Katarzyna Kawa postawiła na swoim w Pekinie. Polka wygrała decydujący mecz kwalifikacji z Waleriją Sawinych 6:3, 7:5 i wywalczyła miejsce w głównej drabince prestiżowego turnieju.
Mecz z Rosjanką trwał godzinę i 53 minuty. Stawka była jasna od pierwszej piłki – wejście do najważniejszej fazy turnieju kategorii WTA 1000. Kawa, przed spotkaniem sklasyfikowana na 133. miejscu w rankingu WTA, jechała do tego meczu w roli zdecydowanej faworytki. Sawinych zajmowała bowiem dopiero 652. pozycję w światowym zestawieniu.
To nie był pierwszy trudny mecz Polki w tym tygodniu. Dzień wcześniej musiała się solidnie napocić, żeby pokonać Japonkę Rinko Matsudę 7:6(6), 2:6, 6:3 – po stracie drugiego seta spotkanie zamieniło się w istny rollercoaster emocji. W kwalifikacjach do turnieju w Pekinie Kawa była rozstawiona z numerem 5, co samo w sobie mówiło, że liczono ją do grona faworytek awansu.
Zwycięstwo nad Sawinych padło we wtorek 28 września, w finale eliminacji gry pojedynczej, i znaczy dużo więcej niż tylko kolejny wygrany mecz jednej zawodniczki. Dzięki niemu Kawa została piątą reprezentantką Polski w głównej drabince turnieju WTA w Pekinie. Dołączyła tym samym do towarzystwa, w którym są już Iga Świątek, Maja Chwalińska, Magdalena Fręch i Magda Linette.
Pięć Polek na jednym turnieju WTA 1000
China Open to nie byle jakie zawody. Rozgrywany na twardym korcie turniej należy do prestiżowej kategorii WTA 1000, a pula nagród robi wrażenie – 9,415 mln dolarów. Pięć polskich tenisistek w głównej drabince imprezy tej rangi to widok rzadki, a zarazem najlepszy dowód na to, jak szeroka jest dziś czołówka polskiego tenisa kobiecego.
Dla Kawy awans do głównej drabinki w Pekinie to potwierdzenie formy, ale też nagroda za upór w eliminacjach – przez dwa dni musiała mierzyć się z rywalkami o skrajnie różnym potencjale, od reprezentantki Japonii po zawodniczkę z drugiej setki rankingu.