zatrzymał się na ogólnej diagnozie. Wskazał konkretny problem mentalny, który jego zdaniem trawi szatnię już od kilku tygodni.
„Bardzo szybko się poddajemy, nie ma odpowiedniej waleczności. Mamy złe podejście i zły sposób myślenia”.
Młodzi na plus, ale to nie wystarcza
Nie wszystko trener widzi w czarnych barwach. Pochwalił młodych zawodników Legii za ambicję i waleczność, zwłaszcza w czwartej kwarcie meczu w Zielonej Górze, gdy reszta zespołu już dawno opuściła ręce.
„Pokazali ambicję i waleczność, mogli zejść z podniesionymi głowami”.
Rannula odrzucił jednak pokusę tłumaczenia kryzysu zmęczeniem czy terminarzem. „Nie ma sensu mówić o jakichkolwiek wymówkach, bo to byłoby głupie” — podkreślił. Przyznał, że zespół rozegrał pięć meczów z rzędu na wyjazdach — Sosnowiec na Superpuchar, Słupsk na otwarcie ligi, Strasburg na mecz BCL i wreszcie Zielona Góra ze starciem z Zastalem — ale sama podróż, jego zdaniem, niczego nie usprawiedliwia. Najmocniej zabrzmiało jedno zdanie: „Wyglądamy tak, jakby ten zespół nie był trenowany”.
Czasu na poprawę zostało mało. Już w piątek 16 października Legia zagra u siebie z Anwilem Włocławek — rywalem, z którym w ostatnich latach po prostu nie przegrywa. To będzie mecz, w którym mistrz Polski musi pokazać, że słowa trenera o słabości zespołu nie opisują stanu na dłużej.