„Nie ma co ukrywać, widać było dużą różnicę klas w każdym aspekcie. Przyjechaliśmy na bardzo ciężki teren i to było widać” — powiedział Sławomir Abramowicz, bramkarz Jagiellonii Białystok, po porażce 1:2 z Olympiakosem Pireus w Grecji.
Tak zakończył się debiut Jagiellonii w Lidze Europy — przegraną, choć wcale nie musiało tak być. Kibice z Białegostoku ostatecznie przełknęli gorycz porażki 1:2. A zaczęło się obiecująco: od 20. minuty Jagiellonia prowadziła po golu Kajetana Szmyta. Prowadzenie nie przetrwało jednak do przerwy — w 43. minucie wyrównał Armando Gonzalez. O zwycięstwie Olympiakosu zdecydował z ławki Roman Jaremczuk, trafiając w 84. minucie.
Abramowicz, komentując spotkanie na antenie Polsatu Sport, nie kombinował z wymówkami. Wskazał konkretny błąd przy pierwszej straconej bramce. „Przy pierwszej straciliśmy krycie. Drugą podobnie straciliśmy jak z Wisłą Kraków” — przyznał bramkarz. Zwrócił uwagę i na coś szerszego — problem, który ciągnie się za jego defensywą od kilku meczów. „Ostatnio chociażby po stałych fragmentach tracimy ich trochę. Dziś też tak naprawdę dwa dośrodkowania i wpadają dwie bramki” — podsumował, zauważając, że obie bramki w Pireusie padły właśnie po dośrodkowaniach.
Różnica klas, ale nie beznadziejna
Bramkarz Jagiellonii przyznał, że jego zespół nie jechał do Grecji z nadzieją na łatwy spacerek. „Nie spodziewaliśmy się łatwego spotkania i niestety wracamy bez punktów” — powiedział. Dodał, że Olympiakos ma po prostu więcej klasy w indywidualnych starciach. „Myślę, że jeśli chodzi o aspekty indywidualne, brakowało czasami dobrego przyjęcia, zagrania, aby przyspieszyć akcję, wyjść dobrze spod pressingu w strefie środkowej czy już pod bramką” — mówił Abramowicz.
Mimo to nie uważa, że jego zespół odpadł bez szans. „Na pewno szkoda, bo myślę, że zasłużyliśmy na punkt, ale taka jest piłka” — stwierdził.
Nie zabrakło też osobistej refleksji. Bo choć wynik 1:2 boli, sam debiut w europejskich pucharach na najwyższym szczeblu ma dla Abramowicza wartość, której wynik nie przekreśla. „To nasz debiut, więc mimo wszystko też są powody do jakiejś radości, bo dla mnie osobiście to niesamowite przeżycie i spełnienie kolejnych marzeń. Szkoda, że bez punktów, ale mimo wszystko marzenie spełnione” — zakończył bramkarz Jagiellonii.