Maja Chwalińska zakończyła przygodę z turniejem WTA w Pekinie już na II rundzie. Polka uległa Dajanie Jastremskiej 3:6, 1:6 i choć mecz był pierwszym i ostatnim w jej wykonaniu, znad Wielkiego Muru wraca z niemałą gotówką. Za krótki występ w China Open zainkasuje 36 110 dolarów — po przeliczeniu to około 140 tysięcy złotych.
Spotkanie z Ukrainką zapowiadało się nieźle. Chwalińska od razu przełamała rywalkę, ale to był właściwie jedyny jasny moment meczu — Jastremska szybko przejęła inicjatywę. Pierwszego seta zgarnęła 6:3, a w drugim nie zostawiła Polce złudzeń, kończąc partię 6:1. Tak rozstawiona z numerem 17. Chwalińska pożegnała się z turniejem. To był dla niej zresztą jedyny mecz w Pekinie — jako zawodniczka rozstawiona miała wolny los w pierwszej rundzie.
Jastremska wcześniej rozprawiła się z Caty McNally, a w starciu z Polką pokazała formę, która bez większego wysiłku poniosła ją dalej. Dla Chwalińskiej porażka smakuje gorzko — do Pekinu przyjechała z numerkiem rozstawienia, a wyjeżdża po najkrótszej możliwej drodze.
Bilans wyjazdu nie jest jednak całkowicie stratny. Mimo odpadnięcia w pierwszym meczu, Polka dopisała do konta 35 punktów rankingowych WTA. To kolejny epizod sezonu, w którym jej pozycja w rankingu zmieniła się nie do poznania. Jeszcze w maju, przed startem Rolanda Garrosa, zajmowała 114. miejsce. Po serii zwycięstw wskoczyła na 21. pozycję.
Polskie nadzieje w Pekinie nie wygasły
Odpadnięcie Chwalińskiej to nie koniec polskich akcentów w turnieju — w grze zostają jeszcze Iga Świątek i Magdalena Fręch. Świątek, rozstawiona z numerem ósmym, podobnie jak wcześniej Chwalińska zacznie rywalizację od II rundy. Fręch ma już za sobą pierwszy sprawdzian — pokonała Elsę Jacquemot i jest w kolejnej fazie turnieju.