Harry Kane ma w głowie nie tylko przeprowadzkę do MLS. Rozważa też coś znacznie bardziej egzotycznego — karierę kopacza w futbolu amerykańskim, w NFL. Napastnik Bayernu Monachium przyznał wprost, że to pomysł, któremu chce się przyjrzeć poważniej.
To coś, co chcę dokładniej przeanalizować
O swoich planach opowiedział podczas zgrupowania reprezentacji Anglii w St George’s Park, gdzie pełni funkcję kapitana drużyny. Na razie to raczej myślenie głośne niż konkret — żadne rozmowy w sprawie transferu do futbolu amerykańskiego się nie toczą, a sam zawodnik nie kontaktował się z przedstawicielami NFL.
Nie jest to jednak pomysł wyssany z palca. Kane od dawna pasjonuje się golfem, a teraz zaczyna kalkulować, ile jeszcze zostało mu w nogach — może pięć, może sześć lat kariery. I dzieje się to akurat wtedy, gdy napastnik najprawdopodobniej przedłuży umowę z Bayernem Monachium. Żadnej rewolucji w najbliższym czasie więc nie będzie.
MLS jako most do NFL?
Ostateczna decyzja, jak zaznaczył Kane, zależeć będzie od tego, jak potoczy się jego kariera, jaką znajdzie w sobie motywację i jakie cele wyznaczy sobie na kolejne lata. Jedno wykluczył od razu: gry w NFL w trakcie regularnych zmagań na najwyższym piłkarskim poziomie.
Inaczej wygląda to po ewentualnym przejściu do MLS.
Być może po przejściu do MLS dałoby się połączyć te dwie aktywności
Napastnik widzi tu konkretne podobieństwo między obiema dyscyplinami. Rzuty karne w piłce nożnej i kopnięcia w futbolu amerykańskim, jego zdaniem, łączy zbliżona technika oraz ta sama presja chwili. Zastrzegł jednak, że start w NFL byłby poważnym wyzwaniem — telewizja lubi sprawiać wrażenie, że rola kopacza jest prostsza, niż jest naprawdę.
Taki eksperyment już się zresztą kiedyś udał. Jesus Angoy, były bramkarz FC Barcelony, spędził siedem lat w NFL Europa jako kopacz Barcelony Dragons. W 1997 roku zdobył z tą drużyną World Bowl.