Jak to się dzieje, że ktoś, kto 18 sezonów przetrwał w twardej, fizycznej hokejowej wojnie na lodzie, odchodzi podczas spokojnego, rodzinnego polowania? Eirik Skadsdammen, były reprezentant Norwegii i legenda klubu Storhamar, zmarł w wieku 45 lat. Do tragedii doszło w środę – u hokeisty nagle doszło do zatrzymania akcji serca. Próby ratunkowe nic nie dały.
Skadsdammen wybrał się na polowanie razem z bratem Trondem. To właśnie Trond i reszta grupy jako pierwsi rzucili się mu na pomoc, gdy serce przestało bić. Dla rodziny to był cios, z którym trudno się pogodzić. „To mój młodszy brat i najlepszy przyjaciel. To ogromny szok” – powiedział Trond Skadsdammen, cytowany przez norweskie media.
Kariera, która zapisała się w historii Storhamar
Do Storhamar trafił jako 18-latek w 1999 roku i został tam właściwie na całą karierę. Przez 18 sezonów w barwach klubu rozegrał ponad 900 spotkań, zdobywając 262 bramki i notując 291 asyst. Trzy razy wywalczył z drużyną mistrzostwo Norwegii, a w finale 2008 roku to on strzelił gola, który dał Storhamar tytuł. Gdy skończył grać, klub zastrzegł jego numer 8 – nikt inny już go nie założy.
Grał też w reprezentacji. W kadrze Norwegii rozegrał 27 meczów, a w 2008 roku pojechał na mistrzostwa świata elity. W sumie w turniejach międzynarodowych wystąpił 11 razy.
Jego droga hokejowa od początku biegła równolegle do kariery Patricka Thoresena – obaj zadebiutowali w seniorskim zespole Storhamar w tym samym 1999 roku. Thoresen, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci norweskiego hokeja, nie krył wzruszenia na wieść o śmierci kolegi. „To niewiarygodnie smutne, że go nie ma” – powiedział, wspominając Skadsdammena jako wyjątkowego człowieka i znakomitego kolegę z szatni.
Karierę zawodniczą Skadsdammen zakończył w 2018 roku – pożegnał się z nią kolejnym mistrzostwem w barwach Storhamar. Z hokejem jednak całkiem się nie rozstał: po oficjalnym zakończeniu kariery wciąż grywał na niższych poziomach rozgrywkowych.