GKS Tychy nie zostawił złudzeń w Wielkich Derbach Śląska – na własnym lodzie rozbił GKS Katowice aż 6:2. Spotkanie wchodziło w program drugiej kolejki TAURON Hokej Ligi. Dla katowiczan, wciąż noszących miano wicemistrzów Polski, ta porażka bolała podwójnie, bo to oni jechali do Tychów w roli faworyta.
Losy meczu przesądziły się właściwie już w pierwszej tercji – Tychy wygrały ją 2:0 i Katowice nie znalazły na to odpowiedzi. Gospodarze tylko nabierali rozpędu: po dwóch częściach gry na tablicy świeciło już 5:1. Ostatecznie bramkarze GKS-u Katowice sześć razy wyjmowali krążek z siatki. Jedynym naprawdę jasnym punktem w ataku gości okazał się fiński napastnik Joona Monto – to on asystował przy obu trafieniach swojego zespołu.
„Przeciwnik był dziś o wiele lepszy”
Po końcowej syrenie 29-letni Fin nie szukał wymówek.
Myślę, że przeciwnik był dziś o wiele lepszy.
Zdaniem Monto o losach meczu zdecydował fatalny początek.
Naprawdę trudno jest zaczynać mecz, jeśli gramy, jak my w tej pierwszej tercji.
Napastnik wskazał też na problem, który wraca w drużynie od dawna – sześć straconych bramek to w jego ocenie kolejna odsłona kłopotów defensywnych ciągnących się jeszcze z okresu przygotowawczego.
Według niego błędy rodziły się dużo wcześniej niż pod własną bramką. Zawodnicy GKS-u zbyt łatwo oddawali krążek w strefie ataku rywala, a to od razu zmuszało całą drużynę do odwrotu i gry w obronie. Konsekwencje? Hokeiści Tychów raz po raz zostawali niepilnowani albo wyjeżdżali sam na sam z bramkarzem katowiczan.
Mimo dotkliwej porażki Monto nie zamierza się nad nią długo użalać. Już w niedzielę GKS Katowice czeka kolejny mecz.
Musimy więc wyciągnąć wnioski z tego meczu i w niedzielę musimy zagrać o wiele lepiej.