To szóstka najlepszych graczy 5. kolejki TAURON Hokej Ligi wybrana przez dziennikarzy portalu HOKEJ.NET.
Piąta kolejka TAURON Hokej Ligi dostarczyła sporo emocji, a redakcja HOKEJ.NET wyłuskała z niej sześciu zawodników, którzy błysnęli najjaśniej. W zestawieniu znaleźli się: Roman Kałmykow z KH Energa Toruń, Kamil Górny z BS Polonia Bytom, Michał Naróg z ECZD Zagłębie Sosnowiec, Henri Knuutinen z GKS Tychy oraz duet z KS Unia Oświęcim – Matt Wilkins i Otto Nieminen.
Najwięcej powodów do dumy ma jednak Toruń. „Stalowe Pierniki” wciąż pozostają jedyną niepokonaną drużyną ligi, a w niedzielę potwierdziły to, wygrywając u siebie ze STS Sanok 2:1. Kluczową postacią tego zwycięstwa okazał się bramkarz Roman Kałmykow – obronił 25 z 26 strzałów rywali, co dało mu skuteczność interwencji na poziomie około 96,2 procent. Jedynego gola dla gości zdobył Marcel Karnas.
W Bytomiu bramek było zdecydowanie więcej. BS Polonia rozbiła Comarch Cracovię 7:3, a wśród strzelców nie zabrakło kapitana zespołu, Kamila Górnego, który trafił na 6:1.
Zagłębie Sosnowiec pojechało tymczasem do Nowego Targu i zostawiło tam Podhalu bolesną pamiątkę – 9:2. Drużyną prowadzoną przez trenera Matiasa Lehtonena rządził tego dnia obrońca Michał Naróg. Reprezentant Polski, wychowanek Stoczniowca Gdańsk, zaliczył aż cztery asysty.
Mistrz Polski, GKS Tychy, nie zawiódł na wyjeździe w Jastrzębiu i wygrał 4:1. Fiński skrzydłowy Henri Knuutinen strzelił dwa gole, współpracując w ataku z Dominikiem Pasiem i Alanem Łyszczarczykiem.
Szaleństwo w Oświęcimiu
Najbardziej dramatyczny scenariusz napisał się jednak w Oświęcimiu. KS Unia po dwóch tercjach przegrywała z GKS Katowice 2:4 – a mimo to ostatecznie triumfowała 5:4 po dogrywce. Bohaterem spotkania został 35-letni Kanadyjczyk Matt Wilkins. W 37. minucie trafił pod poprzeczkę po podaniu Otto Nieminena, pokonując bramkarza Michała Kielera. Do tego dołożył jeszcze cztery asysty – z dorobkiem ośmiu punktów to on został najlepiej punktującym zawodnikiem drużyny.
Partnerował mu w tym szaleństwie Otto Nieminen, autor dwóch bramek – na 3:4 i wyrównującej na 4:4. Fin był zresztą na lodzie już przy pierwszym trafieniu meczu, gdy wynik otworzył Jimi Rönkkönen.