Ile czasu trzeba, by wygrać mecz, w którym prowadzi się już 5:2 w decydującym secie, a mimo to do samego końca trzeba drżeć o wynik? W przypadku Magdaleny Fręch odpowiedź brzmi: cały wieczór. Spotkanie zakończyło się dopiero po godzinie 22 czasu pekińskiego. Polka awansowała do II rundy turnieju WTA w Pekinie po zwycięstwie nad Elsą Jacquemot 7:5, 3:6, 6:4.
Francuzka zresztą nie miała być pierwotną rywalką Fręch — zajęła miejsce Petry Marcinko po zmianach w drabince turnieju. Na papierze to był mecz skrojony pod Polkę: Fręch zajmuje 48. miejsce w rankingu WTA, Jacquemot dopiero 165. Francuzka do głównej drabinki w ogóle przebijała się przez kwalifikacje, po drodze eliminując Zongyu Li i Vivian Wolff. Historia bezpośrednich starć również przemawiała na korzyść Polki — w czterech dotychczasowych meczach Jacquemot przegrała aż trzy.
Papierowy faworyt to jednak nie to samo, co łatwa przeprawa. Sam pierwszy set ciągnął się godzinę i 13 minut. Fręch nie wykorzystała czterech szans na przełamanie przy serwisach rywalki, a set rozstrzygnął się dopiero przy czwartej piłce setowej, wygranej 7:5. Kluczowy moment przyszedł przy stanie 3:2 dla Polki — broniąc się przed przełamaniem, Jacquemot posłała trzy podwójne błędy serwisowe przy szóstym z rzędu break poincie.
Drugi set należał już wyraźnie do Francuzki. Jacquemot odskoczyła na 3:1, potem na 4:1 i domknęła partię wynikiem 6:4. Trzeci set zaczął się jednak zupełnie inaczej. Fręch ruszyła z kopyta, prowadząc najpierw 3:0, a później aż 5:2. Jacquemot nie złożyła broni i zbliżyła się na 4:5 — ale to Polka dokończyła robotę, wygrywając decydującą partię 6:4.
Kto czeka na Fręch w II rundzie?
Nagrodą za ten trzysetowy bój jest starcie z rozstawioną z numerem 26. Nikolą Bartunkovą w kolejnej rundzie pekińskiego turnieju.