Wyjazdowy mecz z Milanem w Lidze Europy miał być przełomem. Kamiński wbiegł na boisko, dostał szansę od trenera i odpowiedział golem. Chwilę wcześniej wyszedł w podstawowym składzie na dwumecz z St. Gallen – wszystko wskazywało, że Marco Silva wreszcie znalazł dla niego miejsce w zespole. Rzeczywistość okazała się inna.
Polak trafił do Benfiki w lipcu, zamieniając Bundesligę na portugalską Primeirę Liga. 1.FC Koeln, klub, z którego odszedł, zarobił na tym transferze 17 milionów euro. Teraz jednak niemiecki zespół rozważa ruch, który jeszcze kilka miesięcy temu brzmiałby jak żart – chce z powrotem wypożyczyć skrzydłowego, którego sam sprzedał.
Według informacji „Bild” klub z Kolonii szuka sposobu, by przekonać Benfikę do czasowego oddania zawodnika. Powód jest prosty: Kamiński nie jest obecnie podstawowym wyborem Marco Silvy. W tym sezonie Polak zagrał w siedmiu meczach – łącznie 316 minut na boisku. Niewiele, jeśli przypomnieć sobie, że miał być wzmocnieniem, a nie kimś, kto ogrzewa ławkę.
Do tego doszła kontuzja. Kamiński musiał niedawno opuścić zgrupowanie reprezentacji Polski właśnie z tego powodu. Sam piłkarz nie kryje, że rywalizacja w Lizbonie jest wyjątkowo zaostrzona.
„Nawet wchodząc z ławki, trzeba zaznaczyć swoją obecność”
W rozmowie z mediami Kamiński opisał atmosferę w szatni Benfiki jako najbardziej wymagającą w swojej karierze klubowej.
Rywalizacja jest ogromna, na żyletki, detale decydują, kto gra. To najlepsza szatnia, w której miałem okazję być i trenować, jeżeli chodzi o piłkę klubową, dlatego ważne, żeby nawet wchodząc z ławki, od razu zaznaczyć swoją obecność, pokazać trenerowi, że jestem gotowy. Jakość na skrzydłach jest ogromna.
Te słowa dobrze wyjaśniają, skąd w ogóle wziął się temat wypożyczenia. Dla 1.FC Koeln sprowadzenie z powrotem reprezentanta Polski byłoby ryzykowne, ale logiczne – klub znałby już zawodnika, a Kamiński zyskałby to, czego mu teraz brakuje najbardziej: regularną grę.