Jak to możliwe, że zawodnik wyrzucony z akademii Legii Warszawa za słabe predyspozycje motoryczne dziś gra w pierwszym składzie Slavii Praga i debiutuje w kadrze A Polski? Odpowiedź prowadzi przez Pruszków, Płock i Zabrze – i przez kilka osób, które nie dały mu wypaść z futbolu, choć w pewnym momencie łatwiej byłoby po prostu odpuścić.
Wiktor Nowak spędził w akademii Legii cztery lata. Potem klub zakończył z nim współpracę. Powodem były słabe predyspozycje motoryczne – wtedy jeszcze nastoletni obrońca przegrywał rywalizację bezpośrednio z Igorem Strzałkiem. W 2018 roku szef akademii Legii Radosław Mozyrko organizował turnieje wieku biologicznego, w wyniku których 14-letni Nowak został przydzielony do młodszych piłkarzy. Miał wtedy 14-15 lat, gdy dowiedział się, że w Legii dla niego nie ma miejsca.
„To najcięższy moment w mojej dotychczasowej przygodzie z piłką. Dla młodego zawodnika, młodej osoby takiej jak ja, miałem wtedy 14–15 lat… Gdy ta informacja do mnie dotarła, to było mi bardzo smutno. Nigdy jednak nie miałem takich myśli, że to koniec z piłką. Dalej musiałem próbować swoich sił gdzie indziej”
Grzegorz Szoka, dziś trener ŁKS, prowadził Nowaka w młodszych kategoriach akademii Legii. Nie zostawił go samego z tym problemem – od razu zaczął organizować mu testy w innych klubach. Gładko to nie poszło. Raków Częstochowa i Polonia Warszawa go nie przyjęły. Ostatecznie chłopak z Drobina pod Płockiem trafił do Znicza Pruszków, gdzie prowadził go Michał Dumała, a w drużynie do lat 17 grał na lewej obronie.
Przełom nadszedł w 2021 roku, gdy do Znicza dołączył trener Mariusz Misiura z zadaniem uratowania zespołu przed spadkiem do III ligi – wcześniej pracował on w Realu Madryt. W decydującym meczu ostatniej kolejki II ligi z Hutnikiem Kraków Nowak wszedł na boisko za Shumę Nagamatsu i podał piłkę do Pomorskiego, który strzelił gola dającego Zniczowi wygraną i awans. Nad jego przygotowaniem motorycznym pracowali wtedy Grzegorz Skowroński i Mateusz Surowiec – dokładnie w tym samym obszarze, który kilka lat wcześniej przesądził o jego wyrzuceniu z Legii.
Misiura pracował z Nowakiem w Pruszkowie trzy lata, po czym odszedł do Wisły Płock. Zawodnik trafił pod opiekę Grzegorza Szoki i grą w I lidze zdołał zwrócić na siebie uwagę Rakowa Częstochowa i Górnika Zabrze. Najkonkretniejszą ofertę złożył ostatecznie Górnik. Tam czekał go jednak kolejny cios: w sezonie przygotowawczym nie znalazł się nawet w gronie 22 zawodników biorących udział w wewnętrznych grach jedenastu na jedenastu.
Od ławki w Zabrzu do składu Ekstraklasy
Ratunkiem okazała się Wisła Płock, gdzie wtedy pracował Mariusz Misiura. Klub, który już raz mu pomógł, dał mu drugą szansę. W Płocku Nowak trenował indywidualnie z Bartoszem Bochińskim i od razu wskoczył do pierwszego składu w Ekstraklasie. Opiekę nad nim sprawował doświadczony Dani Pacheco. Liczby mówiły same za siebie: Nowak przebiegał w ciągu meczu ponad kilometr na dużej szybkości, podczas gdy przeciętny zawodnik Ekstraklasy notował średnio 600-800 metrów. Motoryka, która kiedyś go przekreśliła, zamieniła się w jego główną broń.
Trener kadry Miłosz Stępiński zwrócił mu uwagę na zbyt dużą liczbę strat piłki. Nowak skorygował to już od kolejnego meczu. Jesienią 2025 roku Mariusz Misiura, już jako trener stażysta w Slavii Praga, wskazał tamtejszym skautom Wiktora Nowaka oraz Nikodema Niskiego z Korony Kielce jako najbardziej perspektywicznych zawodników polskiej ligi. Slavia kupiła go od Górnika Zabrze za 2,4 mln euro.
W Pradze nie musiał długo czekać na miejsce w składzie. Po 9 kolejkach ma na koncie 5 goli i 1 asystę, co czyni go drugim najlepszym strzelcem czeskiej ligi. Zadebiutował też w Lidze Mistrzów w barwach Slavii. Czescy komentatorzy porównują go już do Thomasa Soucka, który zaczynał karierę w Slavii, a od dekady gra w West Ham United. Do tego doszedł debiut w seniorskiej reprezentacji Polski – dla zawodnika, którego jedenaście lat wcześniej Legia uznała za niewystarczająco szybkiego, to zamyka pewną pętlę.