„Cześć wszystkim. Kończę już sezon. Ponownie doznałam kontuzji nadgarstka, którą muszę wyleczyć. Czas zadbać o zdrowie i nabrać sił – do zobaczenia w 2027 roku” – tymi słowami Amanda Anisimova ogłosiła koniec sezonu w mediach społecznościowych.
25-letnia Amerykanka po raz kolejny walczy z tym samym nadgarstkiem, a kontuzja odebrała jej szansę na start w ostatnich turniejach roku. Jeszcze kilka miesięcy temu grała w finałach Wimbledonu i US Open. Teraz sezon kończy się dla niej w zupełnie innym tonie.
Wcześniejsze zakończenie sezonu to nie tylko kwestia zdrowia – to również konkretne straty w rankingu. Anisimova nie obroni punktów zdobytych rok wcześniej, w tym aż 400 „oczek” wywalczonych podczas kończącego poprzedni sezon WTA Finals. Boli to tym bardziej, że rok wcześniej Amerykanka sięgała po tytuł w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Pekinie – to również te punkty teraz znikają z jej konta.
Chwalińska wyprzedzi Amerykankę
Na tym osunięciu Anisimovej w klasyfikacji skorzysta Maja Chwalińska. Różnica punktowa między Polką a Amerykanką to obecnie niespełna 1400 punktów – wystarczy, by Chwalińska wyprzedziła rywalkę w rankingu WTA.
Polka wróciła na 21. miejsce, a to zasługa udanego występu w Singapurze, gdzie dotarła do półfinału. Dalej nie poszła – drogę zagrodziła jej Leylah Fernandez, wygrywając 6:1, 4:6, 2:6. Mimo porażki to i tak najlepszy wynik Chwalińskiej w sezonie, który teraz przekłada się na wymierny awans.
Anisimovej zostaje czekanie i rehabilitacja. Sama zapowiedziała, że wraca dopiero za dwa lata. Czy w jakiej formie i na jakiej pozycji w rankingu – to pokaże dopiero czas.