„To prawdopodobnie najsmutniejszy dzień w mojej karierze. Będę za wami tęsknił” — powiedział Lionel Messi, gdy sędziowie na chwilę zatrzymali jego pożegnalny mecz w reprezentacji Argentyny. Stało się to równo w 10. minucie.
Ta przerwa nie była żadnym przypadkiem czy problemem organizacyjnym. Wszystko było ustalone wcześniej — w ten sposób miano pożegnać zawodnika, który przez lata nosił słynną „10” na plecach. Gra na stadionie Monumental w Buenos Aires zamarła dokładnie w tej minucie, a trybuny oszalały.
Na trybunach zasiadło tyle osób, ile stadion jest w stanie wytrzymać — 85018. Przez minutę kibice bili brawo i skandowali „Ole, Ole, Ole”, a piłka leżała bezużytecznie na środku boiska. Na murawie poszły w górę fajerwerki.
Nawet piłkarze Beninu, teoretyczni rywale tego wieczoru, nie zachowali się jak ludzie czekający na powrót do gry. Podchodzili do Messiego jeden po drugim, przybijali piątki, ktoś pewnie coś szeptał mu do ucha.
Co ciekawe, hołd nie ograniczył się do samego stadionu. Argentyński związek piłkarski poprosił kluby w całym kraju, by w tej samej, symbolicznej 10. minucie zatrzymały wszystkie mecze ligowe toczące się tego dnia — gest na skalę całego futbolu w Argentynie, nie tylko jednego stadionu.
Koledzy z mistrzostwa świata znowu razem
Po końcowym gwizdku, już podczas oficjalnej ceremonii, Messiego otoczyli ludzie, z którymi w 2022 roku w Katarze wywalczył tytuł mistrza świata. To samo grono pomogło Argentynie dojść do finału i zająć drugie miejsce w turnieju rozegranym w lipcu 2026 roku.
A sam mecz? Argentyna wygrała 3:0. Messi zdobył jedną z tych trzech bramek — swoją ostatnią w koszulce reprezentacji.