Szósta minuta piątkowego meczu w Barcelonie. Federico Redondo idzie do szatni przed czasem. Elche traci zawodnika po tak wczesnym faulu, że część kibiców pewnie jeszcze szukała swoich miejsc na trybunach. Espanyol dostaje więc w prezencie niemal cały mecz gry w przewadze liczebnej. Efekt? Przegrywa 1:3.
Dla przyjezdnych spotkanie 7. kolejki La Liga, rozgrywanej od piątku do niedzieli, zaczęło się fatalnie – czerwona kartka dla Redondo zapowiadała prawdziwą katastrofę. Stało się jednak inaczej. Elche, grając w dziesiątkę praktycznie od pierwszego gwizdka, zaczęło strzelać gole.
Dwa gole Nino i szok gospodarzy
Nino wykorzystał osłabienie rywala w sposób, jakiego nikt się nie spodziewał. Napastnik trafił w 26. i 29. minucie, budując dla Elche prowadzenie 0:2. Espanyol, choć miał na boisku przewagę jednego zawodnika, do przerwy dał się zaskoczyć dwa razy i schodził do szatni z wynikiem 0:2 na tablicy.
Po przerwie gospodarze w końcu zaczęli naciskać. Kontaktowego gola złapali dopiero w 72. minucie, i to za sprawą pomyłki rywala – Victor Chust skierował piłkę do własnej bramki, dając Espanyolowi trafienie na 1:2.
Nadzieja na odrobienie strat nie potrwała długo. Sześć minut później, w 78. minucie, German Valera przypieczętował zwycięstwo Elche, ustalając ostateczny wynik na 1:3.
Dla Elche to efektowna riposta po poprzedniej kolejce. Kilka dni wcześniej zespół przegrał pechowo z Realem Madryt, tracąc decydującego gola na 2:3 dopiero w doliczonym czasie gry. Tym razem, mimo gry w osłabieniu niemal od pierwszego gwizdka, to właśnie rywale Realu wyszli z Barcelony z kompletem punktów.