Piątkowy wieczór, mecz z Bośnią i Hercegowiną, niespełna pół godziny gry. Jakub Kamiński rusza z piłką lewą stroną boiska, próbuje dograć ją w pole karne. Nagle czuje ostry ból w mięśniu przywodziciela – i po chwili schodzi z murawy. Reprezentacja Polski ostatecznie kończy to spotkanie bezbramkowym remisem, otwierając nim dywizję B Ligi Narodów.
Sam piłkarz nie owija w bawełnę, opisując moment urazu. „W piątek z Bośnią doznałem urazu przy zagraniu z lewej strony boiska. Chciałem dograć piłkę, poczułem ból i uznałem, że nie ma co ryzykować i pogłębiać kontuzji” – relacjonował Kamiński.
Skrzydłowy nie ukrywa też, co mogło stać za urazem – i wskazuje na brak regularnej gry w Benfice jako możliwą przyczynę problemu. „Coś w tym jest, że brak regularnych występów w klubie mógł doprowadzić do takiej sytuacji” – przyznał. Kontuzja okazała się na tyle poważna, że Polak opuścił zgrupowanie kadry i wrócił do Portugalii. Na wyjazdowy mecz z Bośnią i Hercegowiną, wyznaczony na 5 października, już nie zdążył.
Trudna rywalizacja w Lizbonie
Latem Benfica zapłaciła za Kamińskiego 17 milionów euro, a Polak podpisał pięcioletni kontrakt z klubem prowadzonym przez Marco Silvę. Rzeczywistość na boisku wygląda jednak zupełnie inaczej, niż mogłaby sugerować taka kwota transferu. W siedmiu ligowych meczach Benfiki zagrał dłużej tylko raz – 73 minuty przeciwko Maritimo, w spotkaniu wygranym 3:0.
Był za to bohaterem starcia w Lidze Europy z Milanem – Benfica wygrała wówczas 2:0, a Kamiński zaliczył gola i asystę. Mimo to już kilka dni później zabrakło go w wyjściowym składzie na kolejny mecz portugalskiej ligi.
Sytuacja Polaka na tyle zaintrygowała miejscowych dziennikarzy, że pod koniec sierpnia jeden z nich zapytał wprost Marco Silvę, dlaczego Kamiński nie gra. Trener Benfiki odpowiedział przykładami innych zawodników z szerokiej rotacji ofensywnej. „Ile kosztował Lukebakio? 20 milionów. Ile minut zagrał w ostatnich trzech meczach? A ile kosztował Rios? Ile zagrał w ostatnich spotkaniach?” – odpowiedział Silva.
Portugalski szkoleniowiec podkreślił przy tym, że to on, i tylko on, decyduje o składzie na każdy mecz. „Jestem tu po to, by podejmować decyzje najlepsze dla drużyny na dany mecz. To moja rola jako trenera” – stwierdził. Nie uciekł też od tematu konkurencji na pozycji Kamińskiego, chwaląc formę młodego Argentyńczyka. „Może oczekujecie, że posadzę Prestianniego na ławce i wpuszczę Kamińskiego. Prestianni gra dobrze, choć wy pewnie czekacie, aż go zdejmę” – powiedział Silva.
Sam Kamiński, mimo trudnej sytuacji, nie żałuje decyzji o przenosinach do Lizbony. „Jeżeli zgłasza się Benfica, człowiek nie zastanawia się dwa razy. Chcę spróbować swoich sił w takim klubie” – zadeklarował piłkarz.
Kalendarz najbliższych tygodni dla reprezentacji Polski prowadzonej przez Jana Urbana zapowiada się napięcie. Po starciu z Bośnią biało-czerwonych czeka wyjazd do Szwecji 28 września, potem mecz w Warszawie z Rumunią 2 października, a na koniec rewanż z Bośnią i Hercegowiną 5 października. Cel tej serii spotkań Kamiński formułuje bez owijania w bawełnę. „Naszym celem jest awans do dywizji wyżej” – zaznaczył.