Jeszcze niedawno Julian Alvarez marzył o przeprowadzce z Atletico Madryt do FC Barcelony. Władze „Rojiblancos” postawiły się twardo i odmówiły zgody na transfer. Dziś liczby ze strony Transfermarkt mówią same za siebie – sytuacja Argentyńczyka zaczyna się komplikować, a na tym najwięcej może zyskać właśnie Barcelona.
Serwis Transfermarkt obniżył wartość rynkową Alvareza ze 120 do 110 mln euro. To nie jest kosmetyczna korekta o kilka milionów dla statystyki. Dla klubu, który dwa lata temu zapłacił za niego River Plate 75 mln euro, taki spadek to konkretny sygnał ostrzegawczy.
Przyczyna nie jest żadną tajemnicą. W tym sezonie 26-letni Alvarez wystąpił zaledwie w czterech meczach we wszystkich rozgrywkach, notując przy tym tylko jedną asystę. Dla piłkarza, który miał być jedną z gwiazd ataku Atletico, to liczby katastrofalne.
Barcelona czeka, Atletico się zabezpiecza
Katalończycy nie kryli zainteresowania Argentyńczykiem. Mieli nawet zaproponować za niego 130 mln euro – kwotę wyraźnie wyższą od obecnej wyceny Transfermarkt, co samo w sobie mówi, jak wysoko w Barcelonie ceniono ten transfer.
Problem leży gdzie indziej. Działacze Atletico jasno zapowiadali w mediach, że swojego piłkarza ligowemu rywalowi nie oddadzą, jeśli ten nie zapłaci pełnej klauzuli odstępnej. A ta wynosi aż 500 mln euro – kwota całkowicie odcięta od realnej wartości rynkowej zawodnika, i to jeszcze przed ostatnią korektą w dół.
Rozbieżność między wyceną rynkową zbliżającą się do 110 mln euro a klauzulą ustaloną na pół miliarda mówi sama za siebie. Atletico zabezpieczyło się kontraktowo przed sprzedażą Alvareza do Barcelony za rozsądne pieniądze. Pytanie, czy wystarczy to na długo – spadek formy i minut na boisku może w końcu zmusić klub do renegocjacji warunków, jeśli sytuacja Argentyńczyka się nie odwróci.