Jak to możliwe, że wicemistrz Polski przegrywa u siebie 1:5 i po pięciu meczach ma na koncie zaledwie sześć punktów? GKS Katowice, drużyna, która jeszcze kilka miesięcy temu grała z GKS-em Tychy w finale TAURON Hokej Ligi, wchodzi w nowy sezon w głębokim dołku formy.
W piątek katowiczanie ulegli ECZD Zagłębiu Sosnowiec 1:5. Najboleśniejsze jest to, że po pierwszej tercji było jeszcze 1:1 — spotkanie sprawiało wrażenie wyrównanego, zanim rozsypało się w drugiej i trzeciej odsłonie. Jedynego gola dla gospodarzy zdobył Stephen Anderson, 31-letni kanadyjski środkowy ataku. Po meczu nie krył frustracji.
Po pięciu kolejkach nowego sezonu TAURON Hokej Ligi bilans GKS-u to zaledwie sześć punktów, przy czym jedno ze spotkań rozegrano awansem z 17. kolejki, przeciwko Polonii Bytom. Obserwatorzy ligi zgodnie zauważają: aktualni wicemistrzowie Polski nie przypominają na razie zespołu, który oglądaliśmy w końcówce poprzedniej kampanii ligowej.
Anderson, zapytany o przyczyny kryzysu, nie owijał w bawełnę. „Można powiedzieć w tym momencie jest wiele rzeczy, w których coś nie działa, coś nie funkcjonuje. Na ten moment nie prezentujemy poziomu, który jest wystarczający. Każdy w szatni musi spojrzeć w lustro i zastanowić się, co jeszcze może dać od siebie. Musimy dać z siebie więcej” — powiedział kanadyjski napastnik.
Brak zespołowości jako główny problem
Anderson wskazał też konkretnie, gdzie tkwi problem. „Po prostu nie gramy jako zespół. Czasami zbyt łatwo oddajemy krążek, innym razem próbujemy zrobić za dużo indywidualnie. Często szybko tracimy bramkę, a potem zrobić jeszcze więcej, zamiast po prostu wrócić do podstaw – grać razem i wzajemnie się wspierać” — ocenił zawodnik.
Cała presja spada teraz na sztab szkoleniowy prowadzony przez trenera Jacka Płachtę. To on musi w krótkim czasie znaleźć receptę na odbudowanie drużyny, która jeszcze kilka miesięcy temu walczyła w finale z Tychami. Okazja do przełamania nadarzy się już w najbliższą niedzielę — GKS zagra na wyjeździe z Unią Oświęcim.