Krótka przygoda z turniejem ITF W75 w Quinta do Lago. Linda Klimovicova odpadła już w drugiej rundzie. Rozstawiona z numerem czwartym Polka uległa Brytyjce Alicii Dudeney 3:6, 6:3, 6:2.
A zaczęło się zupełnie inaczej. Dzień wcześniej Klimovicova nie dała żadnych szans rywalce w pierwszej rundzie, rozbijając Argentynkę Bertę Bonardi 6:2, 6:1.
Mecz z Dudeney przez długi czas układał się po myśli Polki. W drugim secie, po przełamaniu rywalki, prowadziła już 2:0 – i wtedy coś się urwało. W trzecim gemie zmarnowała szansę na kolejne przełamanie. Dudeney złapała ten moment i odwróciła losy partii.
W decydującym secie Brytyjka od razu odskoczyła na 2:0. Klimovicova jeszcze walczyła: w czwartym gemie miała aż trzy break pointy. Nie zamieniła żadnego z nich na przełamanie. Tego błędu nie dało się już odrobić.
Powrót po kontuzji
Dla Klimovicovej ten turniej znaczył więcej niż zwykły start w drabince. Wcześniej musiała wycofać się z trzech turniejów rozgrywanych w Portugalii – winna była kontuzja kostki, z której się leczyła. Do gry wróciła dopiero pod koniec września, i to właśnie na kortach w Quinta do Lago.
To był też pierwszy turniej Polki pod okiem nowego trenera, Daniela Trcka Jr. Porażka w drugiej rundzie boli, ale pierwszy mecz po długiej przerwie pokazał, że Klimovicova wciąż ma w nogach skuteczny tenis. Problemem na razie pozostaje jedno: domykanie setów, które zaczyna się dobrze.