Hubert Hurkacz nie dokończył półfinału turnieju ATP 500 w Pekinie – z kortu zszedł z powodu problemów zdrowotnych. Mimo to zapowiedział już start w nadchodzącym turnieju ATP 1000 w Szanghaju.
Pierwsze sygnały, że coś jest nie tak, pojawiły się dzień wcześniej, w ćwierćfinale z Karenem Chaczanowem. Polak to spotkanie wygrał, 7:6(2), 6:2, ale gdzieś w jego trakcie poczuł ból w przywodzicielu. Skutki dały się odczuć już następnego dnia. W półfinale z Alexem de Minaurem Hurkacz poddał mecz przy stanie 6:4, 3:2 dla Australijczyka.
Na konferencji prasowej nie krył rozczarowania. „Podczas meczu z Karenem poczułem ból w przywodzicielu. To było niefortunne. Udało mi się dokończyć tamto spotkanie, grając całkiem nieźle. Niestety, nie zdołałem się w pełni zregenerować na dzisiejszy pojedynek. Od samego początku miałem problemy” – powiedział.
Cel: Szanghaj
Turniej ATP 1000 w Szanghaju startuje 7 października i Hurkacz już teraz nie ma wątpliwości – chce tam zagrać. „Chcę zagrać w Szanghaju. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by się przygotować od strony fizycznej i dać sobie szansę na grę. Opuściłem ostatnie dwie edycje zmagań w Szanghaju. Bardzo chciałbym tam znów zagrać i pokazać dobry tenis” – zadeklarował Polak.
Jeśli do startu dojdzie, w pierwszej rundzie może trafić na Jamesa Duckwortha. Wygrana z Australijczykiem oznaczałaby od razu starcie z Novakiem Djokoviciem – już w drugiej rundzie. A Serb formy nie traci: w tym samym czasie dotarł do finału w Pekinie.
Szanghaj to dla Hurkacza miejsce nieprzypadkowe. To tam w 2023 roku sięgnął po tytuł – choć od tamtej pory dwa razy musiał z występu zrezygnować. Teraz liczy, że uraz z Pekinu nie pokrzyżuje mu planów powrotu na kort, który dał mu jeden z największych sukcesów w karierze.